Tam, gdzie zachodzi słońce. cz. 8

– Następnym razem, czyli jak tylko wrócimy z obiadu. Teraz zmaż całkowicie tę wczorajszą plamę.
– Obiecuje kwadrans, a może i pół godziny.
– To zaczynaj rycerzu. Masz nieograniczone możliwości, od łaskotania aż po to, co było wczoraj, tylko już nie rozwalaj ścian.
Pocałował mnie w usta. Króciutko. Potem zaczął pieścić mi piersi. Dotykał, kręcił twardymi brodawkami, pociągał je delikatnie. A ja sądziłam, że będzie zachowywał się jak lokomotywa. Pieszczota piersi sprawiła mi rozkosz, ale chciałam tamtego.
Michael, zlituj się.
– A co sobie życzysz? – udał głupa.
– Chcę cię tam – pokazałam łono.
– Możesz określić dokładniej, bo nie wiem?
– Mam być grzeczna czy wręcz przeciwnie?
– Powiedz ładnie.
– Możesz we mnie wejść – szepnęłam.
Byłam tak podniecona, że już sama powstrzymywałam swoje palce, by się nie dotykać.
– Czyli chcesz, żebym pieścił delikatnie twoją brzoskwinkę.
– Nie Mike, ruchaj mnie. Chcę, żebyś to zrobił jak wczoraj. Tylko nie trzy sekundy, tylko tysiąc osiemset sekund.
– Mówiłaś, że krowę by bolało.
– Mam młot pneumatyczny w garażu i zrobię to sobie sama, a ty będziesz zazdrosny – jęknęłam.
Podziałało. Zaczął delikatnie, mądry chłopiec. Jego usta były wszędzie od ust aż po piersi. Wchodził delikatnie, ale zdecydowanie. Uniosłam biodra i wygięłam je prawie pionowo. Wepchnął do końca, aż jęknęłam. Zrobił to naprawdę mocno. Wbiłam mu paznokcie w pośladki. Teraz miałam to, co chciałam. Objęłam go udami. Cofał się, jak dalece pozwalały moje uda i wchodził cały. Zaczęłam mieć, tak naprawdę już jak wszedł, byłam bliska. Zaczęłam zawodzić jak szamanka podczas seansu. Nigdy wcześniej mi się to nie przytrafiło. Spadłam na ten ogromny organ, lawiną skurczów. Lubił to,czułam. Stał się delikatniejszy, co mnie wcale nie ucieszyło, ale nie byłam w stanie wymówić słowa. Oboje byliśmy spoceni. Kiedy rozkosz minęła, pociągnęłam go na dywan. Znowu wiedział, czego pragnę. Zasiadłam na niego i literalnie płynęłam jak na fali. Unosiłam się tak, że tylko początek główki był w mojej jamce i znowu się nadziewałam aż do końca. Patrzył mi w oczy i delikatnie pieścił piersi. Co chwilę opadałam na jego tors i wówczas całowaliśmy się drapieżnie. Znowu miałam. Tym razem inaczej. Mogłam obserwować reakcję na jego twarzy.  
– Chcesz od tyłu? – zapytałam.
Moje pytanie sygnalizował, że sama tak chcę. Wiedziałam, że rozumie.  
– Jasne. Uwielbiam kochać twoją brzoskwinkę od tyłu.
Szybko zmienił pozycję. Moje ciało zachowywało się bez zarzutu. Już kochał mnie prawie kwadrans, a jeszcze nie poczułam obtarcia. Wydzielałam dużo śliskiej mazi i było super.
– Wyglądasz uroczo – szepnął.
– Dosiądź mnie – poprosiłam.
– Za chwilę, no może za dłuższą chwilę.
Wszedł we mnie mocno. Wyciągał cały organ i po kilku sekundach wchodził ponownie. Robił to szybko, to znowu wolno. Delikatnie drapał mi plecy, to znów pieścił piersi. Kilka razy położył się na moich plecach, wówczas wyginałam szyję i w tej wyjątkowo niewygodnej pozycji, się całowaliśmy. Potem nagle wyjął ze mnie swoją kolumnę i zaczął całować moją intymność. Okazjonalnie przejeżdżał językiem po ciemnej jamce. W końcu znowu zaczął mnie kochać.  
Ten orgazm mnie zaskoczył. Bez symptomów, wybuchał jak supernowa. Dyszałam i jęczałam, że chyba mnie słyszeli sąsiedzi, ale miałam to gdzieś. Zwolnił.
– Chcę – zdołałam wyjęczeć.
Chyba pojął. Teraz walczył z moją jamką, przedzierała się kiedy ona mu najbardziej to utrudniała. To było boskie. Na dodatek wsunął mi kciuk do drugiej dziurki i wiercił nim delikatnie.
– Tak, kochanie, właśnie tak. Ruchaj swoja Emausie, brzoskwinka tak lubi.
Nie wiem, ile czasu trwał ten orgazm. Zwykle to trwa kilkanaście sekund, a ten trwał kilka minut. Nie cały czas na maksie, ale czułam tylko nieznaczną różnicę. To trwało teraz tak, że było rozkosznie, trochę mniej i znowu bosko. Nie zapomniał. Usiadł mi na biodrach. Jego, z pewnością już wymęczony organ wygiął się mocno, a ta niezwykła pozycja sprawiała mi rozkosz. Zaczął wydawać odgłosy świadczące o tym, że dopływamy do portu. Chciałam go dogonić, ale troszkę się spóźniłam. Czułam erupcję i tym razem nie wyskoczył podczas największej rozkoszy. Zaczęłam mieć z nim, w jego połowie. Nie mogłam się powstrzymać i dekorowałam zakończenie biegu pieszczota swojego twardego guziczka.  
Padliśmy zziajani na prześcieradło, bo kołdra dawno już leżała na podłodze. Rzucił okiem na zegar.
– Dwadzieścia osiem minut. Poprawisz rekord?
– Mam zamiar, ale inaczej, jakkolwiek to całkiem możliwe. Myjemy się.
– Jasne – szepnęłam.
Poszliśmy do łazienki. Umył zęby, na szczęście nie zapytał, dlaczego są dwie szczoteczki. Niewiele razy można się cieszyć z powodu braku intuicji u mężczyzny, lecz tym razem się ucieszyłam. Szybko wpadłam do kabiny. Byliśmy prawie na styk z czasem i sądziłam, że jak zaczniemy się myć razem, z pewnością się spóźnimy. Wyszłam z kabiny, a jego spojrzenie chciało powiedzieć, że wolałby myć się ze mną.
– Spóźnilibyśmy się, kotku – pocałowałam go w nos.
Skorzystałam z chwilki kiedy się mył i posmarowałam brzoskwinkę kremem nagietkowym, uważając, by zbyt dużo kremu nie dostało się do środka.
Zostawiłam go samego w łazience, o co z pewnością miał leciutką pretensję, ale postanowiłam poszukać czegoś naprawdę ładnego.
Miałam kilka jedwabnych sukienek i wybrałam zieloną, chciałam białą, ale zmieniłam zdanie. Potem pasek i buty. Znowu zrezygnowałam ze szpilek na koszt wygodnych sandałków z jasnobrązowej skóry.
Miałam ciemną oprawę oczu, niemal malinowe usta, więc prawie nigdy nie stosowałam szminki i tuszu. Michael już skończył mycie, wtarł się i ubrał.  
– Wygadasz ślicznie – powiedział.
Pocałowaliśmy się krótko.
– Pojedziemy moim? – zapytał.
– Pojedziemy obydwoma, a wrócimy moim.
– Wrócimy?
– Nie chcesz.
– Jasne, że chcę.
– Może pojedziemy obydwoma i wrócimy również – rzekł po namyśle.
– Dobrze, chce cię mieć, to wszystko. – szepnęłam
                                                 Michael.

Jechałem troszkę przed nią, cały czas widziałem jej miłe autko w lusterku. Tuż przed wyjazdem posłałem wiadomość do mamy, że zaraz będziemy. Pewnie w domu było urwanie głowy. Chciała wypaść jak najlepiej, natomiast James, zachowa spokój, tak czułam. Przyjechaliśmy za pięć druga. James wyszedł przed dom.  
– Zrobić wam miejsce w garażu?
– Nie, będziemy tylko na obiedzie i wracamy. To jest Emma.
James podszedł i pocałował jej dłoń
– James Grant, bardzo miło poznać
– Emma Burton.
– Kathy już kończy, proszę do środka.
Weszliśmy. Interesował mnie pierwszy kontakt wzrokowy między matką, a Emmą. Kathy od razu dostrzegła urodę Emmy.
– Boże, jaka śliczna dziewczyna – to były jej pierwsze słowa.
– Kathy Price, to z domu, Grant po Jamesie i Danford po pierwszym mężu, ojcu Michaela.
– Miło mi. Czy coś pomóc?
– Och nie, jesteś naszym gościem. Proszę do salonu. – rzekła moja matka.
Kiedy weszliśmy, wszystko już stało na stole. Zupa w wazie, sądząc po zapachu, ugotowana z leśnych grzybów. Obiad był mięsno-jarski. Dostrzegłem spaghetti. Bitki wołowe w sosie, kopytka i  trzy rodzaje sałatek.  
– Wszystko to pani zrobiła dzisiaj? – zapytała Emma.
– Od rana, ale James mi pomagał. Mam wspaniałych mężczyzn. Gdy Michael był młody, też mi pomagał przy obiedzie.
– Wiem – odrzekła Emma i Kathy na chwilkę zmieniła uśmiech na strach, ale na szczęście tylko na sekundę.
Spojrzała na mnie, ale nie dałem nic po sobie poznać.  
– Muszę przynieść jeszcze kilka małych talerzyków na deser, pomożesz mi Mike?
– To może potem, kochanie – rzekł James.
– Od razu to zrobimy, mam trzy rodzaje ciast, które niestety kupiłam, ale w najlepszej cukierni. Zajmij się Emmą, kochanie.
Wiedziałem, czemu to robi. Weszliśmy do kuchni.
– Powiedziałeś jej? – nie owijała w bawełnę.
– Tak.
Kathy usiadła z wrażenia.
– Nawet James nie wie. Jak mogłeś!
– Porozmawiamy o tym potem. Nie byłem szczery pierwszego dnia. Emma mnie uwolniła. TO było powodem, że nikogo nie miałem.
– Wybacz mi!  
– Już ci wybaczyłem, ale uważam, że powinnaś też powiedzieć Jamesowi.
– Zwariowałeś! To zrujnuje moje szczęście.
– Twoje szczęście? Jeżeli cię kocha, zrozumie. Ale teraz nie panikuj, Emma jest nieprzeciętna.
– Jest śliczna. Czy jest dobra?
– Jest dobra dla dobrych, a nikomu nie życzę być jej wrogiem. Ale nie obawiaj się, przyjęła to ze zrozumieniem.
– Dlaczego jej powiedziałeś?
– Czekałem piętnaście lat, żeby to komuś powiedzieć.
Widziałem, że Kathy jest w panice i wówczas zrobiłem coś, o co bym się nie podejrzewał. Postawiłem krok w jej kierunku i pocałowałem ją w usta, ale tak normalnie. Czułem, że mogłem jak Emmę, ale nie chciałem. I coś odczułem. Ona chciała.
– Lepiej weźmy te talerzyki – powiedziałem.
Mój pocałunek miał podziałać jak anty-szok i chyba podziałał. Co mnie zdziwiło, chciała mi oddać pocałunek. Czyżby nadal mnie chciała? Powiedziała, że jest szczęśliwa z Jamesem, więc dlaczego?  
– Co tak długo? – zapytał ją James, kiedy weszliśmy razem do salonu.
Sądziłem, że on nigdy tak nie zapyta.  
– Rozmawialiśmy.
Rzuciłem spojrzenie w kierunku Emmy i chyba ona wiedziała o czym. To nie było trudno odgadnąć. Chyba jednak nie wyczuła tej drugiej sprawy. Nie zamierzałem ukrywać, co zrobiłem, oczywiście zamierzałem jej powiedzieć bez świadków. Zastanawiałem się, czy mam powiedzieć jej, co zrobiła Kathy. Rozważania o tym zostawiłem na potem. Zauważyłem, że James i Emma już nawiązali kontakt. Po jej minie też wiedziałem, że mój ojczym zrobił na niej dobre wrażenie. Usiedliśmy. Kathy gotowało dobrze. Miała też pomoc i nie mogłem, wyczuć ile w tym było zasługi Jamesa, że wszystko smakowało super. Emma kosztowała wszystkiego. Zjadła także po jednym kawałku każdego ciasta. James podał na koniec obiadu drogi francuski szampan. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Oczywiście Kathy wspomniała, o przedwczesnej śmierci mojego ojca, a Emma podzieliła się podobnymi smutnymi informacjami o swoich rodzicach. Pomyślałem, że nie wiele powiedziała mi o mamie. Zamierzałem się coś wywiedzieć, chyba że nie będzie chciała o tym mówić.
Byliśmy cztery godziny, cały czas jedząc i rozmawiając. Widziałem, że moja czarnowłosa kochanka bardziej rozmawia z Jamesem. Nie robiła wrażenia, że ma coś do Kathy, raczej mama unikała z nią rozmowy. Pewnie sądziła, że ma powód.  
– Będziemy uciekać – powiedziałem.
– Och, sądziłam, że jeszcze zostaniecie.
– Zdzwonimy się, Kathy – odrzekła Emma, bo po godzinie już przeszły na ty – chciałabym również was ugościć – dodała.
– Będzie nam miło – rzekł James.
Pożegnaliśmy się. Emma wytłumaczyła, że ma kota i ostatnio go zaniedbuje jeżeli chodzi o posiłki. Uścisnąłem Jamesa i pocałowałem Kathy w policzek. Emma pocałowała Jamesa w policzek, a on ją. Podobnie pożegnała się z mamą. Kathy wyraźnie się ucieszyła z tego faktu. Sądziłem, że po jakimś czasie się polubią, moja kruczowłosa piękność nie robiła wrażenia, że czuje niechęć choćby w najmniejszym stopniu do mojej mamy.
W prawdzie nie musieliśmy sie spieszyć, bo Baltazar jadła zwykle o siódmej.  
– I jakie wrażenia? – zapytałem Emmę kiedy tylko wyszliśmy.
– Jedzenie było super. Pewnie to zasługa jej i twojego ojczyma.
– Prawdopodobnie, ale Kathy dobrze gotuje.
– Była wystraszona, że mi powiedziałeś o was?
– Wpadła w panikę. Powiedziałem, że powinna powiedzieć Jamesowi.
– Masz rację, ale nie probuj jej namawiać. Powiedziałeś raz i wystarczy. Jeżeli się do mnie zbliży, powiem jej o mnie i ojcu. Bez szczegółów.
– Zrobisz to?
– Szczerość jest ważna.
– Zgadzam się. Czy mogę dać jedzenie Baltazarowi?
– Uśmiechnęła się.
– On i tak już cie lubi. Wie, że jesteś da mnie, a ja dla ciebie. Zwierzęta nie komplikują jak ludzie. Oczywiście, że możesz. Zaraz ci powiem, ile mu daję. - powiedziała to, bo weszliśmy już do domu
Podszedłem do lodówki i wyjąłem zaczętą puszkę. Chciałem nałożyć.
– Punkt pierwszy, myję miseczkę. Punkt drugi, dolewam troszkę gorącej wody. Koty w naturze nie jedzą zimnego, chyba że jest zima. Leciutko ciepłe jest lepsze.
Patrzyła, ile daję i już wiedziałem. Baltazar przybył natychmiast. Pokazał swoje zadowolenie. Obtarł się o moją łydkę, wygiął grzbiet, żeby go podrapać i mruczał zadowolony. Nie wiedziałem, że wszystkie szczęśliwe koty tak robią. Usiedliśmy na kanapie.
– Twoja suknia jest śliczna.
– Mam białą z delikatnego jedwabiu i zaraz ją założę, dla ciebie. Tylko suknie, nic więcej.
Wyczułem jej ukryta wiadomość. Czyli brzoskwinka była gotowa na druga rundę, niebywałe!
– Emmo muszę ci coś powiedzieć.
– Zamieniam się w słuch.
– Ponieważ Kathy była w panice, a chciałem coś zrobić, żeby ją uspokoić, pocałowałem ją w usta.
Ta wiadomość nie spowodowała żadnej reakcji ze strony brunetki.
– Nie jesteś zła?
– Czemu mam być. Pewnie osiągnąłeś zamierzony efekt. Była uspokojona. Czułam, że mnie testuje. Pewnie się martwi, co ja o niej myślę.
– Ale było coś jeszcze – powiedziałem ciszej.
– Chciała ci oddać pocałunek, tak?
– Skąd wiesz – byłem mocno zdziwiony.
– Wiem, inaczej byś mi tego nie powiedział. Co byś zrobił gdyby cię nadal chciała?
– To jest bardzo mało prawdopodobne. Nie chcę jej. To był jeden dzień.
– Widocznie dla niej nie. To jest bardzo trudna sprawa. Takie związki jak mój czy twój są niezwykle mocne. Tylko że zwykle ktoś na tym cierpi. Nie tylko chodzi o to, że z tego są słabe czy uszkodzone genetycznie dzieci, jeżeli się urodzą, problem psychiczny jest głębszy. Skoro tak zrobiła, pragnie cię nadal. Jest szczęśliwa z Jamesem, ale ty nadal jesteś w jej jestestwie samcem alfa.

lila

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i dramaty, użył 2491 słów i 14434 znaków, zaktualizował 28 sty o 6:54.

2 komentarze

 
  • Czarly

    No ciekawie się zapowiada jestem ciekaw co będzie  dalej  :napalony: pozdrawiam

  • Majkel705

    kolejny odcinek na najwyższym poziomie