Uzależniona. Rozdział czwarty. Pierwszy dzień.

Uzależniona. Rozdział czwarty. Pierwszy dzień.Podróż nie była nader męcząca, ale jazda pociągiem jest jedną z moich ulubionych form przemieszczania się. Wysiadłam na na stacji w Kołobrzegu i postanowiłam coś zjeść. Nie będę kłamać, że się odchudzam, bo ten etap w życiu już przerabiałam kilkanaście razy, zawsze bez rezultatów. Myślę, że pogodziłam się ze swoim wyglądem i tym, że zakupy robię najczęściej w sklepach internetowych specjalizujących się w modzie „dla puszystych”
   Wobec braku perspektyw postanowiłam zjeść kebaba. Wszędzie było pełno smażalni ryb, ale nie przepadam za nimi, chyba, że muszę. Do autobusu mającego mnie zawieść pod sam ośrodek miałam jeszcze dobre pół godziny, które spędziłam na ławce delektując się mięsem z kurczaka i średnim sosem. Zaszalałam, zawsze wybieram łagodny, ale z niewiadomych mi samej przyczyn dziś postanowiłam zrobić inaczej.
   Jazda autobusem nie była taka miła jak pociągiem. Trwała około czterdziestu minut. Kierowca był na tyle uprzejmy, że nie musiałam pilnować swojego przystanku, ponieważ powiedział mi, w którym miejscu mam wysiąść. Stanęłam przed wysoką bramą. Sama się zdziwiłem, że nie mam ochoty uciec. W tej chwili jednak byłam zadowolona. Podświadomie chciałam już tam być. Chciałam zostać wyzwolona spod nałogu, który trawił moje życie niczym pożar od kilku miesięcy. Droga do tego wyzwolenia miała prowadzić przez zniewolenie, ale to budziło we mnie jakąś dziwna ekscytacje, choć zdrowy rozsądek nakazywał by raczej przerażenie.
   Zadzwoniłam do rodziców, by poinformować ich, że bezpiecznie dotarłam. To była moja ostatnia rozmowa telefoniczna przeprowadzona z własnej komórki. Nie wiem kiedy odbędę kolejną, ale nie to było teraz dla mnie problemem. Wzięłam głęboki oddech i zadzwoniłam na domofon. Po chwili usłyszałam kilka trzasków. Nie zdążyłam się odezwać, gdy ku mojemu zaskoczeniu usłyszałam męski głos
- Pani Paulina?  
- Yyyyyy dzień dobry. Tak. Paulina Krajewska.
Nie uzyskałam już odpowiedzi. Usłyszałam długi sygnał świadczący o tym, że zamek bramy został zwolniony. Weszłam do środka.
   Zanim zdążyłam się rozglądnąć a już zobaczyłam idącego w moją stronę mężczyznę. Miał może ze trzydzieści lat. Był ubrany cały na niebiesko. Nie wiem czy ktoś chciał by wyglądał jak policjant, ale mi raczej przypominał pracownika Mrówki. Jego strój był jednak bardzo czysty i schludny, co świadczyło o wysokich standardach w ośrodku. Był szatynem, dobrze zbudowanym.
Podchodząc do mnie cały czas patrzył pod nogi. Nie wiedziałam czy boi się, że za chwile zaliczy glebę czy po prostu stara się unikać kontaktu wzrokowego ze mną.
- Dzień dobry - powiedział spoglądając w końcu na mnie jednocześnie wyciągając rękę.
- Dzień dobry - odpowiedziałam cicho, choć sama nie wiem dlaczego.
Jego uścisk dłoni wskazywał na to, że traktuje mnie raczej jak partnera niż jak kogoś podległego.
Zaprosił mnie do pomieszczenia mieszczącego się za starymi, wysłużonymi już drewnianymi drzwiami. Mieściło się ono w dużym budynku mającym co najmniej jedno piętro.
- Jak zapewne zdążyła się już pani dowiedzieć zanim zostanie wpuszczona na właściwy teren ośrodka musi pani zostać sprawdzona i musimy dopełnić wielu formalności. To pomieszczenie służy właśnie do tego.
Otworzył drzwi i gestem dłoni zaprosił mnie do środka.
Wnętrze jak wnętrze. Przypominało coś na wzór pokoju lekarskiego. Było tam biurko, i kilka krzeseł.  
Pracownik ośrodka ustawił obok siebie dwa krzesła i poprosił o moją walizkę. Położył ją na nich, a potem poprosił bym sama ją otworzyła.
W międzyczasie wyjął z szafki alkomat i kazał mi dmuchnąć. Nie odezwał się ani słowem, więc wydaje mi się, że dla niego była to tylko formalność. Wpisał coś do notatek jakie chwile wcześniej rozłożył na biurku.
Poprosił bym usiadła na krześle. Wyjął z kieszeni lateksowe niebieskie rękawiczki i zaczął przeszukiwać moją walizkę. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie widziałam by ktoś był tak dokładny i skrupulatny.
Każdą rzecz sprawdzał osobno. Brał sweter, albo bluzkę i chwytał za rękaw. Potem ugniatając w rękach wykręcał. Gdyby coś tam było na pewno poczułby. Wiedziałam jedno, że każda moja rzecz nadaje się wyłącznie do prasowania.
Chyba największą skrupulatność przywiązywał do bielizny. Każdą miseczkę moich staników sprawdzał około pięciu minut. Wiem, że jest stereotyp, że kobiety w stanikach noszą wiele rzeczy, ale nie wiedziałam, że w przypadku podejrzenia o przemyt też on działa.
W końcu po około pół godziny sprawdzania przyszedł najbardziej newralgiczny dla mnie moment.
Na prawie samym spodzie walizki była moja sukienka. Miała kieszeń a w niej był schowany Wacuś.
Wziął ją do rak i od razu zajrzał do kieszeni. Nie wiem na co liczyłam, jak go tam chowałam.
Wyjął go i spojrzał na mnie. Czułam jak krew spływa mi do głowy i robię się czerwona. Czułam ogromny wstyd.
- Tego niestety nie może Pani ze sobą zabrać.
Nic nie odpowiedziałam. Uśmiechnęłam się tylko najbardziej głupkowato jak tylko potrafiłam.
Cały czas czułam ogromny wstyd. Zastanawiałam się co sobie teraz o mnie myśli. Do tej pory miałam wrażenie, ze pomimo samego faktu, że jestem tu gdzie jestem ma o mnie w miarę dobre wrażenie. Złapałam się na tej myśli. Po co właściwie zależy mi na tym by miał o mnie dobre zdanie?
- Proszę się nie przejmować. Nie takie rzeczy tutaj znajdowaliśmy - powiedział spokojnie.  
Uspokoiłam się. Nie byłam zachwycona, że straciłam ostatni oręż w walce z moim bólem, ale nie chciałam się tym dołować.
Przeszukanie rzeczy dobiegło końca. Wziął się za walizkę. Sprawdził wszystko, każdą boczną kieszeń. Do jednej z nich przyświecił nawet latarką. Najbardziej interesowało go dno. Na końcu wszystko obstukał. Kiedy skończył spakował do niej z powrotem moje rzeczy. Nie poukładał ich tak jak były wcześniej, za co całkiem szczerze przeprosił.
- To teraz pobierzemy krew.
- Jak to ? - zapytałam.
- To standardowa procedura, musimy wykluczyć działanie środków psychotropowych.  
- Rozumiem - powiedziałam. To wyjaśnienie wydało mi się całkiem logiczne
- Normalnie robi to nasza pielęgniarka, ale teraz jest zajęta. Wykona inne czynności takie jak mierzenie ciśnienia i wywiad, ale później. Krew musimy pobrać teraz by dostarczyć próbkę przed trzynastą do laboratorium.
- Jasne, rozumiem.
- Proszę się nie martwić, z wykształcenia jestem ratownikiem medycznym i znam się na rzeczy.
To mnie trochę uspokoiło. Lekko byłam przerażona, że jakiś nieprzygotowany facet będzie pobierał mi krew. O jego profesjonalizmie świadczyło to ,że zanim mnie ukłuł zmienił rękawiczki. W tamtych robił przeszukanie rzeczy i mogło na nich być już z milion zarazków.
   Chwile potem moja próbka została odebrana przez tajemniczego mężczyznę i pojechała jak mnie zapewniono prosto do laboratorium. Nie wiedziałam co mnie teraz czeka, jaką kolejną czynność będzie ze mną wykonywał. Starałam się nie myśleć o tym, ze właśnie w mojej nodze zaczął się kolejny atak bólu. Stawał się coraz silniejszy.
- Wie Pani o tym, że musi zostać zrewidowana, a potem umieścimy Panią na dwa pierwsze dni w izolatce?
- Tak wiem - odpowiedziałam jednocześnie masując swoje udo.
Patrzył na to co robię, ale nie skomentował. Na pewno wiedział o moich przypadłościach, podejrzewam, że wiedział o mnie wszystko.
- Mamy chwilowe braki kadrowe i nie mamy kobiety w tej chwili w ośrodku. Jest tylko pielęgniarka, ale ona nie ma uprawnień, ani wiedzy jak dokonać przeszukania. W związku z tym ja to muszę zrobić. Zgodnie z regulaminem mam do tego prawo, o czym Pani zapewne wie, ale chciałbym zapytać jednak czy zgadza się Pani na to.
Cały czas masowałam nogę. Ból stawał się z każda chwilą intensywniejszy. To co do mnie mówił miało znaczenie drugorzędne. W sumie zdawałam sobie z tego sprawę już od momentu jak pierwszy raz przeczytałam o tym w regulaminie.
- Nie ma problemu - powiedziałam.
-Proszę w takim razie wstać i zdjąć bluzkę.
Pomyślałam w duchu, że nieźle się zaczyna. Koleś ewidentnie chciał połączyć ze sobą miłe z koniecznym. Będę nie wiadomo ile siedziała przy nim w samym staniku, który zapewne każe mi zdjąć na samym końcu. Miałam to jednak gdzieś.
Wstałam i zaczęłam rozpinać guziki od bluzki. Trochę problemów miałam z tymi na rękawach, ale tylko przez to, że byłam rozkojarzona tym co działo się w moim udzie.
W końcu zdjęłam ją i mu podałam. Zrobił z nią to samo co z każdym moim ciuchem w walizce. Stałam przed nim w jeansach i czarnym koronkowym staniku.
- Od dziś mamy zmianę w regulaminie. Kiedy go pani dostała na pewno jej tam jeszcze nie było. Musze panią poinformować, że dyrektorka wprowadziła zakaz noszenia, a nawet posiadania czarnej bielizny. Stanik, który ma pani na sobie musi oddać do kosza w holu, lub jak pani już trafi na normalny oddział po wyjściu z aresztu da go pani wychowawcy.  
- Rozumiem - powiedziałam. Skąd taki przepis?
- Mamy tu jednego delikwenta wyjątkowo wrażliwego na kobiety w czarnej bieliźnie. Ostatnio pielęgniarka miała taki na sobie i rzucił się na nią. Omal nie doszło do zgwałcenia, dlatego wolimy unikać takich akcji.
Na początku myślałam, że robi sobie żarty, ale po chwili dotarło do mnie, że mylę się. Chyba do tej pory nie miałam do końca świadomości w jakim dokładnie miejscu się znalazłam.
- Przejdźmy dalej. Proszę wyjąc wszystko z kieszeni i położyć na stole.
Po chwili na dębowym blacie leżał już mój portfel, i telefon. Obie rzeczy były na liście przedmiotów zakazanych i dlatego wiedziałam, że zostaną zarekwirowane i dostane je dopiero przy wypisie z tego miejsca.
- Czy to wszystko - zapytał.
-Tak.
- Proszę się odwrócić stanąć twarzą do ściany, rozpuścić włosy i położyć obie ręce na ścianie.
Trochę problemów zajęło mi wyjęcie kilku wsuwek z głowy ale poradziłam sobie.
Położyłam grzecznie ręce na ścianie. Scena jak z filmu, pomyślałam.
Drzazga, czy jak mu tam zaczął przeglądać moje włosy. Ostatni raz takie coś miałam chyba w przedszkolu, kiedy była akcja z wszawicą.  
Wiedziałam, że za chwile zacznie mnie obmacywać. Wtedy poczułam, że trochę mnie to nawet kręci. O dziwo ból w mojej nodze jakby zelżał.
Poczułam jego dłonie na tylnej części mojego biustonosza. Przejechał po nim chyba tylko „pro forma”. Już sekundę później dotykał moich pośladków, a potem nogawek od spodni.  
Kazał mi zdjąć buty. Sprawdził je, potem miałam się schylić i zdjąć skarpetki. Miałam nadzieje, że po podróży nie śmierdzą za bardzo. No, ale cóż, jak chciał mnie macać sam, a nie zatroszczył się o jakąś kobietę, to niech ma za swoje.
   Zadzwonił mu telefon. Polecił bym wróciła do poprzedniej pozycji i stała z rękoma na ścianie. Odebrał i powiedział, że nie może rozmawiać bo ma ważne sprawy. Zaciekawiło mnie co jest takiego ważnego dla niego: ja, czy tylko moje ciało.
Wraz z ta myślą dotarło do mnie, że nie czuje się wcale źle, że stoję półnaga przed nim i nie mam kompleksów związanych z tym,. że jestem trochę puszysta. Taka sytuacja rzadko mi się zdarzała.
Schował telefon do kieszeni i wziął się za dalszą cześć. Polecił mi bym zdjęła spodnie.  
Stałam już tylko w bieliźnie trzymając ręce na ścianie. Nie ma bata musiało go to podniecać. Może nie mam figury modelki ale byłam blondynka w czarnej bieliźnie z blond włosami opadającymi na ramiączka od stanika, stojąca pod ścianą i całkowicie bezbronną. Mógłby teraz zrobić co tylko zechce. Przez sekundę poczułam się zagrożona, ale uświadomiłam sobie także, że jestem okropnie podniecona.
Podobała mi się ta sytuacja. Zawsze mnie rajcowały takie sceny.
   Stojąc pod ta ściana świadoma tego, że na dobrą sprawę za chwile może mnie zmusić do jakieś czynności seksualnej zauważyłam coś co mnie mega ucieszyło, a jednocześnie dało cholernie do myślenia. Mój ból nogi praktycznie ustąpił. Czułam tylko lekkie mrowienie. To było niesamowite, nawet lepsze niż Wacuś. Właśnie dokonałam odkrycia, że sytuacje intymne działają jak najlepszy lek przeciwbólowy.
- Proszę się nie odwracać i zdjąć stanik.
Zapięcie sprawiło mi trochę problemów, ale w końcu udało się. Nie wiem czy sprawdzał go tak samo jak te z walizki, ale podejrzewam, że tak.
- Teraz muszę sprawdzić czy nie ma pani czegoś przyklejonego do piersi, proszę trzymać ręce cały czas na ścianie.
Poczułam jak podchodzi do mnie. Położył ręce na moich ramionach i zjechał niżej pod pachy. Potem przybliżył się jeszcze bardziej i lekko przejechał po moich piersiach. Głaskał mnie praktycznie po nich. Inaczej tego nie można nazwać. Potem już tylko prawa ręką zagłębił się miedzy moje piersi.
To było bardzo przyjemne.  
- Proszę założyć biustonosz - powiedział podając mi go do ręki.
Kiedy już moje piersi były zakryte poprosił mnie bym zdjęła majtki.
Przez kilka sekund miałam jakiś tam opór, ale szybko minął. Byłam w euforii bo zalazłam nowy genialny sposób na pozbycie się bólu i tylko to się dla mnie liczyło.  
Majtek nie przeszukiwał długo. Kazał mi kucnąć i szybko powstać. Słyszałam, że tak robią przy rewizjach by sprawdzić czy kobieta nie ukrywa czegoś w pochwie.
- Rewizja zakończona, proszę się ubrać.
Założyłam z powrotem spodnie i majtki. W tym czasie SUPO - wiec wyjął woreczek strunowy i złożył do niego wszystkie moje zarekwirowane rzeczy, które leżały na biurku. Dowiedziałam się, że dostane je przy wyjściu i zapewnił mnie, że będą bezpieczne.
- Teraz zaprowadzę panią do pielęgniarki. Ona wykona pomiar ciśnienia, pobierze próbkę śliny, włosa i przeprowadzi wywiad.
- Rozumiem -odpowiedziałam.
- Jest jedna mała niedogodność - powiedział z dziwną miną. Miałam wrażenie, jakby bał się mi o czymś powiedzieć, albo co najmniej wstydził.
- Na tą chwile ma pani status osoby zatrzymanej, formalnie przebywa pani już w areszcie. Dodatkowo jako lekomanka jest pani w grupie podwyższonego ryzyka. Idąc do gabinetu pielęgniarki zawsze jest obawa, że coś pani przywłaszczy, lub chęć wzięcia jakiegoś lekarstwa przegra ze zdrowym rozsądkiem.
- Co w związku z tym ? - zapytałam, bo coraz mniej łapałam o co mu chodzi.
- Chodzi o to, ze nie może pani tak swobodnie iść ze mną do gabinetu. Musze panią skuć. Rozumie pani?  
- Rozumiem, czytałam o tym w regulaminie - odpowiedziałam. Spodziewałam się tego.
Chwile później poprosił bym wyciągnęła obie ręce przed siebie. Założył mi najpierw na lewa, a potem na prawa rękę kajdanki. Zrobił to bardzo delikatnie. Zaczęłam się bać o wynik pomiaru ciśnienia. Gdyby teraz to zrobił miałabym chyba ze trzysta. Wszystko przez to, że cała ty sytuacja ogromnie mnie podnieciła.
   Pielęgniarka okazała się osobą mniej więcej w moim wieku. Zadała sporo pytań, zmierzyła mi ciśnienie i pobrała ślinę. Włos sama sobie wyrwałam i podałam jej do próbówki. O dziwo nie przeszkodziło mi w tym to, że miałam cały czas skute ręce.  
   Drzazga chwycił mnie pod ramie i wyprowadził z gabinetu. Weszliśmy przez ogromne drzwi do szarego korytarza. Od razu wiedziałam gdzie się znajdujemy. To był areszt. Domyśliłam się, po ryglach na drzwiach. Stanęliśmy przed szarymi drzwiami. Wyjął kluczyk z kieszeni u uwolnił moje ręce. Kazał mi stanąć pod ścianą i oprzeć się o nią. Dokonał tego co w regulaminie nazywali pobieżną kontrolą.
Potem wskazał mi ręką bym weszła do środka.
   Dźwięk zamykanych drzwi za moimi plecami wywołał we mnie trochę paniki. Nigdy nie zostałam pozbawiona wolności i to była dla mnie nowość. Po chwili jednak przeszło mi to uczucie.
Cały czas byłam podniecona. Nie czułam bólu. Usiadłam na łóżku. Obok leżała świeża pościel. Nie było tam nic poza stołem, łóżkiem i plastikowym zestawem sztućców. Nie wiedziałam co mam tam robić.
   Po kilku godzinach przynieśli mi posiłek. Kilka krokietów, i zupa. Sama nie wiedziałam czy to kolacja, czy obiad, ale byłam głodna i zjadłam wszystko. Nie spodziewałam się, że w aresztach karmią tak dobrze i smacznie. Jeśli miałabym dostawać takie pyszności codziennie to mogłabym tam siedzieć cały pobyt. Najważniejsze, że noga mnie nie bolała, a ja cały czas odczuwałam jeszcze podniecenie jakie wywołał we mnie tą rewizją pracownik SUPO. W końcu nie wiedząc sama co mam robić położyłam się spać. Zasnęłam. Tak minął mi pierwszy dzień w ośrodku.

Rafaello

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użył 3085 słów i 16936 znaków, zaktualizował 22 sty o 16:21. Tagi: #rewizja #kajdanki #przeszukanie #areszt #blondynka

Dodaj komentarz