Miłość w czasach zarazy część II

Tak
można
jednocześnie
nienawidzić kogoś i kochać
robię to sobie
codziennie

~Rupi Kaur

Uratowałeś mi życie,najdroższy. Codziennie mijały mnie dziesiątki,może tysiące ludzi. Niektórzy zatrzymywali się, przyglądając się ze wstrętem,żeby zaraz odejść przyspieszonym krokiem. Inni kazali ,,wziąć się w garść” ,,ogarnąć się”, podczas gdy kolejni szturchali mnie w ramię zmuszając do aktywności. Nikt jednak nie postanowił podarować mi odrobiny empatii i czasu. Nikt, nigdy nie zadał sobie trudu,aby zobaczyć we mnie człowieka. Trwało to tak długo,aż w końcu sama przestałam nim być. Zwątpiłam w swoje człowieczeństwo na zawsze stając się nieodzowną częścią miasta.Drobnym,nieistotnym i niezauważalnym elementem. Jakim cudem wypatrzyłeś mnie w tłumie milionowego miasta? Pamiętam tylko,że przepchnąłeś się przez tłum i stanąłeś nade mną,czekając na moją reakcję.  Schwyciłeś w palce mój podbródek i pociągnąłeś go do góry,zmuszając mnie, bym na Ciebie spojrzała.  Wtedy właśnie po raz pierwszy ujrzałam mężczyznę. Mężczyznę,który stał się sensem i miłością mojego życia.Mężczyznę,nie chłopca. Biorąc pod uwagę fakt,że w tamtym momencie sama byłam nastolatką, może młodą kobietą,każdy przedstawiciel płci przeciwnej wydawał mi się o wiele starszy ode mnie. Ile mogłeś mieć lat? Dwadzieścia dwie wiosny ? Dwadzieścia trzy? Dobrze zbudowanego,o szerokiej piersi i silnych ramionach. Długie,delikatnie kręcone włosy łagodnie opadały na policzki,dodając uroku pociągłej twarzy. Głęboko osadzone,błyszczące oczy spoglądały na mnie z czułością. Było w nich jeszcze coś,czego nigdy wcześniej nie dostrzegłam u nikogo. Współczucie? Zainteresowanie ? Ciekawość ? Potrzebowałam dwóch lat,żeby zrozumieć,że to właśnie miłość.  Wyciągnąłeś do mnie ręce i zamknąłeś w nich moje dłonie rozgrzewając je swoim ciepłem. Przygarnąłeś mnie,kochanie.  Chorą.  Nagą. Brudną.  Słabą,nie będącą w stanie ustać na własnych nogach. Schorowaną.  Skrzywdzoną.  Pełną ran. Przygarnąłeś mnie wiedząc,że nie posiadam nic,co mogłabym oddać Ci w zamian. Dostrzegłeś we mnie człowieka,dokładnie tam,gdzie wszyscy dostrzegali tylko resztki gnijącego ciała. Oni już dawno spisali mnie na straty. Dlaczego dałeś mi szansę? Podniosłeś mnie delikatnie i pozwoliłeś schronić się w swoich silnych ramionach. Wtuliłam się w Ciebie,czując się tak malutka i bezbronna. Bicie Twojego serca ukołysało mnie do snu i dało nadzieję,na lepsze jutro. Dlaczego już w tamtej chwili moje ciało czuło,że nie może Cię mieć na zawsze ?

,,Zostaw mnie. Będziesz miał ze mną problemy. Proszę " szeptałam,kiedy moja krew poplamiła Ci koszulkę. Uśmiechnąłeś się tylko pokrzepiająco i pocałowałeś mnie w czoło. Otworzyłeś przede mną drzwi do swojego życia. Wpuściłeś mnie do niego i pozwoliłeś się zaaklimatyzować.  Od tamtego dnia odwiedzałeś mnie codziennie. Każdego poranka oczekiwałam upragnionego dzwonka do drzwi,a kiedy zabrzmiał czułam jak w moim sercu pojawia się radość i szczęście. Twoja obecność wnosiła do domu promienie słońca i ciepło,bez względu na to,jaka pora roku panowała na zewnątrz. Przynosiłeś zakupy i opatrunki , aby zaraz po zdjęciu butów zająć się przygotowaniem posiłku. Pamiętam,jak na początku karmiłeś mnie łyżeczką,bo przełknięcie najmniejszego kawałka przynosiło tylko ból i łzy. Gładziłeś mnie po włosach i ocierałeś łzy,kiedy trochę ulało mi się na koszulkę.  Pocieszałeś mnie,mówiąc,że wszystko będzie dobrze i przejdziemy przez to razem. Codziennie zmieniałeś moje opatrunki,nie widziałam przy tym ani krzty obrzydzenia czy niesmaku w Twoim spojrzeniu. Robiłeś to bardzo sprawnie,wykazując się przy tym wyjątkową, jak na mężczyznę subtelnością. Kiedy rany zaczęły się goić,a na ich miejscu pojawiła się nowa tkanka przesuwałeś po nich opuszkami  palców szepcząc czule do ucha ,że jestem taka śliczna. Przy Tobie powoli nabierałam sił.  Leczyłeś rany nie tylko cielesne,ale również pomagałeś zabliźnić się tym na duszy. W nocy przygarniałeś mnie do siebie,zamykałeś w ramionach,które bardzo szybko stały się moją bezpieczną przystanią.  Nasze ciała niesamowicie do siebie pasowały. Widząc jak mój bok idealnie wpasowuje się w Twoje ciało czułam,że jesteśmy sobie przeznaczeni,a nasze dusze odnalazły się,żeby już na zawsze połączyć się razem. Kochałam nasze nocne rozmowy,kiedy leżeliśmy obok siebie nago, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Opowieści o pracy bardzo szybko stały się moim ulubionymi. Co z tego,że prawie nic nie rozumiałam,skoro chciałam słuchać wciąż więcej i więcej,bo czułam,że to dla Ciebie ważne? 

,,Jesteś tylko moja "

Lubiłam zasypiać wtulona w Twoją pierś.  Słuchanie bicia serca uspokajało mnie i pozwalało się odprężyć  . Twoja dłoń spoczywająca na moim brzuchu,twarz wtulona we włosy...

Szeptałam,że Cię kocham,a tak naprawdę po prostu nie chciałam,żebyś odszedł. 

Z czasem zaczęłam pragnąć by miejsce ,w którym się znajdujemy zaczęło być  ,,nasze". Nie masz pojęcia,jak bardzo pragnęłam stworzyć z Tobą coś  ,,na poważnie ". Tak mówią ludzie. ,,Na poważnie ". Co to właściwie znaczy ? Dla mnie oznaczało bezpieczny azyl w którym jestem z Tobą. Ogródek.  Mały salon z przejściem do kuchni. Łóżko,w którym będę codziennie zasypiać,wcześniej dając Ci całusa na dobranoc i budzić się, wsłuchując się w Twój spokojny oddech. Azyl,w którym moglibyśmy schronić się przed światem. Lubiłam kiedy obejmowałeś mnie od tyłu i opowiadałeś mi o morzu. Może właśnie tam moglibyśmy założyć rodzinę? 

Pamiętam,jak zacząłeś stawiać mnie przed lustrem. Na początku odwracałam wzrok,nierzadko odchodziłam z płaczem,klnąc i krzycząc,że to bez sensu. Byłeś jednak nieugięty. Do tego stopnia,że z czasem zaczęłam dostrzegać w lustrze kobietę. Pewnego dnia uśmiechnęła się do mnie,a ja dostrzegłam,że posiada wyjątkowo łagodną twarz o jasnej cerze i ciekawych rysach .  Z każdym dniem coraz chętniej odwiedzałam ją w łazience komplementując jej ciekawskie,mądre zielone spojrzenie i delikatne,błyszczące w świetle czerwone kosmyki. Z biegiem czasu kobieta z lustra nie przypominała już wraka człowieka,który pewien mężczyzna postanowił otoczyć troską.  Rany zagoiły się,ciało nabrało krągłości i siły, a umysł oczyścił się z negatywnych emocji. 

Pamiętam dokładnie ten dzień, chłodny, grudniowy poranek. Krzątałam się w kuchni przygotowując śniadanie. W tym samym czasie , w drugim pokoju siedziałeś pochylony nad jakimś projektem wymiennika. Miałam na sobie długą,czarną sukienkę,zebraną w talii grubym,plecionym paskiem.  Podeszłam do Ciebie cicho. Drgnąłeś,kiedy moje zimne palce przebiegły po Twojej szyi. Pieściłam ją przez chwilę palcami, jednocześnie delikatnie przygryzając płatek ucha. Podniosłeś się gwałtownie trącając kubek z herbatą,który potoczył się po biurku znacząc żółte ślady na rozłożonym arkuszu papieru. Poczułam jak chwytasz moje włosy w garść.  Brutalnie. Stanowczo. Próbowałeś przyciągnąć mnie do swoich ust,jednak odepchnęłam Cię stanowczo. Nie spuszczałam wzroku z Twojego zaskoczonego spojrzenia nawet na sekundę,kiedy opadałam na kolanach u Twoich stóp. Schwyciłam Cię za obydwa nadgarstki i zmusiłam delikatnie do wystawienia rąk. 

,,Nie wiesz,że tak się sprawdza,czy ktoś nie kłamie? Jakbym przysięgał i trzymał ręce za plecami,to mógłbym krzyżować palce i obietnica byłaby nieważna. Nie mów,że nigdy o tym nie słyszałaś?" 

Niemal krzyknąłeś,kiedy odczułeś chłód pistoletu na swoich palcach.  Uśmiechnęłam się z pewnością.  ,,Miłość to danie komuś naładowanej broni mając nadzieję,że nigdy nie pociągnie za spust".

Skąd miałam wiedzieć,najdroższy? Skąd miałam w tamtej chwili wiedzieć,że kiedyś pociągniesz za spust? Czy mogliśmy to przewidzieć? Uczucie do Ciebie sprawiło,że przestałam dostrzegać w Tobie niebezpieczeństwo.

Isztar

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1498 słów i 8300 znaków. Tagi: #miłość #ukochany #smutek #rozstanie #drugaczęść

2 komentarze

 
  • asiaA

    Zauroczyłaś mnie. Pięknie.

  • Somebody

    Lubię ten lekki i jednocześnie angażujący styl narracji dookoła tkwiącej tajemnicy <3