Jasna ciemność cz 9 (finał)

Teraz z kolei Promyk zaczęła ronić łzy.
— Już wiem i już nigdy nie zwątpię — szepnęła. To już niedługo, kochanie. Już niedługo przejdziemy przez te bramy. Ty pierwsza, a ja trochę poźniej. Ale najpierw przyjdzie ciemność i morze krwi.
Wiedza przekazała jej to bez detali. Inaczej Guang nigdy by do tego nie dopuściła, a przecież tak się musiało stać...
Xue czuła jej łzy. Nie rozumiała czemu musi się to stać, ale czuła, że to łączy się z nią.
Podobnie jak pierwszej nocy, zasnęła na kolanach Guang. Promyk sięgnęła po materiał i skórę i otuliła nią swoją miłość i kochankę. Nie spała tej nocy. Trzymała dłonie na głowie Xue.
— Już niedługo kochanie — szepnęła.
Uświadomiła sobie, że to wszystko co stało się z nimi było darem. Tylko dlatego go otrzymały, ponieważ Guang spełniła prośbę czegoś wiekszego niż całe Tao, a Xue dała dowód, ze jej miłość jest pełna i prawdziwa.
                                                          *
Czekała aż Śnieg się obudzi.
— Ubierz się szybko, bo mamy gościa — rzekła.
Xue ubrała się. Odczuwała coraz mocniej Promyk i wiedziała prawie na pewno kto jest tym gościem.
— Jak nas znalazł? — zapytała Xue cicho, ale bez strachu.
— Ja mu pomogłam — rzekła Promyk.
Xue przyjęła to. Wiedziała, że tak musi być, ponieważ Promyk była zbyt uczciwa w swoim sercu. Guang wyszła z groty i usiadła na wielkim kamieniu z mieczem na kolanach.
— Nie jesteś głodna? — zapytała kiedy siedziała już na zewnątrz.
— Ja nie żartowałam wczoraj — rzekła Xue. To, że mogę być blisko ciebie napełnia mnie. Jestem syta.
Promyk nie czekała długo.
Po jakimś czasie usłyszały tentent pojedyńczego konia. Po chwili przed wejściem do groty zatrzymał się... Lu Senlin.
— Moja żona jest z tobą?
— Tak.
— Oddaj mi ją.
— Ja jej nie trzymam. Jest tu z własnej woli i wyboru.
— Xue Pian! — zaczął krzyczeć Lu.
— Mam wyjść? — usłyszała szept Xue.
— Zrób jak czujesz.
Śnieg wyszła przed grotę. Lu Senlin zmienił wyraz twarzy. Starał się, żeby jego oblicze wyrażało skruchę i ból. Ale głęboko w oczach palił się zły ogień. Promyk oczywiście tego nie widziała lecz doskonale czuła jego naturę, ogromne ego i zranioną ambicję.
— Wróć do mnie, jesteś moją żoną — prosił.
— Uwięziłeś mnie, chciałeś mnie zabić.
— Kocham cię, wróć do mnie.  
Płakał. Jego łzy miały szczerą wymowę, ale nie wypływały z prawdziwego żalu.
— Ja też cię kocham, chociaż nie byłam z tobą szczęśliwa — rzekła Xue. Guang Mang jest dla mnie wszystkim. Jeżeli kochasz mnie naprawdę, będę z tobą raz na miesiąc i będziesz mną rozporządzał w ten dzień, według uznania.
Twarz Lu zmieniła się.
— Ta czarownica owładnęła tobą, przyjadę tu z wojskiem i wezmę cię siłą — krzyczał.
— Ty mnie nie kochasz i nie jesteś mnie wart, mimo to ja mam nadal do ciebie uczucie. Wracaj skąd przybyłeś.  
Weszła do groty.  
—Ty czarownico, zapłacisz mi za to!
Zrobił krok w kierunku Guang.
— Zrobisz jeszcze jeden krok, a zabiję cię — rzekła Promyk bez emocji.
Lu zatrzymał się w miejscu.
— Zrób ten krok, jeśli masz trochę odwagi — powiedziała cicho Guang.
Xue stała tuż za jej plecami, słyszała i widziała wszystko.
— Zapłacicie mi za to — wrzasnął i zawrócił konia.

— Czemu nie zabiłaś go, on nie jest dobry? — rzekła Xse.
— Gdybym to zrobiła, zabiłabym tą małą cząstkę w tobie, a tego nie mogłabym zrobić.
W tej chwili Płatek Śniegu zobaczyła coś i wiedziała już dlaczego Guang płakała poprzednio.

Lu jechał szaleńczo. Jego serce krwawiło z rozpaczy, ale głównie z powodu zranionej dumy. Ogarniała go wściekłość i ból. Był sam więc mógł pozwolić sobie na łzy. Na chwilę ogarnęło go uczucie spokoju i wówczas usłyszał te same słowa, które usłyszała Guang Mang.
— Bu zheyang zuo.
Lu wiedział kto mówi do niego i coś na chwilę zadrgało w jego sercu. Ale po małej chwili jego prawdziwe wnętrze zwyciężyło.
— Wo hui ba ta young wuli. Guang yu Xue hua de lei bixu si.    (wszystkie tłumaczenia są na końcu)
Kiedy wypowiedział te słowa jego serce stało się zimne i twarde jak kamień.

Następne trzy dni spędziły w okolicy groty. Xue już nie pytała, ponieważ wiedziała prawie wszystko. Od tego momentu rozmawiały mało. Ich miłosne relacje, te cielesne ograniczyły się tylko do wzajemnych objęć. I nie miało znaczenia czy miały ubranie czy nie. Obie czuły, że mogłyby kochać się i całować, ale to nie było potrzebne. Mogło to się stać, ale nie miały tej potrzeby. Wystarczyło, że się tylko przytuliły i... za każdym razem kończyło się tak samo. Fale, wiatr, wulkan i pękanie skał, a potem spokój w środku wielkiego kwiatu konwali. Ostatniej nocy Xue podniosła oczy z jej łona. Siedziały znowu w środku kwiatu. W koło czuły słodki, przepiękny zapach konwalii. Xue patrzyła na kielich kwiatu. Ponad nim rozciągało się niebo.
— Czy ten kwiat jest tak duży czy my takie małe? — zapytała.
Spojrzała na Promyk. Guang patrzyła na nią błękitnymi oczami...  
Znowu znalazły się w grocie. Xue zasnęła z głową na jej łonie. Promyk okryła jej nagie ciało żeby było jej ciepło. I znowu szepnęła te same słowa.
— Już niedługo, kochanie.
Tym razem usłyszała szept Xue.
— Wiem, najdroższa.
Następnego ranka Xue Pian wyszła z groty, bowiem obudziła sie przed Promykiem i... cofnęła się. Jak okiem sięgnąć, aż po horyzont stało wojsko. Nie wiadomo jak Lu Senlin dowiedział się kim jest Guang. W odróżnieniu od Wu Czeng, uwierzył. Dlatego zebrał ogromną armię.
—Tam jest tysiące ludzi — szepnęła Xue.  
     Generał Lu Senlin dokładnie uwierzył, że Guang posiada moc ciemności. Chociaż nikt nie ocalał z grupy Wu Chenga, to jednak w jakiś sposób dowiedział się, jak Guang Mang ich pokonała. Przygotował już wcześniej wojsko... ile tylko mógł. Sądził, że wygra... Dlaczego wziął ze sobą ponad 14 tysięcy ludzi? To pozostało tajemnicą.
— Nie oddasz mnie? — zapytała Xse.
— Nigdy — rzekła Promyk i dwie wielkie łzy spłynęły po jej policzkach. Nie wychodź i nie patrz.
    
      Guang wyszła na skalną platformę. Zaczęła mówić bardzo głośno, prawie krzyczała. I tak tysiące nie mogły by jej usłyszeć.  A jednak... wszyscy usłyszeli.
— Nie pragnę waszej krwi. Zeszłam ze Swiętej góry Huan i pozostawiłam mistrza Shuijing żeby kochać, a nie zabijać. Kocham księżniczkę Xue Pian, a ona mnie. Zaniechajcie!
Zamilkła. Nieprzebrany tłum krzyczał.  
— Czarownica, śmierć tobie!
Wówczas Promyk rzekła to samo co zgrai Wu Czenga.
— Moi rodzice dali mi imię Guang Xian, lecz na tą chwilę moje imię zmieniono na Guang Mang de hei an. Jednak nie zaatakuję pierwsza.
Lu dał znak do ataku i setki rozdrażnionych żołnierzy z wyciem ruszyło w stronę groty. Przez chwilę niebo zostało zasłonięte chmurą strzał. Wystrzelone strzały padały wszędzie, tylko nie na Jasną Ciemność. Guang zbiegła na płaskowyż. Kiedy żołnierze zobaczyli ją, rzucili się do ataku. Tylko nieliczni mogliby usłyszeć jej głos, ale stało się znowu inaczej. Usłyszeli wszyscy. I to nie tylko w sposób fizyczny, ale również duchowy.  
— Odstąpcie, czemu chcecie zabić ślepą dziewczynę.
     Jakimś sposobem wszyscy usłyszeli jej szept, lecz nie usłuchali.
Tylko siedmiu, spośród 14568 ludzi przyjęło jej odzew i nie chciało z nią walczyć. I to oni właśnie opowiedzieli innym o wielkiej miłości dwóch kobiet i o tym co się stało potem...
      
     Jasna ciemność stała z mieczem przy ziemi. Otaczał ją nieprzebrany tłum żadnych krwi ludzi. Stali chwilę i ruszyli na nią. Promyk nie zrobiła nic. Wbiła miecz w ziemię i szepnęła najciszej jak mogła.
— Potrzebuję cię Ciemność, ratuj Xue Pian, moją wielką miłość.
— Jestem tu, przyjaciółko — szepnęła Ciemność.
Zanim pierwsi żołnierze zdołali uderzyć ją mieczem, nadeszła Ciemność. W środku kotła ze smołą było jaśniej niż tu. Głos strachu rozległ sie z tysięcy gardeł, ale było już za późno. Wielu rzuciło się do ucieczki, wielu skierowała na siebie miecze. Ale największe żniwo zebrał miecz Guang. Niewiadomą siłą i mocą poderwał się z ziemi. Z szybkością promienia słońca przeleciał przez tłum. Po chwili ogromna połać ziemi utonęła w szkarłacie. Tylko siedmiu ludzi odeszło zostawiając broń na polu. Ciemność nie obięła Lu Senlin. Ciemność miała moc, ale wiedziała, że musi być posłuszna Bogu. Nie chciała, ale musiała ustąpić. Generał Lu Senlin widział co się stało, lecz nie ustąpił, a jego sere stało się twarde jak diament i zimne jak lodowce Nanga Parbat. Ruszył na Promyk. Był już tuż, by przebić serce ślepej dziewczyny, kiedy zastąpił mu drogę Shan Chung Xiaoxi. Kapitan spóźnił się. Kiedy przybył, było już po wszystkim.
— Tu jesteś zdrajco — wrzasnął Lu.
Zaczął się pojedynek. Kapitan nie tyle chciał go zabić, co bronił Guang Mang. Jednak Lu nie bał się teraz i walczył. Kapitan zadał mu kilka niegroźnych ran, ale musiał ulec mistrzostwu Lu. Potknął się waleczny i szlachetny Xiaoxi. Lu wykorzystał to i uderzył w jego otkryty i pochylony kark. Jiang runął bez życia na szkarłatną murawę. Lu spojrzał z nienawiścia na Promyk.
— Giń, czarownico!  
Uderzył prostym pchnięciem w serce.
Promyk straciła prawie wszystkie swoje zdolności w chwili, kiedy wbiła miecz. Nadal jednak widziała w podobny sposób jak poprzednio. Słyszała przekleństwo Lu, wiedziała że kapitan zginął, a potem przestała odczuwać i widzieć. Widziała tylko ciemność. Na tą chwilę stała się zwykłą, niewidomą dziewczyną.
     Xue Pian nie została w grocie. Widziała wszystko i słyszała słowa Guang. Zbiegła na równinę.  
Kiedy ujrzała, że kapitan walczy z Lu zaczęła biec szybciej. Zobaczyła bezradność Promyka. Zdąrzyła na czas... Zasłoniła swoim ciałem Guang Shexian. Ostre ostrze miecza Lu Senlin wbiło się w jej plecy i dostało się do serca. W tej samej sekundzie oczy Promyka zmieniły barwę na błękitną. Odzyskała wzrok, tym razem na zawsze. Jej blizny znikły z twarzy, piersi i ramienia.
— Widzę cię kochanie, jesteś piękna — szepnęła Promyk.
— Widzę bramę, najdroższa — szepnęła słabo Xue. Tonie w szkarłacie mojej krwi.  Znajdziesz mnie w kielichu  konwalii, będę tam cze...
Życie uleciało z niej.
— Nieee! — krzyknął Lu i zaczął biec jak oszalały.  
Nie pobiegł daleko. Potknął się i upadł prosto na ostrze miecza jednego z zabitych. Promyk szła z ciałem ukochanej na rękach. Położyła swoją miłość i kochankę na kolanach, pieściła jej włosy. Wieczorem przeniosła jej ciało i ułożyła na stosie gałęzi i zapaliła. Nie myślała o niczym. Prochy Xse rozwiał wiatr...
     Na drugi dzień rano Promyk odszukała ciało kapitana i także je spaliła na stosie gałęzi.. Potem bez oczekiwania wsiadła na konia. Jechała kilka dni. Zmieniała konie. Kupowała je za pieniądze, które zostawił im Shan Xiaoxi. W końcu dotarła do podnóża świętej góry. Wspinała się jak gazela. Shuijing siedział przed grotą.
— Już czas — rzekł. Ona czeka na ciebie w kielichu konwalii, a na mnie czeka mój mistrz. Masz piękne oczy Promyku. Nie mówiłem ci o tym, bo to dar od twojej kochanki. Chodź, nie dajmy im czekać.
Usiedli obok siebie na kamiennych blokach. Oddech Promyka stawał się coraz rzadszy, jej serce zwalniało swoje bicie. W końcu ustało. W chwilę potem jej piękne ciało zaczęło przybierać kolor skały. Obok tkwiła kamienna postać jej ukochanego mistrza. Wielki wstrząs targnął górą. Po chwili tony skał zakryły na zawsze to święte miejsce.
      
     Promyk zobaczyła skalną bramę. Przeszła przez nią. W oddali rozpościerał się piękny ogród. Ujrzała ogromny kwiat konwalii. Lekko, prawie nie dotykając ziemi pobiegła...
                                                          *
Tam gdzie są nie ma zimy, biegają po porannej rosie, a wieczorem tulą swoje ciała w kielichu konwalii. W tym czasie, wieczne słońce szykuje się do spania.  
Ale tu na ziemi na pamiątkę ich wielkiej miłości promienie słońca bawią się z płatkami śniegu. A kiedy dobrze posłuchać można usłyszeć: Wo ai ni, Xue Pian, wo ai ni, Guang Xian.  

Minęło sporo miesięcy. Jasność czuła, że Ciemność cierpi. W końcu pewnego ranka Ciemność powiedziała.
— Odchodzę.
Oczywiście nadal był dzień i noc, ale było inaczej, bo Ciemność odeszła.
     To co  jest w świecie ducha zawsze ma oddźwięk w świecie materii. Odejście Ciemności nie mogło pozostać bez efektu. Rankiem 23 stycznia 1556 roku prowincję Shaanxi nawiedziło jedno z najsilniejszych trzęsień ziemi w historii. Pochłonęło ono ponad 830 tysięcy ofiar. Żyzna ziemia lessowa zeszła z gór niszcząc wszystko na swojej drodze... Jak się to stało, że nie pokryła porzuconych zbroii? Odpowiedź jest po drugiej stronie. Ten, który wie wszystko i wszystko jest zależne od jego mocy miłości, zezwolił Ciemności odwiedzać raz w roku, w letnim dniu zrównania dnia z nocą, swoją przyjaciółkę. Wówczas są tylko one i bawią się jak dzieci. Ciemność i Promyk.
                                                        KONIEC


Suplement:  Spis niektórych imion własnych   Guang mang de hei an —— Jasna ciemność
                                                                           Ming'an du  
Guang Xian ( Guang Mang) —— Promień światła.                                                                                       Promyk —— She Xian
Shan Chung Xiaoxi (Jian) —— Górski potok
Xue Pian (Xuehua) —— Płatek śniegu
Shuijing —— Kryształ
Long jin —— Złoty Smok  
Lu Senlin —— Jeleń  
Wo ai ni —— Kocham cię
Shan —— Góra
He —— Rzeka
Bu zheyang zuo —— Nie czyń tego
Wo hui ba ta yong wuli. Guang yu Xuehua de lei bixu si —— Wezmę ją siła. Promyk Światła i Płatek Śniegu muszą umrzeć.  
                                    
Opowiadanie przeznaczone dla osób dorosłych. Zbieżność imion, faktów nazw i sytuacji jest przypadkowa. Dzieło jest fikcją oparte na starym skrypcie znalezionym w małym klasztorze taoistycznym. Niektóre zachowania opisane w opowiadaniu potwierdzają badania naukowe, niektóre jeszcze nie zostały udowodnione.  
* Nie chodzi o zaakceptowanie miłości między osobami jednej płci. Chodzi o miłość bezwarunkową. Mimo, że większość ludzi obawia się śmierci, to prawie wszyscy nie chcą przyjąć miłości bezwarunkowej i właśnie jej najbardziej się obawiają. Jak długo człowiek jest w więzieniu umysłu, ten nigdy na to nie pozwoli. Bowiem miłość tą można osiągnąć będąc wolnym i trzeba oddać wszystko. Jest tylko jedyna moc we wszechświecie, która czyni to nieustannie. Oddaje wszystko co posiada, kiedy daje. Miłość Xue Pian i Guang Xian nie jest naśladowaniem poetki Safony ani jej dziewcząt z wyspy Lesbos.                                            
** Wszystkie święte księgi mówią, że fizyczny kontakt między osobami tej samej płci, jest niewłaściwy. Żadna z tych ksiąg nie mówi, że kochanie takiej osoby jest grzechem. Dlaczego tak jest ?  O tym możnaby napisać osobną książkę.                      
                                                     Koniec.
Calgary, 2012.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 2725 słów i 15154 znaków, zaktualizował 30 sty 2020.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Almach99

    Przejmujacy opis milosci w najczystszej postaci.

  • AlexAthame

    @Almach99 Miło że Ci się spodobało.