48 godzin. - cz. 20, ostatnia.

Ku zaskoczeniu Zawadzkiego BMW nie skręciło w stronę dzielnicy willowej.
„Co jest do cholery?!” – Kacper nie wiedział czy Daria nie słuchała jego instrukcji czy też Aleks zdecydował za nią. Czekając na rozwój wydarzeń , nie pozostawało mu nic innego jak tylko w miarę niezauważalnie podążyć za Zamojskimi.  
Po kilkunastu minutach przejechał obok parkingu przed biurowcem z kancelarią Skowińskiego, na którym zaparkowało BMW Aleksa. Zaparkował gdzieś z boku i na wbudowanym w desce rozdzielczej ekranie wybrał numer prawnika.
-Co jest? Dlaczego jedziecie do biura?  
-Chcieli się spotkać w sprawie spadku. Nie wiem dlaczego teraz. Nie mogę rozmawiać. Są obok.– szepnął Skowiński.
-Posłuchaj mnie! – Zawadzki powoli tracił zimną krew. – Żadnych kurwa kombinacji! Rozumiemy się? Wiesz co masz robić!
-Tak…
-To lepiej się tego trzymaj!  
Kacper rozłączył się i pobębnił chwilę palcami w lewarek. Coś poszło nie tak. To, że Daria prosto ze szpitala wylądowała na komisariacie, jeszcze był w stanie zrozumieć. Ale że od razu zgodziła się jechać do prawnika? Może faktycznie chciała uniknąć powrotu z Aleksem do domu, ale w takim razie – co dalej?  
Zawadzki szybko doszedł do wniosku, że nie będzie biernie czekał na odpowiedź. Ze schowka wyciągnął Glocka i wysiadł z samochodu. Już i tak wszystko szło niezgodnie z planem.
Po kilku minutach, w akompaniamencie piskliwego protestu sekretarki, drzwi do gabinetu adwokata otworzyły się z hukiem.
Kacper wymierzył broń w głowę Aleksa, przyniósł cel na trzymającego w ręce jakieś dokumenty Skowińskiego, by po sekundzie wrócić do Zamojskiego.
-Daria, chodź tu. – warknął, a dziewczyna bez słowa posłusznie stanęła obok niego.
-Kacper… Po co te nerwy? – Aleks zaczął swoją fałszywą śpiewkę.- Właśnie omawiamy testament i z Darią doszliśmy do porozumienia. Prawda, kochanie?
Dziewczyna nie patrząc na brata potaknęła głową.
-Sam widzisz… Wszystko jest w porządku. Siadaj. – zaśmiał się rubasznie Zamojski.  
-Kontynuuj! – Kacper warknął do prawnika.  
Wystraszony Skowiński przełknął ślinę i rozpoczął dalsze czytanie dokumentu.
-.. .a Daria Magdalena Zamojska, legitymująca się dowodem osobistym ADL 874391 przyjmuje połowę spadku wprost. Równocześnie strony uzgadniają …
Zawadzki opuścił broń, ale jej nie schował. Nie usiadł, ani nie pozwolił usiąść Darii. Nie wyglądała zbyt dobrze. Blada i wystraszona, gdy tylko prawnik sprawdził dokumenty, błyskawicznie zgarnęła dowód z blatu stołu i schowała go głęboko do kieszeni.
Skawiński coś jeszcze dopisywał i powoli zaczął drukować dokumenty.
-Oj, Daria… Niby jesteś taka duża dziewczyna.. – zaczął Zamojski. – Tak się dać zmanipulować.
-Zatkaj się! – warknął Kacper.  
-Naprawdę nie widzisz jak on tobą steruje? Robisz wszystko, co ci każe. Ojciec ledwo odszedł, a on uzurpuje sobie prawo do kontrolowania twojego życia. A wiesz, że miał w planie ci je odebrać?
-Zamknij ryj! – wrzasnął Zawadzki i wycelował w Aleksa.  
-Mówił ci, że to był jego pomysł? – Aleks podnosząc brew uśmiechnął się do dziewczyny.
Daria w odpowiedzi wsunęła się za Kacpra. Skrzyżowała ramiona i patrząc w bok, oparła policzek o jego plecy.
Wystraszony Skowiński przerwał słowną przepychankę, podając dokumenty do podpisu. Nie siadając dziewczyna szybko pokwitowała dokument. Wymieniając kopie z Aleksem poczuła muśnięcie jego dłoni.  
-Myślałem, że jesteś… - szepnął. – mądrzejszy. – Dokończył przerzucając wzrok na Kacpra.
-Daria, idziemy! – Zawadzki prawie szarpnął dziewczynę za rękę.
-Do jutra masz się wyprowadzić! – machnął bronią w stronę Zamojskiego. – I żadnych kurwa kombinacji!


-Boże! Udało się! – na korytarzu Daria rzuciła się Kacprowi na szyję. Ten szybko ściągnął w siebie jej ramiona.  
-Nie teraz! Nie ma czasu! Musimy stąd spadać! Wracamy do Krakowa.  
Daria zatrzymała się w pół kroku.
-Co? Dlaczego? Myślałam, że zostaniemy na chwilę w Sączu. –zaprotestowała głośno. –Dlaczego? Przecież wszystko się udało!  
-Nie dyskutuj ze mną! – wrzasnął Kacper. –Idziemy!
Obrażona dziewczyna niechętnie wsiadła do samochodu. Kacper ruszył z piskiem opon.
- Kochanie, nie  gniewaj się. – po chwili przerwał ciężką ciszę. – Aleks nie jest kimś, kto szybko odpuszcza. Nie chcę kłopotów.  
Daria, odwrócona,  siedząc bez ruchu, wpatrywała się w szybko zmieniający się krajobraz za oknem.  
-Przecież zaakceptował ustalenia spadkowe. Podpisał. Wszystko poszło zgodnie z planem. – szepnęła.
-Dlaczego pojechaliście od razu do Skowińskiego?
-Aleks to zaproponował. A ja na komendzie nareszcie odzyskałam dowód, więc mogliśmy jechać, prawda?
-On zaproponował? – Kacper przygryzł wargę i pokręcił głową. Chwycił mocniej kierownicę.  
-I co? Nie wydaje ci się, że za szybko? Za łatwo? – w głosie mężczyzny słychać było rozczarowanie. Czasem stwierdzał, że dziewczyna naiwnie chciałaby widzieć wszystko w różowych barwach. Ale wtedy czuł się  jeszcze bardziej jej potrzebny.  
Daria zamilkła. Spuściła głowę.
- Zrobiłam coś złego? Popsułam wszystko, prawda?
Kacper rzucił na nią okiem. Nachylił się, nie zwalniając ze 140, przyciągnął do siebie i szybko pocałował w skroń.
-Kochanie, nie! Nie zrobiłaś nic złego. Po prostu trochę się zmieniło, ale i tak jest po naszej myśli. I byłaś bardzo dzielna!
Uścisnął wciśniętą między uda drobną dłoń.
Spojrzał po raz kolejny  na wsteczne lusterko.  
-Trzymaj się! – rzucił przez zaciśnięte zęby.
Wyhamował wznosząc tumany kurzu na poboczu. Jadący za nimi samochód stanął zaledwie półtorej metra przed tylnim zderzakiem.  
-Zostań tu! – rozkazał.
Celując z wyciągniętej ręki,  Zawadzki dopadł kierowcę i wytargał na zewnątrz. Bez słowa sprawnie zamachnął się prawym sierpowym, dołożył łokciem w skroń i poprawił kolanem w czoło. Mężczyzna przewrócił się na jezdnię i skulił z bólu. Osłonił głowę, ale szybko przeniósł ręce na brzuch otrzymując kolejne kopnięcia w żebra.  
Daria obróciła się na fotelu i krzyknęła ze strachu. Przypadkowy samochód zatrzymał się na wysokości mężczyzn.  
-Spierdalaj! – Kacper wycelował w kierowcę, który natychmiast wcisnął gaz do dechy.
Odwrócił się z powrotem do leżącego. Przeładował broń. Wycelował w kolano. Już z czystej złości dołożył jeszcze jedno kopnięcie w twarz i w kurzu pobocza zostawił wyjącego z bólu mężczyznę.
Waląc prawe dwie stówy na godzinę, wybrał numer Aleksa.  
-Jeszcze kurwa raz kogoś wyślij! Jeszcze raz!  - rozłączył się, nie słuchając odpowiedzi.
Przez chwilę skupił się na drodze.  
- Mówiłem?! – Zawadzki uderzył dłonią w kierownicę. – Skurwiel!  
Mężczyzna w końcu spojrzał na rozdygotaną dziewczynę.
-Hej… - zwolnił trochę i delikatnie chwycił ją za brodę. – Już dobrze. Chciał nas tylko wystraszyć.  Wszystko będzie dobrze.  
Nie zatrzymując samochodu, przytulił dziewczynę tak, że mogła położyć głowę na jego ramieniu.
-Co dalej? – szepnęła.
-Dalej? Moim zdaniem, gdy tylko uprawomocni się postępowanie spadkowe, powinnaś wszystko sprzedać i wyjechać. Może nawet z kraju. Lepiej zapomnij o Sączu.
-Mam wyjechać? – Daria wzięła głęboki oddech. – Sama?
-No chyba, że będziesz tak miła i weźmiesz mnie ze sobą. – Kacper uśmiechnął się i z czułością pocałował dziewczynę w czoło.  


MIESIĄC PÓŹNIEJ.

-Pani Daria Zamojska! Zapraszamy!  
Z włosami spiętymi w uroczy kucyk, ubrana w białą bluzkę, skromną czarną spódniczkę i baletki, Daria przekroczyła próg sali językowej. Niepewnie, choć z dodającą skrzydeł wizją odpoczynku po ostatnim z egzaminów. Jeszcze raz rzuciła okiem na czekającego na korytarzu Zawadzkiego. Zdążył się uśmiechnąć, zanim zniknęła za drzwiami. Przez chwilę popatrzył przez okno. Przeleciał wzrokiem wiszące na ścianach plakaty. Nie reagując przetrzymał lustrujący go wzrok kilku stojących w oddali zaintrygowanych dziewcząt i zazdrosnych chłopaków.  
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i Daria wybiegła radośnie,  z szerokim uśmiechem na twarzy.  
-95 procent! – z impetem wpadła na Kacpra i z całej siły przytuliła się do ciemnej, eleganckiej koszuli.
-Zdolna dziewczynka! – uścisnął ją mężczyzna. – I taka śliczna. I moja…
Mocno pocałował miękkie usta. Znów poczuł na plecach zazdrosne spojrzenia.
-Chodź, kochanie. – objął Darię ramieniem. – Jedziemy!  
Para usadowiła się wygodnie w nieco nagrzanym majowym słońcem samochodzie. Kacper włożył kluczyk do stacyjki, ale znieruchomiał na moment. Odwrócił się do wciąż rozradowanej wynikami egzaminów dziewczyny. Popatrzyła na niego pytająco.  
-Jeszcze ci tego nie mówiłem…- w zamyśleniu spojrzał poważnie przed siebie. – Jesteś dla mnie wszystkim.  
Ujął jej twarz w dłonie. Pocałował z czułością. Wsparł swoje czoło o czoło dziewczyny i uśmiechnął się lekko. Po chwili ponownie usiadł prosto i przekręcił kluczyk w stacyjce.

Potężny wybuch wstrząsnął szybami budynku liceum, uruchamiając  równocześnie alarmy w kilkunastu stojących na parkingu samochodach.

898 czyt.
100%77
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i kryminalne, użyła 1526 słów i 9385 znaków, zaktualizowała 7 lut o 21:59.

7 komentarzy

 
  • Iga

    Iga · 8 lutego · 287366678

    No super. Tylko nie rozumiem zakoniczenia. Dlaczego budynek wybuchł ?

  • Somebody

    Somebody · 8 lutego

    I doskonale! Mam nadzieję, że nie planujesz żadnych wskrzeszeń Bardzo dobre zakonczenie  

  • BlackCrowe

    BlackCrowe · 7 lutego · 211927185

    Nareszcie

  • Nicki

    Nicki · 7 lutego · 201441561

    Bardzo dobre   zakończenie zaskoczyło ale rzeczywiście nie mogło być inaczej...

  • agnes1709

    agnes1709 · 7 lutego

    Wiedziałam, że wybuchnie

  • AnonimS

    AnonimS · 7 lutego

    Bardzo prawdopodobny koniec. Z takich układów nie ma wyjścia. Ale wielu czytelników Ci tego nie daruje jak znam. Ja jestem pod wrazeniem. Pozdrawiam  

  • Speker

    Speker · 7 lutego

    Co?! Zresztą wszystko już wiesz.
    Obrażony do końca świata .
    Dodaj jeszcze cosik xd
    A co tam.. Niech widzą.
    SUUUUUPER.