Pociąg donikąd cz 1

Dla jednych myśli są tylko myślami, dla innych całym światem....

Simon jest przystojnym, bogatym i na tę chwilę, trwającą już przeszło trzy lata, bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Pozornie wygląda na introwertyka, ale jego osobowość jest dużo bardziej skomplikowana. Wsiadł do pociągu i ma dojechać do Edenburga, ale naprawdę chce jechać donikąd. Zaraz na początku ponad czterogodzinnej podróży spotyka siedmioletnią Laurę, która do złudzenia przypomina jego zmarłą na raka, ukochaną o imieniu Xsanti. Blisko czterdziestoletni mężczyzna chce uciec w mroki swojej nadmiernie rozbudowanej wyobraźni, ale Laura zaczyna z nim rozmawiać, a ponieważ przypomina mu jego ukochaną, nie potrafi jej odmówić...

                                                        2019

Nowe LX firmy LEVC odjechało bezgłośnie. Nawet nie spojrzał za taksówką. Bezczelne krople londyńskiego deszczu nie zdołały dosięgnąć jego nieskazitelnie nowych, ręcznie wykonanych butów Manganni. Po chwili znalazł się między setkami pasażerów ogromnego dworca kolejowego, King Cross.

Sklepienie dworca zdobiła ogromna krata, a ściany z nietynkowanej cegły dzieliły połyskujące ostrym błękitem, kłującym w oczy, tablice informacyjne. Rzucił beznamiętnie wzrokiem na górę, gdzie umiejscowiono wiele restauracji. Stąpał lekko, chociaż dusze obciążał ciężar nie mniejszy niż Zbawiciela w jego ostatniej drodze na Golgotę.

Z zadumy wspomnień wyrwał go śmiech dziecka. Młoda matka trzymała z obu swoich stron pociechy mające pewnie nieco więcej niż sześć lat. Z powodu zgiełku nie dotarła do niego treść rodzinnej konwersacji. Z lewej wyminął go człowiek, tylko nieco starszy od niego, z walizką na kółeczkach. Po kilku minutach doszedł na peron, gdzie za chwilę mieli podstawić nowoczesny pociąg Azuma, odpowiednik japońskiego pociągu pocisku, w języku mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni, zwanego Shinkansen. Simon nie miał specjalnych wymagań odnośnie do wygód podczas podróży, zamówił jednak pierwszą klasę i zaznaczył, że chciałby mieć miejsce przy oknie.

Pociąg o opływowym pysku wjechał na peron. Cały biały z czerwonym paskiem na linii okien ciągnącym się aż do końca, nie licząc żółtego, szerokiego pasa na przedzie kabiny . Ponieważ mężczyzna przyszedł na oznaczony sektor, nie musiał iść daleko do swojego wagonu. Po chwili znalazł wyznaczone miejsce, usiadł i zaczął patrzyć przez okno, mimo, że po przeciwnej stronie widział tylko szarość betonu. Przed sobą miał stolik i wolne miejsce, po drugiej stronie półmetrowego przejścia znajdowały się podwójne fotele. Po chwili zajęła je starsza para, a po przeciwnej stronie usiadła kobieta około dwudziestopięcioletnia z wyglądającą na siedem lat córką. Po kwadransie pociąg ruszył, by po kilku minutach nabrać dużej szybkości. Zgodnie z rozkładem miał dojechać do Edenburga za cztery godziny i czterdzieści minut. Szatyn patrzył w dal, ale jego oczy nie dostrzegały krajobrazu.

Dziewczynka, o kaskadzie, lekko kręconych kasztanowych włosach, zaplecionych pewnie przez kogoś z jej opiekunów, zerkała na niego spoza sylwetki swojej mamy.

- Laura, nie ładnie się gapić — usłyszał.

- Ten pan jest ładnie ubrany, widzisz?

Matka nawet nie spojrzała we wskazanym kierunku.

- Chciałaś siedzieć przy oknie żeby podziwiać widoki — głos matki podniósł się o jedną oktawę.

- Widzę tylko domki i samochody, to nudne.

Simon rzucił okiem w kierunku małej i ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę. Matka uznała, że powinna chyba coś powiedzieć i odwróciła twarz do niego.

- Bardzo pana przeprasza, Laura jest bardzo ciekawska.

Simon na chwilę się uśmiechnął.

- Dzieci takie są, proszę jej nie zabraniać, mnie to nie przeszkadza.

Mała wychyliła się ponownie zza ciała matki i zapytała.

- Jak się nazywasz?

- Laura! - usłyszał ściszony głos matki.

Uśmiechnął się ponownie do dziewczynki i spojrzał na nieco zdenerwowane oblicze matki.

- Mam na imię Simon, a ty jak masz na imię?

- Mam na imię Laura, powinieneś usłyszeć, bo mamusia do mnie mówiła. Mama ma na imię Gloria. Jedziemy do Yorku, a ty gdzie jedziesz?

- Trochę dalej niż ty z mamusią, do Edenburga.

Teraz twarz matki lekko się zaczerwieniła.

- Kochanie, nie możesz zaczynać rozmowy z nieznajomym panem, pan Simon może się na nas pogniewać.

Mała spojrzała na matkę ze zdziwieniem.

- Mówiłaś, że nie mogę rozmawiać z nieznajomymi jak jestem sama, a przecież teraz jestem z tobą! Poza tym pan Simon nie jest nieznajomym.

- Obiecałaś być grzeczna — Gloria chyba sięgnęła pewnie po ostatni argument.

- A nie jestem? - zapytała zdziwiona Laura.

- Powinnaś słuchać co mamusia mówi — szepnęła — Pan Simon pewnie jest zmęczony i nie za bardzo chce z tobą rozmawiać.

- A mogę go o to zapytać?

Odwróciła ponownie głowę w kierunku wyglądającego na około czterdzieści lat szatyna i uśmiechnęła się przepraszająco.

- Bardzo pana przepraszam...

- Pani córka nic złego nie zrobiła, jeżeli jej pani pozwoli, mogę z nią chwilę rozmawiać.

Gloria spojrzała na Simona z rozluźnioną już nieco twarzą.

- Zamęczy pana pytaniami, spędziliśmy dwa tygodnie u mojej siostry i wszyscy już byli zmęczeni jej pytlowaniem. W końcu jedziemy do domu.

- Rozumiem — odrzekł Simon.

Mała wpatrywała się nadal w twarz rodzicielki.

- To mogę?

- Tylko do następnej stacji.

Simon uśmiechnął się delikatnie. Czterdzieści minut?  

Mała okazywała śmiałość. Z jednej strony świadczyło to, że w domu dostawała uczucie, ale jak wszystko inne miało to i drugą stronę medalu. Mężczyzna zostawił na chwilę swoje brzemię i przygotował się na rozmowę z sympatyczną dziewczynką. Laura ucieszona ze zgody, szybko usiadła na kolana mamy i poczęstowała jej policzek soczystym buziakiem. Lekko zaskoczona matka chyba nie odkryła całego zamierzenia córeczki, o ile mała to w ogóle planowała, bo dziewczynka zeszła z jej kolan i zadowolona jak księżyc w pełni usiadła naprzeciw Simona.

Gloria zbladła i po chwili jej lico zaczęło gwałtownie nabierać koloru różu.

- Laura!

Tym razem mężczyzna spojrzał na matkę z uspokojeniem w oczach.

- Jest w porządku. - rzekł ciszej do matki i spojrzał na Laurę.

- Powinnaś zapytać mamusi. Proszę wrócić i to zrobić, a następnie zapytać mnie, czy możesz tu przyjść i usiąść.

Starał się by jego reprymenda nie zabrzmiała zbyt srogo. Zobaczył, że uśmiech z buzi dziewczynki czmychnął gdzie pieprz rośnie, po czym mała wstała i podeszła do mamy.

- Czy mogę usiąść naprzeciw pana Simona? Przepraszam, że nie zapytałam.

Rozbrojona mama zapomniała o gniewie i powiedziała.

- Najpierw zapytaj pana Simona.

Laura szybko korygowała swoją pomyłkę.

- Przepraszam, Simon. Skoro mamy rozmawiać, czy mogę usiąść naprzeciw ciebie?

Twarz Simona okrył delikatny uśmiech i odrzekł.

- Dobrze, o ile twoja mamusia się zgodzi.

Laura spojrzała z oczami anioła w twarz mamy.

- Czy mogę, mamusiu?

- Dobrze, ale nie rób tak więcej.

- Dziękuję, mamusiu. Obiecuję być grzeczna.

Dziewczynka z gracją damy usiadła skromnie po przeciwnej stronie mężczyzny, wygładziła materiał sukieneczki i położyła ręce na stoliczku.

- Miło mi pana poznać, Simonie — zaczęła.

Starsza para siedząca po przeciwnej stronie młodej matki wymieniła uśmiechy. Gloria ponownie spłonęła w rumieńcu.

Mała kokietka pomyślał, mężczyzna.

- Jest mi również miło. Pamiętaj, że zawsze powinnaś słuchać mamusi i nie podejmować samodzielnych decyzji do czasu aż będziesz starsza.

- Dobrze, Simonie. Powinnam od razu tak postąpić, to co zrobiłam poprzednio nie było zbyt rozsądne.

Mężczyzna pokiwał głową na znak aprobaty.

- Chcesz to opowiem ci bajeczkę.

Mała skrzywiła się nieco i rzekła uczciwie.

- Jestem za duża na bajki.

- To bardzo mądra bajka i powinnaś posłuchać.

- Dobrze — zgodziła się mała, oparła łokcie o stolik i wsparła główkę na rozsuniętych dłoniach.

Jej lniana sukieneczka o kolorze dojrzałej trawy w małe uśmiechnięte słoneczka, pasowała do jej miedzianych ciężkich włosów. Skórę na buzi i całym widocznym ciele miała gładką o oliwkowym odcieniu. Wyglądała jak księżniczka z bajki. Anielską buzię zdobiły wielkie zielone oczy otoczone wachlarzem długich rzęs, a całość arcydzieła dekorowały piękne miedziane brwi. Istne cudo pomyślał. Simon był dobrym obserwatorem i już wcześniej dostrzegł na jej drobnych stopach żółte skarpetki, kończące się na linii kostek. A na nogach miała sandałki z jasnobrązowej skóry.

- W pewnym gospodarstwie na wsi, po podwórku chodził dumny kogut. Młoda myszka wysunęła mordkę z norki i obserwowała wielkiego ptaka z bijącym ze strachu sercem. Widziała go nie raz, kiedy wznosił skrzydła i głośno piał, dlatego bała się go okropnie. Potem jej wzrok padł na kota, który leniwie przeciągnął się na słońcu. Siedział pod płotem i wygiął waśnie grzbiet w literę ,,u". Myszka skończyła rekonesans podwórza i wróciła do mamy, żeby podzielić sie z nią spostrzeżeniami.

,,Mamusiu wdziałam na podwórku dwa stworzenia. Jedno bardzo straszne, które głośno pieje, a drugie milutkie i pełne zaufania"

Mama spojrzała na córkę i rzekła.

,, To straszne według ciebie stworzenie jest zupełnie dla nas niegroźne. Natomiast to drugie, jest naszym śmiertelnym wrogiem. Zanim byś zdołała cokolwiek pomyśleć, skończyłabyś swoje króciutkie życie w jego paszczy pełnej ostrych zębów."

Laura patrzyła mądrze na mężczyznę.

- Nie bardzo rozumiem, o co chodzi w tej bajce.

- Zaraz ci wytłumaczę, Lauro. Nie zawsze ci, którzy wyglądają na miłych, są tacy. Póki jesteś mała, słuchaj pilnie mamusi i nigdy nie rób niczego bez jej aprobaty. Jest wielu ludzi, którzy wyglądają miło, a są twoimi wrogami.

- Ale ty nie jesteś taki, Simonie? - odrzekła rezolutnie.

- Nie, ale są tacy ludzie. Zawsze słuchaj mamusi i nie oddalaj się od niej, kiedy jesteś poza domem..

Gloria popatrzyła z prośbą w oczach na mężczyznę, bo obawiała się, że powie jej córce coś nieodpowiedniego, ale ten znowu uspokoił ją krótkim, wymownym spojrzeniem, jakby chciał ją upewnić, że nie powie niczego zbyt trudnego do pojęcia, przez jej dziecko, bo czuł, że Laura zapyta.

- Czy ktoś taki mógłby mnie skrzywdzić?

- Niestety tak.

- A co by mógł mi zrobić?

Simon wiedział, że w oczach matki dostrzegłby błaganie, ale nawet nie spojrzał w jej stronę.

- Kiedy troszkę dorośniesz, zapytaj o to mamusi. Na teraz zapamiętaj tylko co ci powiedziałem wcześniej. O czym chcesz ze mną rozmawiać?

Simon zapytał o to, ale nie sądził, że usłyszy z ust dziewczynki takie zdanie.

- Masz coś smutnego w oczach dlaczego?

W jednej chwili zmienił natychmiast zdanie o tym dziecku. Czyżby siły wyższe obdarzyły ją jakimś darem? Z pewnością jego oblicze nie spowijał smutek i nie miał pojęcia jak mała odkryła cierpienie jego duszy. Zastanawiał się co powiedzieć dziewczynce i stwierdził błyskawicznie, że powie jej prawdę.

- Nie wiem jak to dostrzegłaś, ale to prawda. Straciłem kogoś, kogo bardzo kochałem.

Dostrzegł krótkie spojrzenie matki. Starsza para nieznacznie poprawiła się na swoich fotelach.

- Czy ona umarła?

Z pewnością dziewczynka posiadała dar. Popatrzył na nią ze smutkiem.

- Tak, straciłem miłość mojego życia.

- Och, to smutne. Ja też nie zawsze jestem wesoła. Mamusia bardzo mnie kocha i zawsze o mnie się troszczy i jestem szczęśliwa. Ale moja mamusia też kogoś straciła, chociaż w inny sposób niż ty, Simonie.

Mężczyzna dostrzegł kątem oka panikę na twarzy młodej matki.

- Lauro, nie powinnaś odkrywać sekretów innych. Szczególnie mamy, a już z pewnością w otoczeniu innych — rzekł, zwracając uwagę, by nie zabrzmiało to zbyt surowo w uszach jego małej rozmówczyni.

- Ale ty to zrobiłeś!

- Bo nie chciałem kłamać. Jeżeli chcesz rozmawiać ze mną, nie możemy więcej poruszać sekretów.

- Dobrze, zapamiętam.

Mała uczyła się szybko. Spojrzała przez okno.

- Ten pociąg jedzie bardzo szybko.

- To prawda.

Laura patrzyła odważnie w oczy mężczyzny.

- Może spotkasz znowu kogoś, kogo bardzo polubisz. Tak naprawdę troszkę oszukałam, że chodziło mi o twoje ubranie. Chciałam z tobą porozmawiać, bo... nie wiem dlaczego. Bardzo chciałam, to wiem. Zdumiony mężczyzna poczuł jej drobną dłoń na swojej. Jakieś miłe ciepło emanowało z jej twarzyczki, a dotyk jej dłoni koił jego zranioną duszę do samej głębi.
Przecież to nie może być Xsanti, odeszła trzy lata temu, a Laura ma siedem, przemknęło mu w głowie.
Simon czuł spojrzenie nie tylko matki, ale i starszej pary. Wiedział, że dziewczynka zaraz zabierze rączkę, ale pragnął, żeby ta chwila jeszcze nie nastąpiła.

Dawno w mrokach jego zbolałej duszy nie świeciło słońce, a właśnie teraz miliony ciepłych promieni tańczyło po kryształkach lodu w jego zamku. Rozciągnął pelerynę utkaną z kropel deszczu i południowej zorzy w nadziei, że zdoła je zatrzymać na dłużej, zanim chłodny północny wiatr nie rozwieje wszystkiego w śnieżny pył i powróci gęsty i lepki mrok.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i obyczajowe, użył 2385 słów i 13412 znaków, zaktualizował 19 sie 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto