Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

The Choice #2

EVIE

Podeszłam do niego, stał tyłem i robił śniadanie. Przytuliłam jego idealnie zarysowane plecy.  
-Witaj kochanie. - powiedziałam calując jego ramię. Popatrzył na mnie dziwnie. Odłożył nóż i odwrócił się do mnie. Pocałował moje różane usta i posadził mnie na wyspie kuchennej.  
-Dlaczego to zrobiłaś Evie? Przecież wiesz, że cię kocham. - szepną mi w usta, poczułam dziwny ból w okolicy brzucha. Spojrzałam w dół, nóż który przed chwilą leżał na blacie był wbity we mnie. Zaczęłam krzyczeć z bólu i patrzyłam w jego pełne zła oczy, już mnie nie kochały...  
-Wszystko dobrze?  
-Tak... To tylko zły sen. - popatrzyłam na pielęgniarkę. Zmieniała mi wenflon i podpięła nową kroplówkę.
-Jest pani głodna? - zapytała z uśmiechem. Kiwnęłam głową na co ta wyszła i wróciła z dwiema kanapkami.  
-Która godzina? - zapytałam gdy ona zbliżyła kanapkę do moich ust. Nie podoba mi się to, mam dwie  ręce a karmią mnie jak małe dziecko. Mimo cholernego bólu podniosłam rękę i chwyciła kanapkę.  
-Nie powinna pani tego robić sama. - chciała zabrać mi kanapkę z ręki ale się odsunęłam.  
-Która godzina? - powtórzyłam pytanie.  
-Za piętnaście piąta. - powiedziała patrząc na zegarek. Kiwnęłam głową i spojrzałam zza okno.  
-Pada. - powiedziałam sama do siebie.  
-Już kilka godzin. Dzwonił pani mąż, będzie tutaj o ósmej.  
-Mąż? - popatrzyłam na nią pytająco.  
-Pan Carl nie jest pani mężem? - zapytała. Miałam już jej dość, wydawała się bardzo wścipska.  
-Nie wiem. Może pani wyjść? - pokiwała głową, odkręciła mi wodę i wyszła. No kurwa poradziłabym sobie.  

Dochodziła ósma, odczuwałam stres. Dobrze wiem że to moje ostatnie godziny tutaj. Dadzą mi wypis a Carl zobi ze mną co będzie chciał.  
-Cześć słońce. - o wilku mowa. Nienawidzę tych zdrobnień, kojarzą mi się tylko z jedną osobą. - Zobacz co mam. - pomachał mi papierkiem przed nosen. Wypis.  
-Zrobię co będziesz chciał ale nie dopuść do spotkania z Markiem. - powiedziałam bez namysłu. Nie chciałam tego to prawda ale mówiąc, że zrobię wszystko trochę mnie poniosło.  
-Spokojnie. - usiadł na krześle i patrzył się na mnie podejrzliwie.  
-Ma już pani wypis? - do pokoju weszła ta sama pielęgniarka, którą spotkałam po przebudzeniu.  
-Tak ma. - mhm... czyli teraz jeszcze mam mówce.  
-Dobrze, jak skończy się kroplówka proszę mnie zawołać.  
-Tak zrobię. - znów się odezwał.  
-Nie straciłam głosu Carl. - zacisnęłam pięść na kocu. Wkurwia mnie to, albo obracają mną jak dzieckiem albo traktują jak niepełnosprawną.  
Kilka minut później siedzenia w ciszy, Carl wstał. Popatrzyłam na kroplówkę już wiem po co poszedł. Wrócił z tą idjotką i w końcu odpieli mnie od wszystkiego.  
Pielęgniarka chciała pomóc mi wstać ale wpiepszył się Carl. Gdy już stałam na nogach zaczęło kręcić mi się w głowie. Podeszłam do okna i przytrzymałam się parapetu.  
-Wszystko okej? - podszedł Carl łapiąc mnie w tali.  
-Tak, jest dobrze. - przymknęłam oczy i wzięłam kilka głębszych wdechów. - Gdzie moje rzeczy? - Carl podał mi torbę z nowymi ubraniami. Zajrzałam do środka, zwykle czarne spodnie z wysokim stanem i biały t-shirt. Na dnie zobaczyłam też koronkową bieliznę.  
-Masz jeszcze buty. - pokazał palcem na czarne adidasy. - Jak się ubierzesz to wyjdź na korytarz. - wyszedł z pokoju. Wzięłam wszystko i weszłam do łazienki. Ubrałam wszystko i spojrzałam w lustro nad umywalką. Wyglądałam jak siedem nieszczęść, oczy, które były opuchnięte i przekrwione, wory pod nimi. Włosy w nieładzie, które przeczesałam reką, jednak to nic nie zmieniło wciąż wyglądałam jak gówno.  
Gotowa wyszłam na korytarz tak jak mi kazano. Udaliśmy się do recepcji i wyszliśmy ze szpitala. Wsiadłam do jego auta i ruszył łagodnie.  
-Gdzie jedziemy? - zapytałam po chwili.  
-Do mnie. - nie spuszczał wzroku z drogi. Patrzyłam na niego przez chwilę, idealne rysy twarzy, kilku dniowy zarost i piękne niebieskie oczy, które dodoawały mu uroku. I pomyśleć, że mój niegdyś najlepszy przyjaciel, prawa ręka mojego byłego próbuje mnie ukryć. Wciąż nie wiem jak jest w tym cel i nie wiem czy chce wiedzieć.  
Odwróciłam wzrok i rozsiadłam się wygodnie. Patrzyłam na drogę, budynki a w radiu grała cicha muzyka. Z transu wyrwał nas dzwonek terefonu. Spojrzałam na jego własność i zrobiło mi się gorąco widząc napis "MARK". Carl spojrzał na mnie i odebrał telefon.  
-Halo. - powiedział krótko wracając do obserwacji drogi. Nie słyszałam głosu Marka, nawet i dobrze. - Tak jestem sam. - obrócił głowę w moją stronę i zmarszczył brwi - Pół godziny? - spojrzał na zegarek - Dobra już jadę. - rozłączył się i położył telefon tam gdzie leżał wcześniej. - Zawiozę cię do mnie. Nie wolno ci nikomu otwierać, hałasować masz być jak kurz na meblach. Nie możesz...  
-Tak rozumiem. - oparłam głowę o szybę i przymknęłam oczy na kilka chwil. - Co mówił Mark? - sama nie wiem dlaczego o to zapytałam, do tego z taką żałością w głosie jakbym za nim tęskniła lub wciąż go kochała.  
-Kazał przyjechać do firmy.  
-Nie wie o mnie prawda?  
-Mam nadzieję, inaczej zabije nas oboje. - zjechał na pobocze przed jakimś ogromnym blokiem. Wysiadł, obszedł samochód i pomógł wyjść mi.

HIJALUCIFER111

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i inne, użyła 1022 słów i 5416 znaków. Tag: #miłość

Dodaj komentarz