Ogniste Serce. Rozdział 8.

Ogniste Serce. Rozdział 8.- Nie wiem. Jako małe dziecko byłaś także bardzo gadatliwa, dosłownie nie zamykała ci się buzia. Opowiadałaś o wszystkim. O światełkach w powietrzu, świecącej ziemi, śpiewającej wodzie i zawodzących płomieniach. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że z tego wyrośniesz, żeś dziecko i zmyślasz. Tak też się stało, im byłaś starsza tym mniej opowiadałaś. W końcu zapomniałaś o całej sprawie. Ale może rzeczywiście coś widziałaś, słyszałaś. Ale nikt cię nie rozumiał i zaczęłaś to ignorować, wyparłaś z siebie. - Zamyśliłam się. Gdzieś tam w najodleglejszych wspomnieniach kryły się szepty i zamglone sceny, uczucie goryczy, zawstydzenia, niezrozumienia.  

- Ja naprawdę zwariowałam. – Jęknęłam, gdy uświadomiłam sobie, że być może wszystkie moje przewidzenia, ruchy rejestrowane kontem oka są bardziej rzeczywiste, niż można by przypuszczać.  

- Nie, nie zwariowałaś! – Mówiła rzeczowym tonem. – Jesteś silną i w pełni zdrową na umyśle kobietą! I cokolwiek się wydarzy nie wolno ci o tym zapomnieć.  

***

Wodospad chłodnych kropel uderzył w moje ciało, przeganiając resztki sennego odrętwienia. W męczących wizjach wracałam do zapomnianych czasów dzieciństwa.  Wszystko było zamglone, wyzute z barw i szczegółów. Zupełnie jakbym oglądała świat przez mleczną szybę, za którą drgały niewyraźne cienie rzucane przez znajome kształty. Na moment podstawiłam twarz pod strumień wody i zakręciłam kurek. Krople zawisły na rzęsach, by opaść na policzki.  

Sięgnęłam po puszysty ręcznik. Życie toczy się dalej, świat nie wstrzyma oddechu by nagle odkryć, że smoki są jego zapomnianym odłamkiem, który przypadkiem trafił we mnie.  

- Przypadek. – Wymruczałam smakując to słowo. Swoją drogą nigdy nie zastanawiałam się nad tym czy słowa mogą mieć smaki. To pozostawiło po sobie słodycz zmieszaną z czymś kwaskowym.  

W pracy snułam się od jednego klienta do drugiego, wciąż od nowa analizując całą sytuację.  

- Przestań w końcu! – Syknęła Dagmara.  

- Mówiłaś coś? – Spojrzałam na nią przytomniej.  

- Co się z tobą dzieje!? Od kilku dni jesteś, a jak by cię nie było.  

- Przepraszam, chyba denerwuje się tą wystawą. – Zełgałam na doczekaniu  

- Daj spokój na pewno wszystko wypali!  

- Masz racje. Wszystko idzie zgodnie z planem. Wczoraj ustaliliśmy ostateczną konfigurację obrazów. Amanda mówiła, że dziś ma wpaść elektryk, więc pewnie na nic się nie przydam.  

- Przydać się nie przydasz, ale przynajmniej będziesz miała na wszystko oko, a tak będziesz siedzieć i rozmyślać.  

- Pewnie tak. - Przyznałam w duchu, że to całkiem dobry pomysł. W salonie było wyjątkowo spokojnie, więc urwałam się godzinę wcześniej i zajrzałam do Imaginacji. Na sali już każdy z obrazów stał obok wyznaczonego stanowiska.  Na podłodze leżało kilka skrzyń z narzędziami, przy jednym z pęków kabli stała znajoma postać.  

- Adam?  

- Lara!? Co ty tutaj robisz? – Zapytał ze zdziwieniem.  

- To moja wystawa, więc chyba mogę wpaść na chwile.  

- Twoja? - Popatrzył z powątpiewaniem na mnie i na jedno z odpakowanych płócien, przedstawiające smoka triumfalnie ryczącego nad poległym truchłem pobratymca.  

- Pewnie spodziewałeś się kogoś innego. - Zaśmiałam się.  

- Tak jakby. Jak się czujesz?  

- Nie tak źle.  - Odparłam wymijająco i przewróciłam oczami. - Nie wracajmy już do tego wypadku. Załóżmy, że poznaliśmy się w kawiarni.  

- Ani słowa. - Roześmiał się. – Możesz zostać moją asystentką.  

- Wątpię, kompletnie nie znam na tych sprawach. – Rozłożyłam bezradnie ręce. Jednak Adam nie dał za wygraną. Cierpliwie tłumaczył mi, które narzędzia mam mu podać choć zdecydowanie byłoby szybciej, gdyby sam się obsłużył.  

- Próbnik napięcia. - Spojrzał na mnie wyzywająco, ale pokręciłam głową, więc dodał. - Taki śrubokręt z przezroczystą obudową.  

- Ty, ty! Ani waż się śmiać! - Pogroziłam mu palcem nie mogąc opanować uśmiechu. Ta cała zabawa w poszukiwanie narzędzi była taka zwyczajna, przyziemna i pozbawiona płaszczyka tajemniczości, który otaczał mnie od kilku dni. Opuściło mnie całe napięcie, czułam spokój.    

– Pstryknij bezpiecznik. - Kolejny raz otworzyłam ukryte w ścianie drzwiczki i pociągnęłam małą czerwoną rączkę. Ledy zwisające ze ścian zgasły, górne światła świeciły nadal, mimo to nie zauważyłam pojemnika z jakąś plątaniną kabli i zahaczyłam się za niego. Runęłam do przodu, jednak Adam złapał mnie i przyciągnął do siebie.  

- Mało brakowało. - Jego twarz nagle znalazła się kilka centymetrów od mojej.  

- Puść mnie. - Wykręciłam głowę, gdy uświadomiłam sobie, że chce mnie pocałować. Niezrażony przylgnął ustami do policzka, poczułam mdłości napływające do gardła.  

- Daj spokój, to tylko jeden całus. - Powiedział lekceważąco.  

- Puszczaj! - Bezskutecznie spróbowałam oderwać od siebie ręce obejmujące mnie w pasie, więc wymierzyłam mu mocne uderzenie w policzek. Puścił mnie natychmiast.  

- Przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. – W jego głosie zabrzmiała skrucha, potarł czerwony ślad na twarzy.  

- Akurat! Cholerni faceci, tylko jedno wam w głowie! - Obróciłam się na pięcie.  

- Klara naprawdę przepraszam. – Wybiegł za mną na korytarz.  

- Zaczekaj! – Złapał mnie za rękę. Nim zdążyłam zareagować zauważyłam jakiś ruch za plecami i znikąd wystrzeliła dłoń składająca się do ciosu. Adam poleciał do tył i uderzył plecami w ścianę.  

- Jeśli jeszcze raz ją dotkniesz uznam, że chcesz się pożegnać z dłońmi. – Wysyczał Arian.  

- Lara, wszystko w porządku? - Przyjrzał mi się badawczo oczami w barwie czystego złota. Kiwnęłam głową.  

- Kochany braciszek. – Mruknął Adam podnosząc się z podłogi.  

- Przekonajmy się jak bardzo. –  Arian wykrzywił usta w parodii uśmiechu odsłaniając zęby, które nagle wydały się nienaturalnie ostre, naczynia krwionośne pod skórą zalśniły. Zatarł dłonie i ruszył do niego pewnym krokiem. Adam skulił się jakby nagle do niego dotarło, że stał się ofiarą prawdziwego drapieżczy. Poczułam jak lodowate ciarki przebiegają wzdłuż kręgosłupa. On naprawdę mu to zrobi!  

- To tylko nieporozumienie. – Zatrzymałam go wpół drogi kładąc dłonie na szerokiej klatce piersiowej, unoszącej się w rytm przyśpieszonego oddechu.  

– Proszę. Zabierz mnie stąd. – Wyszeptałam, gdy na mnie spojrzał.  

- Drugi raz cię obroniła. Kolejnego nie będzie. - Rzucił beznamiętnie do Adama, który zadrżał, jakby słowa sprawiły mu fizyczny ból. Wzięłam go za rękę i pozwolił mi pociągnąć się w kierunku wyjścia.  

Po drugiej stronie ulicy był mały plac z fontanną i rzędem ławek. Usiedliśmy na jednej z nich.  

- Sama bym sobie poradziła, ale dziękuje.  

- Oczywiście. - Zakpił.  

- Tak w ogóle co ty tutaj robisz?  

- Zajrzałem do salonu. Dagmara powiedziała mi, gdzie cię szukać. Swoją drogą nie mówiłaś, że organizujesz wystawę.  

- Jakoś nie było okazji. W zeszłym tygodniu dostałam telefon i... - Zawahałam się, nagle to słowo wydało mi się ciężkie niczym głaz. Zupełnie jakby jego wypowiedzenie mogło zmiażdżyć tą kruchą sferę domysłów i niedopowiedzeń, która nas otaczała. - Smoki wyfrunęły z gniazda.  

- Smoki? – Drgnął zaskoczony.  

- Tak. Ze wszystkich moich obrazów to właśnie one zainteresowały galerie. Na początku się wahałam, są dla mnie naprawdę wyjątkowe. Ale taka okazja już się nie powtórzy.  

Nie odpowiedział. Woda wylewająca się z dzbana trzymanego przez wodną nimfę wpadała do kamiennej podstawy z wilgotnym szmerem. Dziwne, ale nagle to ten cichy dźwięk wydał mi się głośniejszy od hałasu miasta. Przygłuszył muzykę dobiegającą z pobliskiego lokalu, odległe wycie karetki pogotowia, ryk silników samochodów. Zepchnął wszystkie inne doznania akustyczne w tło i zmienił się w śpiewny szept.  

To nie możliwe. Gdy ta myśl w pełni wybrzmiała w moim umyśle, wszystko wróciło do normy. Miasto znów brzmiało hałaśliwą kakofonią dźwięków, przy której szmer wody był niesłyszalnym tchnieniem. Złośliwy głos podpowiedział mi, że gdzieś już słyszałam ten wodny śpiew.  

- Zrobiłbyś to? – Ciche pytanie uleciało z mych ust, jakbym bała się odpowiedzi.  

- Nie powinienem rzucać się w oczy. – Arian przetarł dłonią twarz. Nagle zadałam sobie sprawę, że wygląda na zmęczonego i zagubionego.  

- To raczej trudne, gdy ma się takie właściwości.  

- Tylko ty je widzisz. Zwykli ludzie nie potrafią patrzeć, są ślepi.  

- Tylko ja? - Krew odpłynęła mi z twarzy.  

- Mówiłem, że jesteś wiedźmą. – Założył mi luźne włosy za ucho, pogładził policzek. Na moment zatrzymałam jego dłoń i wtuliłam w nią twarz.  

- Ty też jesteś osobliwy.  – Położyłam nacisk na ostatnie słowo. Jego oczy rozbłysły, wiedział. Albo zaczął podejrzewać, że ja wiem.  

- Nie powinienem ... – Powtórzył schrypniętym głosem. Błyskawicznym ruchem uniósł mnie i posadził sobie na kolanach. - ... się do ciebie zbliżać.  

- Dlaczego? – Śmiało zarzuciłam mu ręce na szyje, zaciągnęłam się zapachem płomieni.  

- Dosłownie wdarłaś się w moje myśli jak huragan. Wtedy w parku, usłyszałem twój rozpaczliwy głos w swojej głowie. Nie wiem jak daleko potrafisz dotrzeć. - Dopiero po chwili pojęłam sens jego słów.  

- Naprawdę nic z tego nie rozumiem.  

- Kryje się w tobie moc. Gdy czujesz się zagrożona nieświadomie z niej korzystasz. - Te pozory logiki, trochę mnie uspokoiły. Odgarnął mi z twarzy luźne włosy, pogładził policzek.  

- Arian, umiem dochować tajemnic.  

- Nie wątpię. - Z uwagą obrysował kontur moich ust. - Jak twoje biodro?  

- Lepiej. - Nie opanowałam skrzywienia, gdy ostrożnie musnął obolałego siniaka, który i tak był już o połowę mniejszy.  

- Właśnie widzę. - Spochmurniał. Nie zdążył dodać nic więcej, zamknęłam mu usta pocałunkiem. Przepełnionym głodem, tęsknotą. Odpowiedział z nie mniejszym zapałem. Jego oczy zapłonęły zupełnie jakby odbijały ogień, który gorzał w moim ciele i umyśle. To jest dopiero wariactwo, pomyślałam i oprzytomniałam. Z nieskrywanym żalem oderwałam się od niego, wyplątałam z silnych ramion.  

Arian siedział nieruchomo, niczym posąg, jedynie jego oczy wciąż płonęły. Odwróciłam się i odeszłam, wiedząc, że jeszcze chwila, a nie będę wstanie tego zrobić.  

Dopiero gdy oparłam się o drzwi mieszkania, odetchnęłam. Przyłożyłam dłonie do rozpalonych policzków. Adel miała rację. To nie tylko pożądanie. Mój wzrok padł na otwarty szkicownik leżący na komodzie. Na otwartych kartach widniał niedokończony szkic tatuażu smoka. Wydał mi się czujny i niebezpieczny jak nienasycona bestia, która schwytała moje głupie serce.  

  

***  

Kobieta zamknięta w szklanej tafli była olśniewająca. Miodowe włosy zaplecione w niezliczone warkocze tworzyły stabilną konstrukcję koka osadzonego na karku. Kilka kosmyków zostawionych luzem opadało na twarz. Od alabastrowej cery odbijały karmazynowe usta oraz szara maska ozdobiona czarnym roślinny ornamentem. Piwne oczy lśniły tajemniczo. Hiszpański dekolt czarnej sukni odrywał smukłe ramiona i kusząco podkreślał biust. Zafascynowana wyciągnęłam rękę, kobieta zrobiła to samo.  

Dosłownie podskoczyłam, gdy rozległ się dzwonek.  

- Jest pani gotowa? – zapytał Rob.  

- Tak, już idę. – Cofnęłam się tylko po torebkę i zamknęłam drzwi. Wślizgnęłam się na tylną kanapę samochodu. Zauważyłam ozdobne pudełko, wewnątrz znalazłam srebrny naszyjnik wysadzany onyksami, z których największy był wielkości orzecha włoskiego. Był to ten sam, który zwrócił moją uwagę w bibliotece Ariana. Na wierzchu leżał zwięzły liścik.  

Chciałbym Cię w nim zobaczyć.  

Czemu mnie to nie dziwi? Ostrożnie wyjęłam biżuterię. Wzdrygnęłam się, gdy dotknęła szyi. Była ciężka i zimna.  

Przestałam zadawać sobie pytania i wciąż się zastanawiać. Postawiłam, że to będzie wieczór pełen szaleństwa.  

Dotarliśmy do ozdobnej, acz solidnej kutej bramy rozciągniętej między kamiennymi słupami zwieńczonymi głowami ryczących lwów. Otworzyła się powolnym ruchem, wjechaliśmy w mrok obszernego parku. Drzewa musiały być naprawdę stare, korony splotły się ze sobą zamykając aleję liściastym dachem. Niektóre pnie oplatał bluszcz, a poszycie było pełne młodych drzew i nieuprzątniętych powalonych drzew zostawionych na pastwę natury. To był dziki las, w którym tylko wytyczono bezpieczne ścieżki. Jednak z czasem drzewa nieco przerzedziły się, aż w końcu otworzył się przed nami okrągły plac z wyspą utworzoną przez plątaninę krzewów różanych.  

Górował nad nim pałac. Dwukondygnacyjna budowla z kilkoma wieżyczkami i setkami rozświetlonych okien była zaskakująco lekka, jakby utkana z koronki. Od ustawionych przed wejściem żelaznych koszy, w których płonęły ogniska bił żar. Nagle płomień zatańczył, jakby wpadł w niego podmuch wiatru i usłyszałam niski pomruk. Rozejrzałam się zdezorientowana, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Ja też nie powinnam, pomyślałam.  

Stojąca w drzwiach kobieta w garniturze, trzymała listę gości. Poprosiła mnie o zaproszenie i pokierowała w głąb holu, do sali balowej. Wielkie lustrzane tafle w złotych ramach sprawiały, że pomieszczenie wydawało się niemal większe od samego pałacu. Pod granatowym sufitem wisiał trójpoziomowy żyrandol, od którego odchodziły nici ciężkie od kryształów. Wszystkie migotały niczym gwiazdy w bezchmurną noc. Orkiestra na scenie grała spokojną melodię, na parkiecie tańczyło kilkanaście par. Przy okrągłych stoikach ustawionych na obrzeżach sali siedzieli kolejni goście.  

Szukałam znajomej twarzy, jednak pod żadną z masek nie rozpoznałam Ariana. Z przykrym poczuciem, że wszyscy mi się przyglądają, wmieszałam się w tłum. Rozmowy były nienaturalnie przyciszone, niektórzy uciekali wzrokiem, zaś inni zwłaszcza mężczyźni nie kryli swojego nachalnego zainteresowania.  

Nagle wyczułam za plecami ruch, szyję owiał gorący oddech i aromat krzemieni. Odwróciłam się gwałtownie, spódnica sukni zawirowała. Arian w smokingu i czarnej masce wykonanej z nachodzących na siebie łusek wyglądał niczym sam diabeł. Im dłużej mi się przyglądał, tym więcej złota pojawiało się w jego spojrzeniu. Przeszył mnie dreszcz, gdy pomyślałam, że to oczy smoka.

1 komentarz

 
  • shakadap

    Łał.
    Warto było czekać, tylko strasznie długo.  
    Brawo, świetna robota.  
    Mam nadzieję, że na następny rozdział nie karzesz długo czekać droga Autorko.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • EwaGreen

    @shakadap A ja mam nadzieję, że lektura była (i będzie) satysfakcjonująca. ;)

  • shakadap

    @EwaGreen oj była, była. Tak mnie wciągnęła, że nie zdążyłem nacisnąć łapki w górę, tylko przeskakiwałem do następnego rozdziału. Świetna robota, naprawdę szczerze gratuluję.