48 godzin. - cz. 19.

48 godzin. - cz. 19.„Nie, proszę cię! Błagam! Nie każ mi tego robić!” – Kacper wzdrygnął się na wspomnienie zalanej łzami Darii. Początek rozmowy był fatalny. Praktycznie stracił nadzieję, że cokolwiek z tego wszystkiego wyjdzie. Zablokowała się, obwarowała w swojej skorupce i za nic nie chciała współpracować. A przecież teraz to ona miała grać główne skrzypce. Ryzykowne, ale najsensowniejsze posunięcie. Gdyby nie był pewny, że da radę, nie pakowałby jej w to. Chyba, że się mylił.
„Dobra, czego się boisz najbardziej? Policji?”
„Nie, nie policji. Poradzę sobie. Nie chcę… nie chcę się z nim widzieć! Teraz, jak już wiem, co chciał zrobić…”
„Teraz jesteś bezpieczna. Nic ci nie może zrobić, kochanie!” – Kacper chwycił w dłonie twarz wystraszonej dziewczyny, ale Daria nie przestawała się trząść.  Olbrzymie łzy spływały po  palcach mężczyzny.
„Kacper, ja się go boję! Nie rozumiesz?! Nie jestem tak odważna jak ty! Nie pójdę tam! A jak pójdę, to zaraz się wsypię!”  
„Daria, posłuchaj mnie! Będę tam! Nie zobaczysz mnie, ale będę cały czas blisko. Nie zostaniesz sama, rozumiesz?!” – dziewczyna bez przekonania pokiwała głową.  

Zawadzki z parkingu obserwował szpitalne okna. „Będę blisko.” – prychnął na swoją własną obietnicę. Najchętniej podrzuciłby pluskwę, albo sam założył biały kitel, ale pozostało mu tylko siedzieć w samochodzie pod budynkiem. I czekać na telefon, który z pewnością się pojawi.
***

-Nie stwierdziliśmy otarć ani stłuczeń na skórze, ale profilaktycznie podaliśmy pani leki przeciwko WZW i HIV. Chciałabym też, żeby wyraziła pani zgodę na standardowe badanie ginekologiczne w kierunku ewentualnego …- lekarka zawiesiła głos. – wykorzystania seksualnego. Ma pani też prawo do tabletki „dzień po”.  
Daria zwiesiła głowę, potakując w milczeniu.  
-Po południu przyślę do pani psychologa. – kobieta, która mogłaby być matką dziewczyny, z troską spojrzała na skuloną postać. – Będzie dobrze…

W asyście policjanta Daria wróciła do odosobnionego pokoju.  
-Jaki jest dziś dzień? – zagadała funkcjonariusza.
-Poniedziałek. 27 kwietnia. – odparł nieco zdziwiony. „Ani słowa o wypadku!” – przypomniał sobie warknięcie przełożonego.  
Zatrzymała się wpół kroku.  
-Czwartek!  
-Nie, poniedziałek. – wyprostował.
-W czwartek byłam na komendzie. – stanęła, jakby nagle sobie coś sobie przypomniała. – Dlaczego tam byłam? – spojrzała pytająco na policjanta.
-Nie wiem… -  wzruszył ramionami i przyjrzał się skołowanej dziewczynie z ukosa.  

***


-Daj mi spokój, to ty jesteś prawnikiem. Wymyśl coś! – Kacper warknął do słuchawki, wpatrując się w drzwi szpitala. Kolejna godzina w nagrzanym  kwietniowym słońcem samochodzie nie sprzyjała kulturze konwersacji.  
Zawadzki przez chwilę wysłuchiwał żali Skowińskiego.  
-Skoro żyje, to przeciągnij spotkanie na jutro, nie wiem, pojutrze. Ona powinna być przy tym obecna.  
Nagle drzwi szpitala rozsunęły się na boki i na zewnątrz wyszła Daria w asyście dwóch sierżantów i   podkomisarza Luranca.
-Co do kurwy… - warknął do siebie Kacper, obserwując jak cała czwórka wsiada do policyjnego vana.
-Nie, nie dostaniesz na razie żadnego z testamentów. Przekonaj Zamojskiego do wersji pół na pół. Do tego nie potrzebujesz papieru. Tak stanowi prawo. Powinieneś wiedzieć to lepiej ode mnie. Nie dzwoń do mnie więcej.
Zawadzki odprowadził wzrokiem odjeżdżający radiowóz. Niewielką, ale jednak ulgą, był dla niego fakt, że dziewczyna nie szła skuta kajdankami. „Może jeszcze nie wszystko spieprzone?” – pocieszył sam siebie.  

***


-Panie komisarzu, nie wiem. Naprawdę nie pamiętam. – Daria schowała głowę w dłoniach. Nie musiała nawet udawać bólu głowy.
-Więc co pamięta pani jako ostatnie?
-Już pan o to pytał… naprawdę…
-To proszę powtórzyć.
-Mówiłam! Przypominam sobie, że tu byłam, chociaż nie wiem w jakiej sprawie. Chyba byłam zdenerwowana. Z kimś rozmawiałam, a potem wsiadłam do samochodu i … pustka. Kolejny obraz to pan wiszący nad moją głową w szpitalu. – dziewczyna skrzywiła się znacząco.  
-Gdzie pojechałaś?
- Przepraszam, czy to jest przesłuchanie? Zaczynam żałować, że dałam się namówić na tę rozmowę! – krzyknęła rozjuszona Zamojska. – Konkretnie! Jestem o coś oskarżona?!
-Nie odpowiadaj na żadne pytanie! – głos Aleksa był bardziej zdecydowany niż ruch z jakim otworzył drzwi do pokoju przesłuchań.  
-Nie musi pani odpowiadać na żadne pytanie! – powtórzył drepczący za nim Sowiński.  
-Daria, musisz być wykończona! Chodź! – Zamojski wyciągnął rękę do siostry. Miał uśmiech grzechotnika powoli kończącego swój rytualny występ.
Dziewczyna powoli i niepewnie, ale wstała i zrobiła krok w stronę brata.
-Pani Zamojska powinna wiedzieć o wypadku… - wycedził Luranc, przygważdżając Aleksa wzrokiem. Wkurzało go, że tak jak na starego Zamojskiego, nie miał na niego nic więcej, oprócz przeczuć, domysłów i pustych poszlak. Klasyczna powtórka z rozrywki.
-O jakim wypadku? – Daria odwróciła głowę w popłochu. Spojrzała pytająco na komisarza.
-Chodź, wszystko ci opowiem w domu. – Aleks otoczył siostrę ramieniem i wyprowadził na korytarz.  
„Więc wysyłasz mnie do jaskini lwa, Kacper?” – Daria przypomniała sobie własne słowa, wykrzyczane w bezsilności kilkanaście godzin wcześniej.
-Daria! – na korytarzu zatrzymał ją znajomy głos. Szpakowaty, starszy mężczyzna podszedł szybko trzymając coś w dłoni. – To ci się może przydać.
Dziewczyna chwyciła dowód w obie dłonie, jakby bojąc się, że znów utraci swoją tożsamość.  
-Dziękuję… - szepnęła.
„Mieliście go cały czas, gnoje!”  
-Dobra, starczy. Idziemy… - Aleks delikatnie ujął ją pod ramię i pokierował do wyjścia.

„Jaskinia lwa” –przypomniał sobie przyczajony za kierownicą Kacper, obserwując Darię prowadzoną przez Aleksa. W popłochu machinalnie rozejrzała się dookoła, zanim zniknęła we wnętrzu czarnego BMW.  Wściekły na samego siebie, nie mógł się powstrzymać od uderzenia pięścią w kierownicę. „Albo jestem skończonym idiotą  albo to jakimś cudem nie pierdolnie.”  

angie

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i kryminalne, użyła 1023 słów i 6350 znaków, zaktualizowała 6 lut 2019.

4 komentarze

 
  • Somebody

    To zawsze jest czarne BMW  :lol2: Wspaniale jak zawsze  <3

  • AnonimS

    Dogoniłem ciebie autorko

  • agnes1709

    :eek:

  • angie

    @agnes1709 nie rozumiec komenta...

  • Speker

    No i się zadziało.... Mam nadzieję, że i to przewidział. Jakiś plan B czy cuś:D liczę, że załatwią tego papierowego tygrysa raz, a porządnie.
    Dziękuję za rozdział

  • angie

    @Speker No przewidział, przewidział. "Jaskinia lwa" przecież. Tu nie ma miejsca na plan B. Jest tylko "Game over".

  • Speker

    @angie mam nadzieję, że odpowiednie "over"