Klątwy i uroki od zaraz - 11

Piątek, 26 maja
***Rafał***

Pani moich snów, bo nawet w snach ją widywałem i to całkiem często, nie pojechała ze mną i chłopakami do Piaseczna. Dziś miała umówioną wizytę u ginekologa. Marta od dłuższego czasu powtarzała, że coś ją kuje w brzuchu. Badanie krwi, moczu i kału niczego nie wykazało, zresztą tak jak i USG brzucha. Prawdopodobnie robiła się jej przepuklina na jelicie, ale żeby się upewnić, że to nie narządy rodne zapisała się prywatnie na kolejne USG.

Mała Wiedźma obiecała zadzwonić jak tylko wróci do domu, żebym po nią przyjechał. Później czekało mnie gęste tłumaczenie się z pobicia Wojtka i jej samej. Wojtka miałem w głębokim poważaniu, ale nie wiem jak to się stało, że nie zapanowałem nad sobą i uderzyłem Martę.

Gruby, wieprz cholerny, jako że znów popsuł swojego krosa, na zmianę ze mną woził dupę na moim. Zawsze miał swoje grono widzów i to nie tylko spośród nas, bo i tutejsi ludzi przychodzili popatrzeć jak jeździmy. Błażej jeździł agresywnie, nie bał się ryzykować. Większość nazywała go debilem, ale głównie dlatego że zazdrościli mu jaj i pewności siebie na motocyklu. Lubiłem z nim rywalizować i uchodziłem za takiego samego debila jak on.  

Powoli zjeżdżała się cała ekipa. Czerstwy przyjechał ze swoją nierozgarniętą dziewczyną - mistrzynią odpalania papierosów, której imienia do tej pory nie zapamiętałem. Może dlatego, że uważała się za lepszą od nas i patrzyła na wszystkich z góry. Tymczasem kity Czerstwego łykała jak młody pelikan świeże rybki. Paweł woził ją teraz na kładzie po okolicy.

Jego tata, pan Zbyszek, złamał nie dawno nogę, ale mimo to znalazł kierowcę i jak zwykle przywiózł zapas paliwa i zaopatrzenie na wieczorne ognisko. Złoty człowiek. Teraz opowiadał mi o swoim niefortunnym wypadku, gdy spadł ze schodów schodząc do piwnicy.

Tiger sączył piwo i ostro dyskutował z Marudą i Barmanem. Alicja stała z nimi, a właściwie to wisiała na ramieniu Barmana totalnie znudzona. posłałem jej współczujący uśmiech. Kochała drogiego Barmana, ale jak on się wdawał w dyskusję, to zapominał o bożym świecie.

Wojtas ostatnio nie pojawiał się w ogóle, więc byłem nieco zdziwiony, gdy się zjawił i to w towarzystwie jakiejś panny. Chwała mu za nią, może się w końcu ustatkuje i odpierdoli od mojej Małej Wiedźmy. Przedstawił ją wszystkim, a później zostawił w towarzystwie.

Nad okiem miał duży opatrunek, a mordę poobijaną dużo gorzej niż ja. Nawet ucho miał sine. Gdy do mnie podszedł przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem i miałem ochotę mu przypierdolić, żeby wracał skąd wypełzł.

- Źle cię oceniłem i traktowałem jak ostatni chuj. Byłem zazdrosny i nie wierzyłem, że traktujesz Martę serio. Prawda jest taka, że nigdy z nikim nie była szczęśliwsza, niż jest z tobą. Możesz mi nie wierzyć, ale cieszę się, że się zaręczyliście i przepraszam za wszystko. Wiem, jak to wyglądało w środę, ale ja jej tylko składałem gratulacje.  

- Masz rację, nie wierzę ci. A teraz idź ratuj swoje dziewczę, bo nie umie sobie poradzić z Tigerem - rzuciłem obojętnym tonem.

Nie wierzyłem w to co powiedział i miałem go w ogóle w dupie. Najchętniej dokończyłbym to co zacząłem w środę, ale z tego już bym się nie zdołał wytłumaczyć narzeczonej. I pomyśleć, że kiedyś byliśmy takimi zajebistymi kumplami. Co też zazdrość potrafi zrobić z człowiekiem.

Wojtas spojrzał za siebie i w końcu dotarło do niego błagalne spojrzenie zdesperowanej dziewczyny.

- Tiger, bo cię podpierdolę do Grubego, że go zdradzasz. Bierz tą łapę z jej pleców - krzyknął.

- Nie wezmę, to nie jest Julia Romea i nie upierdoli mi jej w łokciu - odpowiedział Tiger.

Była to aluzja do ostatniego ogniska, gdy po pijaku zaczął gładzić moją Martusię po kolanie. Usłyszał od niej wtedy słodkie: "Masz dokładnie dwie sekundy, żeby zabrać rękę, albo upierdolę ci ją w łokciu".

- Ale to moja Wiktoria i upierdoli ci coś innego - kontynuował Wojtas idąc już w ich stronę.

- A może ona woli zamiast upierdolić, to opierdolić mi coś innego? - błaznował Tiger ku uciesze gawiedzi.

Wiki spaliła buraka i zawstydzona milczała.

- Jesteś obleśny - stwierdziła Alicja śmiejąc się.

- Nie sądzę, prędzej ci może przypierdolić - Wojtas wepchnął się między Wiktorię a Tigera, pocałował dziewczynę w czoło i zwrócił się do niej. - W porządku, Kochanie?

- Tak - wydukała wciąż zawstydzona i nerwowo poprawiła warkocz na ramieniu.

Nareszcie zjechał Gruby. Ściągnął kask i stanął obok. Zapalił papierosa, a jak zrobił to on, to wszyscy inni też.

- Gołąb zaraz pewnie dojedzie - oznajmił. - Kupił następne auto do katowania. Zaraz się do niego wpierdolę i zobaczymy co to cacko potrafi.

- Co kupił? - zainteresował się pan Zbyszek.

- Coś terenowego, ale tak je upierdolił już w błocie, że trudno powiedzieć. Jeździ teraz po drugiej stronie, widział mnie, to pewnie za chwilę tu będzie. O, akurat jedzie - pokazał paluchem kierunek.

Faktycznie było go widać na piaskach. Gdy chwilę później podjechał, kopara mi opadła, ale nie miało to nic wspólnego z jego samochodem. Razem z nim z jeepa wysiadło wystrojone w fioletową kiecę Ptaszysko!  

- O chuj jasny! Wróciliście do siebie? - wypalił Błażej.

- Tak - powiedział wprost Piotrek.

- Gołąbki znowu razem, ale jaja! - ekscytował się Błażej.

- Nie śmieszne - mruknął Gołąb.

- Cześć Gołąb, miło cię znów widzieć Aniu. Widzę, że stara miłość nie rdzewieje - pan Zbyszek uśmiechnął się przyjaźnie do przybyłej pary.

- Dzień dobry - odpowiedział Piotruś.

- Pana też miło widzieć. Jest pan czarujący jak zawsze - gruchało Ptaszysko.

Przybiłem piątkę z Gołębiem, a do Gołębicy się nie odezwałem. Kurwiszon i tyle. Nie wiem co odjebało Piotrusiowi, ale chyba stracił rozum, że do niej wrócił. Oby to było jakieś przejściowe załamanie nerwowe.

- Zajebisty, ile za niego dałeś? - zmieniłem temat, bo nie zamierzałem publicznie pytać najlepszego ziomka, czy nie opuściły go zdrowe zmysły.

- Złożyłem go z dwóch wraków, stary. Groszowe sprawy. Na tutejsze błoto idealny.

Oczywiście zlecieli się wszyscy oglądać cacko Gołębia. Maska poszła w górę, więc po chwili dziewczyny ulotniły się znudzone. Baby, co one się tam znają.

- Tłumik jest dziurawy, więc trochę głośno chodzi, ale może uda mi się odkupić dobry za niewielkie hajsy od jednego typka z Sandomierza - opowiadał Gołąb.

- Gdzieś ty go chłopie zdążył już tak upierdolić? - wciął się Tiger.

- Od rana nim jeżdżę. Byliśmy nad zalewem w Machowie i prawie się tam wjebaliśmy na amen. Za bardzo mnie wyniosło z drogi i kurwa musiałbym się z nim rozstać, bo tam grząsko jak skurwysyn i nie ma jak podjechać czymkolwiek, żeby nas wyciągnąć.

- Na długiej linie powinno dać radę - wtrąciłem.

- Może jakby ktoś podjechał ładowarką, a tak to chujnia, bo dookoła sama mokra glina.

Maruda ciągnął nas jeździć, więc porzuciliśmy dyskusję i poszliśmy z nim i Barmanem po stojące obok motory.

- Ścigamy się przez całe piachy? - zapytał Maruda.

- Czemu nie, ale ścigajmy się o coś - zaproponowałem.

- Przegrani dają zwycięzcy po dwie stówy - wykminił Barman.

Ustaliliśmy wspólnie która górka będzie metą. Barman pokazał Alicji jak ma nas startować i ruszyliśmy ciesząc się jak dzieci w piaskownicy. Wyjące silniki, fontanny piachu spod kół i walące serducha. Zajebista sprawa. Na początku prowadził Barman, ale przecenił jedną górkę - prawie na szczycie zagrzązł i zgasł mu motor, a on sam o mało nie pierdolnął z krosa.

My z Marudą wjechaliśmy lekko po przekątnej. A później po prostu dojebałem gaz i na małym wzniesieniu wyskoczyłem na chwilę w powietrze. Zajebiste uczucie tak po prostu lecieć, szkoda że trwało to ledwie kilka sekund. Lądując złapałem małe turbulencje, ale dodałem na chwilę gazu i wyprowadziłem krosa. Ostatnia górka i wygrałem.

Zsiadłem z motoru i zacząłem się kłaniać i domagać owacji, ale nie zostałem doceniony i nie chcieli mnie oklaskiwać.

Gdy wróciliśmy do reszty, chłopaki dali mi moje wygrane cztery stówy. Sprawdziłem też telefon i czekały na mnie nieodebrane połączenia i ponaglające SMS-y od Małej Wiedźmy, że jest gotowa, czeka na mnie i że zaczęła już zapuszczać korzenie.

- Ze mną chujasie byś nie wygrał - wypalił Gruby, gdy czytałem SMS-y.

- Z palcem w dupie wygrałbym z tobą, kmiocie - śmiałem się.

- Nawet z chujem w dupie byś nie wygrał - nie ustępował Błażej.

- Miarkuj się cieniasie. Nie mam czasu, bo jadę po Martę, inaczej bym ci pokazał jak się jeździ - dopiekałem mu.

- Oooo tak! Jasne! Najlepiej to babą się wykręcić! Jakbyś jej nie miał, to pewnie jechałbyś teraz zawieźć matce ziemniaki, albo ojcu węgiel, kurwa. Pizdeczka jesteś i tyle - ciągnął Gruby.

- Nie wykręcam się, cieniasie! - zaprzeczyłem śmiejąc się.

- Tak? To dawaj. Jedziemy piachami, okrążamy betonowy blok na dole i wracamy tu lasem.

- Jadę po Martę, chujasie, bo urwie mi głowę i jaja. I tak już jest wkurwiona na mnie za środę - nie ustępowałem.

- Dziesięć minut jej nie zbawi ani nie uspokoi, przyznaj się wieśniaku sandomierski, że się boisz - naciskał Gruby.

- Kurwa, zabiję cię - roześmiałem się.

- Cykor i pizdeczka jesteś Romeo!

- Chuj, niech stracę, kurwa. Przegrasz z kretesem frajerze! - zgodziłem się w końcu.

- Oooooooooo!!! - poniosło się chórem razem z gwizdami kumpli.

- Barman, dawaj twoją maszynę za nim ten ślimok na ziemi sandomierskiej poczęty się rozmyśli - powiedział Gruby.

Zatarł ręce i napalił się jak miś na miód. Już ja ci cwaniaczku utrę nosa - pomyślałem.
--------
Cześć Kochani <3
Tak wiem, wy tu czekacie na reakcję Rafałka, a ja się nad wami znęcam
A w ogóle to jestem ciekawa, kto z was kibicuje Gołębiom? Zeszli się po rocznej rozłące zaskakując wszystkich
Jak myślicie, który z chłopaków lepiej jeździ? Romeo awanturnik czy Gruby bożyszcze kobiet?

Dodaj komentarz