Nowy Świat Czarownic, cz. 47

Marcus nie bardzo pamiętał, w jaki sposób zdołał przebrnąć przez oficjalne ceremonie powitania zwycięskiej armii. Nie przypominał też sobie, jakie mniej lub bardziej uprzejme słowa zamienił z Lucjuszem, panem Trzecim, bo przecież jakieś słowa musieli wypowiedzieć. Radosny entuzjazm mieszkańców zamku, gorąco przyjmujących powracających żołnierzy, również nie zdołał poprawić nastroju chłopaka. Nade wszystko pragnął jak najszybciej porozmawiać z Bereniką. Co ona zrobiła i właściwie dlaczego? Jego własna moc już jej nie wystarczała? Czy jako wielka pani Królestwa zapragnęła korzystać z służby więcej niż jednego małżonka? A może po prostu ochłodła w swoich uczuciach? Pytania te pozostawały bez odpowiedzi, na szczerą rozmowę z księżną Siedmiu Bram nie miał bowiem tymczasem żadnych szans. Berenika witała oficerów i żołnierzy, przyjmowała paradę zwycięskich oddziałów, rozdawała nagrody i odznaczenia. Z niespodziewaną irytacją zauważył, że wydaje się dobrze zorientowana w przebiegu bitwy i zasługach poszczególnych formacji. No tak, Sudrun musiała zdać jej szczegółową relację. Czy o Aurorze oraz ich własnym spotkaniu pod dębem również? Czy to dlatego Berenika zdecydowała się na tak szybkie zawarcie kolejnego małżeństwa?
     Humoru chłopaka nie poprawiła bynajmniej obecność Lady Lawinii z Wysokiego Lasu, matki sir Lucjusza. Szlachetna pani oczekiwała ich w zamku i w przesadny sposób komplementowała triumfy młodej księżnej, wyrażając nadto przy każdej okazji nadzieję, iż jej własny syn okaże się godny tak wspaniałej małżonki oraz usłuży jej we wszelkich planach i przedsięwzięciach. Na Marcusa nie zwracała większej uwagi, lekceważąco traktując podczas oficjalnej prezentacji. Toteż z prawdziwą satysfakcją ujrzał wyraz twarzy arystokratki, gdy po przyjęciu parady Berenika ogłosiła wszem i wobec, iż nosi w łonie następczynię tronu, spłodzoną z pierwszym mężem. Hrabina nie zdołała ukryć zawodu i niezadowolenia. Nowy wybuch entuzjazmu zarówno żołnierzy jak i zwykłych poddanych sprawił chłopakowi krótkotrwałą radość, następnie zmuszony był jednak stać u boku Bereniki oraz przyjmować niekończący się korowód składających gratulacje dworzan, oficerów i urzędników. Wielu z nich czyniło to zapewne szczerze, ale ich słowa coraz bardziej irytowały Marcusa. Oto zwyciężył wielkiej bitwie, uratował i uwolnił ukochaną, dał jej sławę oraz władzę nad potężnym księstwem, a po tym wszystkim będzie musiał dzielić się nią z jakimś chłystkiem? Uświadomił sobie, że pani i małżonka z całą pewnością musiała już skonsumować drugie małżeństwo, korzystając z osobistej służby i mocy pana Trzeciego. Bo przecież zdobyła skądś magiczną siłę! Zdjęła czar z Sudrun i użyła splotów powietrza, rozpędzając chmury. Wtedy nie zwrócił na to uwagi, obecnie z trudem powstrzymywał się przed sięgnięciem po moc własną. Pogoda poprawiła się, może dzięki staraniom Bereniki, a on przyjemnością zesłałby burzę, która rozpędziłaby całe to zgromadzenie!
     Chętnie porozmawiałby też z Sudrun, ale gwardzistka trzymała się z daleka. A on miał nadto własne obowiązki, księżna wydała bowiem wielką ucztę. Żołnierze i lud mieli świętować na błoniach, gdzie rozpalono już liczne ogniska, pieczono mięsiwo i rozlewano z beczek piwo. Znaczniejszych gości Berenika zaprosiła do wielkiej sali. Doczekał się wreszcie chwili, gdy sam mógł zająć przy takiej okazji honorowe miejsce po lewej stronie pani zamku, wyprzedzając w hierarchii Lucjusza. Po prawej stronie księżnej zasiadła Lady Lawinia, mając z kolei u lewego boku towarzyszącego jej w podróży małżonka. Marcus nie starał się nawet zapamiętać jego imienia. Uczta zdawała się ciągnąć w nieskończoność, z trudem zachowując opanowanie przyjmował kolejne gratulacje, spełniał toasty oraz oddawał pani i żonie zwyczajowe usługi przy stole. Dostrzegł, że ponaglany znaczącymi spojrzeniami matki, sir Lucjusz również oferował się czy to z napełnieniem kielicha, czy to z pokrojeniem mięs na talerzu Bereniki. Wszystko to przypominało nieszczęsne wieczerze urządzane w Międzyrzeczu przez margrabinę. Czy oto on sam przeobrażał się już w nijakiego, nadskakującego pani zamku małżonka? Czy w taki sposób miało wyglądać ich wspólne życie?
     - Po tak wielkim zwycięstwie zechcesz zapewne, droga księżno, na stałe odepchnąć barbarzyńców i poszerzyć granice swego władztwa? W razie potrzeby możesz liczyć na moją pomoc – odezwała się hrabina Lawinia. - A także na służby mojego syna, oczywiście. Z prawdziwą radością wesprzemy w tej sprawie Siedem Bram i przysłużymy się całemu Królestwu. Ja sama moimi wojskami, Lucjusz mocą.
     - To bardzo szczodra i szlachetna oferta, hrabino. Skorzystam z niej, gdyby okazała się potrzebna.
     - Moja armia nie dorównuje twojej, oczywiście, ale jestem przekonana, że magiczne zdolności Lucjusza przewyższają te, które posiada wielu innych szlachetnie urodzonych panów. Musiałaś się już o tym przekonać. Odda  je chętnie na twoje usługi.
     - To zaszczytny obowiązek każdego pana błękitnej krwi, droga hrabino.
     - Oczywiście, ale to pani zamku wybiera wedle własnej woli. Pozwól, że jako bardziej doświadczona w tych kwestiach, wskażę tutaj na zalety ochraniacza. Bywa, że damy, zwłaszcza w wiośnie swego życia, ulegają szlachetnym, ale nieprzemyślanym kaprysom. To prosta droga do wielu kłopotów. Uwierz, najlepszy na to sposób to szybkie poślubienie zwyczajowej liczby mężów oraz nałożenie im obręczy wierności i cnoty. Wtedy wszystko układa się jak należy. A Lucjusz to młodzieniec starannie wychowany, który z pewnością kłopotów nie sprawi.
     - Nie wątpię, że dołożyłaś po temu wszelkich starań, hrabino.
     - To z kolei mój obowiązek jako matki.
     - Będę pamiętała o twojej szczodrej ofercie pomocy.
     - Możesz liczyć na moje oddziały w każdej chwili.
     - Niestety, Szlachetna Pani, musieliśmy zakończyć tegoroczną kampanię z powodu nadchodzącej zimy. - Marcus nie zdołał się powstrzymać. Ta głupia wiedźma nie dość, że natarczywie wpychała tego swojego Lucjusza do łoża Bereniki, to jeszcze ganiła ją za zauważony zapewne przez siebie brak ochraniacza na genitaliach pierwszego małżonka księżnej. - Mrozy i śniegi w tych północnych krainach potrafią okazać się naprawdę dotkliwe. Mam nadzieję, że wszyscy wojownicy z Wysokiego Lasu zdołają je wytrzymać.
     - Sir Marcusie, nalej nam, proszę, odrobinę czerwonego wina. To zawsze dobrze robi na chłód, a nie chciałabym, aby nasz gość odczuł surowość tutejszego klimatu - Berenika ucięła w zarodku rodzący się spór. - Teraz, gdy wkrótce możemy spodziewać się pierwszego śniegu, musimy odłożyć wszelkie plany kampanii przeciwko barbarzyńcom do przyszłego roku. Ale dziękuję za twoją propozycję, droga hrabino.
     Nie pozostało mu nic innego, niż sięgnąć po dzban.
     - Marcusie, proszę. Porozmawiamy, gdy tylko zdołamy się stąd wyrwać – szepnęła Berenika do pochylonego nad nią i dolewającego wina pierwszego małżonka.
     - Jak sobie życzysz, pani – odparł i napełnił z kolei puchar Lady Lawinii, która podziękowała ledwie widocznym skinieniem głowy.
     Przez dalszą część ciągnącego się w nieskończoność bankietu zachowywał milczenie, czyniąc tylko zwyczajowe grzeczności obecnym przy stole damom. Przynajmniej Lady Lawinia, osadzona przez gospodynię, nie próbowała już występować z nieproszonymi radami. Nie tak wyobrażał sobie jednak powitalną ucztę zwycięstwa. Wreszcie Berenika przerwała ten męczący obowiązek.
     - Wybacz, szlachetna pani, a i wy, moi panowie, ale w obecnym stanie odczuwam jednak pewne zmęczenie i chciałabym udać się na spoczynek. Mam nadzieję, że okażecie zrozumienie dla tej słabości. Możecie, oczywiście, kontynuować wieczerzę razem z innymi gośćmi.
     - Ja i sir Gerard również udamy się do naszych pokoi – odparła pani Wysokiego Lasu. - Towarzystwo dobrze wychowanego małżonka bywa często przyjemniejsze niż gwarna zabawa, potrafi też odegnać zmęczenie.
     - Chętnie skorzystam z tej rady, hrabino. Sir Marcusie, czy zechcesz odprowadzić mnie do moich apartamentów?
     - Z przyjemnością, pani i żono.
     Dostrzegł ledwie zauważalny cień na twarzy Lady Lawinii, pozwoliło mu to odrzucić nasuwające się usilnie wspomnienia z Międzyrzecza. Porzuconym na pastwę samotności panem Trzecim zupełnie się nie przejmował.
     Zachowując milczenie, przemierzyli z Bereniką drogę do jej pokojów. Okazało się, że wprowadziła się do nich ponownie, rezygnując z bardziej zapewne wystawnej kwatery pani zamku, używanej niegdyś przez Lady Berengarię. Marcus nigdy tam nie trafił, ale nie uważał tego za wielką stratę.
     - Bereniko, dlaczego? - Słowa te nasunęły się same, gdy tylko zostali we dwoje za zamkniętymi drzwiami.
     - A cóż innego mogłam zrobić, Marcusie? Przybyli tu na moje jakoby zaproszenie, wręcz nalegania, naginając zasady tradycji i obyczaju. Miałam zrezygnować z zaślubin, odprawić ich wszystkich i zyskać w ten sposób nowych wrogów?
     - I tylko z tego powodu sprzeniewierzyłaś się naszej miłości? Tylko dlatego, by nie urazić jakiejś pomniejszej hrabiny z Lasu czy czegoś tam? Przyznaj się, potrzebowałaś mocy tego całego Lucjusza! Że też wcześniej nie przyszło mi to do głowy! Nie pomyślałem nawet wtedy, gdy użyłaś dzisiaj magii powietrza! Ależ byłem głupi!
     - Głupotą to popisujesz się teraz, Marcusie. Tak, potrzebowałam mocy. Cóż to za księżna Siedmiu Bram, która nie może rzucać czarów? Zwłaszcza, gdy lady Berengaria krąży gdzieś w okolicy, jak zapewniała mnie Sudrun, czekając na okazję, by nam wszystkim zaszkodzić. Takiej sposobności na pewno by nie zmarnowała, a Lucjusz mógłby łatwo wpaść w jej ręce.
     - Więc dał ci moc. Ciekawe, czy większą od mojej, jak na to liczy jego matka? I czy sprawił przy tym większą rozkosz?
     - Co to za pytania? Nie muszę się zresztą tłumaczyć. Jako pani księstwa mam prawo do czterech małżonków, a ty jesteś wprawdzie pierwszym, ale tylko jednym z nich.
     - Zyskałem prawo do zadawania takich pytań po tym, co mi obiecałaś, po tym, co dla ciebie zrobiłem, po tym, gdy uwolniliśmy cię z lochów i oddaliśmy władzę.
     - Prawdę mówiąc, to zasługa nie twoja, tylko Sudrun. Nie przepadam za nią, nigdy nie przepadałam, ale to naprawdę dzielna dziewczyna i zamierzam hojnie ją wynagrodzić. Nawet pomimo tego, że musiała poświęcić Orła.
     - Właśnie, Sudrun. Dlaczego to jej nie przysłałaś z listem? Żeby przypadkiem nie opowiedziała o twoim nowym mężu? W swoich pismach także nawet się o nim nie zająknęłaś. Nie wątpię też, że nakazałaś milczenie posłańcom. Tylko po co, żeby zwabić mnie w pułapkę?
     - Marcusie, skoro jesteśmy już przy opowieściach Sudrun, to rzeczywiście miała sporo do opowiedzenia. Zwłaszcza o twoich własnych przygodach. O tej barbarzyńskiej księżniczce Aurorze i o tym, w jaki sposób zdobyłeś wiedzę o czarach.
     - Dzięki temu przegnaliśmy twoją matkę, wygraliśmy bitwę, uczyniliśmy cię w oczach całego Królestwa największą pogromczynią ludzi Północy, uwolniliśmy z lochu i osadziliśmy na tronie.
     - Nie próbuj tylko twierdzić, że kochałeś się z tą Aurorą po to, żeby mi pomóc. Teraz to ja mogłabym spytać, czy oddawałeś jej moc bardziej ochoczo niż mnie i czy odczuwałeś przy tym większą rozkosz? A może to ona brała więcej tej rozkoszy od ciebie?
     - Bereniko, proszę cię... Nie miałem innego wyjścia!
     - Ja również nie, może zechcesz to zrozumieć? I jeszcze sama Sudrun... Jak to się stało, że przybrała moją postać? O ile wiem, to barbarzyńcy nie znają się na takich akurat czarach.
     - Jeżeli opowiedziała ci wszystko, to wiesz, w jaki sposób.
     - Wiem... Wiem i to mogę zrozumieć oraz wybaczyć. Chyba, że nie opowiedziała wszystkiego?
     - Nie mam pojęcia, co ci dokładnie naopowiadała. Wtedy, gdy stara księżna przysłała ją w twojej postaci byłem przekonany, że to ty, Bereniko... Przyjechała na grzbiecie Orła i dosiadła mojego Demona, czego sama księżna nigdy nie potrafiła. Byłem pewien, że to ty!
     - Powiedziałam już, że to rozumiem i nie żywię żalu, przynajmniej do ciebie. Lady Berengaria to mistrzyni tego rodzaju oszustw. Żal mi tylko Orła...
     - Wiem, ocalił moje życie. Ja też wolałbym, żeby nie musiał ginąć. A Sudrun... Tak, kochaliśmy się jeszcze raz, gdy już wiedziałem, że to nie byłaś ty. Na to nie mam wytłumaczenia.
     Zdecydował się na wyznanie, pamiętając o ich pierwszych niesnaskach, zasianych przez starą księżną i zażegnanych głównie dzięki jego własnej szczerości.
     - Pewnie przekonywałeś ją w ten sposób, by podjęła się swojej misji? Bo przecież na pewno nie zrobiła tego dla mnie.
     - Nie... Wyruszyła do Złotej Bramy dla siebie samej, bo czuła się winna zdrady i chciała ją odkupić. Co zresztą uczyniła.
     - Zdrady wobec ciebie, wobec własnego ukochanego, a nie swojej prawowitej władczyni!
     - Czy to aż takie ważne? Odkupiła wszelkie winy, zarówno wobec mnie, jaki i wobec ciebie. Tylko dzięki niej zasiadasz na tronie Siedmiu Bram zamiast gnić w lochu.
     - Ty również się do tego przyczyniłeś i tak wolę to odbierać. Ale pozostaje jeszcze ta Aurora, która dała ci wiedzę o czarach... Musiałeś wywrzeć na niej wielkie wrażenie.
     - To ty, Bereniko, ofiarowałaś mi pierwszy czar. Dzięki niemu zabiłem sir Oswalda i uratowałem Aurorę. A teraz ona myśli, że spaliłem jej ojca i z pewnością nienawidzi. Musisz o tym wiedzieć, skoro Sudrun opowiedziała ci o przebiegu bitwy.
     - I z tego powodu lady Berengaria próbowała cię zabić. Ostrzegałam, żebyś uważał, ale ty wolałeś uratować piękną dziewczynę, która w podziękowaniu rzuciła ci się w ramiona. - Najwidoczniej z ostatnich słów Marcusa Berenika usłyszała tylko to, co chciała usłyszeć.
     - Miałem pozwolić, żeby po raz kolejny zabił kogoś na moich oczach? Po tym, co widziałem w lochach Złotej Bramy?
     - Nie kogoś, tylko piękną księżniczkę! Ciekawe, czy wyuczyła cię wystarczająco dobrze!
     Bez ostrzeżenia w stronę Marcusa ruszył w powietrzu solidny dzbanek, stojący na jednej z szafek. Dopiero po chwili wyczuł sploty powietrza i zorientował się, że Berenika użyła mocy! Postawił osłonę i powstrzymał pocisk w ostatniej chwili. W ślad za pierwszym, ruszyły jednak następne, jakieś naczynia, wazony, świeczniki i inne przedmioty, które można znaleźć w apartamencie damy, w końcu nawet solidne krzesło. To ostatnie uderzyło w barierę z taką siłą, że upadając na podłogę rozpadło się na kawałki.
     - Bereniko, co ty wyprawiasz?
     - Zobaczymy, czy z tym też sobie poradzisz!
     Posłała prawdziwą kulę ognia! Możenie aż taką, by spalić chłopaka na popiół, ale na pewno solidnie poparzyć, gdyby trafiła na przykład w twarz. Zdążył zmienić rodzaj zapory, odeprzeć i opanować ogień. Ćwiczenia z Aurorą istotnie się przydały.
     - Przestań!
     - Osłon też cię wyuczyła. Po co tu wracałeś? Nie jestem ci już do niczego potrzebna! No dalej, pokaż, jak sam potrafisz uderzać ogniem! Przynajmniej ten czar otrzymałeś ode mnie!
     - Przestań, mówię!
     Nie zważając na jego słowa, dziewczyna rzuciła teraz solidną strugę płomieni. Aż się spocił, przejmując i neutralizując również to uderzenie. Mogła mu naprawdę zaszkodzić. Czy rzeczywiście powinien odpowiedzieć w ten sam sposób? Sięgnął po czar unieruchomienia. Przecięła jednak nakładane pęta zanim zdążyły się solidnie zacisnąć. W odpowiedzi wzmocniła posyłany przeciwko chłopakowi żar.
     Osłaniając się błękitną barierą skoczył ku Berenice i pochwycił ją w ramiona, unieruchamiając w uścisku.
     - Przestań! Co ty robisz? Oszalałaś?
     Szarpała się bezsilnie. Tego rodzaju więzów nie potrafiła rozerwać. Smagnęła jeszcze raz powietrzem, spróbowała zburzyć podłogę komnaty, Marcus potrafił jednak skutecznie i na czas zablokować przywoływane żywioły. Potrząsnął postacią żony.
     - Przestań wreszcie! Chcesz mnie zabić, spalić zamek czy tylko zużyć całą moc, którą posiadamy?
     - Chcę okazać się lepszą od tej twojej księżniczki! W czymkolwiek, choćby miało mnie to kosztować życie! Lepszą, skoro wolałeś jej miłość i nauki!
     - Przecież wróciłem do ciebie! Wróciłem, bo się kocham! I dużo lepiej jeździsz od niej konno, jeśli ta wiedza miałaby ci w czymkolwiek pomóc. Oni nie mają tam dobrych koni.
     - Ta  Aurora na pewno potrafi za to galopować na innych wierzchowcach. Przyznaj się, zdążyłeś się o tym przekonać, skoro trafił się jej taki rumak!
     - Nazywała mnie raczej psem niż rumakiem. No, z czasem awansowałem na mastiffa.
     - A ty jak ją nazywałeś, piękną księżniczką?
     - Ona akurat nie cierpi, gdy tak do niej mowić. Nie cierpi wszystkich szlachetnie urodzonych dam z Królestwa i możliwe, że ma w tym słuszność.
     O dziwo, ten gniewny okrzyk Marcusa w jakiś sposób uspokoił Berenikę.
     - Może rzeczywiście ma - przyznała niespodziewanie. - Wystarczy spędzić kilka dni w towarzystwie chociażby takiej lady Lawinii, by przyznać jej rację. A hrabina Wysokiego Lasu nie wydaje się jeszcze taka najgorsza, objawia tylko irytującą głupotę i nadmierną ambicję.
     - Przynajmniej w czymś się zgadzamy, Bereniko.
     - Dlaczego nie zostałeś więc u barbarzyńców, skoro trafiają się tam piękne i dzielne księżniczki, a szlachetne panie z Królestwa napawają cię taką odrazą?
     - Nie wszystkie, Bereniko. Wiesz dobrze, że nie wszystkie. - Wzmocnił uścisk ramion. - Istnieją pewne wyjątki.
     - Nie mów mi tylko, że porzuciłeś barbarzyńców wyłącznie z mojego powodu. Miałeś potęgę mocy oraz wiedzę o czarach, piękną księżniczkę u boku i nie krępował cię żaden ochraniacz...
     - Jakie to miało znaczenie, gdy dowiedziałem się, że mogę ci pomóc, ukochana. Wiedźma zwabiła mnie w ten sposób w pułapkę i próbowała zabić, ale sama wpadła we własne sidła i wszystko skończyło się dobrze.
     - Uratował cię Orzeł oraz ta cała Aurora, która w ten sposób spłaciła własny dług. Wiesz, czasami jej zazdroszczę. Ja niczego nie potrafiłam ci ofiarować. Niczego naprawdę istotnego...
     - Mylisz, się ukochana...
     - Tylko dlaczego ona po tym wszystkim cię puściła? - Berenika z uporem drążyła temat. -  Na jej miejscu, ja nie pozwoliłabym ci odejść.
     - Chciała pokoju dla swego ludu. A ja... Ja obiecałem, że nowa księżna Siedmiu Bram da im ten pokój. - Wolał nie wspominać o Ragnedze i planach wodzów z Północy wobec własnej osoby. To z pewnością nie były słowa, które Berenika w tej akurat chwili pragnęłaby usłyszeć.
     - A potem odniosłeś w moim imieniu największe w dziejach zwycięstwo nad barbarzyńcami. Doprawdy, zadziwiające są wyroki Dobrej Bogini.
     - Dzięki temu możesz teraz ofiarować im pokój z własnej woli, jako triumfująca i łaskawa księżna Siedmiu Bram.
     - Zobaczymy. Nie pałam do tych dzikusów wielką miłością. Zima da nam trochę czasu w tej sprawie, tym bardziej, że wcale nie brakuje innych kłopotów.
     - Stara księżna, twoja matka?
     - Proszę, nie chcę, żebyś tak ją nazywał. Nie pokazała się w okolicy. Ale z pewnością nie zrezygnuje. Tym bardziej, że walczy o coś więcej, niż tylko życie i władzę. Dowiedziałam się okropnych rzeczy.
     - Jakich to?
     - O tym później. I tak straciliśmy już mnóstwo czasu. Nie tak pragnęłam powitać mojego zwycięskiego rycerza, przypominającego jednak bardziej gradową chmurę, niż ukochanego męża.
     - Ja również inaczej sobie to spotkanie wyobrażałem, pani i małżonko.
     - Nie czyńmy więc wzajemnych wyrzutów, Marcusie, tylko zacznijmy to powitanie od nowa, jak udało się poprzednim razem.
     - Co masz na myśli, Bereniko?
     - A to! Zamiast marnować moc na wzajemne kłótnie zajmijmy się wreszcie jej gromadzeiniem.
     Dziewczyna wycisnęła gorący pocałunek na ustach chłopaka. Jej dłonie błądziły po jego plecach, sięgnęły klamry pasa i guzików kubraka. Odwzajemnił się tym samym, chociaż wytworna toaleta, którą Berenika przybrała na oficjalną ucztę, okazała się bardziej skomplikowana w obsłudze i stawiała większy opór. Małżonka nie musiała natomiast tracić czasu na zdejmowanie ochraniacza i już po chwili trzymała w ręku swoją zdobycz. Czując, jak własna męskość nabrzmiewa w jej dłoni, Marcus niecierpliwie szarpnął za jakiś stojący mu na przeszkodzie element stroju żony, rozległ się trzask rozrywanego materiału. Wolną ręką Berenika ochoczo dopomogła chłopakowi w tym dziele zniszczenia, nie przerywając przy tym drażnienia spodniej strony fallusa. Pomyślał przelotnie, że jeżeli tryśnie nasieniem, odda również moc i znajdzie się na jej łasce. Czyż miało to jednak w tej chwili jakieś znaczenie? Tak długo czekał na tę chwilę, zwodzony dodatkowo wyobrażeniami tworzonymi przez wiedźmę. Nie wszystkie demony piekieł porwą tę po tysiąckroć przeklęta moc! Nadzy już, opadli na posłanie, wtulił twarz we włosy żony, na nowo poszukał ust, poczuł smak i zapach Bereniki. Zręczne ruchy jej palców przegnały ostatnie, niespokojne myśli. Sam poszukał teraz kwiatu rozkoszy dziewczyny, zastając go gorącym i wilgotnym. Nieważne, czy bardziej pragnęła bliskości ukochanego, jego nasienia czy też dopływu mocy. Da jej to wszystko razem. I jeszcze rozkosz równą tej, którą sam w tej chwili odczuwał. A przynajmniej spróbuje, bo własne podniecenie narastało w bardzo szybkim tempie.
     - Bereniko, poczekaj. Ja już za chwilę... W taki sposób nie zdążę...
     - Nieważne, tak właśnie chcę. Zbyt długo na to czekałam.
     Kilka wprawnych ruchów dłoni dziewczyny doprowadziło Marcusa na skraj spełnienia.
     - Teraz, szybko – wyrzucił z siebie.
     Berenika chciała go dosiąść, może zamierzając jednak rywalizować z Aurorą w tej szczególnej sztuce jeździeckiej. Zwykle nie miał nic przeciwko temu ale nagła myśl o Lucjuszu sprawiła, że sprzeciwił się zamiarom żony.
     - Nie tak, uklęknij i opadnij na ręce.
     Nie protestowała lecz pospiesznie wykonała polecenie, pomagając Marcusowi wsunąć nabrzmiałego fallusa. Naparł z całej mocy, kładąc dłonie na pośladkach Bereniki. Kilka kolejnych pchnięć i jęknął z rozkoszy, czując wzbierającą falę przypływu. Nie zamierzał już zwalniać czy czekać na ukochaną. Po prostu, w tej chwili nie potrafiłby przestać, a zresztą, czyż w taki właśnie sposób nie oddawał mocy w najskuteczniejszy sposób? Nie dokończył tej myśli, przerwanej eksplozją gorąca, własnym okrzykiem, poczuciem spełnienia i uwolnienia. Do rzeczywistości przywróciło go znajome ssanie i nagłe osłabienie. Opadł na posłanie u boku pani i małżonki. Oto wpadł w zwykłą pułapkę, czyhająca na wszystkich mężczyzn-czarodziejów. Zaspokojenie czy to miłości, czy to pożądania pozbawiało ich mocy, niezależnie od  posiadanej zazwyczaj potęgi. Dwukrotnie już w podobnej chwili próbowano go zamordować. Ale wtedy miał do czynienia z prawdziwą wiedźmą, a teraz oddał przecież nasienie i magiczną siłę ukochanej. Nieważne, że ich spotkanie po długim rozstaniu nie wypadło najlepiej i czynili sobie wzajemnie wyrzuty. Przecież to nie mogło zniszczyć ich miłości! On właśnie to udowodnił, a Berenika niechybnie uczyni to samo. Tymczasem pozwoliła mu powoli odzyskiwać siły, zwykle po oddaniu mocy osłabienie powoli mijało.
     - Dziękuję, Marcusie. Sprawiłeś się wspaniale. - Dziewczyna obdarzyła go pocałunkiem.
     - Mam nadzieję, że dałem ci więcej mocy niż Lucjusz, wbrew temu, co wygadywała jego matka.
     - O wiele, wiele więcej. Więcej niż kiedykolwiek. Chyba nie przejąłeś się gadaniną tej starej wrony?
     - Radziła ci, żebyś nałożyła mi ochraniacz. W tej chwili mogłabyś to uczynić, oboje dobrze o tym wiemy.
     - Marcusie, obiecuję, że nigdy tego nie zrobię. Nigdy, cokolwiek miałoby się jeszcze wydarzyć. Kocham cię i ufam ci, od ciebie pragnę tego samego, a jak mogłabym oczekiwać tej wzajemności, zakuwając wbrew twojej woli w pierścienie?
     - Inne panie szlachetnej krwi tak właśnie czynią.
     - Bo nie potrafią zdobyć miłości i zaufania swoich małżonków, same również im nie ufają i w ten sposób wiele tracą. Nie jest szczególną tajemnicą, że wzmocniony magią ochraniacz, nałożony akurat na genitalia błękitnokrwistego, zmniejsza jego zdolność do gromadzenia mocy.
     - To dlaczego...
     - Ależ głuptas z ciebie. Bo nie ufają swoim mężom i obawiają się, że stracą gdzieś tę moc z jakąś dziewką z ludu, rozsiewając w dodatku bez potrzeby szlachetną krew.
     - A ty mi ufasz, Bereniko?
     - Chcę ci zaufać, Marcusie. To najważniejszy powód. Oboje wiemy też jednak dobrze, że w twoim przypadku ochraniacz tylko częściowo spełniłby swoje zadanie. Moc i tak możesz zużyć,  nikt nie zdoła ci w tym przeszkodzić. Chcę ci zaufać.
     - Przekonałem się też jednak, że panie szlachetnej krwi albo wiedźmy, jak często nazywają was za plecami, zaufać nie potrafią i gotowe są zabijać mężczyzn władających magią. Twoja matka próbowała już dwukrotnie. I zawsze w takiej samej chwili. Właśnie takiej, jak obecna, gdy czarownik staje się bezbronny.
     - Nie jestem lady Berengarią! Wiem, że stara księżna, bo nie zamierzam nazywać jej dłużej moją matką, próbowała zabić cię zaraz po tym, gdy się z nią kochałeś. I wiem, że oddając mi dzisiaj moc okazałeś swoją miłość i zaufanie. Nie zamierzam ich zawieść. I dlatego ani cię nie zamorduję, na co może w skrytości ducha liczyłeś. - Uśmiechnęła się uroczo, podkreślając, że tylko żartuje. - Ani też nie nałożę ci ochraniacza. W zamian oczekuję, iż nasienie i moc zachowasz jednak dla swojej prawowitej pani i małżonki, a mocy używać będziesz z rozsądkiem. Dość już mamy kłopotów, niepotrzebne nam plotki o potrafiącym rzucać czary pierwszym mężu nowej księżnej Siedmiu Bram.
     - Twoja matka może je rozpuszczać niezależnie od tego, co zrobimy. Tylko po to, by nam zaszkodzić, chociażby przed Radą Królestwa
     - Proszę, nie nazywaj jej moją matką. Wątpię, by miała to zrobić. Dobrze wie, że sama ma bardzo wiele do ukrycia i zainteresowanie Rady jej niepotrzebne.
     - A co z lady Lawinią? Nie spodoba się jej, że nie noszę ochraniacza. Zdążyła to już zauważyć i skrytykować.
     - Wkrótce ją odeślę, gości w Złotej Bramie wystarczająco długo. Jej towarzystwo nie należy do szczególnie przyjemnych, jak zdążyłeś się przekonać, panie i mężu. A nadto, nie chcę, by wtrącała się w sprawy pomiędzy mną a Lucjuszem. Zapewne nie spodobałoby się jej również to, jak zamierzam go potraktować.
     - Chcesz może zdjąć ochraniacz i jemu? - spytał, nieprzyjemnie jednak zaskoczony.
     - Nie, aż tak mu nie ufam. Może kiedyś, ale tymczasem w żaden sposób na coś takiego nie zasłużył. I chyba wcale tego nie oczekuje, ani też nie pragnie.
     - Matka wychowała go w tradycyjny sposób, ale wiem z własnego doświadczenia, że ochraniacz potrafi uprzykrzyć życie.
     - Tym niemniej, będzie musiał się do niego przyzwyczaić. Zwłaszcza, że chcę ci ofiarować szczególny dar, mój panie pierwszy małżonku.
     - Jakiż to i co to ma wspólnego z Lucjuszem?
     - Jesteś moim pierwszym mężem, Marcusie, a w sercu jedynym. Udowodnię to, nie korzystając z mocy pana Trzeciego.
     - Jak to?
     - Nie zamierzam dzielić z nim łoża. Ten przywilej zostawiam tylko dla ciebie.
     - To niezgodne z tradycją, żadna pani szlachetnej krwi nigdy tak nie postępowała. I wszystkie potrzebują przecież jak największej mocy.
     - To ja wybieram, skąd tę moc wezmę. To słowa lady Lawinii, sam słyszałeś. I wybrałam ciebie, mój ukochany. To mój dar, dar miłości. Mocy masz wystarczająco wiele, z pewnością jej wystarczy. A Lucjuszowi oraz jego matce, gdyby w jakiś sposób się o tym dowiedziała, wyjaśnię tymczasem wszystko moim szczególnym stanem.
     - Nie wiem, czy to najlepszy pomysł.
     Mówiąc to, Marcus nie okazał się zupełnie szczery. Niech mu Dobra Bogini wybaczy, ale odczuł satysfakcję, nie dbając o możliwe cierpienia nieszczęsnego Lucjusza.
     - Podjęłam już decyzję w tej sprawie, mój panie pierwszy i jedyny mężu. Musiałam go poślubić, ale nie chcę, by to małżeństwo zniszczyło naszą własną miłość. A teraz, zanim zajmiemy się mniej przyjemnymi sprawami, chcę się przekonać, czy podjęłam słuszną decyzję. Nie wątpię, że nie nosząc od tygodni ochraniacza, o wiele szybciej niż niegdyś odzyskujesz moc. Czyż  nie tak, sir Marcusie?
     - To prawda. Jeżeli się nad tym zastanowić, to rzeczywiście tak było, odkąd uciekłem z rąk lady Berengarii.
     - Udowodnij to więc!
     Jak sobie życzysz, szlachetna pani. - Sięgnął i znalazł, rozpalając knot jednej ze zgaszonych dotąd świec.
     - Nie o taki dowód mi chodziło, sir Marcusie.
     Dotknęła dłonią fallusa chłopaka, przekonując się, że wróciła mu zdolność nie tylko do rzucania magicznych zaklęć.

4 202 czyt.
100%417
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne i fantasy, użył 5229 słów i 29508 znaków, zaktualizował 25 paź o 8:01.

7 komentarzy

 
  • Mily

    Mily · 4 gru 6:40 · 193944193

    Haha siodmy...

  • emeryt

    emeryt · 1 gru 21:31 · 202091556

    @nefer, jednak kolejnego odcinka oczekuję dużo bardziej niż swojej emerytury. Mógłbyś się trochę pospieszyć z kolejnym odcinkiem, zwłaszcza zaczęły się długie,  jesienne wieczory, a twoje opowiadania są takie wciągające, że trudno się od nich oderwać. Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie, oraz dla twojej Pierwszej Czytelniczki.

  • Almach99

    Almach99 · 24 października

    To jednak Berenika!
    Swoja droga co jest takiego w Marcusie, ze wszystkie kobiety sie za nim uganiaja?

  • zxcv

    zxcv · 24 października · 386312579

    czytałem uważnie i nie padło ani jedno słowo odnośnie drugiego małżonka ciekawe kim się okaże  
    ps nie dawno trafiłem na to opowiadanie ale jest super z niecierpliwością czekam na kontynuację

  • AnonimS

    AnonimS · 24 października

    Oboje łamią wszelkie konwenase i zwyczaje.. ciekawe czy ich miłość wszystko zwycięży .podoba mi się że myślisz o najdrobniejszych szczegółach . Na razie wszystko  idzie ku dobremu ale myślę że to cisza przed burzą. Pozdrawiam

  • emeryt

    emeryt · 23 października · 202091556

    Drogi Autorze, trochę póżno lecz warto było czekać. Ten, kolejny odcinek wyszedł Tobie wspaniale. Lecz to jakby wstęp do  dalszych zakrętów ich życia. Nie spodziewałem się takiego, sielskiego odcinka. Przesyłam najserdeczniejsze podziękowania oraz pozdrowienia.

  • ouroboros

    ouroboros · 23 października

    Scenę w sypialni czytałam z prawdziwym dreszczem niepokoju o życie Marcusa. Ciekawa jestem co takiego dowiemy sie o Lady Berengarii. Jakieś podejrzenia już są i cieszę się że być może niedługo zostaną zweryfikowane.
    Berenika łamie wszystkie zwyczaje, ciekawe jak na tym wyjdzie...