Krzyk orła cz 9

Sądził, że nareszcie coś się wyjaśni. Ostatniej nocy kiedy mieli dobry czas, zpytała go kilka razy czy jest gotowy jej bronić. Przypomniał sobie jak mówiła mu o tym, kiedy zaczął trening u mistrza i jeszcze wcześniej kiedy sama go przygotowywała. Nie zaniedbywał treningu, poświęcał prawie pół godziny dziennie na utrzymanie sprawności fizycznej. Wiedzial, że jest silny i szybki, ale jak do tej pory nie miał okazji tego sprawdzić na żywo.  
Najpierw pojechali taksówką, potem dwa razy przygotowanym dla nich samochodem. Raz z kierowcą, a drugi raz Kasandra sama prowadziła. Powiedziała, że to dla bezpieczeństwa. Jego analityczny umysł nie pojmował całej tej sytuacji. Gdyby nie to, że widział na własne oczy komnatę w środku góry, a potem tą mniejszą, w której zamienili kulki, myślałby, że to sen.  
Wysiedli z samochodu i weszli do kompleksu sklepów. Cały czas szedł obok niej, nie pytając o nic. Kasandra robiła wrażenie, że wie dokładnie dokąd idzie.
— Byłaś tu już? — zapytał w końcu.
— Tak, dwa razy. Raz z rodzicami raz z Jin Lei i Niebo.
Wyszli z centrum handlowego, a potem bezpośrednio z wielkiego malla, do jakiegoś biurowca. Weszli po schodach na drugie piętro. Potem Marcin zauważył, że wchodzą do pokoju. Na drzwiach znajdował się napis, ale w rodzinnym języku, więc nie zapamiętał. Za dość dziwnym stołem siedziała młoda, około trzydziestki chinka, ale nie pełnej krwi. Uśmiechnęła się do Kasandry i skłoniła głowę przed Marcinem. Poza dziwnym biurkiem zauważył cztery kamery w każdym rogu sufitu. Weszli do drugiego pokoju. Był zupełnie pusty. Na przeciw, znajdowały się drzwi.
— Nie możemy jeszcze wejść, bo masz pytania.
— Skad wiesz, że mam?  
— Widzisz to? — pokazała miejsce pod klamką.
Zamiast zamka znajdowało się tam czerwone światełko.
— Musi być zielone.
— To jakaś pozaziemska technologia? — zapytał rozbawiony.
— A myślisz, że te wszystkie elektroniczne rzeczy co używamy, to ludzie wymyślili?  
— Pytaj.
— Czy to były kamery?
— Nie, małe działka laserowe. Wchodzimy na teren najbardziej strzeżony na świecie. Gdyby ktoś niepowołany zechciałby strzelać, nawet z automatu, te lasery zniszczyły by kule. W drzwiach jest dedektor metalu i Yeying wiedziałaby wcześniej.
— Biurko?
— Bardzo chronione w razie ataku, który się dzieki Bogu jeszcze nie wydarzył. Zasłania się bardzo odporną szybą, która jest ukryta przed samym biurkiem.
— Ta pani spojrzała na mnie jakby mnie znała.
— I ty ją znasz, tylko nie pamiętasz. Wiesz co znaczy jej imię?
— Aż tak dobrze nie znam chińskiego.
— Ona ma piękny głos, jej imię znaczy ,,Słowik”.
Lampka w drzwiach zmieniła kolor na zielony.
Weszli i Marcin przypomniał sobie ,,Matrix”. Po przeciwnej stronie znajdowało się ze dwadzieścia drzwi wygladających bliźniaczo.
— To drugi stopień zabezpieczenia, wystarczy, że otworzyłabym raz niewłaściwe drzwi...
Kasandra wyjęła kulkę z za bluzki. Marcin domyślił się. Poszła na lewo. Przy siódmych albo ósmych drzwiach kulka zajaśniała intensywniej. Kasandra otworzyła je i wyszli na schody. Zeszli ze dwa piętra w dół, a potem znalęźli się przed wejściem do trzech wind. Znowu przy jednej z nich kulka rozjaśniła się mocnym szafirem. Kass nacisnęła guzik i weszli do kabiny. Marcin nie wiedział czy jadą w dół, do góry lub czy w ogóle jadą. W końcu drzwi się otworzyły i weszli na korytarz. Zeszli kilkanaście stopni w dół i znaleźli się w obszernej sali. Znajdowało się tam około czterdzieści, a może pięćdziesiąt osób w różnym wieku i różnych ras. Jednak nikt nie miał mniej niż czterdzieści lat. Mężczyzna około pięćdziesiątki, przemawiał. Dostrzegł Kasandrę i zawiesił głos na krótka chwilę.
— Ogłaszam wam radosną wiadomość, przybyła do nas księżniczka.
Marcin usłyszał poruszenie.
— Nie chcemy zabierać twego cennego czasu, więc proszę cię, zechciej powiedzieć swoim sługą parę słów.
Marcin poczuł się dziwnie. Kasandra poprosiła go, żeby usiadł, a sama podeszła do podwyższenia.
— Witajcie umiłowani. Dziękuje wam, że dzięki waszej pomocy mogę kontynuować moją misję.
Pamiętajcie, że nie robicie tego dla mnie, ale dla siebie, waszych dzieci i całego świata. Pamiętajcie, że jest jeden Bóg i jedno prawo miłości. To co czynię, robię nie dla mojego umiłowanego i dla moich najbliższych przyjaciół, ale dla Niego. I przyjmijcie jego błogosławieństwo. Weszliśmy w ciemny wiek, ale bądźcie nadal złotym światłem.                                                                                                             Kasandra uniosła dłonie i sala rozjaśniła się błękitno-szafirowym światłem. Odczekała chwilę, popatrzyła po sali i wróciła do Marcina.
— Idziemy                                                                                                                           Marcin wstał i... znaleźli się na ulicy przed centrum handlowym.
— Nie pamiętam jak wróciliśmy.
— Tak jest lepiej, miły — szepnęła.
Wtuliła się w jego ramiona. Szli wolno do samochodu. Ruszyli. Minęli kilka skrzyżowań.
— Mamy towarzystwo.
Marcin poczuł jak gwałtownie przyspieszyła. Dopiero po kilku chwilach zobaczył kilka takich samych samochodów jadących za nimi. Doliczył się trzech. Patrzył na Kass. Nie widział na jej twarzy strachu.
— Czego oni chcą?  
— Mnie, ciebie, a głównie kulki — odrzekła spokojnie.
— Jak wiedzieli, ci... kim oni są?
— Przypuszczam, że ktoś słaby zdradził. Czułam dziwną energie na sali.
Wjechała w małą ulicę. Niestety jeden z wozów wjechał za nimi po chwili. Z przeciwka drugi, zajechał im drogę.
— Nie obawiaj się, wezwałam pomoc, ale musimy im stawić opór... około dziesięciu minut.
— A co będzie jak przybędzie ich więcej?
— Nie przybędzie. W tym mieście mamy przeszło setkę agentów operacyjnych i ze dwudziestu wpływowych.
Marcinowi to nic nie mówiło, ale wierzył w to co powiedziała. Wysiedli z samochodu. Tamci zagrodzili im drogę. Doliczył się ośmiu, po czterech z obu stron.
— Nie wstyd wam walczyć z bezbronną dziewczyną? — rzekł Marcin.
Zdziwił się, że wyszło to z jego ust.
— Zamknij się — usłyszał w odpowiedzi.
Wszyscy napastnicy wyciągnęli pistolety.
— Nie mamy szans — szepnął Marcin.
— Nie obawiaj się ich broni, będziesz mógł przekonać się czego nauczył cię Jin Lei.
— Odejdźcie w pokoju — powiedziała Kasandra.
— Miła dziewczynka. Daj nam to co masz, po dobroci, albo cię zmuszę — rzekł jeden z nich.
— Nie jestem dziewczynką, ale księżniczką. Nie powiedzieli ci?
— Dość tego — rzekł tamten i strzelił w kierunku Marcina. Dopiero teraz Marcin zobaczył błekitną poświatę w kształcie półkuli, która ich otoczyła. Wiedział, że to kulka. Tamci zaczęli strzelać, ale bez efektu.
— To nie działa, musicie sami przyjść i nam to zabrać — rzekła.
Jej słowa podziałały na nich, jak płachta na byka. Otoczyli ich i zaatakowali. Marcin, w jednym momencie przypomniał sobie wszystko czego nauczył go mistrz. Drobna Kasandra poruszała się jak kobra. Uderzała szybko i tylko raz. Jednak niektórzy wstawali po jej uderzeniach. Marcin robił spustoszenie stosując nie kung fu czy karate, ale sawate. Po ciosach nogami nikt nie wstawał. Jednak tamci mieli znaczną przewagę ilościową. Czterech z nich leżało, ale jeszcze czterech atakowało. Marcin dostrzegł czarną, drobną postać. Po chwili było po walce. Jin Lei przybył na pomoc.
— Czy wszystko w porządku, Gongzhu?
— Tak Jiaoshi. Oni nie wiedzą co czynią. Xiexie, Guanjun.
— Zaijian, Gongzhu — odrzekł mistrz. (Tak nauczycielu. Oni nie wiedzą co czynią, dziękuję mistrzu...— Do widzenia, księżniczko)
Odeszli. Minęli jeden z ich samochodów. Po minucie usłyszeli sygnały wozów policyjnych.
— Jola i Piotr?
— Bezpieczni. Oni nic nie mają do nich.
— Kto to był?
— Agenci oświeconych, może CIA albo sekretna policja. Wszyscy pracują dla nich.                                                            
— Nie wiedziałem, że ta kulka ma taką moc. Czy mogłaby się dostać w ich ręce?
— Nie i to z dwóch powodów. Pierwszy, ja widziałam przeznaczenie. Drugi, nie możesz sobie wyobrazić co by było gdyby ją ktoś inny dotknął po inicjacji.
— A co ją zainicjowało?
— Każdy fizyczny odruch miłości z twojej strony, pocałunek lub dotknięcie.
— A co by było, czego nie mogę sobie wyobrazić?
— Lokalna czarna dziura.
— Och, to jak sen, albo czary — szepnął.
— Wracamy, nasi przyjaciele będą się niepokoić.
Doszli do większej ulicy i złapali taksówkę. Marcin nie dostrzegł u Kasandry nawet cienia zdenerwowania.
— Broniłeś swoją księżniczkę, Marc in Galaxy — szepnęła i wtuliła sie w jego ramiona.
W oddali widzieli światła Petronas Tower.
Znaleźli swoich przyjaciół stojących przy szybie na moście, pomiędzy wieżami.                                                
— Trochę się spóźniliśmy — rzekła Kasandra.
— Tylko pięć minut — odrzekł Piotr.
— Mieliśmy tłok przy windzie na dole — odpowiedziała Kass.
Marcin uświadomił sobie, że księżniczka wiedziała o ataku i znowu się zadumał jak to wszystko możliwe.
— Mieliście dobry czas? — zapytała Kasandra.
— Tak, to miasto jest zbudowane dla turystów, brakuje tylko wiszących zamków — rzekła Jola.
Nie zwrócili uwagi na jej dziwne porównanie. Spędzili jeszcze jeden dzień w stolicy i nastepnego ranka, około dziewiątej wylecieli w kierunku Perth.  

    Tym razem, pod nimi rozpościerał się ocean. Kasandra nic nie mówiła, cały czas miała opartą głowę o ramię Marcina. Lot mieli spokojny poza kilkoma małymi zawirowaniami.
— Czy mamy tu też zarezerwowany hotel? — zapytał Piotr.
— Nie, musimy od razu jechać do portu. Będziemy płynąć prawie dziesięć dni na dość luksusowym stateczku. Mam nadzieję, że pamiętasz ostatnią wpadkę? — zwróciła się do Piotra. Jeśli Bóg morza będzie łaskawy, dopłyniemy bez sztormu.
— Kasandro, mało co rozumiem, ale nie powstanie u mnie więcej takiego rodzaju myśl jaką miałem w piramidzie — odparł Piotr.
Z lotniska dostali się do portu. Tam czekał na nich statek o nazwie ,,Estella”.
— Czy nie tak miała na imię twoja mama? — zapytał Marcin.
— Tak, to jej łódka — rzekła Kass.
— Wiesz gdzie są twoi rodzice?
— Nie wiem, rozstałam się z nimi tydzień wcześniej, zanim przybyłam do Egiptu.
— Czekamy na kapitana? — zapytał Piotr.                                                                                                                 — Kapitan Kasandra, zaprasza na statek — roześmiała się.
— Czy jest coś czego nie potrafisz? — zapytał Marcin.
— Wielu rzeczy nie umiem, na przykład nie pilotowałam samolotu.
— A to czemu? — zapytał Marcin wesoło.
— Orły mają skrzydła i potrafią latać.
Weszli na statek. Patrzyli na Kass jak bez zastanowienia uruchamia silnik. Po chwili stała przy sterze.
— Musisz się uczyć ze mną — powiedziała do Marcina. Po pięciu dniach przejmiesz stery, a ja będę uczyć Jolę obsługiwać ,,Deep star ”.
— A co to takiego?
— To mała łódź podwodna, na niej dostaniemy się do piramidy.
— Piotr jest inżynierem, lepiej by mu szło niż artystce, sądzę?
Kasandra nic nie odpowiedziała. W kilka godzin potem Marcin znowu postawił jej to samo pytanie. Wówczas popatrzyła na niego smutno i powiedziała coś co go zakuło w serce.
— On nie będzie tego potrzebował.
Jednak genialny doktor Galax nie połączył tego faktu z tym, że ona uczy jego prowadzić ,,Estellę”.  
Jednak drugiego dnia kiedy byli już na pełnym morzu Kasandra dawała stery zarówno Piotrowi jak i Joli. Może dzięki temu Marcin nie zwrócił uwagi na ten fakt. Piątego dnia zgodnie z obietnicą oddała mu stery. Wiedział gdzie ma płynąć.
— Idę z Jolą na dół, a wy sobie dawajcie radę. Za kilka godzin przyjdziemy na górę. Mam nadzieję, że nie zboczysz z kursu, doktorze Galax.
Zniknęły pod pokładem.
— Jak znosisz podróż? — zapytał Piotra.
— Nie wiedziałem jak się będę czuł, ale wygląda, że dobrze znoszę podróż morską. Mieszkałem w porcie, ale statki mnie nigdy nie pociągały.
Milczeli przez dobrą chwilę. A potem Marcin usłyszał coś z jego ust, co go zmroziło na chwilę.
— Obiecaj, że będziesz się opiekował Jolą, jeśliby mi się coś stało.
Przez chwilę Marcin nie wiedział co powiedzieć.
— Co ci przyszło do głowy, Piotrze?
— To nie przyszło mi do głowy, ale do serca.
Marcin nic nie powiedział, ale czuł, że Piotr czeka na jego odpowiedź. Popatrzył na przyjaciela.
— Obiecuję — wyszeptał.  
Potem włączyli automatycznego pilota. Szykowali się do spania. Przed samym zaśnięciem przyszła mu myśl, czemu nie poprosił Piotra o to samo w stosunku do Kasandry.
W normalnych statkach cały czas ktoś czuwa przy sterach, jednak to cacko miało tyle niesamowitych urządzeń, że zdawało się być całkowicie zautomatyzowane.
                                                   *
Jola zeszła na dół  z Kasandrą i ujrzały ,,Deep star”.
— Prowadzenie łodzi podwodnej nawet takiej jak ta, wymaga zdolności — zaczęła Kasandra.
— To czemu nie wzięłaś Piotra?  
Kasandra nie chciała mówić jej tego co Marcinowi, ale miała jeszcze inny powód, dlaczego wybrała Jolę.
— Widzisz, to co robię, a w czym mi pomagacie, nie jest tak naprawdę tym, na co wygląda. Dlatego jego umysł trochę by przeszkadzał. Jest też inny powód, o którym nie chcę mówić. Sama widzisz, że pojmujesz więcej z tego co mówię, nawet niż Marcin. Piotr jest cudownym przyjacielem, ale wierz mi, do prowadzenia tej łodzi ty jesteś najlepsza.
— Nie mam pojęcia o łodziach, a zwłaszcza podwodnych.  
— Jolu, zobaczysz po dwóch dniach, że jesteś lepsza ode mnie. Jeśli tak się nie stanię, zacznę uczyć Piotra.
— Będziemy pracować na stymulatorach? — zapytała Jola.
— Tak, pierwszego dnia. Drugiego wypłynę, a trzeciego ty wypłyniesz i wrócisz.
— Co masz na myśli Kass? Oni będą płynąć, a my wypłyniemy w głąb i wrócimy?
— Widzisz jak dokładnie wiesz — uśmiechnęła się Kasandra.
— Kass, ja się boję, nie potrafię.
— Zezłościłaś się pierwszy raz, wieć postanowiłam nigdy więcej nie wydawać ci poleceń, tylko prosić.
— Skąd wiesz, że się zezłościłam o ten pocałunek?
— Wiem, że tak było, bo poczułam. Mylę się?
— Nie, nie mylisz się.
— Kochasz mnie i ufasz mi. Podobnie ja kocham ciebie i ufam tobie. Tobie mogę coś powiedzieć po tej stronie i ty może zrozumiesz. Nie mówię uwierzysz, bo wszyscy mi wierzycie. Zastanawiałaś się kim jesteś? — zapytała Kasandra.
— Jestem Promieniem z Północy, czemu pytasz?
Jola popatrzyła na Kasandrę.
— Co ja plotę,  jestem Jolanta Rajnord.
Kasandra patrzyła na nią wnikliwie. Wiedziała, że za chwilę Jola dojdzie do prawdy. No może prawdy, dla innych.
— Kim jestem? — zapytała Jola.
— Widzisz kochanie, powiedziałaś najpierw, że jesteś Promieniem Północy, bo za nim stałaś się Jolą byłaś nim. Wszystko co żyje jest duszą i tylko nią. Gdziekolwiek jest dusza, to żyje. Drzewo, ptak, człowiek. Kolebką życia jest Bóg. On zawsze jest i zawsze będzie. I my z nim, bo od niego pochodzimy. Ale ciało nie jest naszym orginalnym stanem. Lecz ja i moi poddani są ze mną, gdzie ja jestem. Kiedy ja odchodzę, oni odchodzą. Oni pamiętaja tylko, że jestem księżniczką z wielkiej gwiazdy. Ale ja pamiętam więcej. Po tamtej stronie wszyscy pamiętają Błękitną Gwiazdę, bo żyją tam. Ale tam nikt nie pamięta Ziemi, poza mną. To są te same dusze, ale one zapominają. Lecz od teraz ty i Skała z Aurory oraz Marc będą pamiętać więcej. Nie wiem ile razy to było i ile razy to będzie, ale kiedyś to się skończy i wyjdziemy z tego świata i już nas nic nie rozdzieli, albo przeniesie. Ci co z nami walczą, walczą nie z nami, ale z Bogiem. Oni są przywiązani do materii, a materia do umysłu. Ci, którzy zbudowali piramidę w Gizie skopiowali to, co ja zostawiłam dla ludzi. I oni wykorzystali wiedzę, nie żeby ludziom pomóc, ale by ich więcej usidlić. W ich własnym więzieniu. Ci tak zwani obcy są związani z Ziemią, bo z niej pochodzą. Ja czynię to co mi polecono i robię to z miłości do Niego. Oni walczą ze mną. Chca zagarąć Ziemie i chcą zagarnąć Kassandrę. Ja bronię Kassandry, Ziemi, ale robię to miłością. Dlatego nie płacz kiedy odejdę, bo jestem zawsze z tobą jak i z Marcinem i Piotrem. Jestem i zawsze będę i byłam. Tak jak ty i oni.
— Gdzie odejdziesz? — zapytała Jola, łamiącym się głosem.
— Na Kassandrę.
— Och, przez chwilę bałam się, że umrzesz — szepnęła Jola.
— Mówiłam ci, że nikt nie umiera. Ale tak jak myślałaś, stanie się. Ja umrę.
Jola patrzyła na nią swoimi wielkimi cielęcymi oczami i nie mogła wymówić słowa.
— Czy nie można tego odmienić?  
— Nie.
— Ale ja nie chcę, żebyś mnie opuściła.
Zaczęła płakać.
— Nie płacz kochanie, ty zawsze jesteś ze mna i zawsze będziesz. Ale jak odejdę, bądź z Marcinem.
— Ale ja jestem z Piotrem.
Jola patrzyła na Kasandrę i zrozumiała.
— On odejdzie z tobą, prawda?
— Tak, kochanie.
— Czemu mi to powiedziałaś, będzie mi teraz ciężko z tym żyć!
— Będzie ci łatwiej z tym żyć, kiedy to się stanie.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 2966 słów i 17258 znaków.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Almach99

    Nie lubie smutnych zakonczen. Szkoda.

  • AlexAthame

    @Almach99 Jeszcze nie koniec. ..

  • AuRoRa

    Co za akcja, gonitwy, bitwy, tajemnice. Czemu Kass musi umrzeć, odejdzie na swoją planetę?

  • AlexAthame

    @AuRoRa Wszystko się wyjaśni.