Jezioro tajemnic wstęp

Ten utwór może jest inny. Nie ma nawet scen erotycznych ale tematyka jest całkiem dla dorosłych i to dorosłych duchowo, a nie fizycznie. Zapewniam was, że nie chodzi o kaziroctwo ani o pedofilie. Szukający brudnych podniet mogą sobie odpuścić. Napisałem zadziornie, bardzo kontrowersyjnie. Ale ta nowela jest, , czysta". Jej motto jest we wstępie. Większość uważa, że największym poświęceniem jest oddać życie za kogoś. Co, jeżeli to nie wystarczy?
Napisałem to w czasie kiedy wierzyłem w coś w co teraz nie wierzę. Mimo, że kilka miliardów ludzi w to wierzy. Nie oczekuję komentarzy, bo większość z was nie komentuje z różnych powodów. Ten utwór nie za bardzo się nadaje czytać w częściach. Może wzbudzić różne emocje. Tak jak większość moich utworów, wyjaśnienie jest na końcu. Autor.
                                                              
                                                               Jezioro tajemnic.  
                  
                                                                     Przedmowa.

Oddaję w twoje ręce następne opowiadanie. Jeśli czytałeś poprzednie, wiesz że piszę o pewnych delikatnych sprawach w sposób trochę zaczepny i prowokacyjny. Ja nikogo nie oceniam, ale ty masz wybór.
Większość ludzi, przynajmniej tych, , dobrych” sądzi, że największą wartością jest życie. Ale, życie jest nam dane, a właściwie podarowane. Nie my je wytworzyliśmy, stworzyliśmy, urodziliśmy. Ale powinniśmy je szanować. W każdej formie! Nie tylko, jak sądzi wielu, w najwyższej. Mówimy czasem, że największym poświęceniem jest oddanie życia za inną osobę. Ale co, jeśli to poświęcenie nie wystarczy. Ta książka jest o tym. Jeśli czytałeś moje poprzednie prace i lubiłeś je, mam nadzieję, że polubisz i tą.  

                                                                               *
                                                                           Roger
Czy można być szczęśliwym? Na pozór pytanie jest pozbawione sensu. Oczywiście, że można. Nie ma ludzi zawsze nieszczęśliwych, lecz również i w pełni szczęśliwych. Wszystko jest kwestią, co myślimy, że szczęściem jest. Zdrowie, dobra praca, szczęśliwa rodzina. Ja miałem to i mam nadal. Ale czy jestem w pełni szczęśliwy? Gdybym tylko widział co sam mogłem zobaczyć i usłyszeć dzięki moim zmysłom i tak bym nie miał pewności.  
Mamy teraz wielkie źródło wiadomości, jakim jest internet. Ósmy cud świata. Wiemy co się stało wczoraj w odległej Azji, czy Afryce. Tak jak i w innych wiadomościach, przeważają złe. Trzęsienie ziemi w Chile, zamach terrorystyczny w Paryżu.  
Na szczęście są i miłe wiadomości i filmy. O przyjaźni kota ze szczurem, czy psa z papugą. Pewien człowiek w Australii mieszkał blisko urwiska. Wielu ludzi w ciągu lat przybywało tu, by popełnić samobójstwo. Kiedy ten mężczyzna widział tych potencjalnych samobójców, wychodził do nich i proponował szklankę herbaty. Czasem chwila rozmowy przy herbacie czy kawie wystarczała. W ten sposób odwiódł od tego czynu blisko pięćset osób.
W zasadzie nie podchodziłem do spraw szczęścia tak drobiazgowo. Jestem szczęśliwy. Może nie w pełni ale w tym ogólnym znaczeniu z pewnością tak. Mam dobrą pracę, zdrowie mi dopisuje, a głównym powodem mojego szczęścia jest moja rodzina. Cassia jest ze mną dziewiętnaście lat. Poznaliśmy się w centrum handlowym. Upadła jej portmonetka, a ja ją podniosłem i podałem. Miałem wówczas osiemnaście lat, a ona siedemnaście. Czy byliśmy dla siebie przeznaczeni? Trudno powiedzieć. W każdym razie zaczęliśmy się spotykać. O ile pamiętam, Cassia zaproponowała kawę. I tak się zaczęło. Miałem w tym czasie dziewczynę o imieniu Page. No może była to bardziej koleżanka niż dziewczyna. Ja sądziłem, że nie było to nic zobowiązującego. Okazjonalnie, dwa razy całowaliśmy się. Ona miała koleżanki, ja kolegów. Dopiero kiedy spotkałem Cassię po raz trzeci, poczułem, że tym razem, to coś innego. Page miała mi za złe, że nie chciałem już się z nią spotykać. Na szczęście nie złamałem jej serca, o czym mi powiedziała, kiedy spotkaliśmy się przypadkowo na ulicy, parę tygodni później.
Cassia powiedziała mi, kilka tygodni po poznaniu, iż nie sądziła, że nasza znajomość tak szybko przemieni się w miłość. Co graniczyło z cudem, byłem jej pierwszym chłopakiem. Dlaczego? Ponieważ Cassia była piękna, zgrabna, mądra i wyrozumiała. Ale kiedy ma się siedemnaście lat, większość chłopców raczej nie dostrzega w dziewczynie niczego innego jak twarzy, piersi, nóg i zgrabnej pupy. A i to wszystko Cassia miała. Jeżeli możesz sobie wyobrazić anioła, to właśnie była nim Cassia. Lecz co dziwne, ja tego nie zauważyłem.  
Piękne, duże błękitne oczy, usta w kolorze maliny z lekką domieszką mleka. Złote, lekko faliste włosy, sięgające do połowy pleców. Piękne, kształtne piersi w dużych kubeczkach, ,, C”. Świetne, zgrabne nogi i fantastyczny tyłek. Może właśnie z powodu, że ja tego nie zauważyłem w pierwszych tygodniach naszej znajomości, zarobiłem kilka punktów w jej oczach.  
Zaczęliśmy się spotykać regularnie, a potem prawie codziennie. Była moja pierwszą kochanką i jak do tej pory, jedyną. I mam pewność, że tak zostanie.
To stało się po sześciu miesiącach, w pewną zimową noc. Oboje studiowaliśmy i nie chcieliśmy, by coś nam w tym przeszkodziło. Ale stało się inaczej. Cassia zaszła w ciąże. Po dziewięciu miesiącach urodził się Mark. Miał śliczne, niebieskie oczy i przypominał matkę. Ale zarówno kolor oczów i włosów zmienił się u naszego syna, po kilku miesiącach. Teraz kiedy ma osiemnaście lat, ma brązowe oczy i włosy. Z wyglądu przypomina mnie. Po matce odziedziczył dobre serce i łagodność.  
Cassia skończyła studia, ja nie. Poczułem się w obowiązku i poszedłem do pracy. Ponieważ studiowałem mechanikę pojazdów, zacząłem pracować w warsztacie samochodowym. Okazało się, że mam naturalne zdolności.  
Rodzice umieli się znaleźć i bardzo nam pomogli. Cassia ukończyła studia i była mi za to naprawdę wdzięczna. Oczywiście poza tym, że utrzymywałem naszą małą rodzinę, pomagałem jej we wszystkim, zarówno w czasie ciąży jak i później. Kiedy Mark ukończył trzy lata mogłem podjąć przerwane studia. Nadal nie było łatwo. Mieliśmy to szczęście, że umieliśmy się godzić i kłótnia praktycznie nie mieszkała w naszym mieszkanku. Cassia kochała dzieci i młodzież. Zaraz po ukończeniu studiów, zaczęła uczyć małe dzieci. Robiła co lubiła i umiała najlepiej. Ja natomiast ukończyłem studia i zacząłem pracować w biurze. Przestałem pracować w warsztacie, ale trzyletnia praktyka przydała mi się zarówno w życiu jak i pracy. Zaraz po drugich urodzinach Marka, Cassia miała dla mnie radosną nowinę. Znowu była w ciąży. Tym razem nie spowodowało to żadnych niespodziewanych zmian. Poza tą, że moja żona pracowała o połowę mniej. I to trwało przez następnych sześć lat. Kiedy Sandra skończyła sześć lat, Cassia zaczęła znowu pracować na pełny etat. Widocznie dyrekcja uznała jej oddanie i prawdziwy dar. Dzieci ją lubiły i to bardzo. Ona... je kochała. Ale miała też swoje pociechy i dawała im całe serce, jakie matka mogła dać. Kiedy Mark miał jedenaście lat, dostrzegłem, że preferuje matkę. I nie było w tym nic dziwnego. Mark był również jej oczkiem w głowie. Oczywiście miałem z nim dobre relacje. Mimo, że uczyłem go męskich zabaw i sportów, wybrał matkę. Nie sądzę, że dla przeciw wagi, Sandra wybrała mnie. Nie wiem po kim odziedziczyła, ale miała czarne jak smoła włosy z lekkim granatowym odcieniem. Nie pamiętam od kogo to wyszło, ale zaczęliśmy nazywać ją Jagódka. Miała również, duże, brązowe oczy.  
Ja i Cassia, pracowaliśmy przez cały tydzień, dlatego staraliśmy się spędzać weekendy razem. Cassia miała dwa i pół miesiąca wakacji, ja tylko trzy tygodnie.  
Dzieci uwielbiały święta, szczególnie gwiazdkę. Jagódka nigdy nie mogła się doczekać rana i w środku nocy rozpakowywała prezenty*. Jak je znajdowała, tylko ona o to wiedziała.  
A więc byłem szczęśliwy. Miałem piękną, kochającą dzieci i mnie, żonę. Trzydziestopięcio letnią boginię wyglądającą najwyżej na dwadzieścia pięć lat. Wszyscy mieliśmy dobre zdrowie. Poza drobnymi przeziębieniami, choroby w naszym domu nie gościły. Tak, mieliśmy już dom. Ja zarabiałem ponad sześćdziesiąt pięć tysięcy na rok, a Cassia, czterdzieści. Dwa lata temu kupiłem za okazyjną cenę dom nad jeziorem. Do jeziora wpadała rwąca rzeka. Z tej racji jezioro obfitowało w ryby. Łososie i pstrągi. Tych było najwięcej. Mieliśmy tam okonie, płotki, szczupaki i inne gatunki. Z jakiś cudownych powodów nie było tu farm hodowlanych. W okolicy jeziora nikt nie mieszkał, poza ekscentryczną milionerką. Wraz z domem, nabyłem małą wysepkę. Sto dwadzieścia na sto osiemdziesiąt metrów z małym domkiem. Praktycznie byłem właścicielem jeziora. Oficjalnie należało do miasteczka, odległego o przeszło pięćdziesiąt kilometrów. Z racji, że nasza rodzina miała dom i wielką ilość ziemi do niego przyległą, mogliśmy robić co chcieliśmy. Za śmieszną cenę 6 tysięcy dolarów nabyłem prawo, że nie wolno było tu pływać na łodziach motorowych. W następnym roku stałem się właścicielem jeziora. W tym pomogła mi miła, starsza pani, która przebywała tu najwyżej dwa miesiące w roku. Ta milionerka, o której wspomniałem wcześniej, oddała mi na własność jezioro. Ponieważ poprzednio była właścicielem domu, wyspy i jeziora, nie miała kłopotów, żeby przelać na mnie prawa własności. Całą transakcję załatwiliśmy przez naszych adwokatów. Chciałem ją poznać osobiście, ale odmówiła delikatnie. Powiedziała tylko, że kiedyś przyjdzie na to właściwa okazja.
Oczywiście cały akt darowizny był pięknym gestem z jej strony. Do końca nie wiedziałem, co wpłynęło na jej decyzję. Miała kilka fabryk i wiele innych małych bussinesów, ale pół miliona piechotą nie chodzi. Co jest dziwne, samo miejsce przy wodzie, w bardziej atrakcyjnym miejscu, kosztowałoby dziesięć razy tyle. Może z powodu odległości od dużej metropoli, cena którą zapłaciłem, była wprost śmieszna. Trzeba było jechać sześć godzin od dużego miasta, w którym mieszkaliśmy. W tym rejonie były jeszcze trzy jeziora, bliżej miasteczka, na których można było pływać motorówkami. W naszym zakątku mieliśmy istny raj.  
W lipcu mieliśmy tu naprawdę ciepło. Natomiast zimą potrafiło spaść nawet dwa metry śniegu i dojechanie na miejsce stanowiło naprawdę duży kłopot.  
Tak więc byłem szczęśliwy. Nie do uwierzenia! Żadnych kłopotów z pieniędzmi, zdrowiem i rodziną. Któż mógł przewidzieć, że przeżyję burzę, która wstrząśnie nie tylko moim życiem ale i Cassi, a nawet częściowo Marka. Jak się później dowiedziałem, to miało początek rok temu. Ale wówczas nikt o tym jeszcze nie wiedział.  

  Dobry rodzic wychowuje swoje dzieci w miłości. Jeżeli pozostawi to szkole, wstępuje na cienki lód.  
Jeżeli się ma syna, należy zwrócić uwagę na jego towarzystwo. Czy nie ma tam alkoholu, narkotyków, papierosów. I znowu, mogę dziękować opaczności. Mark jest uosobieniem dobrego syna. Już wcześniej zauważyliśmy z Cassią, że nasz syn jest nieco wstydliwy. Poza tym, towarzystwo nigdy go nie pociągało. Miał jednego, bardzo dobrego kolegę. Oczywiście w wieku wolności związków, mieliśmy z żoną obawy czy nasz syn nie preferuje mężczyzn. Ale nasze obawy okazały się bezpodstawne. Był bardzo przystojny i silny. Ponieważ był z natury spokojny i ugodowy, to spowodowało, że stał się obiektem ataków, ze strony innych, bardziej agresywnych chłopaków. W wieku osiemnastu lat jeśli nie pijesz piwa i nie miałeś dziewczyny, to już nie wyglądasz dla innych normalnie. Fizyczna postawa Marka i jego dobre wyniki w wychowaniu fizycznym odstraszały większość przed tego rodzaju prześladowaniem. Jednak pewnego dnia został sprowokowany przez jednego chłopaka z równoległej klasy. Oczywiście John, miał ze sobą dwóch kolegów, którym również nie podobał się spokój i inność Marka. Na szczęście po tym incydencie nikt już nigdy nie wchodził naszemu synowi w drogę.  
Mark chodził krótko na karate, w młodszym wieku, ale sam zrezygnował. Zamiast tego, poprosił o worek bokserski, który razem zawiesiliśmy w garażu. Mark nigdy się nie bił z nikim, ale umiał się bronić. Natura obdarzyła go nie tylko piękną sylwetką, ale szybkością i reflexem. Z tego co się dowiedziałem, zajęło Markowi mniej niż minutę z rozprawieniem się z trzema rosłymi bykami. Notabene, członkami drużyny amerykańskiego footballu. John nosił siniaka pod okiem prawie dwa tygodnie. Obaj jego koledzy mieli problem z żuciem i jedzeniem przez cały tydzień. Trzy szybkie nokouty w ciągu trzydziestu sekund! Nikt nie szukał rewanżu. Koledzy, po miesiącu, podali mu rękę. Oczywiście miało to też inne reperkusje. Dwa tuziny dziewcząt chciały się z nim umówić, lecz bez rezultatów. Widocznie Mark czekał na tą jedyną. Wówczas również nie wiedziałem prawdziwego powodu, dla którego mój syn nie interesował się zbytnio płcią przeciwną. Na szczęście w jego przypadku, niebo miało nad nami wybaczenie. Trudno powiedzieć jak byśmy znieśli podwójną wojnę. Ta jedna o mało nas nie zniszczyła.  
Jak już wspomniałem, to zaczęło się rok temu. I któreś z nas powinno to zauważyć. Niestety ani ja, ani Cassia tego nie dostrzegła. Dostrzegł to tylko Mark, ale wówczas miał swój kłopot, dlatego nie chciał tracić energi na pomoc. A zresztą, któż mógł wiedzieć jak to wszystko by się potoczyło, gdyby szepnął słowo. Tak naprawdę, nie mógł. Umiał dotrzymywać sekrety. Poza tym, on tylko się domyślał. A w prawdzie, nie rozumiał rdzenia całej sprawy.  
                    *

948 czyt.
100%42
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne, użył 2549 słów i 13912 znaków, zaktualizował 16 cze 2017.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 20 lip 2018

    Zaczyna się niepokojąco, odnośnie syna oczywiście, ciekawe co go trapi.

  • Somebody

    Somebody · 15 cze 2017

    Komentuję. Pozytywnie jak zawsze