Urodziny męża

Całość opowiadania, to nic innego jak świat wyobraźni, fikcji, wymyślonych miejsc i zdarzeń. Wszelakie podobieństwo do osób, miejsc i sytuacji jest przypadkowa.

     Jesienny, deszczowy piątkowy wieczór. Było chwilę po godzinie 18.00. To było jego ostatnie kółko. Zakończył kurs na ponurych rogatkach, jednego z Polskich miast. Mało kiedy wiózł pasażerów na ten ostatni przystanek. Tak było i tym razem. Na przystanku oprócz starej, bujającej się lampy wyjętej wprost z horrorów nie było kompletnie nic.  
     Wyszedł z autobusu, rozprostować kości, zaczerpnąć świeżego powietrza. W ciemnościach, można było dostrzec kontury jego ciała. Niezbyt wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Dopiero kiedy słaby blask lampy oświetlił miejsce, w którym stał, można było dojrzeć jego twarz.
     Elegancki ubiór jak na kierowcę autobusu przystało, twarz nie zdradzająca żadnych uczuć i emocji, głowa wygolona na zero, siniak po sparingowym dniu pod okiem… na pierwszy rzut oka, prędzej mu do agenta 47 niżeli do kogoś kto pracuje w komunikacji miejskiej.  
     Spojrzał na zegarek, wybiła godzina odjazdu, ostatni kurs, już na pusto, bez pasażerów, przelot przez miejską dżunglę i do domu. Leniwie ustawił opcję na wyświetlaczu „Zjazd do bazy” i jeszcze raz spróbował zadzwonić do swojej żony, która przez cały dzień oprócz porannej wiadomości życzącej mu „Miłego dnia” nie dawała oznak życia. Oczywiście bezskutecznie.
Powiedział na głos, mocnym, zachrypniętym głosem:
     - Kurwa, po co jej ten telefon. Albo wiecznie zajęte, a jak jest sygnał to nie odbiera. W pizdu… a później będzie „Bo nic nie mówiłeś…” trudno. Plan na dzisiejszy wieczór jest prosty jak jebanie – zimne piwo i konsola, a jak!  
Odpalił autobus, gwiżdżąc wesoło ruszył w kierunku zajezdni.  Droga na bazę zajęła raptem kilkanaście minut. Odstawił autobus na parking, wpadł do biura rozliczyć się z dokumentów i udał się do szatni. W pracy lubił wyglądać szykownie i elegancko, stąd garnitur, koszula, krawat.. wszystko na wysoki połysk, ale po pracy – luźno i bez zobowiązań, czyli klasycznie. Luźna odzież.
- Nareszcie! Aż mi się jaja spociły od tych spodni. Bez specjalnej czułości do wora, i tak wszystko do prania i prasowania. Piątek piątkiem, ale szybki prysznic obowiązkowo. Zalatuje całodziennym amoniakiem spod pachy – mówiąc to, owinął ręcznik wokół pasa i udał się pod prysznic, który znajdował się naprzeciwko męskiej szatni.  Przeskakując przez korytarz, zauważył koleżankę z dyspozytorni, która grzebała coś przy tablicy informacyjnej. Co z tego, że ciało wołało wody i mydła, jak męski instynkt, wzrok i wyobraźnia były silniejsze. Złapał ręką za klamkę i przyglądał się koleżance, z którą bardzo dobrze się znał. Oprócz mieszkania na wspólnym osiedlu, zatrudnili się tego samego dnia w firmie.
Ola, bo tak jej na imię, była drobną brunetką, o długich włosach sięgających bioder, które już nie raz sprawdzały wytrzymałość rozciągliwość i wytrzymałość materiału. Jej z pozoru dziecinną i niewinną twarz zdobiły okulary, które znacznie podnosiły jej urok osobisty i nadawały charakteru. Biust może nie był za wielki, taki ot idealny żeby zmieścił się w męskiej dłoni, a i pomiędzy też by się coś zmieściło. Tego dnia miała na sobie długa tunikę, do tego legginsy. Czarne, mocno obcisłe na nogach i tyłku.
     Tomek trzymający cały czas rękę na klamce przyglądał się koleżance, która nie widząc go przypinała różne to informację do płyty paździerzowej. Z braku miejsca, jedną z kartek chciała powiesić dosyć wysoko, przewyższający jej zasięg rąk. Uniosła się na palcach, unosząc ręce do góry. W tym momencie, cała tunika odsłoniła jej zgrabną dupcię, która to wypychała legginsy do granic możliwości.
- Nie było opcji żeby przejść obojętnie i zostawić taki widok samemu sobie, pomyślał Tomek.
W ten upadła Oli kartka, która niestety dla niej, stety dla Tomka nie została poprawnie zaczepiona. Schylając się po kartkę, po raz kolejny tunika odsłoniła jej zgrabną dupcię, a efekt skłonu wypiął ją do granic możliwości ludzkiej wyobraźni. Totalny paraliż spowodowany tym oto widokiem sprawił, że dopiero w końcowej fazie prostowania ciała, Tomek dojrzał na tyłku Oli, ukryte pod cieniutką warstwą legginsów skąpe stringi, a raczej ich cieniutkie paseczki. W tym momencie Ola się odwróciła, uśmiechnęła przyjaźnie spoglądając czy oprócz niej nie ma nikogo w biurze powiedziała:
     - Tomcio, bo oślepniesz… a obrączka wszystko rejestruje, hihi.  
     - E tam, na jedno oko mogę zaryzykować, zresztą to nie moja wina. Mam fetysz na legginsy. Kiedyś się rozbiję przez nie, serio. – powiedział, otwierając drzwi od prysznica. – a co do obrączki… to, że mam zamówione danie w restauracji, nie oznacza to, że nie mogę menu przeglądać, o.
     Ola stojąc jak wryta, dopiero po dłuższej chwili zrozumiała ironiczną odpowiedź swojego kolegi z pracy. Śmiechom nie było końca, jak tylko pomyślała o tym, że jej kolega ma na wszystko trafną i sprawną ripostę.
     - Kiedyś na serio się rozbiję, oglądając się za tymi legginsami. Ale co poradzić. Swoją drogą, ta Olka to ma dupę nie z tej ziemi, a ma takiego marcepana za chłopa… buhahaha – Tomek śmiał się sam do siebie, jak kiedyś widział ich razem i poprosił ją żeby przedstawiła go swojej koleżance. Lekki przypał. - zresztą, ani on mnie, ani ja go nie znam, także… wyjebane. Ale ta Ola… ach.
     Zimny prysznic zmył widok przed chwilą ujrzany, a wrócił poprzedni priorytet i plan na dzisiejszy wieczór. Ekspresowy prysznic, skok w luźne ciuchy, torba na ramię, kawa z automatu na drogę, szybki wypad przez biuro – Ach ta Ola – pomyślał Tomek. Wybiegając z biura na parking po auto, z Olą pomachali tylko do siebie. Było po godzinie 19, miasto możliwie przejezdne, raptem kwadrans zajął Tomkowi powrót z zajezdni do domu. Parkując pod blokiem zauważył, że światła w domu są pogaszone.
     - A więc wolna chata, żona pewnie u mamusi na corocznym, technicznym przeglądzie miotły.
Zaparkował auto, spokojnym krokiem udał się do klatki, dalej do windy i w kierunku drzwi do mieszkania.  
     - Już za chwilę, za chwileczkę… pstryk piweczko, pstryk konsoleczkę.
Zakluczył drzwi od wewnątrz i w tym momencie zapaliło się delikatne światło, dające delikatny półmrok w mieszkaniu, stanął jak wryty. Torba zsunęła się po ramieniu, Tomek odruchowo oparł się o drzwi. Jego żona, w pozycji na pieska, w legginsach z dupą wypiętą w jego kierunku, na którą padało światło. Monika, zerkając przez ramię na swojego męża, który najwidoczniej nie do końca wie co się dzieje, postanowiła rozjaśnić mu sytuację. Cofając się w tej samej pozycji, zalotnie i co raz to bardziej wypinając dupę w kierunku męża dotarła do jego nóg. Kręcąc tylną częścią ciała, ocierając się o jego nogi zaczęła pomału wstawać.  
     Kiedy tyłkiem była na wysokości krocza, kręcąc dupcią zaczęła zsuwać z siebie legginsy, jednocześnie przez ramię szepnęła do męża tylko kilka słów, ale jakże stanowczych:
     - Na ostro, na moich zasadach.
Kiedy legginsy znalazły się poniżej bioder, a oczom Tomka ukazały się stringi, których nigdy wcześniej nie widział, które musza debiutować na tyłku żony! Monika w tym czasie kręcąc dupą na wysokości krocza męża, rozwiązała sznurek u jego dresów, odwróciła się do niego i od razu jej język zatopiła głęboko w jego gardle, dłońmi szukając pod spodniami tego, na czym jej dzisiaj zależy.
     - Daj mi go… daj mi kutasa do ręki!!
     - Ale…
     - Na ostro, na moich zasadach.
W tym momencie przestał dyskutować, to było bez sensu. Przecież tak jak i jego żona, lubił wspólne, ostre zabawy. Rzadko się zdarzało tak, że to jego żona była stroną dominującą, a skoro już jest to nie ma zamiaru jej tego przerywać. Nie zdążył dokończyć myśli, a Monika klęcząc przy bokserkach, jednym ruchem zsunęła je razem ze spodniami do kostek. Kutas Tomka nie potrzebował zachęty, stał na baczność, główką wymierzoną w kierunku klęczącej żony, która to w niespotykany wcześniej dla niego sposób zaczęła się nim zajmować. Nie był to zwykły lodzik, jakich to zrobiła mu setki. Monika patrząc Tomkowi głęboko w oczy, bawiła się jego kutasem jak małe dziecko grzechotką. Dotykała, lizała, delikatnie przygryzała.  
     - Weź… weź go wreszcie do buzi…
Monika tylko się uśmiechnęła, jej rączka masowała jego jajka, a ona sama w tym momencie wzięła go do buzi. Nieśmiało, jak by robiła to pierwszy raz. Całowała główkę, to znowu lizała. Drażniła się z nim.
     - Proszę…. Weź…
     - Mam Ci obciągnąć? Czy może chcesz mnie wyruchać w usta?
Tomek pogłębiał się tylko w ciężkim szoku, przecież takich słów z ust Moniki to jeszcze nigdy nie słyszał! Nie zdążył zareagować, a Monika sama sobie odpowiedziała, łapczywie obrabiając jego chuja. Oparł się o drzwi, zamknął oczy. Był w transie.
     Z transu wybudził go błysk flesza, nim zdążył się ocknąć, Monika robiąc mu dalej loda, robiła przy tym sobie zdjęcia, selfie z góry, z boku, z dołu!  
     - O co kurwa chodzi! – pomyślał Tomek
Monika jakby czytając mu w myślach, odpowiedziała:
     - To dla mnie. I dla Ciebie. Ale Ty się o tym dowiesz później. W swoim czasie.
Mówiąc to, ściągnęła bluzkę, rozpięła stanik i podchodząc do mnie na czworaka bawiąc się cyckami już wiedziałem co się szykuje.  
     - Dawaj go tutaj do Nas, nie chciałeś ruchać buzi, to wyruchaj cycuchy!
Co to był za Hiszpan! Monika ruszała nie tylko cyckami, ale i całym ciałem, w górę i w dół… w górę i w dół… Tomek zaczął głośniej pojękiwać, był to jasny znak dla Moniki na wrzucenie piątego biegu, że meta już za moment. Motywowała swojego męża.
     - No dawaj… posuwaj moje cycki… same się nie wyruchają… dajesz mężusiu.  
Uwielbiał taką motywację, wiele mu nie było potrzeba do szczęścia, był w siódmym niebie. Nie zdążył powiedzieć, że dochodzi. Nie zdążył zapytać gdzie ma dojść, Monika znowu uprzedzając go wykrzyczała:
     - Tu.. pomiędzy… cycki… masz… się… spu…
Nie zdążyła dokończyć, pierwsza fala spermy trafiła jej prosto do buzi, druga na szyję, a trzecia o najmniejszym ciśnieniu rozlała się na boki mokrych już cycków.
     Minęła dłuższa chwila nim Tomek się ocknął z tego co się stało. Spojrzał na Monikę, a ta jakby nigdy nic odpowiedziała:
     - Zbieraj się, musimy jechać do mamy na moment. Szykuje obiad na jutro, prosiła o zrobienie cięższych zakupów.
     - Yyy… dobrze, już się ogarniam do wyjazdu.
Do teściowej mieli około 20 minut autem. Po drodze próbował zapytać, zagadać Moniki co to było, czy ona to ona, czy ktoś inny w jej przebraniu… ale każde z jego pytań zwodziła. Odpuścił.  
     Prowadzili normalną rozmowę, jak Ci minął dzień, jak w pracy, co robiłaś itd., od tak luźna małżeńska rozmowa. Nie wracał już do tego co było, pewnie było i szybko nie wróci – pomyślał Tomek w zadumie i rozmyśleniu, widząc oczami wyobraźni żonę z jego kutasem między cyckami i spermą na buzi, cyckach…
     - Tomek! – krzyknęła Monika. Ty głuchy jesteś?! Zapłać kartą, bo portfel z gotówką zostawiłam w domu.
     O ile zakupy poszły szybko i sprawnie, to teściowa bez herbaty i pogawędek nie puści. No cóż, swoje odbębnić i do domu – pomyślał popijając herbatę.
     - Dzieci – zawołała teściowa. Ale jak będziecie schodzić, to zanieście proszę mi te rzeczy do piwnicy, to już nie będę schodziła.
     - Dobrze mamo, to ja już idę, a Ty się zbieraj, będę czekał w aucie.
     - Czekaj! – zawołała Monika, pójdę z Toba, tu jest jeszcze jeden karton, a to nie wygodnie nieść samemu.
     Oczywiście nie możemy wyjść normalnie, pożegnanie z teściową to takie jak byśmy mieli się widzieć za rok co najmniej, a jutro wpadamy… obiad robi przecież. Kurwa, idzie ta Monia czy nie do chuja Pana? Ile można czekać? – mruczał pod nosem Tomek.
     - Już lecę, lecę, wiesz jak to z mamą, a to buzi, a to czy chleb świeży macie, a to wpadnijcie na obiad…
     - No dobra, dobra. Otwieraj tą piwnice, bo rąk to ja na loterii nie wygrałem. I zapal światło, bo ciemno jak w…
     - Jak w dupie u żony?
Tomek stojąc z kartonem w ręku odwrócił się do Moniki, zdążył zauważyć, że rygiel zatrzaskowy jest zasunięty, a to oznacza, że drzwi od piwnicy są… zamknięte. I ten błysk w jej oku… już go gdzieś widział… dzisiaj w domu. W piwnicy panował półmrok. Jedynym światłem, które było, to promienie księżyca wpadające przez uchylne okno. To wystarczyło, żeby zauważyć jak Monika opiera się o blat, wypina dupę w jego kierunku, zsuwa legginsy i palcem nawołuje Tomka żeby podszedł.
     - Ja już dzisiaj o Ciebie zadbałam, teraz Ty zadbaj o mnie…
Tomek ekspresowym tempem rozpiął spodnie…
     - Nie, nie, nie… nie tak… języczkiem – mówiąc to wypięła dupę jeszcze bardziej, zalotnie nią kręcąc.  
Tomek uklęknął, odsunął pasek stringów na bok i zaczął całować w okolicach cipki, która była tego dnia perfekcyjnie wydepilowana. Z ust Moniki zdało się słyszeć pomruk zadowolenia, ale Tomek wiedział, że to nie tylko pomruk zadowolenia, ale i zachęty. Zaczął wodzić językiem po łechtaczce, paluszkiem torując sobie drogę i ułatwiając dostęp. Monice wiele nie było potrzeba, jej cipka była gorąca, morka, pragnąca czegoś więcej niż tylko języka…
     - Włóż… włóż paluszek… - wyjęczała Monika.
Tomek najpierw dał jej paluszek do oblizania, po czym świdrując nadal językiem wsadził pierwszy paluszek do mokrej i wilgotnej cipki, która aż prosiła się o więcej. Do środka powędrował drugi paluszek… Monika zniżyła pozycję tak, że język znalazł się na wysokości dupci. Kręcąc zachęcająco wyjęczała:
     - Wyliż… wyliż mnie.
Tomkowi nie trzeba było wiele mówić, i tak o to dwoma paluszkami posuwał cipę swojej żony, a językiem penetrował drugą dziurkę. Monika długo nie wytrzymała. Zarówno na języku jak i paluszkach zdało się wyczuć silny dreszcz, który przeszył Monikę od stóp do głowy. Minęła dłuższa chwila nim Monika otworzyła oczy.  
     - No… to wracamy do domu. Późno już, prawda?
     - Yyyy….
     - No to zamykaj i idź do auta. Ja jeszcze wskoczę do sklepu na moment.
O co tu chodzi, czy ktoś jest mi to w stanie wyjaśnić? Zastanawiał się Tomek siedząc w aucie czekając za żoną. Gdzie tu sens? Gdzie logika? Z tych przemyśleń wyrwała go Monika wsiadająca do auta. Uśmiechnęła się do Tomka,  
- Stało się coś? Mam coś na włosach? Co tak na mnie patrzysz?
     - No… yyy… w sumie… to nic.
     - To jak nic, to odpalaj i jedziemy do domu.  
Późna godzina powrotu do domu sprawiła, że na mieście kompletne pustki. Mało co samochodów na drodze. I tak w grobowej atmosferze odbywa się powrót do domu. Ciszę przerywa telefon Moniki.
     - Mamusia dzwoni.
     - Mało Ci było mamusi, że jeszcze musicie do siebie wydzwaniać?
Monika spojrzała na Tomka ze złowrogim wyrazem twarzy, tak by się mogło wydawać. Po czym przejechała po ekranie telefonu palcem na czerwoną słuchawkę.
     - Nie odbierzesz?
Odłożyła telefon, odpięła pasy.
     - Zapnij te pasy, czujnik już pika jak pojebany.
Monika nic nie mówiąc nachyliła się nad jego kroczem, zsunęła spodnie i bez żadnych zapowiedzi, na wpół stojącego chuja wzięła do buzi. Szok i zdziwienie na twarzy Tomka przerwał cichy pomruk wydobywający się ze szczelin między ustami Moniki, a jego kutasem;
     - Skup się na drodze!
- Jak tu się skupić na drodze, kur aaaa… och.
Nie był to lodzik taki sam jak ostatnio, ale inny od poprzednich. Monika robiła go z gracją, powoli, delikatnie. Językiem zataczała kręgi na jego końcówce. Lizała wzdłuż. Czuła jak każda z żył jest napięta. Tomek odruchowo zaczął ruszać biodrami, posuwając Monikę w usta. Wiedział, że tak nie dojdzie, ale… ale to było takie przyjemne! Monika znowu czytając mu w myślach, przerwała ten pokaz i zajęła miejsce pasażera.  
- Mnie to już chyba nic nie zdziwi z Twojej strony – powiedział do Niej Tomek.
     - Też Cię kocham.
Tym miłym akcentem skończyła się podróż na parkingu przed blokiem.  
     - Idę się kąpać, umyjesz mi plecki? – Zapytała Monika.
     - Oczywiście. Jak coś to wołaj.
I tyle ją widział. Monika zniknęła za drzwiami łazienki, lejąc wodę pod prysznicem. Tomek rozsiadł się w fotelu, z tego wszystkiego zapomniał o zimnym piwie, o konsoli, o wieczorze jaki sobie zaplanował.
     - No nic, na dzisiaj koniec atrakcji. Przechodzimy do planu A. Czy B. Sam już nie wiem.
Zdążył się rozebrać, przebrać w luźne spodenki piżamowe, sięgnąć z lodówki piwo i kiedy zmierzał do legowiska, zwanego fotelem z łazienki dobiegło wołanie o pomoc:
     - Tomek! Szybko! Pomóż mi!
Rzucając wszystko na tapczan, pobiegł w kierunku łazienki, a tam Monika stojąc pod prysznicem trzyma obraz szklany, który przedstawia jedną z egzotycznych plaż.
     - Pomóż mi, wejdź tu, klei puścił i zaraz spadnie!
Tomek wskoczył do kabiny prysznica, łapie za obraz;
     - Co to za ściema?! Przecież obraz jest cały i dobrze się trzyma!?
W tym momencie Monika puszczając domniemany obraz, rękoma pozbyła Tomka spodenek, wciągnęła go głębiej do kabiny prysznica, odkręcając wodę, wypinając się w jego kierunku;
     - Obiecałeś mi kiedyś, że mnie wyruchasz na Bahamach, pamiętasz?
Kręcąc dupcią przy sztywnym już kutasie Tomka, który chwycił ją za biodra.
     - No to na co czekasz? Bierz mnie, tu i teraz!
Tomek długo nie dał się prosić, wszedł w morką cipkę Moniki najpierw delikatnie. Do końca. Nie chciał się śpieszyć. Zaczął ją posuwać. Delikatnie. Po woli.
     - Po… wie.. dzia… łam…. Na… o.. stro… - wyjęczała Monika.
Tomek przenosząc ręce z biodra na cycki, które zaczął ugniatać, przycisnął Monikę do siebie i zwiększył tempo. W szaleńczym tempie posuwał cipkę Moniki, której jęki tylko pobudzały go do zwiększania tempa tej szaleńczej jazdy.  
     - Pie… pie… pie… pierdol mnie! Mo.. mocniej!
Nie zwolnił, ale jego każdy ruch wchodzący był co raz to mocniejszy, ostrzejszy. Chciał wchodzić w nią jak najgłębiej, niech czuje jego kutasa głęboko w środku. W pewnym momencie nie dało się słyszeć nic, tylko dźwięk obijania się ciała o ciało. Tomek wiedział co to oznacza, zwiększył tempo, żeby po chwili poczuć na swoim chuju ogromny ucisk, który zafundowała mu szczytująca cipka Moniki.  
Nie chciał z Niej wychodzić. Dał Monice dojść do siebie, będąc i delikatnie ruszając się w niej.
     - Dziękuję – powiedziała Monika. Po czym klęknęła przed Tomkiem i wzięła kutasa to buzi.
Patrząc mu się w oczy, ruszała Nim jeszcze szybciej niż ostatnim razem. Ręce podniosła do góry, trzymając się uchwytu;
     - Rżnij moje usta.
Długo nie musiała czekać, jak Tomek złapał ją za głowę, mocno dociskał, ostro posuwał, wkładał do końca. Widział jak się dławi, jak lecą jej łzy. Nie przerywał.  
     - Dajesz, ruchaj… spuść mi się na twarz!
W tym momencie silne strumienie ciepłej spermy uderzyły Monikę w twarz.  
Jedne.
Drugi.
Trzeci.
     Tomek otworzył oczy. Miał przed sobą klęczącą Monikę, która była cała rozmazana, na twarzy i we włosach była jego sperma, która ściekała po brodzie, na cycki. Monika widząc, że Tomek wrócił do żywych, nabierając resztki spermy na paluszek, włożyła sobie do buzi, mówiąc;
     - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, kochanie.

     
  

BezimiennyKMWTW

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3668 słów i 19914 znaków. Tag: #żona

5 komentarzy

 
  • nanoc

    Mam nadzieję że będzie dalszy ciąg tego fajnego małżeństwa  :sex2:

  • nanoc

    Nie powiem że super, dla mnie mega super :yahoo:

  • rutherford

    Klimatyczne

  • AnonimS

    Ciekawie napisane. Zestaw na Tak

  • Kocurek70

    Nie przepadam za robieniem "takiego" loda. Ale czytając to opowiadanie za marzył mi się seks.