48 godzin. - cz. 15.

48 godzin. - cz. 15.KRAKÓW:
Daria wstała z sofy, trochę ogarnęła mieszkanie, bez przekonania włączyła telewizor. Za cholerę nie mogła znaleźć sobie miejsca w pustym apartamencie. Wreszcie wzięła do ręki telefon i odpaliła Facebook’a. Założyła fikcyjne konto.  
Sprawdziła dostępne publicznie posty znajomych.
Konto szkoły.
Spotted: Nowy Sącz.
Przełknęła gorzką informację.  
Odłożyła telefon.
Dziesięć minut później umalowana na dwudziestokilkulatkę w sklepie na dole bez problemu kupiła Jacka Danielsa.

SĄCZ:
-Zajebiście, kurwa!  Piękny dzień! Piękna noc!  - Aleks mocno klepnął kelnerkę w tyłek. Ta zaśmiała się tylko i w rytmie ogłuszającej muzyki pobiegła w stronę baru po kolejną porcję shotów.
Kacper siedział niewzruszony nad swoją szklanką z wodą, drżącą od bitów jak na planie „Jurrasic Park”.  Od czasu do czasu łypał kontrolnie na towarzyszącego im wygolonego kolesia z ekipy przemyskiej. Raz po raz z durnym uśmiechem potakiwał szefowi.
-No! Ale miał, kurwa, minę! Udziały! Naprawdę myśli, te śmieszne 30 procent cokolwiek mu dają? Niech się cieszy, że w ogóle zostawiliśmy go na lokalu.
-„Zostawiliśmy”? -  warknął Aleks i przyskrzynił młodego wzrokiem.
- No,  szef łaskawie mu pozwolił… A ten jego goryl? Dobrze, że byliśmy z szefem….  – łysy desperacko próbował odzyskać swoją pozycję.
-Zawsze jesteśmy z szefem. – stwierdził bez entuzjazmu Kacper i spod półprzymkniętych powiek łypnął na żołnierza.  
-Smęcicie jak stare babska! – zniecierpliwiony Aleks wyciągnął z kieszeni woreczek z białym proszkiem. Siedzącej na jego kolanach brunetce zaświeciły się oczy.  Wpół leżąca obok blondynka zapiszczała z zachwytu. Miała nie więcej niż siedemnaście lat.
Aleks usypał kilka ścieżek, zaciągnął się, wydał dziwny, zwierzęcy dźwięk i przetarł nos.  
Chwycona przez niego za kark brunetka pochyliła się nad szklanym stołem. Zbyt blisko prychnęła śmiechem i ubabrała twarz białym proszkiem.
Kacper zsunął ze swojego kolana namolną blondynkę. Już od dłuższego czasu jedną ręką przeczesywała mu włosy, a drugą zsuwała coraz niżej po umięśnionym brzuchu. Na zmianę śmiała się głośno i robiła malinkę na jego szyi. Już wiedział, że wystarczy poczekać. Aleks i jego przemyski przydupas wyskoczą na pokoje, a on będzie miał chwilę dla siebie.
„Za pół godziny w kancelarii. Polecenie szefa.” Wiadomość pomknęła do Skowińskiego.

KRAKÓW:  
Północ zastała Darię w salonie. Ocknęła się przy szklanej ławie. W towarzystwie prawie wykończonego Jack’a.  Włączony telewizor ostrymi błyskami wyświetlał teledyski, które powoli zmieniały się w sobotnie programy erotyczne.  
Niepewnie podniosła się z podłogi i postała chwilę, nie mogąc zdecydować gdzie dalej pójść.  Wreszcie przyklęknęła przy łóżku w sypialni.
Przesunęła szafkę.
Wbiła kod.
W drżącej dłoni zważyła białą, sprasowaną paczuszkę. Wzięła głęboki oddech.

SĄCZ:
-O co chodzi? Gdzie Aleks? – Skowiński, choć przyzwyczajony do późnych wezwań, wyraźnie był zaniepokojony obecnością samego Kacpra.
-Aleks jest na papierze.
Mecenas skrzywił się próbując odgadnąć zagadkę, ale nie dostał zbyt wiele czasu.
Kacper leniwym ruchem położył pistolet na blacie ciężkiego, adwokackiego biurka.
-Telefon.  
-Ale, że co? – prawnik lekko zaprotestował, ale oddał Zawadzkiemu appla. Obserwował jak wieczorny intruz kasuje swojego własnego smsa i wyłącza aparat, przynajmniej w pewnym stopniu zabezpieczając się przed nagrywaniem.  
-Testament. – Kacper bez emocji rzucił kolejny rozkaz.  
-Co testament? Czyj testament? – Skowiński udawał głupiego. Nawet zaskoczony spotkaniem, nie mógł być aż tak niedomyślny. Grał na czas.  
-Michaela Jackson’a, kurwa! – Kacper warknął nad blatem.
Mecenas bez słowa otworzył zamontowany w szafce biurka sejf. Wyciągnął zapisaną równym pismem kartkę. W prawym górny roku widniała data sprzed pół roku.
Kacper skrzywił się lekko.  
Zgarniając broń, nieśpiesznie wstał od stołu. Przeszedł obok Skowińskiego, skupiając się na wiszących na ścianie dyplomach. W jednej sekundzie przystawił mężczyźnie broń do skroni.
-Aktualny, kurwa!
-To jest aktualny! – krzyknął przerażony adwokat. – Nie było kolejnego! Ten jest ostatni!
Kacper nacisnął lufą na skroń papugi, ale zaraz odpuścił. Rzucił okiem na dokument.  
Restauracje i kluby dla Aleksa.
Dom i kilka mieszkań dla Darii.  
„Pół na pół. Spokojny biznes dla córci. Szarpanina dla cwaniaka.” – Kacper łapiąc koncentrację odchylił głowę do tyłu.  Schował testament do kieszeni. Wyciągnął swoją wersję.  
-Podpisz! – usiadł z powrotem w wygodnym fotelu klienta i od niechcenia zaczął bawić się bronią.
-Co?  - Skowińskiego cofnęło  ze zdziwienia. – Ja mam podpisać?
-Ja, Jan Zamojski. – Kacper przymknął oczy. Bardziej niż zmęczenie rozwalała go tępota adwokata. Choćby nieudolnie udawana.
Grając na czas, Skowiński rzucił okiem na komputerowy tekst.  
-Wszystko na Darię?!  Co ty kurwa kombinujesz? – zaskoczenie w sekundę przeobraziło się w pewność, że sms wzywający go do biura na polecenie Aleksa był jedyne blefem.  
-Kazałem ci czytać?! Podpisuj, nie mam czasu!  
-Nie wiem co chcesz ugrać, ale i tak panu Zamojskiemu należy się … - prawnik obronnie przyjął oficjalny ton.
-… zachówek. Wiem, nie prosiłem o poradę prawną.  
-Poza tym to jest fałszerstwo!  
-Wiem. Dlatego to nie ja podpisuję. – Kacper zaśmiał się z niecierpliwością.  
-Nie mogę!  Straciłbym prawo wykonywania zawodu! Będę to musiał zgłosić, albo sami się kapną. Poza tym pod przymusem mój podpis nie jest ważny.  
-Nie tylko tego nie zgłosisz, ale też zadbasz, żeby też nikt się nie zorientował. To ty zaświadczasz o prawdziwości tego dokumentu. I to wcale nie  pod przymusem.
Zawadzki położył na stole telefon. Skowiński w puszczonym nagraniu momentalnie rozpoznał własny głos w rozmowie z Kacprem sprzed kilku dni.
„-Ale czego nie wiesz? Ja cię mam uczyć? Normalnie, przewody hamulcowe i najlepiej, żeby była zjarana.  
- Kurwa, wiem! Chodzi mi o stronę prawną, żeby nie węszyli zbyt długo.
-Najlepiej, jakby miała przy sobie dowód, prawo jazdy, może telefon. Sprawa będzie oczywista. Nie będą długo szperać. Rozgłosimy, że załamała się po śmierci ojca. Zwłaszcza, że wtedy bezpodstawnie ją zwinęli i nie zdążyła się z nim pożegnać. Spokojnie, nie będą węszyć.”
-Za 20 sekund wrzucam to na twój profil. Współudział. Za to chyba dają więcej niż za podpis?  – Kacper wziął do ręki telefon, patrząc wprost w bladą twarz adwokata.
-To bez sensu! Co ci to daje? Tylko wkurwienie Aleksa, a przecież on i tak wszystko po niej teraz dziedziczy! – w panice wrzasnął Skowiński. Na tłustym czole pojawiły się kolejne krople potu.
-Dziesięć sekund.  
-Pojebało cię! Wszystko powiem  Zamojskiemu!
-Jesteś pewny? – Zawadzki odbezpieczył broń. – Pięć, cztery, trzy…
Mecenas chwycił za pióro.
-Czekaj! – zatrzymał go Kacper.- Spokojnie! To trzeba zrobić z głową!
Wyciągnął oryginalny testament.  
-Proszę. – z galanterią podsunął adwokatowi wzór podpisu pod same oczy.
Skowiński wprawnie zamachnął piórem. To zdecydowanie nie był jego pierwszy raz.
-I co? Bolało? – Kacper szybko schował oba dokumenty. – Trzymaj język za zębami, to nie będzie boleć.  
Wstając oparł się o lufę, którą przyskrzynił leżącą na blacie prawą dłoń mecenasa. Musiało boleć.
Drzwi zamknęły się za nim bezszelestnie. Po chwili był już w drodze do klubu.

  

angie

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i kryminalne, użyła 1266 słów i 7723 znaków, zaktualizowała 3 lut 2019.

4 komentarze

 
  • agnes1709

    Bosko, tylko... A tam, powiem - krótko:D

  • angie

    @agnes1709 Już miałam bić  :krzeslo: ale "bosko" Cię uratowało  :P

  • angie

    @agnes1709 Za chwilę będzie jeszcze krócej.  
    :P

  • agnes1709

    @angie Cóż za ulga :danss:

  • agnes1709

    @angie To ja może poczekam na trzy części? :paluchem:

  • agnes1709

    @angie Lol znowu szaleje, naciskam paluchem obok tekstu i... wchodzi w priva!!!:lmao:

  • Somebody

    Co on tam wymyślił? Masz talent do budowania napięcia, kobietko  :)

  • angie

    @Somebody  :kiss: Dzięki! Ale trochę przykro - on  kurcze wymyślił?!  :lol2:  To ja główkuję od tygodnia jak wskrzesić trupa! :D A doświadczenie - żadne! :D

  • Somebody

    @angie oj no dobrze, dobrze, zwracam honor autorce  :D

  • AnonimS

    Wyjdzie nie wyjdzie próbować trzeba. Inaczej kaplica.

  • angie

    @AnonimS Nie ma nic do stracenia. Chyba.

  • AnonimS

    @angie poza życiem.  W strachu i ukryciu ale jednak zyje...

  • angie

    @AnonimS A życie, jak wiemy, bywa bardzo przewrotne. Ja na przykład miesiąc temu na lewym nadgarstku miałam opaskę all inclusive z hotelu na kanarach. Dzisiaj mam ze swoim nazwiskiem  :smh:

  • AnonimS

    @angie która Ci się bardziej podoba?  :P

  • Speker

    Co?! Takie kombinacje? Oj mam złe przeczucia - piękny romans, miłość i zemsta Olka.. Robi się ciekawie.

  • angie

    @Speker Rozwiązania nietypowe,  bo sytuacja nietypowa. 😉 Spokojnie, będzie dobrze! Chlopak wie co robi 😉

  • Speker

    @angie domyślam się, że ustawi wszystko tak jak ma być.

  • angie

    @Speker Tylko czy mu wyjdzie?  :rolleyes:

  • Speker

    @angie no jak nie jak tak :D

  • angie

    @Speker 😂