Pęknięty diament — rozdział 24

Prue

W mieszkaniu było cicho. Phoebe wciąż się do mnie nie odzywała. Nie pomogły nawet święta. Rzuciła mi oschłe “Wesołych świąt” i pojechała do dziadków. Sama spędziłam ten wyjątkowy czas z rodzicami. Nie było zbyt miło, bo pytania ciągle wirowały wokół małżeństwa i dzieci. Nie miałam ani jednego, ani drugiego. Za każdym razem zagryzałam wargi ze złości, bo przecież Matt już prawie to miał. Ślub za kilka tygodni, a potem pewnie gromadka dzieci. I to nie tak, że nie chciałam zostać matką, ale pragnęłam znaleźć odpowiedniego mężczyznę.
Może Phoebe miała rację… Może całkowicie mi odbiło na punkcie Matta… Tylko czy to na pewno jedynie moja wina? Gdyby nie flirtował, głupio się nie uśmiechał i nie odstawił tamtej szopki z Patrickiem, pewnie łączyłaby nas zupełnie inna relacja — czysto biznesowa. Mogłabym być dalej profesjonalna i nie odczuwać żadnych wyrzutów sumienia. Na krótką chwilę przez głowę przeleciała mi myśl, co by zrobiła Cat, gdyby dowiedziała się prawdy. Zniszczyłaby mi życie? Zrujnowała karierę?  
Przeglądałam projekty, które musiałam jak najszybciej odesłać swoim klientom. Postanowiłam zrobić sobie przerwę, aby odetchnąć i pozbierać myśli. Przejrzałam szybko swoje profile na mediach społecznościowych, popijając kawę. Nagle mój wzrok zatrzymał się na zdjęciach. Odstawiłam kubek i uniosłam brew.  
Matt i Cat… razem. Słodka parka w słodkich, świątecznych sweterkach w reniferki. Czy mogło być coś słodszego? Odwróciłam wzrok, bo poczułam jak żółć podchodzi mi do gardła. Od kiedy na ich widok chciało mi się wymiotować? Gdzie mój profesjonalizm? Przecież nie powinno mnie obchodzić, do czyjego gardła Matt wkładał język.  
Zablokowałam ekran i rzuciłam komórkę na biurko. Straciłam humor i chęć na dokończenie projektów. Chciałam tylko zniknąć z oczu całemu światu. Musiałam jak najszybciej dojść do siebie, bo przygotowania do ślubu wciąż trwały, a oni jeszcze nie załatwili wielu rzeczy…
***
Znowu sushi i znowu my. Próbowałam ukryć radość, która wręcz rozrywała mnie od środka. Matt siedział ze mną, więc nie był z Cat. Ich narzeczeństwo wyrzuciłam z głowy. Założyłam kosmyki włosów za uszy i przeniosłam wzrok na kucharza, który przygotowywał dla nas potrawy. Zerknęłam kątem oka na Matta — patrzył w tę samą stronę. Kucharz podał nam talerze i wtedy Matt zadał mu pytanie po japońsku. Moje serce zaczęło bić jak oszalałe. Czy na tym świecie mogłabym spotkać kogoś odpowiedniejszego? On miał wszystko, czego pragnęłam. Łączyło nas dużo rzeczy. Byłam bardzo ciekawa, co przesądziło o jego związku z Cat. Ona nawet Japonii nie lubiła! O czym rozmawiali przez ten cały czas?
Zacisnęłam usta. Seks też był rozmową, przynajmniej częściowo. Ale czy faktycznie nie wychodzili z sypialni i skupiali się wyłącznie na przyjemności? Przecież wypalenie spotyka nawet pary bardzo aktywne seksualnie… Zarumieniłam się i szybko spuściłam wzrok. Siedziałam w miejscu publicznym i myślałam o głupotach. Ostatnią rzeczą, jaką chciałabym zobaczyć, byłby Matt posuwający Cat.  
— Masz minę, jakbyś myślała o nieprzyzwoitych rzeczach — powiedział Matt z tym swoim łobuzerskim uśmiechem.
Wzięłam głęboki wdech. Serce biło mi w piersi jak szalone, ale przysunęłam się bliżej i spojrzałam mu prosto w oczy.  
— A jeśli myślę?  
— Tylko mi nie mów, że myślisz o tym gościu ze sklepu z garniturami, ubranym tylko w błyszczące stringi — zaśmiał się.
Skrzywiłam się nieznacznie. Nachyliłam się w stronę Matta i zatrzymałam wzrok na jego ustach. Chciałam go pocałować. Przejechałam palcem po jego przedramieniu, przygryzając wargę.  
— Raczej myślę o kimś zupełnie innym. — Posłałam mu znaczące spojrzenie. — Patrick nie ma z tobą szans.  
— Wiem o tym.
Nie chciałam już dłużej czekać. Matt nie przestawał ze mną flirtować, więc może wcale nie byłam tu taka obojętna? Może Cat mu nie wystarczała? Słyszałam w głowie ostrzegawczy głos Phoebe, ale zignorowałam go. Nachyliłam się jeszcze bardziej, chcąc pocałować Matta. Nasze usta już prawie się złączyły, ale niespodziewanie Matt się odsunął. Zabolało. Spojrzałam na niego z konsternacją. Co to miało znaczyć?
— Co ty robisz, Prue? — zapytał ostrym tonem.
Uniosłam brew.  
— Chcę cię pocałować?
— Dlaczego? Proponowałem ci spotkania czysto koleżeńskie, bez żadnych podtekstów.
Odchyliłam się na krześle, taksując Matta urażonym spojrzeniem.
— To czemu ze mną flirtowałeś? — zapytałam z wyrzutem.  
— Przestań, Prue. Przecież to nic nie znaczyło.
Zabolało. Kim dla niego byłam? Z koleżankami się nie flirtuje ani nie całuje. Upokorzona, zsunęłam się z krzesła. Matt wyglądał na zaskoczonego. Złapałam torebkę i spojrzałam na swoje nieruszone sushi. Nie miałam już na nie ochoty, ani na towarzystwo tego dupka.  
— Cześć — rzuciłam zimno, odwróciłam się na pięcie i wyszłam z lokalu.  
Na zewnątrz zaczerpnęłam powietrza, próbując uspokoić przyspieszony oddech. Co za dupek! Phoebe miała rację…  



Matthew

Sylwester zbliżał się wielkimi krokami, a że postanowiliśmy urządzić imprezę w naszym mieszkaniu, byliśmy zajęci przygotowaniami. Między mną a Cat było wyjątkowo dobrze, prawie jak dawniej i wydawało mi się, że ten nieszczęsny mur zaczął zanikać. Mimo że nadal nie powiedziała mi, co ukrywała, nie drążyłem już tematu i cieszyłem się ze wspólnie spędzonego czasu. Oboje mieliśmy wolne, więc wykorzystywaliśmy to jak tylko się dało. Nadszedł ostatni dzień roku i razem z Cat od samego rana dopinaliśmy wszystko na ostatni guzik. Żadne z nas nie chciało powtórki z ostatniej imprezy.  
Byłem już gotowy, więc nie chcąc pospieszać Cat, wyszedłem z sypialni dokończyć szykowanie przekąsek. Przez moją głowę przemknęła myśl o Prue. Mimo że nie spodobało mi się jej zachowanie, nie mogłem się powstrzymać od zastanawiania się, czy ona dzisiaj świętowała podobnie do nas. Powiedziałem jej, że chciałem relacji czysto koleżeńskiej i to była prawda. Chociaż gdzieś z tyłu głowy cały czas miałem ten pocałunek. Siedział tam i wypływał na powierzchnię w najmniej odpowiednim momencie. Czemu nie mogłem puścić tego w niepamięć?  
Wyciągnąłem właśnie na blat ostatni talerz przekąsek z lodówki, gdy do kuchni weszła Cat, ubrana w cekinową sukienkę na ramiączkach, sięgającą jej do połowy uda, a ja zapomniałem całkowicie o Prue. Po co mi była jakaś organizatorka, kiedy miałem u swego boku piękną i seksowną Cat — miłość mojego życia. Na jej widok od razu zrobiło mi się gorąco. Wyglądała zjawiskowo — jak zawsze. Zobaczyła, że na nią patrzę, a właściwie pożeram wzrokiem i specjalnie schyliła się po jakąś pierdołę z najniższej szuflady. Sukienka podjechała wyżej, odsłaniając uda, a mnie w spodniach nagle zabrakło miejsca. Sunąłem wzrokiem od jej bosych stóp w górę, aż w końcu nie wytrzymałem i padłem na kolana. Cat nie zdążyła się jeszcze wyprostować, więc zacząłem składać pocałunki na nagiej skórze, zaczynając pod kolanem, a kończąc na pośladku. Jednocześnie sunąłem opuszkami palców od jej łydek coraz wyżej i wyżej, aż złapałem ją za biodra, podnosząc sukienkę do góry. Ugryzłem ją w pośladek.
Jęknęła cicho i powoli się wyprostowała, a ja razem z nią. Oparła się o mnie plecami i przycisnęła swoje biodra do moich.
— Widzę, że podoba ci się moja nowa sukienka — mruknęła, delikatnie wypychając pośladki w moją stronę.
— Ty mi się podobasz — zamruczałem jej do ucha, wędrując dłońmi z jej ud, przez biodra, aż na brzuch.
— Z wzajemnością. — Poczułem, jak jej ręka przesunęła się w okolice mojego krocza. — Ale chyba nie mamy na to czasu. Zaraz przyjdą goście…
— Kochanie… może jednak zdążymy… — Przygryzłem płatek jej ucha, wsuwając dłoń w skąpą bieliznę. — Boże, Cat, jak ty mnie kręcisz…
Zaczęła ciężej oddychać i oparła się na mnie, jakby nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
— Chcesz, żeby goście nas zobaczyli w negliżu? — mruknęła uwodzicielsko.
— Nie zobaczą, bo ich nie wpuścimy. — Zacząłem składać pocałunki na jej szyi, jednocześnie podwijając sukienkę jeszcze bardziej do góry, by wolną dłonią złapać jedną z jej piersi.  
Czy ona naprawdę sądziła, że nie założy stanika i mnie to nie ruszy? Delikatnie wsunąłem w nią jeden palec, a kciukiem zacząłem drażnić łechtaczkę. Jęknęła głośno i na oślep zaczęła rozpinać mi spodnie.
— Cat… — wymruczałem, dokładając drugi palec. — A goście?
— Pieprzyć gości — syknęła, odwracając się w moją stronę i wpijając się mocno w moje usta.
Musiałem puścić jej pierś, gdy się odwracała do mnie, więc jedną rękę miałem wolną. Chwyciłem jej nogę i uniosłem, by mieć lepszy dostęp, przypierając Cat do blatu, jednocześnie oddając pocałunek.  
— Najwyżej spóźnimy się na własną imprezę — wymruczałem z ustami na jej ustach, uśmiechając się.  
Ponownie sięgnęła rękoma do zapięcia moich spodni i sekundę później poczułem jej nieco chłodne palce na moim członku. Jęknąłem w jej usta i w tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. Nie, tylko nie teraz. Może się tylko przesłyszałem. Przecież jak jej nie wezmę tu i teraz, to zwariuję. Nie przerwaliśmy, ale ponownie rozległ się dźwięk dzwonka, a potem jeszcze natarczywe pukanie.  
— Cholera — jęknęła Cat, ale mnie nie puściła.
— Udajemy, że nas nie ma? — wydyszałem między pocałunkami.  
— Wysuńmy za drzwi kartkę z informacją, że impreza odwołana — mruknęła, przyciągając mnie bliżej siebie. W tym momencie dzwonek zabrzmiał po raz trzeci, pukanie zmieniło się w walenie pięścią, a ona wydała z siebie coś, co brzmiało jak warknięcie. — Cholera. Uparli się.
— Przestańcie się pieprzyć! — Usłyszeliśmy przytłumiony głos Jake’a. — Dokończycie później!
— Odwołujemy? — zapytałem z nadzieją, chociaż wiedziałem, że nie było na to szans.  
Westchnęła ciężko.
— Już za późno. — Z wymalowanym na twarzy żalem cofnęła rękę. — Ubierzmy się.
Tym razem to ja westchnąłem ciężko, pocałowałem ją ostatni raz i wyciągnąłem dłoń z jej mokrej bielizny. Zaczęliśmy się doprowadzać do porządku, kiedy znowu rozległ się głos Jake’a:
— Nie macie się kiedy pieprzyć, tylko jak goście stoją pod drzwiami?!
Spojrzałem na Cat i wywróciłem oczami. Ciekawe, co będzie mówił, jak wszyscy wejdą tylko on zostanie na korytarzu.  
— Jest taki subtelny — rzuciła ironicznie Cat.
— Zaraz subtelnie zostanie wykopany z imprezy. — Uśmiechnąłem się łobuzersko.
— Nie miałabym nic przeciwko — rzuciła dziwnym tonem, ale zaraz się uśmiechnęła i obciągnęła sukienkę. — Dokończymy później — dodała, całując mnie w policzek. — Lepiej zapnij spodnie.
— Żebyś wiedziała, że dokończymy — powiedziałem, zapinając spodnie, po czym umyłem ręce i poszedłem otworzyć drzwi.  
Wpuściłem do środka wszystkich oprócz Jake’a, z którym się przepychałem w drzwiach. Jako jedyny przyszedł bez osoby towarzyszącej, co wcale nie było takim zaskoczeniem. Musiałem jednak skończyć pajacować, bo przyszły koleżanki Cat, a potem moja siostra i ostatecznie wpuściłem go do środka.  
Cały wieczór wodziłem za Cat wzrokiem, starając się nie myśleć o tym, co będziemy robić po imprezie. Było to jednak trudniejsze niż sądziłem, bo gdy nasze spojrzenia się spotykały, widziałem, że ona wiedziała, co chodziło mi po głowie i wcale tego nie ułatwiała. Alkohol tym bardziej. Któregoś razu w końcu nie wytrzymałem, podszedłem do niej i objąłem w talii.
— Jesteś pewna, że nie możemy na chwilę zniknąć i zamknąć się w sypialni? — zamruczałem z nosem na jej szyi, wdychając jej zapach.  
Posłała mi rozbawione spojrzenie.
— Dom jest pełen ludzi. Chcesz, żeby słyszeli każdy szczegół naszego seksu?
— Muzyka zagłuszy.
— Jesteśmy gospodarzami. Nie wypada nam zniknąć.
Westchnąłem. Będę musiał się przemęczyć jeszcze kilka godzin z bolącymi jajami.
— Nie pijesz nic, kochanie? — zapytałem, zmieniając temat. — Może ci coś przynieść?
— Wypiłam wcześniej trochę. Nie chcę się upić jak świnia — zaśmiała się.
— Ze mną nie piłaś. I nikt nie każe ci się zaraz upić. Chodź. — Złapałem ją za rękę i pociągnąłem do kuchni, by nalać nam shoty.  
— No nie wiem, Matt. — Zawahała się lekko. — Wiesz, że nie piję takich rzeczy.
— Jednego, kochanie, okej?
— No dobrze. — Ustąpiła w końcu i wzięła do ręki kieliszek, by stuknąć nim o mój. — Na zdrowie, kochanie.
— Na zdrowie — odparłem i już miałem wypić zawartość, gdy ktoś mnie zawołał.
Odwróciłem się, by odpowiedzieć, że zaraz przyjdę, a gdy spojrzałem z powrotem na Cat, miała grymas na twarzy, a jej kieliszek był już pusty. Opróżniłem swój, musnąłem jej usta w delikatnym pocałunku i poszedłem do gości.  
Zbliżała się północ, więc wszyscy ubraliśmy się i, z kieliszkami pełnymi szampana, wyszliśmy na dach, by oglądać pokaz fajerwerków. Odliczaliśmy ostatnie sekundy starego roku, aż na granatowym niebie pojawiły się pierwsze kolorowe wzory. Obejmując Cat w talii, przyciągnąłem ją jeszcze bliżej i spojrzałem w oczy.
— Szczęśliwego nowego roku, moja prawie żono — powiedziałem z uśmiechem.
Uśmiechnęła się szeroko.
— Szczęśliwego nowego roku, mój prawie mężu — mruknęła i przybliżyła się, by mnie pocałować.
Oddałem długi i czuły pocałunek, po czym odsunąłem się trochę, by coś powiedzieć, ale moją uwagę przykuła para kilka kroków od nas. Wiadomo, że wszyscy się całowali, ale to był Jake, a on przyszedł sam, więc z kim… Kiedy dotarło do mnie, że moja siostra również przyszła sama, bez słowa puściłem Cat i ruszyłem do nich. Gdyby to był ktokolwiek inny, nie byłoby problemu, ale to był Jake.  
— To są chyba jakieś jaja — warknąłem, a oni odskoczyli od siebie jak oparzeni. — Zabieraj łapy od mojej siostry.  
— Matt, nie możesz… — zaczęła Mel.
— Nie mogę? To patrz — przerwałem jej.  
— Matt… — Koło mnie nagle zjawiła się Cat i położyła mi rękę na ramieniu. — Przestań. Nie rób scen.  
— Przecież to Jake! — oburzyłem się. — On nie jest odpowiednim…
— Ach, tak? — odezwał się Jake zjadliwym tonem. — Wybacz, ale nie będę brał z ciebie przykładu, panie idealny.
W jego głosie wyraźnie było słychać kpinę, gdy wymawiał dwa ostatnie słowa, a potem odwrócił się i ruszył do wyjścia.
— Jesteś skończonym kretynem, Matt! I nie będziesz mi wybierał facetów!  — warknęła Mel, uderzając mnie w ramię, wylewając połowę szampana z mojego kieliszka. — Jake! Zaczekaj! Idę z tobą! — Przytuliła szybko Cat, szepcząc jej do ucha zapewne życzenia noworoczne i pobiegła za moim kumplem.
Narzeczona skierowała na mnie pytający wzrok.
— O co chodziło Jake’owi?  
— A któż to wie? Pewnie chciał wywlec jakieś brudy z przeszłości.
— To znaczy jakie? — Zmarszczyła brwi. Nie wierzyła mi. — Wyraźnie chciał ci wypomnieć coś szczególnego.
— Nie wiem jakie, Cat. Zresztą nieważne. Nie wierzę, że Mel się z nim całowała. Co ona w nim widzi?
— Matt… — Cat westchnęła ciężko. — Rozumiem, że jesteś zdenerwowany, ale ona jest dorosła. Nie możesz po prostu podbiegać do niej, gdy się z kimś całuje i robić tego, co przed chwilą…
— Ale to nie był ktoś, tylko Jake.
— No właśnie. Twój przyjaciel. Nie wchodziłby w żadną relację z Mel, gdyby zamierzał ją tylko wykorzystać albo skrzywdzić — powiedziała uspokajającym tonem. — Bo wie, że gdy tak się stanie, to natychmiast spotka się z twoją pięścią. Zresztą, nie wiem, czy w ogóle zdążyli określić, co ich łączy. Mel mówiła, że…
— Wiedziałaś o tym? — syknąłem, przerywając jej.
— Wiedziałam tylko, że go lubi.
— Co jeszcze przede mną ukrywasz, co?
Jej oczy rozszerzyły się na chwilę, a potem zmarszczyła brwi.
— Nie ukrywałam tego przed tobą. Nie musisz wiedzieć wszystkiego. Mel mi się zwierzyła i poprosiła, bym ci nie mówiła, bo wiedziała, jak zareagujesz — czyli dokładnie tak, jak przed chwilą. — Westchnęła ciężko. — Więc może zamiast wkurzać się na mnie za to, że dotrzymałam obietnicy danej przyjaciółce, wkurzaj się na siebie i swoje idiotyczne zachowanie. — Odwróciła się, by odejść, ale złapałem ją za rękę i przytrzymałem.
Patrzyłem na nią dłuższą chwilę, po czym westchnąłem ciężko. Miała rację. Mel była dorosła i nie mogłem jej zabronić spotykać się z Jakiem. Nawet jeśli popełniała błąd. A ja wściekałem się na Cat, bo… Właściwie to nie wiedziałem czemu. Nie powinienem był tego robić.
— Zepsułem wszystko, co?
— Na chwilę obecną na pewno tak. Ale to nowy rok, zdążysz to naprawić, jeśli się postarasz. — Uśmiechnęła się blado.
— Masz rację. Ze wszystkim. Przepraszam, kochanie.  
— Nie ma sprawy. Gdybym miała młodszego brata, pewnie zachowałabym się podobnie jak ty. Zdzieliłabym miotłą po głowie każdą jego dziewczynę.  
— Chciałbym to zobaczyć — zaśmiałem się, a potem uniosłem kieliszek z resztką szampana. — To co? Za nas?



Caterina

Uśmiechnęłam się blado i skinęłam głową, choć oblała mnie panika. Mogłam się spodziewać, że tak będzie. W końcu to był Sylwester, to normalne, że każdy pił chociaż lampkę szampana. Wcześniej, w kuchni, udało mi się szybko wylać shota do zlewu, gdy Matt się na chwilę odwrócił. Dla lepszego efektu skrzywiłam się, jakby od smaku alkoholu. Tak naprawdę usiłowałam płytko oddychać, by nawet go nie wdychać. Powoli kończyły mi się wymówki. Jednak powiedzenie Mattowi o ciąży byłoby sporym ułatwieniem, przynajmniej w tej kwestii.
W tej chwili nad naszymi głowami wystrzeliły kolejne fajerwerki, co uznałam za swoją szansę. Udałam, że drgnęłam ze strachu i wypuściłam z ręki kieliszek, który rozbił się z hukiem.
— O rany — wymamrotałam, patrząc w dół na rozlany szampan. — Ale ze mnie niezdara…
Cholera, powinnam dostać Oscara za to udawanie.
— Nie szkodzi, podzielę się z tobą — powiedział Matt z uśmiechem i podał mi swój.
— Och, nie musisz… — Poczułam, jak twarz mi się napina.
— Nie zostało za dużo, ale starczy dla nas obojga.
Nie miałam wyjścia. Patrzył na mnie, a ja nie miałam wymówki, by odejść. Wzięłam jego kieliszek i lekko zamoczyłam usta w szampanie, choć zaciskałam je jak najmocniej. Miałam nadzieję, że Matt uzna, że trochę wypiłam. W sumie na dachu nie było zbyt jasno, choć co jakiś czas niebo rozświetlało się fajerwerkami. Z drugiej strony, Matt nie był trzeźwy i przecież nie będzie pilnował tego, czy na pewno się napiłam.
Oddałam mu kieliszek.
— Dzięki, kochanie.
Uśmiechnął się tylko i wypił całą resztę.  
Zabawa potrwała jeszcze jakiś czas, choć mnie dopadło potężne zmęczenie, z którym próbowałam się kryć. Goście wyszli dopiero około czwartej nad ranem, większość z nich kompletnie pijana. Całe szczęście, nikt nie zasnął nam na kanapie. Poczułam ulgę, gdy w końcu mogłam pójść do sypialni i zrzucić z siebie sukienkę.
— Zaczynamy od striptizu, co? — zamruczał Matt, zachodząc mnie od tyłu, a jego dłonie od razu znalazły się na moich piersiach.  
Cholera. Zapomniałam, że przecież mieliśmy jeszcze nasze specjalne plany po imprezie.
— Bardzo chętnie, ale… — Odwróciłam się do niego, kładąc mu ręce na klatce piersiowej. — Jestem trochę śpiąca. — Celowo nie powiedziałam “zmęczona”, bo przecież to słyszał ode mnie od kilku tygodni. Nie chciałam, by znowu tak było. — To był długi wieczór, a nie chcę zasnąć podczas… sam wiesz czego. Chcę być w pełni przytomna — szepnęłam i stanęłam na palcach, by go delikatnie pocałować.
— Mówiąc szczerze… ja też jestem śpiący, ale jak tylko odzyskamy siły, to… — Pocałował mnie namiętnie, przytulając do siebie.
— Jasne. — Ulżyło mi, że i on był zmęczony. — To zdejmij ciuchy i wskakujmy pod kołdrę. Chyba potrzebuję mocnego przytulenia.
— Okej, się robi, tylko… pomożesz mi z tymi guzikami? Chyba nie jestem w stanie sam ich odpiąć. — Uśmiechnął się, wskazując na koszulę, ale widać było, że ledwo trzymał oczy otwarte.
— Pijaczek — wytknęłam mu ze śmiechem. Rozpięłam mu guziki koszuli, on zdjął spodnie, zostając w samych bokserkach. Narzuciłam na siebie którąś jego koszulkę, by nie spać całkiem nago i położyliśmy się do miękkiego łóżka. Gdy Matt mnie objął, zdążyłam jeszcze tylko pomyśleć, że zaczęliśmy wspólnie kolejny nowy rok, a on wciąż nie wiedział, że było nas już troje. Musiałam mu powiedzieć. Naprawdę musiałam. Zasługiwał na to.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3860 słów i 21474 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    Aż mi wstyd, tyle jestem w tył. Ale nadrobię, obiecuję.    :przytul:

  • candy

    @agnes1709 ależ na spokojnie :D