Zapach

Moi drodzy. Spróbowałem wstawić opowiadanie. Jest erotyczne, tylko inaczej. Nie typowe. Inne. Napiszcie co myślicie.

  Zapach.

Przesunąłem łyżkę o kilka centymetrów w prawo, a po chwili dosunąłem nóż. Wygładziłem nieskazitelnie czystą serwetę. Rzuciłem okiem po wypolerowanym blacie orzechowego stołu i mój wzrok uciekł daleko poza winnice i dotarł do ośnieżonych, nawet latem, szczytów alp.
Rosa siedziała po mojej prawej stronie. Ona z kolei przebiegła swoimi brązowymi, ciągle pięknymi, lecz nieco zmęczonymi oczami na puste miejsce po przeciwnej stronie stołu. Dominika przyniosła tacę z wazą, napełnioną pachnącą zupą.
— Życzę smacznego, donna Rosa i senior Luigi.
Postawiła wazę i znikła w drzwiach salonu. To na moją proźbę ograniczono usługi w czasie posiłków do minimum.  
Napełniłem talerz matki jarzynową zupę, pachnącą bukietem kolorowych aromatów.
Po chwili wypełniłem mój talerz do połowy.
— Nie jesteś głodny, mój synu? — zapytała donna Rosa.
— Chcę zostawić miejsce na spagetti — odrzekłem miło.
Wstałem i ucałowałem jej czoło, odgarniając uprzednio brązowe włosy.
— Siwieję, Luigi.
Wiedziałem co za chwilę powie. I wcale się nie myliłem.
— Pasquale nie doczekał, ale może los będzie dla mnie bardziej łaskawy i zobaczę wnuka.
Miałem dzisiaj lepszy humor, więc moja riposta nieco odbiegła od zwyczajnej.
— A jeśli będzie ona, czy też uraduje to twoje serce, matko?
Przeniosła wzrok na moją twarz.
— Ach, Luigi. Minęły czasy, że oczekiwano chłopca i kiedy się urodził świętowano dwa tygodnie.
— Powiedziałaś, wnuka, matko.
Popatrzyła z miłością. Dostrzegłem tam również smutek, tęsknotę i nadzieję.
— Jesteś dobry, przystojny i bogaty. Nie mogę pojąć dlaczego nie możesz znaleźć wybranki, Luigi.
— Nigdy nie pragnąłem być bogaty — odparłem szczerze.
Jej brwi zbiegły się do środka czoła, a oczy na chwilę przyjęły surowy odcień, lecz natychmiast wypogodziły się.
— Twój ojciec, a mój mąż, Pasquale dorobił się majątku uczciwą pracą. Nigdy nie ukrzywdził pracownika i zawsze prowadził uczciwe transakcje.  
To co powiedziała donna Rosa, nie mijało się z prawdą. Mimo to, ja rzeczywiście nie pragnąłem bogactwa. Od jego śmierci minęło trzy lata. Pracowałem uczciwie i dzięki uśmiechom losu potroiłem majątek rodziny Maletto. Mieliśmy dworek, winnicę i trzy fabryki w mieście, produkujące telefony, drobne maszyny elektryczne i silniki do przeróżnych urządzeń. Z tego tytułu powinienem jeździć Teslą, lecz wybrałem ferrari Madena, mające cztery lata, mimo że stać mnie było na najnowszy model 430. Donna Rosa preferowła wygodniejsze modele, dlatego w garażu, obok domu, mieliśmy czarnego Mercedesa S 550 i piękny lazurowo błękitny o metalicznym połysku, Bently continental GT. Mimo posiadanej fortuny, donna Rosa pozostała skromną kobietą. Wiedziała co to bieda i nigdy nie szczędziła grosza, który mógłby pomóc potrzebującym.  
Po kilku minutach Dominika przyniosła drugie danie. Makaron z sosem pomidorowym, rodzinnej receptury z jarzynami. W czasie dzisiejszego obiadu nie zabrakło dobrego czerwonego wina z naszej winnicy.  
Moje myśli uciekły do niej. Czyżby pragnienie mojej matki miało się spełnić?
— Czy zamierzasz jechać po obiedzie do miasta, synu?
— Jeżeli nie masz nic przeciw, matko.
— Masz 35 lat, nie jesteś już dzieckiem. Nie musisz czekać na moją zgodę, kochanie.
— Dziękuję, donna Rosa — odrzekłem.
Uśmiechnęła się nieznacznie. Wstałem od stołu. Złożyłem pocałunek na jej wciąż jędrnym policzku i zebrałem talerze i sztućce.
— Dominika by to zrobiła...
— Ma i tak sporo pracy.
Posłała mi pytające spojrzenie. Moje oczy odpowiedziały za moje usta. Lubiłem Dominikę, ale nie ona zamieszkała w moim sercu.
Wszedłem do kuchni.
— Ależ, senior Luigi, to moja praca!
Postawiłem zastawe obok zlewu. Uśmiechnąłem się i delikatnie pocałowałem zaskoczoną dziewczynę w policzek.
— Było doskonałe.
Zamrugała długimi rzęsami i jej jasno brązowy policzek okrył rumieniec.
— Dziekuję, senior Luigi.
Uśmiechnąłem się krótko. Ile jej czasu zajęło aby przestała tytułować mnie senior Maletto.
— Pozdrów Marco, bierzecie ślub w przyszłym roku na wiosnę?
Znowu oblała się różą.
— Sądzę, że nie zmieni zdania.
— Gdyby to zrobił, znajdę go i porachuję mu kości.
Spojrzała na mnie lekko wystraszona.
— Och nie. Marko to uczciwy człowiek.  
— Czym wolicie jechać, bentleyem czy moim ferrari?
— Och, senior Luigi!
Podbiegła i pocałowała mnie w policzek.  
— Co by Marko powiedział gdyby nas zobaczył?
Spłonęła cała i wzrok utkwiła w marmurowej podłodze.
— Przepraszam — wyszeptała.
— Dominiko, jesteś urocza. Nigdy nie przepraszaj za odruch serca.
Spojrzała na mnie odważnie.
— Jesteś dobrym człowiekiem, Luigi. Modlę się byś dostał księżniczkę.
To chyba pierwszy raz jej się przydarzyło, że odezwała się do mnie po imieniu. Musiałem szybko powstrzymać ją od nowych przeprosin.
— Tak trzymaj. Po prostu Luigi. Od dzisiaj, dobrze? Muszę lecieć. Dobrego wieczoru.
Wpadłem do łazienki. Przepłukałem usta i prawie zbiegłem na dół.  
Moja Madena dumnie lśniła w lipcowym słońcu. Metaliczny kolor dojrzałej wiśni pięknie kontrastował z soczystą zielenią winnicy i błękitem morza, które widać było prawie na horyzoncie.
Zapaliłem silnik lecz zanim wrzuciłem jedynkę ogarnęły mnie nostalgiczne wspomnienia.

Zobaczyłem ją pierwszy raz, prawie trzy miesiące temu. Właśnie skończyłem pracę w biurze z jednej z naszych fabryk. Szedłem w kierunku samochodu. Ile mogła mieć lat? Dwadzieścia, dwadzieścia dwa? Maj zaczął się ciepło, lecz nie upalnie, przecież. Jechała na niebieskim rowerze. Na kierownicy umieszczono wiklinowy kosz, w którym spoczywała torba. Miała na sobie jasną, prawie białą sukienkę. Ruch powietrza łagodnie unosił poły ubioru i odsłaniał kolana. Czarne włosy falowały. Uśmiech królował na jej cudnym licu. Dostrzegłem wąską kibić i strzeliste, chociaż niezbyt duże piersi.
Ten obraz pozostał gdzieś w zakamarkach mojego jestestwa.  
Dopiero dwa miesiące później zbaczyłem ją po raz drugi.
Lato powoli rozkwitało jak róże w naszym ogrodzie. Uliczki miasta napełniały tłumy turystów. Bardziej chałaśliwa młodzież i szacowni ludzie w średnim i starszym wieku kończyli gorący dzień w dziesiątkach restauracji i kawiarni. Zaparkowałem mój samochód w wolnym miejscu, o ktore było coraz trudniej i rozpocząłem wędrówkę do jednej z kawiarenek.  
Czemu wstąpiłem właśnie do tej? Usiadłem na zewnątrz i obserwowałem przechodniów. Dostrzegłem młodą parę. Trzymali się za ręce. Po chwili przystanęli i zaczęli ostentacyjnie się całować. Oderwałem wzrok i spojrzałem gdzie indziej. Nieopodal szła para straszych ludzi. Po ich twarzach widać było, że mają za sobą udany związek, w którym miłość ciągle jest na piedestale.  
— Co dla pana? — usłyszałem głos śpiewny i radosny, jak ptaka w czasie godów.  
Spojrzałem. Przede mną stała ona. Usta o kolorze, że moja Madena stałaby się momentalnie zazdrosna. Oczy w barwach ciemnego błękitu otaczał wachlarz długich i czarnych jak smoła rzęs. Uchwyciłem wzrokieem jej usta kiedy zamykały się po wypowiedzeniu ostatniej litery i zdołałem zarejestrować śnieżną biel lśniących zębów. W ułamku chwili mój wzrok przebiegł po jej drgającej ostatnią sylabę szyi i spoczął na równie krótki ułamek chwili na idealnie kulistych piersiach o wielkości dojrzałej brzoskwini. Ciemno bordową sukienkę, lekko przed kolana, opinał czarny fartuszek, podkreślajcy jej wąski pas.
Trwało to dosłownie ułamek chwili.
— Poproszę capuccino i ciastko z kremem. Może kremówkę.
Wachlarz jej rzęs wywołał tchnienie wiatru, niedostrzegalne dla najbardziej czułych instrumentów, lecz przecież receptory mojej twarzy to odebrały.
— Czy życzy pan sobie, normalną, średnią czy dużą kawę.
Dostrzegłem jej imie napisane białymi literami na czarnej prostokątnej tabliczce.
— Proszę średnią kawę, Beatrice.
Delikatny uśmiech przebiegł po jej ślicznej buzi.
— Podam za trzy minuty, proszę pana.
— Mów mi Luigi, proszę — rzuciłem. Jeżeli mogę prosić wsyp odrobinę cynamonu na piankę.
Znowu się uśmiechnęła i otworzyła swoje usta o kolorze dojrzałej maliny. Wilgotne i soczyste.
— Dobrze proszę pana... Luigi.
Odwróciła się. Walczyłem by nie rzucić spojrzenia za nią. Niestety przegrałem z kretesem. Moje oczy śledziły kołyszące się, doskonale wykrojone i okrągłe pośladki. Każdy krok naprężał jeden i rozluźniał drugi. Oddalała się, lecz wibracja powietrza wywołana napieciem mięśni smagała mnie po twarzy i torsie. Tego nie mogłem pojąć, lecz musiałem przyjąć to jako fakt. Jednakże nad tym wszystkim coś górowało. Teraz uderzyło mnie to jak taranem. To ona tak pachniała! To ten osobliwy zapach sprowadził mnie tutaj. Jak to możliwe, że górował nad aromatem kawy, upieczonych ciast i całej gamy innych zapachów? Uświadomienie sobie tego faktu zmieniło coś w moim ciele. Czułem ją. Odbierałem inne zapachy lecz jej aromat wzmocnił się dziesięciokrotnie, a może stokrotnie. Spowodowało to chwilowe oszołomienie. Z całą pewnością nie miała perfum na swoim ciele. Mimo, że oddaliła się o dobre piętnaście metrów, to odczucie nie malało. Zacząłem rozgraniczać z wielką precyzją poszczególne zapachy, które wydzielała. Skóra pachniała jak brzoskwinia. Jej czarne włosy, jak jodły koło Białej Góry. Usta. O, to cały bukiet, zarówno zapachów i smaków Jeden górował nad pozostałymi.. Wyglądały jak malina i pochniały podobnie.  
Wyszła na zewnątrz. Próbowałem nie patrzeć, lecz nadaremnie. Uda ukryte pod materiałem sukienki napinały się i rozluźniały. Jędrne brzoskwinie jej piersi falowały z gracją. Kiedy dzieliło ją ode mnie może sześć kroków, poczułem nową fontanę zapachów i smaków. O tak! Doszedł smak. Ociekająca źródlaną wodą dojrzała malina bezczelnie wtargnęła do moich ust. Rozgniotła się i wyrzuciła sok na język i wewnętrzną cześć ust. Teraz atakowały mnie z równą siłą zapachy i smaki jej ciała. Pierwszy natarł pot. Ten delikatnie spływający po subtelnych łoskach z tyłu jej karku. Ten pod pachami, doprowadzał moje całe jestestwo do szaleństwa. Ale kiedy stanęła z tacką, zostałem zdruzgotany innym zapachem i smakiem. Nadal czułem rozgnieciony miąsz maliny, ale coś bardziej mocnego i zniewalającego zaczęło panoszyć się w całym moim wnętrzu.  
Nigdy przez swoje trzydzieści pięć lat nie miałem dziewczyny. Nie całowałem ani tym bardziej nie dotykałem. Skąd mogłem teraz wiedzieć, że to jest właśnie tym?
Stała przede mną z delikatnym uśmiechem. Huragan wywołany trzepotem firan rzęs, atakujący wicher zapachu jej rozchylonych warg nie mógł sprostać temu co wprost doprowadzało mnie do ekstazy. Czułem jej intymność. Nie była podniecona, a tylko naturalnie wilgotna. Ten zapach doprowadzał moje zmysły do szaleństwa. Czułem lekko słonawy smak. I kiedy tak stała, doszło coś nowego.  
Pies ma więcej niż stokrotnie bardziej czuły zmysł zapachu niż człowiek. Miałem świadomość, że w tym momencie pobiłbym każdego z czworonogów. Gdzie zwykły pies kieruje swój nos kiedy spotyka człwieka? O tak. Ze zgrozą i jednoczesnym podnieceniem pomyślałem, co stałoby się gdyby Beatrice stanęłaby przede mną erotycznie podniecona. Nie chciałem o tym myśleć, ale niestety nie mogłem się pozbyć tej uporczywej kwestii.
Musiała coś dostrzec, ponieważ otworzyła swoje i tak wielkie oczy, bo zapytała cicho
— Wszystko dobrze, Luigi?
Postawiła filiżankę z pachnącą kawę i cudnie wygladajacą chrupiąca i posypana delikatnym śnieżkiem, kremówkę.
— Tak, wszystko dobrze, Beatrice.
— Czy coś jeszcze podać?
Na chwile jej wachlarze przestały mieszać powietrze. Dostrzegłem literalną ślinę na jej i tak wilgotnych ustach.  
— Czy mogłabym coś dla pana zrobić, Luigi?
Kiedy to wypowiedziała, odczułem ukłucie. Najmilsze, najsłodsze jakie mogłem sobie wyobrazić. Gorączkowo poszukiwałem powodu i odkryłem. Jej brodawki napięły staniczek i dumnie obwieściły swój stan.
Tego było za wiele. Domyślałem się co może się stać za chwilę.
— Wybacz, Beatrice. Mam ważne spotkanie.  
Zostawiłem na stole banknot pięćdziesiąt euro i prawie wybiegłem na ulicę. Czułem na plecach jej spojrzenie. Uspokoiłem się nieco dopiero, kiedy wsiadłem do rozgrzanego słońcem ferrari.

Minął miesiąc od pierwszego spotkania. Czy nadal tam pracuje? I czy w ogóle kogoś ma? Gorączkowe myśli natychmiast otrzymały odpowiedź. Po pierwsze czułem ją, mimo że od centralnej ulicy miasta dzieliło dziesięć kilometrów. Po drugie wiedziałem, że nie tylko, że nie ma nikogo, ale czeka na mnie.  
Wrzuciłem jedynkę z zostawiając czarny ślad opon na betonie i ruszyłem ostro. Kiedy wjechałem na drogę, pozostawiłem tuman kurzu zaautem.  
Brałem ostro zakręty. Silnik ryczał, a wskazówka szybkościomierza dochodziła do dwójki z dwoma zerami. Przed samym miastem zwolniłem do osiemdziesięciu. Kiedy wjechałem na centralną ulicę, wskazówka oscylowała między trzydzieści, a czterdzieści. Ale nie obawa o bezpieczeństwo to spowodowała. Zapach. Jej zapach. Atakował moje zmysy, komórki i organy. Moje ciało i duszę. W najbardziej rozkoszny sposób jaki mogłem sobie wyobrazić.  
Zaparkowałem dwadzieścia metrów przed kawiarnią. Teraz znalazłbym ją z zawiązanymi oczami. Malinowe wargi ust, zapach piersi. Ucha ze środka, spoconych dłoni, porośnietej jak trawa głowy, koił mnie i rozleniwiał. Usiadłem na zewnątrz. Zobaczyłem inną dziewczynę z obsługi, która również mnie dostrzegła. Ta. uśmiechnęła się i zaczęła iść w moim kierunku. Jednak zdołała zrobić tylko trzy kroki. Beatrice położyła jej dłoń na ramieniu i szepnęła coś do ucha. Dziewczyna rzuciła mi miłe spojrzenie i odwróciła się. Beatrice stawiała nogi jak sarna. Cała gama poprzednich doznań powróciła natychmiast. Tornado całej tęczy zapachów, wibrujące powietrze wywołane jej rzęsami, napinającymi się mięśniami ud i delikatnym pląsem piersi i bioder, spadało na całą moją istotę. Zanim doszła, poczułem podobne jak poprzednio ukłucie. Już widziałem napięte brodawki. Tym razem miałem pewność, że czarnowłosa bogini o oczach w kolorze jasnego szafiru nie ma staniczka. Brodawki prężyły się tak mocno, że oczekiwałem jak lada chwila przebiją cienki materiał bluzeczki. Stanęła przede mną z lekko rozchylonymi, ociekającymi malinowym sokiem ustami. Jej nozdrza falowały. Odczułem następne, jeszcze milsze ukłucie i nie chciałem przyjąć do wiadomości co je spowodowało. Ale musiałem. Wszystkie poprzednie i aktualne zapachy i smaki nagle spadły na drugi plan. Nadal rozkoszne i zniewalające, musiały ustąpić czemuś innemu. Wiedziałem, że jeżeli dałbym tylko pozwolenie, moja męskość natychmiast stwardniałaby, a materiał spodni z wykonany najlepszej owczej wełny, byłby rozerwany jak papierowa serwetka.  
Beatrice stała chwilę w milczeniu.
— Luigi, czekałam na ciebie. Wiem, że to niegrzeczne i wręcz bezwstydne, ale muszę coś ci powiedzieć. Od tamtego razu, kiedy minęłam cię jadąc rowerem, czuję cię. Wszystkie partie twojego ciała. Dodatkowo odczywam smak. Wszystkiego.  
Delikatny róż zmieszał się z oliwkowo brazowym kolorem policzków.  
— Jeżeli musisz, wypij kawę i zjedz tym razem kremówkę, ale później, proszę cię, żebyśmy mogli pójść razem. Bardzo się wstydzę, ale musiałam ci to powiedzieć.
Nachyliła się nade mną i wyszeptała.
— Wiem, że odczuwasz to samo. A ja wszystko mam twarde i wilgotne i jeśli zaraz nie pójdziemy, nie zdołam dłużej się powstrzymywać i dostanę rozkoszy. Tu, pośród tych ludzi.  
— Beatrice, ja...
— Och nie przejmuj się. Pewnie mi chcesz powiedzieć, że nie jesteś zbyt zamożny. Nie troszcz się tym. Mam małe mieszkanko. Z pewnością nie masz dwóch lewych rąk. Poradzimy sobie. Tylko mi obiecaj, że będziesz mnie kochał i szanował, jak ja ciebie.
— Tak, kochanie. Będę.  
Zdjęła fartuszek i położyła na nim prostokąt z imieniem. Całość ułożyła równo na krzesełku.
— Chodźmy Luigi, mój umiłowanu.
Wzięła mnie za rękę i wyszliśmy na rozgrzany słońcem chodnik.
— Nie jestem pewny czy zdołam prowadzić — wyszeptałem.
— Nic nie szkodzi, mieszkam niedaleko.
Wmieszaliśmy się w tłum. Nie chciałem wiedzieć co nas czeka.
— Beatrice, ja nie mam doświadczenia.
— Och to będziemy się uczyć siebie. Nigdy nie miałam nikogo, lecz mimo, że się nigdy nie całowałam, dokładnie czuję twój jezyk i ślinę. Aż cała drżę... i nie wiem co będzie. Ale będziesz mnie kochał całe życie, prawda?  
— Nie, Beatrice. Nie całe życie. Całą wieczność.
        
                                          Koniec.... a może i nie.

Ps. Żyli długo i szczęśliwie. Rosa doczekała się czwórki wnuków. Dominika wyszła za Marco. Do ślubu jechali błękitnym Bentleyem. Na prezent ślubny dostali od Luigi i Beatrice 250 tys euro.  
A i jeszcze jedno. To stało się następnego popołudnia. Po tym jak zostawiła fartuszek i opuścili kawiarnię.
    Wyszli z jej domu i doszli do stojących samochodów.  
— Chcę byś poznała moja mamę, mieszkam około dziesięciu kilometrów od miasta.
Stali obok małego Alfa Romeo 147 Hatchback.
— Śliczny samochodzik. Potem zarobimy i kupimy większy, bo z pewnością będziemy chcieli dzidziusia.
— To nie mój, kochanie.
— Nie ma problemu, najdroższy.
Uśmiechnęła się i stanęła obok osiemnastoletniego cinquecento.  
— Otwieraj.
— Ten też nie należy do mnie.
— To który?
Luigi zapalił ferrari nie wyjmując dłoni z kieszeni. Beatrice otworzyła buzię prezentując nienaganne białe i lśniące uzębienie.  
— Ja naprawdę nie wiedziałam.
Luigi uśmiechnął się szeroko.
— Wiedziałaś, wiedźmo.
— Przysięgam na życie mojej mamy, ja napraw...
Ale Luigi nie dał jej skończyć. Poczuł dojrzałą malinę. Ociekającą krystaliczną wodą, rozgniecioną i ciepłą...

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użył 3212 słów i 18515 znaków, zaktualizował 15 sie 2018.

5 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Marietta

    Ale by było fajnie jak byalaby kontynuacja

  • AlexAthame

    @Marietta Dzięki za komentarz.To.miala być jedna część.Taki subtelny erotyk.Zapraszam do czytania innych moich utworów, że tak nazwe :smile:

  • AuRoRa

    Subtelne opisy, czyta się z zaciekawieniem. :)

  • AlexAthame

    @AuRoRa Och dopiero poprawiłem. Za późno. Ale dostrzegłem tylko kilka błędów. Dzięki za miły komentarz.

  • gość

    Bardzo Włoskie

  • AlexAthame

    @gość Gazie

  • mily

    Podoba misie :-)

  • AlexAthame

    @mily dziekuję

  • Somebody

    Ładne. ;)

  • AlexAthame

    @Somebody Dziękuję. Mam nadzieję, że moja ulubiona krytykantka nie przeczyta. Czarna Aga spadła na drugie miejsce.

  • ja1709

    @AlexAthame Czarna???! Ja Ci dam! A właśnie, że przeczytam... jutro i biedy nie zabraknie!:spanki:

  • AlexAthame

    @ja1709 No, czarny awatar. Przepraszam jeżeli Cię uraziłem.

  • AlexAthame

    @ja1709 Czarna Kama mnie oceniła, więc już nic mnie gorszego nie może spotkać. :lmao: