Pierwszy wróg i ostatni wróg cz 17

Kiedy jesteś blisko czuję dziwne stany w środku.
— Nie wiem co na to odpowiedzieć.
— Nie chcę przed tobą ukrywać, że jesteś dla mnie ideałem mężczyzny.
— Tak... ?
— Och, skoro nic nie mówisz, muszę zapytać wprost. Czy widzisz jakąś wadę w twoim ciele?
— Nie, Atamiro. Jesteś piękna.
— Ale jak możesz to powiedzieć, skoro mnie nigdy nie widziałeś?
— Nie wiem co masz na myśli. Widzę cię co dzień.
— Widzisz twarz. Ale reszta jest ukryta.
— To prawda. Ale i tak nie sądzę, że masz jakąś wadę.
— Ale pewności nie masz?
— Nie.
Atamira patrzyła na jego twarz. Nic nie dostrzegła.
— Czy może to jest przeszkodą, że jestem wdową, albo że jestem księżną?
— Nie, to nie ma znaczenia.
— Czy mogę ci pokazać moje ciało, wówczas będziesz wiedział z pewnościa.
Tym razem sądziła, że ta uwaga coś zmieni. Ale znowu nic nie zauważyła na licu młodzieńca. Natomiast sama płonęła w środku.
— Jeśli tego pragniesz...                                        Kerst zaczał  się zastanawiać. Nigdy nie widział ciała kobiety. Nie myślał jednak nad tym jak zareaguje.
Atamira stanęła blisko krzesła, na którym siedział. Rozsupłała suknię na przedzie. Podniosła dół i zdjęła ją przez głowę. Stanęła przed nim zupełnie nago. Miała idealne ciało. Piękne piersi i lekko zaokrąglone ale wąskie biodra. Piękne, proste nogi. Odwróciła się tyłem. Plecy miała proste i wcięte w pasie. Ładne okrągłe pośladki.
— I co myślisz?
— Nie widzę wady. Ciało masz bez zarzutu.
Atamira stała i czekała na jakiś ruch z jego strony, ale nadarmnie. Nie wiedziała co z tym począć i spróbowła ostatniej deski ratunku.
— Pamiętasz jak cię pocałowałam trzy lata temu?
— Tak. Nikt jeszczenie dotknął moich ust jak ty.
— Czy mogę cię pocałować jeszcze raz?
— Skoro chcesz.
Miała zapytać czy on nie chce, ale zrezygnowała. Podeszła do niego i przytuliła swoje nagie ciało do jego postaci. Wzięła jego głowę i pocałowała usta. Jednak nie tak jak poprzednio. Mocniej, a na dodatek spróbowała rozchylić jego usta swoimi. Kerst poczuł dziwne, zupełnie nowe odczucie. Szczególnie, że poczuł jej język i że dotknęła nim jego języka. Trwało to chwilkę. W końcu Atamira oderwała usta.
— I co ?
— To było miłe. Zupełnie nowe dla mnie.
Ona poczuła, że nie jest natarczywa. Postanowiła iść dalej. Nie rozumiała dlaczego młodzieniec nie weźmie jej wprost. Dała mu tyle znaków!
— Jak już powiedziałam jesteś piękny, ale tak jak ty mnie, ja ciebie też nigdy nie widziałam. Czy mogłabym cię zobaczyć?
Tym razem Kerst przypomniał sobie wersety z Bibli mówiące o nagości. Ale nie widział w poczynaniach Atamiry jakiegoś podstępu, więc zgodził się. Ona patrzyła, a on zdjął bluzę i spodnie.  
— Kiedy byłem mniejszy, wstydziłem się. Ale kiedy byłem u Greyanna, przemogłem to. Ciało człowieka jest piękne. Oczywiście nie rozebrałbym się przed wszystkimi. Ale ty jesteś bardzo szczera i masz czyste serce. Skoro chcesz mnie zobaczyć, zobacz.
Zdjął wszystko. Patrzyła na jego ciało. Był idealnie zbudowany. Patrzyła na jego meskość, ale nie widziała oznaki podniecenia.
— Nic nie czujesz?
— Czuje się dobrze — powiedział szczerza.
— Ale nie czułeś nic dziwnego, nowego?
— Czułem, kiedy mnie pocałowałaś.
— Czy moge jeszcze raz?
— Możesz.
Atamira przytuliła się do niego. Teraz podniecenie wprost topiło ją w środku. Pocałowała go podobnie jak poprzednio. Chciała, żeby ją dotykał. Chciała, żeby ją pokochał. Poczuła, że jego ciało zareagowało właściwie. Oderwała usta od jego i chciała zobaczyć czy odczucie jej nie myliło. Jego organ stał jak kolumna i był wielki. Dużo większy niż jej byłego męża.
Kerst czuł, że coś się w nim wzmaga, ale nie powodowało to niczego innego poza rozkoszą fizyczną.
— Włoż mi to tu — położyła dłoń poniżej złotego trójkata lekko pokręconych włosów i wskazała na jego męskość. Atamira była solidnie zaskoczona. Młody mężczyzna zachowywał się tak jakby na niego wcale nie działała. I to ja bardzo zdziwiło. Przecież była piękna. Czyżby jakiś czar ktoś na nią rzucił!
   Kerst już miał to zrobić, nie z powodu, że sam tego chciał. Lecz z powodu, że ona go prosiła. Ale w tym momencie usłyszał szept.
— Poczekaj. Czy chcesz tego, bo ona prosi? To nie wystarczy. Musisz ją kochać. Tak mocno jak kochasz Halse. Tylko zupełnie inaczej
Wiedział, że to głos Rey.
— Jak inaczej?
Atamira patrzyła na niego zdziwiona. Czy mówił do niej?
— Możesz? — zapytała powtórnie.
— Nie. Jeszcze nie. Muszę cię kochać. Jesteś mi bliska, ale to nie to.
Atamira stała naga i bezradna.
— Tak bardzo cię pragnę, do kogo mówiłeś?
— Do Rey. Powiedziała, żebym poczekał.
— Rey. Ta lalka, co ją miała Halsa?
— Nie, do Rey z która Halsa jest teraz.
— Wierzysz, że ona istnieje?
— Wiem.
— Podobam ci się, pocałowałam cię i chcę żebyś mnie wziął, a ty nie chcesz. Nie rozumiem!
— Jeszcze nie wiem. Rey powiedziała, żebym poczekał. Rozumiem, że mógłbym to zrobić, chociaż nie wiem jak. Ale to może się stać tylko wówczas kiedy cię pokocham. Ale nie czuję tego w ten sposób. Nie czuje takiego rodzaju uczucia do ciebie.
Atamira chciała poprosić, żeby zrobił to mimo wszystko, ale zrezygnowała. Coś jej mówiło, że on tego nie zrobi. Zaczęła się ubierać. On stał nadal nago, a jego organ przyjął normalną postać.
— Ubierz się.
Czuła, że jeśli tego nie powie, będzie nadal stał nago. Kerst założył ubranie. Atamira chciała powiedzieć coś innego, ale powiedziała coś, co wyszło z pewnościa z jej serca.
— Mogę walczyć o twoja miłość?
— Oczywiście, Atamiro. Walcz. Zwycięstwo jest nagrodą wojownika.
          *
W chwile wcześniej zupełnie w innym miejscu. Halsa leżała z Rey na łące. Była pora tuż po zebraniu rady. Podziwiały pierzaste obłoki. Nagle Rey zobaczyła Kersta i Atamirę. Zaraz po pytaniu Atamiry poczuła, że musi coś zrobić. Wiedziała, że to już czas.
— Poczekaj. Czy chcesz tego, bo ona prosi? To nie wystarczy. Musisz ją kochać tak mocno jak Halse, tylko zupełnie w inny sposób.
Rey miała świadomość, że jeśli tego mu nie powie, Kerst nigdy nie pokona ostatniego wroga. Miała świadomość, że Halsa może zapytać co mówi. Ale równolegle wiedziała, że jej przyjaciółka jest bardzo specjalna i może wiedzieć do kogo teraz mówiła.  
— Mówiłaś do Kersta, chodzi o Atamirę.
Nie musiała pytać. Halsa wiedziała. To wystarczało.
— Muszę iść.
— Wiem.
— Halso miła. Wrócę. Wrócę z nim, bo wiem, że on zwycieży ostatniego wroga.
— Musimy wspomagać fale oceanu — szepnęła Halsa.
Jej twarz była spokojna i tylko subtelny uśmiech delikatnie uniósł końcówki jej jasno różowych warg.
— Tak. Od jutra będziesz to czynić sama. Jutro rano zwołam specjalne posiedzenie rady.
— Dobrze, królowo południowych zorzy.
Patrzyły na pierzaste obłoki. Rey trzymała dłoń Halsy i czuła rozkosz graniczaca z ekstazą. A Halsa czuła, co czuje Rey i była szczęśliwa.
Wieczorem weszła do jej komnaty.
— Byłaś ze mna trzy lata. Ani razu nie spałaś w swoim łóżku.
— Tak, Rey.
— Dzisiejsza noc jest ostatnią nocą szeptania.
— Wiem, kochanie — szepnęła Halsa.
— Zmjeszamy się?
— Poczekaj.
— Co się stało, moja umiłowana przyjaciółko?
— Musimy coś zrobić. Musi być harmonia. Ale to jest istotne jeszcze z innego powodu. Inaczej Karbliss nigdy nie pokona tego wroga.
— Co musimy zrobić? Ja wiem, ale chce to usłyszeć od ciebie.
— Mogę powiedzieć tylko pierwszą część. Druga ty powiesz, kiedy wrócisz.
—Tak, Halso miła.
— Kolor twoich ust jest jak sok maliny. Moich jak sok z malin zmieszany z dwoma porcjami mleka
— Tak. Żeby była równowaga, musimy połączyć nasze usta, żeby miały po jednej porcji mleka i jedną porcję soku malin.
— I wiesz jak to zrobić, prawda?
— Tak i ty wiesz. Wiesz, że to będzie pocałunek miłości. Ten pocałunek nie będzie miał nic wspólnego z pragnieniem ciała. Bo ty jesteś czysta i ja jestem czysta. Jesteśmy obie czyste, chociaż pochodzimy z różnych światów.
— Halso jak dawno wiesz?
— Od początku.
— Jak to?
Ale Halsa nie dała skończyć Rey. Dotknęła ustami jej usta. Zorza południa rozświetliła się cudownymi kolorami. Halsa oderwała usta od ust Rey. Usta Rey stały się jaśniejsze o jedną porcję mleka, a usta Halsy ciemniejsze o jedna porcję mleka królewskich krów z królewskich zagród.
Po chwili stały się znowu dziewięcioletnie. Szeptały słodko do drugiej straży.
Następnego dnia Rey wezwała wszystkich poddanych.
— Od dzisiaj, zaraz po zebraniu rady, Królowa Rey, królowa południowych zorzy o oczach jak błękitne niebo nad królewska łąką i o włosach jak najprzedniejszy onyx z królewskich kopalni, o cerze w kolorze chleba z królewskich piekarni, o nogach jak bambusowe drzewo i ustach jak sok z malin zmieszany z jedną porcją mleka królewskich krów z królewskich zagród, odchodzi na Ziemię. Oto nowa wasz królowa. Halsa, królowa południowych zorzy o oczach jak trawa z królewskiej łąki, włosach jak miedź i skórze o kolorze jednej porcji złota, jednej porcji papki z sandałowego drzewa i pięciu porcji mleka królewskich krów z królewskich zagród i o nogach jak bambusowe drzewo.
Wszyscy obecni schylili głowy przed Halsą, a ona oddała im pokłon.
Niezwłocznie Halsa i Rey opuściły zamek i udały się na królewską łąkę. Zobaczyły koralową bramę. Weszły do tęczowego korytarza. Trzymały się za ręce. Po chwili wyszły na brzeg jeziora.  
— Do zobaczenia moja umiłowana Rey.
Halsa przytulia swoje drobne ciało dziewięcioletniej dziewczynki do kobiecego ciała dziewiętnastoletniej Rey. Rozluźniła ramiona i spojrzała na przyjaciółkę. Odwróciła się i weszła do wody. Rey patrzyła na zieloną poświatę jeziora, która biła z pięknych oczu jej przyjaciółki.
          *
Margot patrzył za odjeżdzajacym młodzieńcem. Nigdy nie widział nikogo o takiej szybkości i technice. I jego miecz! Przeciął dwa ich miecze jak suche patyki. Kiedy największe zaskoczenie minęło, upewnił się, że żaden z jego żołnierzy nie jest ciężko ranny. Był mocno poruszony, szczególnie kiedy usłyszał odpowiedź jednego z rannych.
— Gdyby mnie nie odciągnął, pewnie Rohus przeciąłby mnie na pół. On walczył świetnie i nie chciał zabić nikogo z nas.
Margot pamiętał słowa młodego szermierza, ,,Mogłem was pozabijać, a tego nie uczyniłem”.
Jako dowódca południowych wojsk musiał zawiadomić o tym Kruuna. Nie mógł wiedzieć jak to zostanie przyjęte. Wiedział, że może być to jego ostatnia podróż. Główne siły Kruuna zgromadzono przy północnej granicy Rublindy. Paxton miał plan napaść królestwa południa. Kruun nie chciał na razie ruszyć. Paxton próbował go przekonać, ale bez skutku. Wobec tego próbował zorganizować inwazję na ziemie znajdujące się na północy jego państwa. Wankalia była górzystym terenem o surowym klimacie. Mieszkali tam wysocy ludzie o jasnych jak pszenica włosach i oczach w kolorze nieba. Z powodu niedostępnego terenu ilość wojska nie miała znaczenia. Kilka wąskich kanionów stanowiło jedyną drogę do niedostępnego kraju Wankilów. W razie napaści, dwie setki uzbrojonych, mogło powstrzymać tysiące. Ale Paxton wiedział, że Wankilja obfituje w złoto.
Kruun dowiedział się o nietypowym wypadku na południowej granicy Rublindy zanim Margot dotarł do niego.
Siedział w swojej kwaterze. Zajął wielką osadę ale w chatach mieszkało tylko wyższe dowódctwo. Pozostałe wojsko mieszkało w namiotach. Kruun wiedział, że ludzie nie są zadowoleni. Byli zmęczeni wojną. Chcieli wrócić do domów. Mieli dość Paxtona i jego również. Po podwójnej personalnej porażce trzy lata temu, ten twardy człowiek zmienił się na lepsze. Zamknął się w sobie. Jednak nadal jego podwładni drżeli kiedy mieli z nim rozmawiać. Szeptano, że posiada niezwykłe siły pochodzące od złych mocy. Dodatkowo chroniło go nieustannie ponad trzy tuziny jego osobistych rycerzy.  
Margot wszedł do chaty. Kruun mieszkał w surowych warunkach. Poza łożem miał wielki stół i kilka prostych krzeseł. Jedyną dekoracją komnaty stanowiło lustro w prostych ramach. Lustro stało oparte o ścianę.  
— Kapitan Margot, panie.
Dowódca południowego garnizonu skłonił się nisko.  
— Doszły mnie słuchy, że pozwoliłeś przejechać pojedyńczemu jeźdźcowi do królestwa Lordeny. Co masz do powiedzenia w tej sprawie?
Margot opowiedział całe wydarzenie. Kruun zachował spokój.
— Wiesz, że mogę cię pozbawić twojej funkcji, a nawet życia.
— Służę pod tobą wiele lat i wiesz, że nie uchybiłem w niczym przez te lata. Jeżeli utrzymanie rycerskiego słowa jest powodem, ze mam umrzeć, jestem gotowy.
— Wiesz z pewnością, że jestem potworem. Ale mam pewnie jedyną dobrą cechę. Cenie odwagę. Gdybyś przybył i drżał o życie, prawdopodobnie bym cię go pozbawił. Spotkałem już tego chłopca. Wówczas był jeszcze młodzieńcem. Ale nadal ma ostry język.
Komnatę napełnił gromki śmiech Kruuna.
— Wezmę dwa tysiące najlepszych ludzi i pojadę na południe. Moje wróżby twierdzą, że coś niezwykłego jest związane z tą osadą. Wyruszymy natychmiast.
Tydzień później Kruun z wielkim wojskiem zatrzymał się w osadzie Kersta. Dziwnym zrządzeniem losu zamieszkał w jego chacie. Czekał. Do tej pory tylko jedna wróżba z nim związana się jeszcze nie sprawdziła.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 2426 słów i 13769 znaków, zaktualizował 11 sie 2019.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka  w górę

  • Duygu

    Kerst jest wspaniały! Ahhh, kocham go! Upss... Chyba za dużo napisałam... XD Może i być z Atamirą, byłoby fajnie    Oby nic mu się nie stało.  :)

  • AlexAthame

    @Duygu Ano zobaczymy z kim będzie. Nie podobaja Ci się dialogi Halsy z Rey.Ja je uwielbiałam. Od początku kochałem Halse ale i Kersta, tylko inaczej.W tym opowiadaniu tylko dwóch postaci nie dążył sympatią.

  • Duygu

    @AlexAthame Lubię ich dialogi  :)  Są miłe. Mimo tego, że jedna jest królową, a druga nie, są przyjaciółkami   :rotfl:

  • AuRoRa

    Spragniona Atamira musiała zaczekać. To Halsa zostaje w królestwie Rey, a to niespodzianka.

  • AlexAthame

    @AuRoRa Podobają Ci się dialogi Halsy z Rey?

  • AuRoRa

    @AlexAthame Ciekawe są ich tytuły, które opisuje Rada ;) Dialogi też, takie miłe widać, że przepełnione przyjaźnią