Studnia - 05

- Tak, Panie - potwierdziła.

- Gdzie jest ta szkatuła? - zapytał.

- Nie wiem, Panie. Może to ta, która leży na stole - zasugerowała niepewnie.

Rrin podszedł do stołu, uniósł szkatułę i potrząsnął nią. Uśmiechnął się pod nosem. Sawiallo nie była snem. Gdziekolwiek się znajdowała, czas tam musiał płynąć zupełnie inaczej niż tutaj. Poczuł się kompletnym głupcem. Zwiodła go, mówiąc prawdę żartami. Powiedziała, że jest miejscową czarownicą; że wie gdzie jest to, czego on szuka; że miała i studiowała z ojcem przedwojenne kroniki; że Rrin spadł jej z nieba; że igranie ze starym magiem to śmierć; że jeśli zdradziłaby mu dlaczego mieszka gdzie mieszka, musiałaby go zabić. Nawet zaproponowała mu naukę, a on głupi odmówił.

Głupiec! Głupiec! Głupiec! Przeklęty dureń! - skarcił się w myślach. Uznał ją za niegroźną i naiwną. Tymczasem ona była wilkiem w owczej skórze. Cały czas skakał jak mu zagrała. Gdyby udało mu się tylko założyć jej Obręcz Pokory...

- Panie? - cichy głos Brefy przywrócił go do rzeczywistości.

- Poczekaj, dziecino - nakazał.

Podrapał się po głowie upstrzonej warkoczami, żeby pobudzić myślenie. Spróbował otworzyć drewniane pudełeczko, ale pokrywa ani drgnęła. Było magicznie zapieczętowane. Odłożył je więc z powrotem.

- Zamknij drzwi i rozbierz się - rozkazał.

Dziewczynie mina zrzedła, ale nie protestowała. Przeklinając się w duchu za wścibstwo i ciekawość, zaczęła pospiesznie rozwiązywać troki sukni.

- Nie, Brefo. Rozbierz się jak kobieta. Powoli i zmysłowo - pouczył.

Posłuchała. Gdy już została w samej tylko halce, gestem dłoni kazał jej przestać.

- Podejdź do mnie Brefo - powiedział uprzejmie.

Podeszła nie wiedząc co począć z dłońmi. W końcu pozwoliła im luźno zwisać, choć miała ochotę się nimi zakryć. Zakonnik zachowywał się dziwnie. Niepokoiło ją to i miała ochotę stąd prysnąć z krzykiem na ustach.

- Tańczyłaś kiedyś bez muzyki? - zadał kolejne dziwne pytanie.

Przecząco pokręciła głową. Czego on w końcu od niej chciał?

- Zatem zatańczysz teraz - oświadczył.

Położył jej drobną dłoń na swoim ramieniu, drugą ujął i uniósł lekko. Na początku Brefa nie potrafiła się odnaleźć w krokach. Dotychczas tańczyła jedynie do karczemnych skocznych melodii. Taniec z Rrinem był jak ostrożne stąpanie po kruchym lodzie na zamarzniętym stawie. Mimo że był od niej przynajmniej dziesięć lat starszy, uznała go teraz za atrakcyjnego. Warkoczyki na jego głowie już nie były śmieszne, tylko tajemnicze i mroczne. Z jego ruchów biła pewność i zdecydowanie. Wzrokiem bez skrępowania błądził po jej kształtach. Trochę ją to onieśmielało, ale i podniecało. A kiedy patrzył jej w oczy, serce biło jej szybciej. W niczym nie przypominał miejscowych mężczyzn, ani bywających tu podróżnych. Przyłapała się na tym, że rozprawia w myślach o tym, czy Rycerze Zakonni mogą mieć żony.

- Wystarczy - zakomunikował w końcu. - Otwórz teraz szkatułę.

- Słucham? - zdziwiła się.

Zamrugała oczami, jakby wyrwano ją ze snu. Była pewna, że się przesłyszała. Spodziewała się, że pójdą teraz do łóżka. Ze zdziwieniem odkryła, że poczuła się rozczarowana. Czuła dziwne swędzenie między nogami. Nigdy wcześniej nie czuła czegoś takiego, przy żadnym mężczyźnie. Popatrzyła na Zakonnika. Był podniecony i pragnął jej. Każda kobieta umiała wyczuć, gdy mężczyzna był nią zainteresowany.

- Na stole leży szkatuła. Otwórz ją - nakazał.

- Ależ Panie... - próbowała protestować.

- Po prostu zrób to, dziewczyno - ponaglił.

Podeszła do stołu na miękkich nogach i podniosła wieczko szkatułki z zaskakującą lekkością. W środku była malutka fiolka z płynem w kolorze herbaty. Dotknęła jej niepewnie. Rrin zajrzał do środka znad jej ramienia.

- Co mam z tym zrobić? - zapytała.

- Wypić - mruknął, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.

- Co to jest, Panie? - próbowała zyskać na czasie. Głos znów jej drżał. Bała się, że Zakonnik próbuje ja otruć.

- Nie wiem - przyznał szczerze. - Pewnie jest ohydne, więc lepiej zatkaj nos i szybko przełykaj - poradził.

- Czy to trucizna? - wahała się.

- Raczej nie. Wyciąg korek i wypij, to się dowiemy - ponaglił.

Popatrzyła na niego spłoszonym wzrokiem niepewna czy to żart. Nie chciała umierać. Za nic w świecie nie chciała umrzeć.  

- Wypij - pospieszył ją.

Niepewnie odetkała fiolkę i powąchała. Skrzywiła się od intensywności zapachu. Pachniało wstrętnie.

- Śmierdzi jak zgniłe owoce bzu, Panie - poskarżyła się, a później opróżniła buteleczkę.

Przez dobrych kilka chwil krzywiła się i miała ochotę zwymiotować, ale powstrzymała torsje. Rrin zmarszczył brwi i przyglądał się jej badawczo. Był głęboko podniecony, ale eliksir od Sawiallo powinien sprawić, że "przerośnięta ambicja" wróci do normy. Tak się jednak nie stało. Wciąż pragnął Brefy, a jego męskość uwierała go w spodniach.

- Jak się czujesz? - zapytał.

- Mdli mnie, Panie. Poza tym wszystko w porządku. Co to było, Panie?

- Ubierz się i idź przynieś wina - nakazał. Musiał pomyśleć. Może eliksir potrzebował czasu, żeby zadziałać?

- Tak, Panie - odparła.

Gdy wróciła z zastawioną tacą, Rrin siedział na łożu z nagim torsem. Miał kilka paskudnych blizn i trochę świeżych sińców oraz zadrapań. Pod skórą wyraźnie rysowały się kanciaste mięśnie. Brefa mimowolnie zaczęła się gapić.

- Postaw dzban na stole. Nalej mi wina i rozmasuj barki - powiedział obojętnym tonem.

Podała mu kielich i uklękła na łóżku za jego plecami. Położyła chłodne dłonie na jego ciele i zaczęła łagodnie rozmasowywać spięte mięśnie.

Rrin znów odpłynął myślami. Popijał wino i próbował odtworzyć wszystko, co Sawiallo mówiła o szkatule i powstrzymywaniu "przerośniętych ambicji". Nie wykluczył też opcji, że szkatuła była w studni, a on się jej uczepił tonąc, zaś Sawiallo była tylko majakiem sennym. Z drugiej strony on nie mógł nawet uchylić pudła, a dziewczyna otwarła je bez trudu.

- Miedziak za twoje myśli, Brefo - odezwał się po drugim kielichu wina.

- Nie rozumiem, Panie - odparła.

- To takie powiedzenie, dziecino. Znaczy tyle, co powiedz o czym myślisz - wyjaśnił.

- O tej wiedźmie ze studni, Panie.

- Co o niej myślisz?

- Zastanawiam się, czy ona naprawdę istnieje.

To tak jak ja, pomyślał Rrin.  

- Opowiedz mi o sobie - Rrin zmienił temat.

- Nie ma co opowiadać, Panie. Ja i rodzeństwo mieszkaliśmy z babuszką, a kiedy zmarła, karczmarzowa wzięła nas do siebie. Pracujemy w zamian za jedzenie, Panie.

- Nie masz rodziców? - zainteresował się.

- Nie wiem, Panie. Babuszka nigdy nie chciała o nich mówić. Za to o tej czarownicy ze studni mówiła cały czas.

- Dolej mi wina i opowiedz wszystko, co ci babuszka mówiła o wiedźmie.

***

Obudził się późno i z silnym bólem głowy. Na jego piersi spała całkiem naga Brefa. Spędzili razem tę noc. Rozmawiali, kochali się, znów rozmawiali i znów się kochali. Eliksir Sawiallo nie działał. Rrin poczuł się mocno zawiedziony.

Wyplątał się z objęć dziewczyny. Mruknęła coś zaspanym głosem. Nie była brzydka, ale zbyt ładna też nie. Przeciętna dzieweczka i tyle. Ubrał się, wyciągnął z sakiewki dziesięć srebrnych monet, zostawił je dziewczynie na poduszce i wyszedł z dusznego pokoju.

W głównej sali siedziało kilku miejscowych mężczyzn i od rana raczyli się mętnym piwem. Rrin przeszedł obok nich całkiem obojętnie odprowadzony ich przestraszonymi spojrzeniami i cichymi szeptami.  

Najpierw poszedł do stajni, zobaczyć jak się miewa Dreszczowiec. Koń był wyczesany i stał w czystej słomie. Rrin uśmiechnął się. Zwierzę zarżało na powitanie swojego pana i zaczęło obwąchiwać kieszenie Rrina w poszukiwaniu smacznych rzeczy.

- Nie mam nic, przyjacielu - powiedział do wierzchowca, gładząc go po wielkim łbie.

Teraz udał się do prosto do studni, do której wpadł. Cembrowinę wciąż oplatał kawał sznura, którym umocował drabinę. Rrin zajrzał do środka, ale zobaczył tylko ciemność. Będzie musiał się tam znów opuścić, jak tylko ustąpią zawroty głowy...

***
Do studni zszedł dziesięć razy. Raz nawet nurkował w śmierdzącej wodzie. Innym razem cisnął do środka wielki kamień. I nic. Żadnych dziwnych rzeczy. Żadnej magii. Objechał okoliczne lasy w poszukiwaniu chaty czarownicy. Też nic. Znalazł tylko obóz bandytów, którzy odcięli mu drabinę za pierwszym razem.

Z usług Brefy więcej nie korzystał. Był rozczarowany. Zmarnował tu dwa tygodnie na poszukiwanie majaków o czarownicy. Jedynym dowodem była szkatułka, którą Brefa otwarła bez trudu. Szukał w niej nawet ukrytego zamka, bo zaczął podejrzewać, że pudełko mogłoby takowy mieć. Ale nie znalazł. Musiał ją zatem wyłowić ze studni.

Spakował porządnie swoje rzeczy. Uregulował należność z karczmarzem Dwinem. Z pomocą Meyra zaniósł graty do stajni. Osiodłał i okulbaczył Dreszczowa. Wyprowadził go za uzdę przed stajnię. Dał chłopcu srebrniaka za opiekę nad jego wierzchowcem. Chłopiec podziękował za tak hojną nagrodę  i pożegnał się wylewnie. Rrinast ruszył w tylko sobie znanym kierunku.

Przy wyjeździe zatrzymała go Brefa. Wybiegła na brukowaną ulicę i machała rękami. Ściągnął cugle i zatrzymał się obok dziewczyny.

- Wyjeżdżasz już, Panie? - zapytała.


- Tak - odparł.


Podbiegła i przytuliła się do jego łydki. Rrin spojrzał na nią nieco zszokowany.

- Dziękuję ci za wszystko, Panie - rozpłakała się. - Mężczyźni już mnie nie nękają. Ich męskości w moim towarzystwie są sflaczałe i nic nie potrafią z tym zrobić. To był magiczny napój, prawda? Znalazłeś tą czarownicę, prawda? Nie powiesz mi, ale wiem o tym. Przysięgam ci, Panie, że nikomu nie powiem. Będę milczała jak grób! Zwróciłeś mi nadzieję, na normalne życie. Dziękuję ci za wszystko, Panie - wyrzuciła z siebie z przejęciem Brefa.

Rrin się roześmiał beztrosko. Śmiał się jeszcze długo, gdy Atrent znikło za horyzontem. Sawiallo, ty przebiegła lisico! - pomyślał.

1 143 czyt.
100%325
DziecieChaosu

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1873 słów i 10373 znaków.

5 komentarzy

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 15 mar 2018

    Czyli Sawiallo mu się nie śniła, ciekawe co dalej, czytam , łapka

  • Somebody

    Somebody · 2 lut 2018

    Czas mija, a tobie nadal udaje się tak wciągająco kontynuować. Brawo  

  • AnonimS

    AnonimS · 1 lut 2018

    Tak mnie zaciekawiło że przeczytałem wszystkie poprzednie części. Ciekawa ta opowieść, wciągająca. Pisz dalej.

  • emeryt

    emeryt · 1 lut 2018 · 202081569

    @DziecięHaosu. Dziękuję Tobie, Droga Autorko za kolejny, wspaniały odcinek. Czekam na kolejne. Życzę wspaniałej weny.

  • AnonimS

    AnonimS · 1 lut 2018

    Bardzo ciekawe opowiadanie. Łapka w górę