Nowy Świat Czarownic, cz. 52

Tym razem praca z żywiołami powietrza i wody przebiegła zupełnie inaczej. Gdy sięgnęli do odpowiednich splotów i połączyli wysiłki, wyczuli opór. Opór zdecydowany i przemyślny, ktoś również próbował wpłynąć na pogodę, odganiając mrozy oraz śniegi. W odpowiedzi wzmogli własny napór i poczuli, że zyskują przewagę. To samo musiał pojąć ich przeciwnik, bo po chwili wycofał się z prowadzonego na odległość magicznego pojedynku. Ponaglane przez Marcusa i Berenikę woda oraz powietrze z niezwykłym pośpiechem powracały na swoje naturalne miejsca, w końcu zbliżała się zima, w tych stronach zawsze sroga i surowa. Nawet w okiennice komnaty uderzył nagły podmuch wiatru, a przez szpary wdarł się do środka lodowaty podmuch. W ten symboliczny sposób żywioły oznajmiały, że na nowo biorą świat w swoją władzę. Berenika zadrżała mimowolnie i wtuliła się w Marcusa, pracowali bowiem nie wstając z łoża. Chłopak objął dziewczynę ramionami i naciągnął na oboje niedźwiedzią skórę o grubym, zimowym włosiu.
     - Może wezwiemy służbę i polecimy, by lepiej rozpalono w kominku? - spytał.
     - Nie, nie chcę, żeby nam przeszkadzano – odparła z uśmiechem. - W końcu wszyscy sądzą, że trudzimy się tu oboje dla dobra księstwa Siedmiu Bram, co jest zresztą szczerą prawdą.
     - To sam dołożę drewna.
     - Oszalałeś? Czuję chłód, mój panie pierwszy małżonku, a ty zamierzasz zostawić mnie samą w tym zimnym łożu? Czy tak nauczono cię służyć swojej pani i żonie w tych waszych południowych krainach? No tak, nie macie tam prawdziwych mrozów.
     - W takim razie, zrobię to inaczej. - Użył splotów ognia i podsycił wątły, na wpół wygasły  żar w kominie. - Skoro moje nauki z Międzyrzecza nie przydają się na wiele w tym lodowatym kraju, to niech posłużą mi lepiej nauki mojej pani i małżonki.
     - Nie powiedziałabym, że twoje dworne umiejętności okazują się zupełnie nieprzydatne. – Berenika ścisnęła lekko przyrodzenie małżonka. - Ale podtrzymując ogień w taki sposób, tracisz niepotrzebnie siły. Pozwól, że i ja na coś się przydam.
     Wyczuł, że sięga po sploty powietrza i podnosi przy ich pomocy kilka zapomnianych przy kominku polan. Służba znała przecież swoje obowiązki i zaopatrzyła odpowiednio komnatę pani zamku. To oni sami zapomnieli o dorzuceniu drewna do ognia, a nikt nie ośmielił się im przeszkadzać. Solidne kloce lekko i zdawałoby się bez wysiłku wpadły we wzbudzone przez Marcusa płomienie.
     - Teraz to ty marnujesz moc, pani i żono. - Odpowiedział na pieszczotę, całując sterczący sutek Bereniki.
     - Zostało mi jej aż nadto, a mam przecież na moje usługi najlepszego dostawcę magicznej siły w całym Królestwie. Który, jak dokładnie to czuję, zebrał już wystarczająco dużo mocy, by obdarować nią swoją małżonkę.
     - Jestem na rozkazy księżnej Siedmiu Bram, najpotężniejszej spośród wszystkich władczyń magii. - Przeszedł do ssania drugiego, również sterczącego sutka Bereniki. Ostatnie, nieopatrznie wypowiedziane słowa zburzyły jednak nastrój dziewczyny.
     - Właśnie, nie uważasz, Marcusie, że poszło nam zbyt łatwo? Wczoraj nie wyczuwaliśmy żadnego oporu, ale też nie potrafiliśmy wpłynąć na pogodę. Pogodę niezwykłą dla tej pory roku, którą trudno uznać za naturalną. A dzisiaj, proszę, pojawił się opór, który bez większego trudu przełamaliśmy. A przecież wiedźma to groźny przeciwnik, sam właśnie o tym przypomniałeś. Księżne Siedmiu Bram zawsze należały do najsilniejszych władczyń mocy, a to ona podszywała się pod kolejne panie tej krainy.
     - Nie zapominaj, że sama tej mocy jednak nie wytwarza. Dlatego poszukiwała jej wszędzie, gdzie tylko mogła. Sir Waldemar i sir Roger, o ile nadal gdzieś ich ukrywa i wykorzystuje, a zapewne tak właśnie czyni, są już starzy i słabi.
     - Ale pozostaje ten sir Olgierd z Głębokich Ostępów, którego niedawno poślubiła podszywając się z kolei pod moje imię. Pochodzi z dobrej linii krwi. Jego wuj, sir Oswald, niezależnie od wszystkich swoich zbrodni, dysponował jednak sporą siłą.
     - My też nie należymy do ostatnich, jeżeli chodzi o moc.
     Właściwie, to twoja zasługa, Marcusie. Ale nie o to teraz chodzi, jeszcze wczoraj nic nie mogliśmy zrobić, a dzisiaj zwyciężyliśmy po krótkiej walce. I pozostaje jeszcze przecież twoja matka, lady Miranda, a także jej mężowie. Znacznie młodsi od sir Rogera i sir Waldemara, w końcu ty również masz po kimś swoje niezwykłe zdolności, nieważne już, kto ostatecznie cię spłodził.
     - Dla mnie to jest ważne, Bereniko, podobnie jak i dla ciebie ojcostwo sir Adriana. Sądzę, że mój ojciec to sir Dorian, drugi mąż margrabiny.
     - Przepraszam, ukochany.
     - Masz jednak rację co do tego, że było w tym wszystkim coś dziwnego. Może pomogła nam sama natura żywiołów? W końcu zbliża się zima, śnieg i mróz to naturalny stan rzeczy o tej porze roku. Może łatwiej przywrócić wodę i powietrze w ich zwykłe koleiny, niż podtrzymywać sztucznie dobrą pogodę?
     - Jeszcze wczoraj nie wyczuwaliśmy żadnej magicznej ingerencji.
     - Siłą górujemy nad wszystkimi naszymi przeciwniczkami, wiedźmą, moją matką czy pozostałymi paniami z sojuszu. Ale nie mam już takiej pewności, jeśli chodzi o wiedzę. Musiała pomoc ta wymiana naszej własnej.
     - Może i tak... Twoja Aurora z pewnością wie bardzo dużo o magii pogody, mówię to teraz bez żadnej urazy, ukochany, bo to prawda. Wiedziała więcej niż ja do tej pory, mogłam się o tym przekonać. Wiedźma mogła wydobyć jakieś czary od Ludzi Północy i zataiła je przede mną. Najważniejsze, że ostatecznie wygraliśmy tę rundę. Śnieg i mróz wracają na swoje naturalne miejsce, wspomagane naszymi splotami żywiołów, to opóźni marsz wrogich wojsk, a zasypane przełęcze zatrzymają ich na dobre. Przynajmniej do wiosny. Wolałabym szybsze rozstrzygniecie, ale zyskaliśmy przynajmniej czas na przygotowania oraz rozesłanie poselstw i złożenie skargi do Rady.
     - To pokrzyżuje ich plany, wiedźma musi zwyciężyć natychmiast i zdecydowanie, jeżeli miałaby kogokolwiek przekonać o prawdziwości swoich kłamstw. Wystarczy, że odeprzemy jej atak.
     - W tym celu musimy jednak zgromadzić własne wojska w odpowiednim miejscu i czuwać nad przełęczami oraz pogodą. Czeka nas sporo pracy, Marcusie. - Uczyniła ruch, jak gdyby zamierzała odrzucić skórę niedźwiedzia, drugą dłonią mocniej ścisnęła jednak przyrodzenie chłopaka.
     - Myślę, że odrobinę tego czasu możemy wykorzystać na wzmocnienie sił księżnej Siedmiu Bram przed nadchodzącymi zmaganiami. To mój obowiązek jako jej oddanego, pierwszego małżonka. I nalegam na jego wykonanie. - Ponownie naciągnął skórę oraz sięgnął ku dolinie rozkoszy dziewczyny.
     Takim to sposobem opuścili komnatę dopiero około południa, nie odmówili sobie bowiem przyjemności zamówienia i spożycia w łożu spóźnionego śniadania. Tak, upodobania lady Mirandy okazywały się przykładem wartym naśladowania i Marcus uznał, że właśnie od wprowadzenia tej  mody może rozpocząć zlecone mu niegdyś zadanie uczynienia dworu Siedmiu Bram bardziej wyrafinowanym. Oczywiście, gdy akurat oboje z nową księżną nie siedzieli w lochu, nie odbywali wyprawy wojennej albo nie walczyli z żywiołami, zmieniając pogodę. Berenika zapewniła jednak osłabionego chwilowo małżonka, że z wodą oraz powietrzem wszystko w porządku i nikt nie próbuje powstrzymać pochodu zimy.
     Oni sami również tego nie próbowali, nawet po to, by przyspieszyć marsz wojsk Siedmiu Bram. Oboje uznali to za zbyt ryzykowne, wobec poprzednich niepowodzeń. Sypiący śnieg oraz zdarzające się zadymki służyły w końcu ich własnym planom. Miejsce na obóz wybrano zresztą dobre, wyniosłe grzbiety osłaniały rozległą, zalesioną kotlinę przed najgorszymi kaprysami zimy. Ze stolicy oraz innych zamków dostarczono zapasy żywności, drewna na opał nie brakowało na miejscu. Nie tracąc czasu odbyli rekonesans, odwiedzając zarówno bliższą przełęcz zachodnią, jak i  dalszą, wschodnią. Obydwie zastali zasypane już śniegiem i niemal nie do przebycia. Kilka następnych dni dotychczasowych opadów, a zamkną się zupełnie. Przy wschodnim szlaku zostawili straże, Berenika wyprawiła też tamtędy posłańców. Wieźli listy do Rady oraz najbardziej znaczących, a niezaangażowanych w konflikt pań z Królestwa, na których interwencję nowa księżna Siedmiu Bram mogła ewentualnie liczyć, biorąc pod uwagę dawne układy. Poselstwa wydawały się skromne, ale wysłannicy musieli przedrzeć się przez zasypane śniegiem góry i ominąć jeszcze po drodze wojska oraz ziemie Międzyrzecza. Zaiste, trudne i niebezpieczne zadanie, chociaż wybrali krótszą oraz prawdopodobnie niewykorzystywaną przez przeciwnika drogę. Marcus pomyślał, że może znowu przydałaby się dosiadająca Demona Sudrun. Miał jednak nadzieję, że dziewczyna zdążyła już dotrzeć daleko na południe, w bardziej przyjazne okolice i poza zasięg wojny. Aby ułatwić zadanie wysłannikom, a także grupce zwiadowców, Berenika otworzyła przejście przez przełęcz, używając splotów powietrza i ognia. Podobnie uczyniła uprzednio na przełęczy zachodniej. Z ochotą uzupełniał następnie zasoby mocy pani i małżonki, sir Lucjusza pozostawili bowiem w Złotej Bramie. Zresztą nowa księżna i tak nie zamierzała korzystać z usług trzeciego męża. Polowy namiot nie oszałamiał wprawdzie rozmiarami i luksusem, nie tego oczekiwaliby żołnierze od urodzonej wojowniczki, ale dla ich celów wystarczał. Wszyscy rozumieli przecież, że pani mocy musi odnawiać jej zasoby, w szczególności w obliczu zbliżającej się bitwy.      Pierwsi zwiadowcy powrócili po kilku dniach, przynosząc oczekiwane wieści. Armia Międzyrzecza, wspomagana znacznie mniej licznymi oddziałami sojuszniczek posuwała się powoli drogą zachodnią. W pobliże przełęczy dotrze zapewne za dwa, trzy dni. Na wschodniej drodze panował natomiast spokój, krążyły tam tylko stosunkowo nieliczne patrole przeciwnika. Obydwoje mieli nadzieję, że wyprawieni posłańcy zdołają je ominąć, ale zdaniem Marcusa nie to było teraz najważniejsze.
     - Wszystko wydaje się iść tak, jak zaplanowaliśmy. Ale odczuwam jednak niepokój.
     - Dlaczego, ukochany? Wschodnią przełęcz możemy pozostawić strażom, a my skoncentrujemy się na zachodniej. Jest już zasypana śniegiem. W żaden sposób nie zdołają jej przejść bez użycia mocy. A tę zablokujemy.
     - Przecież wiedźma też musi o tym wiedzieć. Dlaczego nie próbuje zaatakować z obydwu stron? Chociażby w pozorowany sposób, aby nas rozproszyć. Mają tam kilka władczyń mocy, mogliby więc bez trudu rozdzielić siły, zarówno wojskowe, jak i magiczne.
     - Nie zapominaj, że my również moglibyśmy uczynić to samo.
     - Niekoniecznie. Gdybym został sam, trudniej byłoby ukryć fakt, że to ja posługuję się mocą. Ktoś z naszych  mógłby coś zauważyć, a ewentualna przeciwniczka z pewnością rozpoznałaby tego rodzaju działanie. Gdyby zaatakowali równocześnie i skojarzyli fakty, mieliby szansę zdobyć dowód na moją znajomość czarów. A wiedźma przecież o niej wie. Może dowód niejednoznaczny, ale jednak budzący podejrzenia. Wszystkie panie szlachetnej krwi w Królestwie są bardzo wyczulone w tej kwestii i z pewnością nie poprawiłoby to naszej pozycji. Dlaczego rezygnuje z takiej szansy?
     - Sam powiedziałeś, że tak czy inaczej nie może odwołać się do sądu Rady, bo sama  ma zbyt wiele na sumieniu. Musi zwyciężyć szybko i zdecydowanie, dlatego nie bawi się już w żadne podstępy i liczy na wygraną w siłowej konfrontacji. Mają tam przecież kilka czarownic, nie tylko wiedźmę.
     - Czarownic, Bereniko? Tak nazywa szlachetnie urodzone panie lud, ale tylko za ich plecami.
     - Te tutaj w pełni zasługują na to miano. Moja rzekoma matka, ale również i twoja, która najpierw cię sprzedała, a teraz występuje przeciwko tobie. Dalej, ta okropna hrabina Lawinia, której obydwoje mieliśmy dość i jeszcze lady Olivia, zapewne podobna do swego brata.
     - Nieważne, co o nich myślimy. Musimy odeprzeć je wszystkie.
     - Odeprzemy! Odeprzemy i pokonamy. Może czują się silne wszystkie razem, ale damy im radę. Nie znają naszej, twojej mocy.
     - Otóż znają, przynajmniej lady Berengaria. Ona zna z całą pewnością. I dlatego, jednak się niepokoję. Bo z kolei ja poznałem starą panią Siedmiu Bram nawet lepiej niż ty, Bereniko. Za każdym razem, gdy miałem z nią do czynienia, knuła jakiś podstęp, jakąś zdradę.
     - Tutaj nie ma miejsca na podstępy, musi przebić się przez przełęcz i tyle. A my jesteśmy gotowi, wojska zostały rozstawione, a co do mocy, liczę, że jeszcze tego wieczora uzupełnisz siły nowej księżnej Siedmiu Bram. Zanim tamci zaatakują, z pewnością zdążysz odzyskać własne.
     - Oczywiście, Bereniko, ale...
     Zamknęła mu usta pocałunkiem, by dopiero po długiej chwili uwolnić głowę Marcusa, wepchnąć ją pod futro i skierować wargi chłopaka ku jednemu z sutków.
     - Bierz się wreszcie do pracy, mój panie, zamiast snuć te czarne wizje.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 2310 słów i 13341 znaków.

2 komentarze

 
  • emeryt

    Tym razem całkowicie popieram AnonimS  jeśli chodzi o wielowiekową, nabytą mądrość przez Starą Wiedżmę. Przeczucia Marcusa  mogą się szybko stać faktem. A to może być olbrzymim zagrożeniem. Nie jestem pewien, czynie lepiej by było gdyby zaczęli szukać pomocy u Ludów Północy. w końcu każda pomoc może być bezcenna, kto wie czy trzeci małżonek nie byłby przydatny, a ma też swoją moc i to nie tkniętą przez Starą Wiedżmę.  Ja dziękuję Tobie za to że znalazłeś czas i uszczęśliwiłeś kolejnym odcinkiem swoich czytelników. Serdecznie pozdrawiam, życząc dużo zdrowia, pogody ducha w okresie wyborów,  a może już z szanowną małżonkę planujecie kolejną wakacyjną wycieczkę? - czego życzę z całego serca.

  • nefer

    @emeryt Twoja analiza jest jak najbardziej słuszna. Coś się szykuje, to na pewno, sojusz z Ludem Północy byłby na czasie, ale Berenika nie jest tymczasem na taki krok gotowa, wreszcie trzeci małżonek - niewykorzystany potencjał.
    Dzięki za komentarz i pozdrowienia. Co do wyjazdu, w wakacje siedzimy zwykle w domu (ewentualnie jakiś wypad w kraju). Ogólnie tłoki i drożyzna, niedobry czas na podróże. We wrześniu zdecydowanie lepiej (śródziemka np.), a powinny się różne sprawy wyjaśnić (np. gdzie można bez kagańców chodzić, czy samoloty latają normalnie czy zostaje samochód itp.). Życzę dobrego zdrowia i humoru, wybory... głosować trzeba, to jasne, ale też nie warto zbytnio denerwować się polityką, bo to przynosi większe szkody niż koronawirus.  :devil:

  • AnonimS

    Jak zwykle ciekawy odcinek. Niby spokojny i wręcz przyjemny , min ze względu na sposób pozyskiwania mocy. Moim zdaniem Marcus ma rację. Wszystko idzie zbyt gładko. Stara wiedźma przez wieki  nabrała doświadczenia a głupia nie jest. Należy się spodziewać czegoś na oboje nie będą przygotowani. Pozdrawiam

  • nefer

    @AnonimS Racja, odcinek nieco przewrotny, bo przez większość jego trwania bohaterowie praktycznie nie wychodzą z łoża (takiego, czy innego), nawet do kominka nie chce im się dorzucić w tradycyjny sposób (skąd my to znamy?  :rotfl: ). Co do Twoich przypuszczeń, to nie ma sensu zaprzeczać. Oczywiscie, coś się szykuje, tylko co?
    Również pozdrawiam