Miłość, przyjaźń i inne ustrojstwa - 49

Sobota:  



Wróciłem z Sandomierza do domu i z mety walnąłem się na łóżko. Czułem się wykończony. Nic nie było w porządku. Permanentnie spieprzyłem wszystko co dotyczyło Marty. A właściwie to nawet nie ja, tylko jakaś ruda franca małymi paskudnymi łapskami wszystko zepsuła.

Uśmiechnąłem się smutno pod nosem. „Małe paskudne łapy". Tak mówiła Marta i nieświadomie dodałem sobie niektóre z jej powiedzonek do słownika. Nawet taki szczegół przywoływał mi jej obraz i powodował uścisk w gardle.

Oprócz tego nie byłem taki pewien, czy dobrze zrobiłem mówiąc matce prawdę o zdradzie ojca. W każdym razie nie czułem ulgi, a zamiast tego dodatkowy balast. Miałem nadzieję, że to się wkrótce zmieni. Chciałem zadzwonić do Pauliny, zapytać jak sytuacja w domu, ale gdy moja dłoń spoczęła na pustej kieszeni, przypomniałem sobie, że zgubiłem telefon.

Poleżałem chwilę dumając nad ostatnimi zdarzeniami. Nie mogłem znieść bezruchu i przytłaczającej ciszy, więc poszedłem do kuchni. Otworzyłem zamrażarkę i wyciągnąłem z niej mocno oszronioną butelkę wódki, która kleiła mi się do lekko spoconych palców. Obróciłem ją kilkakrotnie w dłoniach i pewnym ruchem odkręciłem aluminiowy korek. Zatrzymałem rękę z wódką dosłownie centymetr od ust. Jej nieprzyjemny zapach wdarł się do nosa. Gapiłem się przez chwilę w parującą szyjkę. Zakręciłem z powrotem to gówno i schowałem tam gdzie było.

Oparłem się dłonią o lodówkę. Nie - powiedziałem sobie. Nie tym razem. Wyjąłem z kieszeni paczkę czerwonych Marlboro i spaliłem jednego papierosa strzepując popiół do kuchennego zlewu. Zgasiłem filtr pod kranem i wyrzuciłem peta do kosza. Nadal nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić, ale coś musiałem, bo momentami miałem ochotę coś rozjebać, najlepiej wszystko po kolei z rudą suką na czele.

***

Nieco ponad czterdzieści minut później jechałem Wisłostradą swoim krosem. Ryk silnika zagłuszał myśli i chociaż przez chwilę mogłem skupić uwagę na czymś innym niż Marta. Pojechałem tam, gdzie jeszcze nie dawno jeździłem z Wojtasem, z tą różnicą, że teraz byłem sam. A przynajmniej myślałem że będę, bo kiedy zbliżyłem się do piaskowych gór, zobaczyłem cztery quady i dwa jeepy. Żaden nie należał do moich znajomych. Nie miałem ochoty z nikim gadać, więc przemknąłem między nimi dalej.

Wybijałem się rozpędzonym motocyklem w górę i opadałem zręcznie z powrotem. Uwielbiałem adrenalinę, która mi wtedy towarzyszyła. Wystarczyłby jeden zły skręt kierownicy, nieodpowiednie przechylenie motoru lub zbyt chujowy teren, żeby zaliczyć glebę i się połamać. Serce biło mi na większych obrotach, a na ciele występował pot. Zapomniałem o lekkim bólu nadgarstka spowodowanym dociskaniem manetki gazu. Zawsze ćmił mnie, gdy wcześniej mało jeździłem i był nieprzyzwyczajony. Dwa razy nieomal spadłem z krosa, gdy nieświadomie wjechałem w grząskie miejsce i nagle spowolniony motor zaczął szarpać wyrzucając za siebie fontanny piachu.  

Po na około godzinie zatrzymałem się na sporej górce, z której było widać na horyzoncie Tarnobrzeg. Motocykl stał w pionie tylko dlatego, że tylne koło było prawie do połowy zagrzebane w piachu. Zdjąłem kask i rękawice. Otrzepałem ubranie z białej ziemi. Zapaliłem papierosa i głęboko zaciągałem się dymem. Zdjąłem plecak i wygrzebałem z jego otchłani małą butelkę gazowanej wody. Usiadłem i upiłem łyk. Smakowała paskudnie, bo zdążyła już się nagrzać. Schowałem ją z powrotem, ale nie wstałem. Patrzyłem na krążące nieopodal mewy i wrony. A później z powrotem na odległe miasto. Gdzieś tam, zostało moje szczęście, które nosiło cudowne imię Marta. Pewnie płakała, nienawidziła mnie, a już na pewno miała mnie dosyć. Zastanawiałem się, co teraz robiła moja Mała Wiedźma. Chociaż w sumie już nie moja. Czy nadal była u tej dziwnej staruszki? Czy tęskniła tak bardzo jak ja? Czy też nie mogła przestać o mnie myśleć? Nie miałem pojęcia jak to wszystko odkręcić i naprawić. Czemu mi nie ufała, skoro tyle razy jej mówiłem, że liczy się tylko ona? Miała prawo być wściekła za tamto zdjęcie, ale dlaczego do chuja z taką łatwością mnie odrzuciła!? - dumałem nad niesprawiedliwością świata.

- Romeo, chujasie! Paliwa ci brakło?

Gruby zadarł się głośno, jakby mu co najmniej za to płacili. Wyrwał mnie z niemożliwych do ogarnięcia rozkmin. Szedł w moją stronę głupio się szczerząc. Od zawsze uważałem, że ma zdrowo nasrane w głowie, ale mimo to lubiłem go i był moim wieloletnim kumplem.

- Gruby, pajacu, co tam sapiesz? - odparłem w ten sam sposób.

- Ruchaj dupę na dół, nie będę się tam wdrapywał!  

Podniosłem się i siadłem na motor. Odpaliłem go, zjechałem na dół po przekątnej, bo chociaż nie było stromo, to piasek na zboczu był sypki i się osuwał. Jeszcze tylko mi brakowało, żeby zaliczyć glebę i narobić sobie siary przed Grubym. Zaparkowałem w ten sam sposób co wcześniej i zsiadłem. Przywitaliśmy się zwyczajowym uściskiem dłoni. Najwidoczniej puścił w niepamięć, że gdy ostatnio się widzieliśmy, to kazałem mu wypierdalać i trzymać się ode mnie z daleka.

- Co ty odpierdalasz stary z tymi Juliami? Miało być wesele, a wy już po rozwodzie i masz nową Julię - ni to zapytał, ni stwierdził.

- Nie pytaj. Po prostu nie pytaj – pokręciłem głową.

- Nie no, stary, naprawdę niezła ta twoja Iza i ma czym kobita oddychać. Do takich wymion sam bym się chętnie przytulił - kontynuował.

- Gruby, lepiej się zamknij, bo wkurwiasz mnie w tym momencie.

- Dobra, dobra, żarty Romeo. Nie bądź zazdrosny, przecież nie będę się dobierał do twojej nowej Julii.

- Gruby, kurwa debilu, nie ma żadnej nowej Julii. To jest jebane nieporozumienie – wyjaśniłem.  

- Fotoshop?

Westchnąłem. Kurwa, czy wszyscy mieli mnie za jakiegoś niewyżytego jebakę!?  

- Fotochuj! - żachnąłem się. - Błażej, kurwa, to jest jebane nieporozumienie. Nawet nie tknąłem tej laski. Była pijana, potknęła się, spadła mi na kolana, a ta ruda szmata jej koleżanka, zrobiła nam wtedy zdjęcie. Nawet nie znam ani jednej, ani drugiej cipy.

- A Marta?

- Wierzy mi tak samo, jak ty i chyba mnie nienawidzi.  
- O chuj, stary, ale ty masz najebane z tą laską. Daj se już z nią siana. A w ogóle to dzwoniłem do ciebie rano, ale miałeś wyłączony telefon. Zmieniłeś numer? - zmienił płynnie temat.  

- Nie, zgubiłem wczoraj telefon. A co chciałeś?

- No właśnie się zapytać, czy jedziesz tu z nami poszaleć. Zwyczajowo pierdykniemy później jakieś ognisko.

- Kto jeszcze jest? - zapytałem.

- Czerstwy ze swoją i ojcem, Tiger, Maruda, Barman z Pałką i paru chłopaczków z okolicy. Wojtas za raz będzie i może później Gołąbek z tą swoją ptaszyną, ale nie wiem, bo od południa nie da się do niego dobić.

- Gołąbek ma zjebany telefon, nawet nie dzwoń. Widziałem się z nim wcześniej. Najwyżej wyślemy Krzyśka po niego.

- Krzysiek jebnął dziś browara, a Alicja ci nie pojedzie.  

- Więc sam pojadę Krzyśka samochodem - odparłem.

Pojechaliśmy krosem na drugą stronę piaskowych gór* do reszty ekipy. Barman bez problemu dał mi kluczyki do auta, a ja jemu pod opiekę krosa. Gruby wsiadł ze mną do samochodu i pojechaliśmy z powrotem do Tarnobrzega. Przez całą drogę słuchałem jak kumpel skatował swój motor. Później wydłubywał stopiony tłok i zawoził cylinder do szlifu, bo się zrobił mały próg. Znałem już tę opowieść od Wojtka, ale Gruby był tak podjarany, że mu o tym nie powiedziałem.

***

Dochodziła już siedemnasta, ale nadal było niemożliwe gorąco. Chwilę poczekaliśmy i Gołąbek wyszedł przed blok. Miał na sobie spodenki w niebieską kratę i szarą koszulkę przewieszoną przez ramię.

- A gdzie masz swoją ptaszynę? - zapytał go Błażej.

- Nie jedzie, focha ma. Dostałem zjebę i od razu poszła z powrotem do Marty - wzruszył ramionami Piotrek.

- Co wy robicie tym pannom, że spieprzają od was z krzykiem? - zaśmiał się Gruby.

- Od nas przynajmniej dopiero po czasie uciekają, do ciebie nawet żadne nie podchodzą - zripostowałem.

- Spierdalaj chujasie - parsknął śmiechem Błażej.

- Właśnie Rafał. Odstosunkuj się od Grubego - powiedział Piotrek.

- O widzisz! Jeden mądry chociaż - ucieszył się Błażej.  

- I tak on jest do przodu, bo przecież jego żona dalej za nim szaleje, nie to co te nasze - wyjaśnił Piotrek mając na myśli Tigera.

- A odpierdolcie się obaj - zirytował się nasz Grubasek.

Śmiejąc się przybiłem piątkę z Gołąbkiem.

- Hihihihi... O jakie kurwa zabawne. No hihihi... - przedrzeźniał nas Gruby, a my zialiśmy jeszcze bardziej.

Poszliśmy do samochodu nie przestając się śmiać. Błażejowi zadzwonił telefon i jak na ironię to był Tiger.

- Co żona chciała? - zapytałem, gdy skończył rozmawiać.

- Pewnie się już stęskniła - podpowiedział Gołąbek.

- Ta, za piwem. Zahacz Romeo o jakiś sklep - sprecyzował Gruby.  

**  

Już kiedy wysiadałem z samochodu zauważyłem, że w naszą stronę idzie Wojtas z nietęgą miną. Był wkurwiony, a jego wzrok był utkwiony we mnie. Kiedy zdjął koszulkę i rzucił niedbale za siebie, od razu wiedziałem o co chodziło. Nie zamierzał o nic pytać, od razu rzucił się do mnie z pięściami.

Dzięki ci, ty ruda kurwo za to zdjęcie, w piekle mają specjalne miejsce dla takich suk jak ty – pomyślałem.

- Uspokój się kurwa debilu! - wysapałem, gdy szarpaliśmy się na żwirowej drodze.

- Mówiłem ci chuju, że cię rozpierdolę jak ją skrzywdzisz! - powiedział wkurwionym głosem, chociaż przegrywał.

- Nic nie zrobiłem idioto!

- Zdradziłeś ją skurwysynu!!!

- Nie będę się kurwa tobie tłumaczył!

- Zejdź z niego, chujasie! - krzyknął do mnie Błażej.

Gruby ściągnął mnie z Wojtka, a Gołąbek pomógł mu się pozbierać. Tylko że ani ja, ani Wojtek nie mieliśmy dość i jak na komendę wyrwaliśmy się chłopakom i zaczęliśmy się z powrotem bić. Wojtkowi bardzo leciała farba z nosa, zostawiłem mu też pizdę pod lewym okiem i drugą trochę niżej na policzku. Chyba miał rozjebaną wargę, bo mu zaczęła bardzo puchnąć. Pod zdartą skórę kolan, pleców i łokci miał nawbijane mnóstwo żwiru, który powoli znikał maskowany wypływającą krwią. On tylko podarł mi koszulkę i uderzył kolanem w brzuch. Przez chwilę mnie przydusił, a później już musiał się bronić przede mną, bo się niemiłosiernie wkurwiłem. Nie miał prawa wpierdalać się między mnie i Martę. Kiedy Błażej mnie odciągał, kopnąłem z całej siły Wojtka w brzuch za nim się podniósł. Już się nie podniósł, tylko leżał skulony i próbował się nie rozpłakać.

- Puść mnie Gruby – powiedziałem wciąż dysząc z wysiłku.

- Uspokój się kurwa. Zostaw go już – odpowiedział, wciąż mnie przytrzymując.

- Jestem kurwa spokojny, nie widzisz!? Puść kurwa – wyszarpnąłem się po raz kolejny i podszedłem do Wojtka.

Usiadłem obok niego. Nie robiło mi już różnicy, czy się bardziej ubrudzę czy nie, bo i tak byłem ujebany jak świnia w chlewie. Wpatrzyłem się w jakiś nieistniejący punkt przede mną.

- Zrobił bym dla niej wszystko, rozumiesz? Gdyby ktoś ją skrzywdził, to bym go rozjebał na strzępy. Jej szczęście, jest moim szczęściem, a ból moim bólem. Pamiętasz, co czuliśmy nad zalewem? Wiem, że ją kochasz, nie jestem kurwa ślepy. W każdym razie nie mógłbym jej zrobić czegoś takiego. Po prostu kurwa bym nie mógł – powiedziałem cicho powoli dobierając słowa.

Wojtas milczał. Też na mnie nie patrzył. Wstałem i wyciągnąłem do niego rękę, żeby pomóc mu się podnieść, ale odepchnął ją łokciem.

- Pierdol się. Po prostu pierdol się popaprańcu – powiedział pełnym emocji głosem.

- Bardziej popierdolony już raczej być nie mogę – odparłem.

Kiedy odchodziłem czułem jego palący wzrok na plecach.

- Ty, bożyszcze kobiet, gdzieś ty był, jak cię nie było? - zapytał Tiger.  

- Chowałem się przed tobą, a co? Tęskniłeś? – mruknąłem.

- Jak rasowa glizda za kurczakiem, stary – odparł z szerokim, rozbrajającym i zaraźliwym uśmiechem.

***

Przez kilka następnych godzin jeździliśmy na krosach i kładach, często się między sobą wymieniając. Wkurwiało mnie, że niemal wszyscy się na mnie gapili, gdy myśleli, że nie patrzę. Zwykle lubiłem być w centrum uwagi, ale nie dziś. Nie, kiedy życie mi się posypało. Nie kiedy wszyscy milkli, kiedy do nich podchodziłem. Dlatego nie zostałem na ognisku. O dwudziestej drugiej pomimo namów kumpli pojechałem z powrotem do Tarnobrzega.

Zamieniłem krosa na Audi, zamknąłem garaż i wsiadłem do samochodu. Po drodze zrobiłem drobne zakupy. Jadąc dalej omal nie jebnąłem baby, która szła prosto i nagle odjebała zwoda skręcając w prawo na pasy. Nawet krówsko nie popatrzyło, czy coś jedzie. Ja jechałem. I to dość szybko, bo przede mną akurat zapaliło się zielone światło. Depnąłem po hamulcach i ledwo wyhamowałem kilka centymetrów przed babskiem. Miała na sobie luźną koszulkę z dużym dekoltem i spódnicę do kolana. Gdyby nie przesadny makijaż, mogłaby uchodzić za atrakcyjną na oko trzydziestkę. W łapsku trzymała małą przezroczystą reklamówkę z Pepco, a w niej jakieś różowe ubranko.

- AAA! Jezus Maryja! Jak jeździsz ty podły chamie! O Jezu, moje serce! Kto ci dał prawo jazdy!? - darła się damulka, trzymając się jedną ręką za pierś.

Tego było już za dużo. No kurwa za dużo wrażeń, jak na jeden dzień. Wsiadłem z samochodu nawet nie zamykając za sobą drzwi. Podszedłem do niej bardzo blisko i nachyliłem się do niej, bo była dość niska. Popatrzyłem jej prosto w ślepia.

- Wiem gdzie mieszkasz, skarbie – szepnąłem lekko unosząc kąciki ust.

Wytrzeszczała na mnie przerażone oczy z rozdziawionymi ustami nagle zbita z pantykału.

- Grozisz mi gówniarzu!? - odzyskała rezon cofając się odrobinę, ale jej głos stracił na pewności siebie.  

- Masz śliczną córeczkę – zablefowałem i odwróciłem się do niej plecami.

Powoli wróciłem do samochodu, zatrąbiłem i uprzejmie jej pokazałem, żeby przeszła. Gdy mnie mijała jej wzrok wbijał się w moją tablicę rejestracyjną. Uśmiechnąłem się do siebie dopiero, gdy kobieta została z tyłu. Spokojnej nocy, babsztylu – pomyślałem złośliwie.

Kiedy wysiadałem przed blokiem zorientowałem się, że spod fotela wypadł mój telefon. Poczułem już wcześniej, że coś uderzyło mi w but podczas hamowania, ale byłem pewien, że to tylko butelka z napojem.

Doznałem olśnienia, że wczoraj za nim poszedłem spać, byłem w aucie po papierosy. Kiedyś ktoś zostawił je w samochodzie i od tamtej pory jeździły w schowku, bo jakoś zawsze zapominałem je wyciągnąć. Na CPN nie chciało mi się iść, więc wczoraj postanowiłem je wziąć. Najprawdopodobniej gdy się wychyliłem po fajki, telefon wysunął mi się z kieszeni i wpadł pod siedzenie.

Wziąłem komórkę z rozładowaną baterią i poszedłem do mieszkania.  

----------  
* Piaskowe góry - miejsce istnieje naprawdę, ale nazwa jest czysto potoczna. Jest to spory odcinek kilku (może nawet kilkunasto) metrowych górek.

1 komentarz

 
  • kryczka17

    kryczka17 · 22 sie 2017

    Jejku nie mogę się już doczekać kolejnych części, dodawaj je szybko bo nie wytrzymam xd ????????