Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Monika w stópkowej firmie - cz. 1

Monika w stópkowej firmie - cz. 1Udało się! Dostałam się na staż! Bardzo się obawiałam czy dam radę. Złożyłam CV i list motywacyjny, miałam rozmowę rekrutacyjną online i przez wiele tygodni czekałam na wyniki. To płatny staż w niesamowitej firmie. Tak przynajmniej mówią informacje na ich stronie. Firma jest bardzo ciekawa, podobno można nauczyć się tam wielu różnych umiejętności, obserwować osoby z wielkim doświadczeniem. Interesujące jest to, że wszystkie osoby zatrudnione w firmie to kobiety. Dobrze, że istnieją takie przedsięwzięcia. Nie do końca rozumiem tylko nazwę firmy: „On Lyfeet”. To chyba z jakiegoś obcego języka.

Mail informujący mnie o dostaniu się na staż zawierał informację o regulaminie firmy. „Pani Moniko, w załączniku zamieszczamy regulamin pracy w naszej firmie. Proszę go dokładnie przeczytać, zanim przyjdzie do nas Pani po raz pierwszy”. To chyba będą jakieś nudy? Otwieram regulamin, czytam standardowe formułki nie przywiązując do nich wagi. Zjeżdżam na sam dół i zauważam, że jest tam informacja zapisana wielkimi, czerwonymi literami. Czytam ją ze zdziwieniem.

„Po naszej firmie można się poruszać wyłącznie boso. Buty i dodatki takie jak skarpety należy zdeponować w recepcji. Można je odebrać przy wychodzeniu.”

Co takiego? Po firmie trzeba chodzić boso? O co tu chodzi? To jakieś żarty kogoś z IT, kto dodał taką bzdurę do pdfa z regulaminem? Przecież to nie może być naprawdę, to nie ma żadnego sensu. Po co by chodzić boso? To niebezpieczne, można się skaleczyć. Pracownicy mają widzieć nawzajem swoje stopy? Po za tym ten zapach… No nie, to musi być jakiś żart! Bzdura!

Na swój pierwszy dzień stażu ubrałam się luźno, bo jak przeczytałam w tym… trochę dziwnym regulaminie, w firmie nie ma potrzeby chodzenia w oficjalnym stroju. Mam nadzieję, że to akurat prawda, a nie kolejny żart jak z tym chodzeniem boso. Jeżeli o to chodzi założyłam czarne baleriny na bose stopy. Ale… no nie, przecież nie będę musiała ich zdejmować… Prawda?

Dotarłam do siedziby firmy. Dręczył mnie cały czas ten dopisek w regulaminie, czy powiedzieć im o tym od razu, że tam jest jakaś pomyłka? Czemu ktoś takie rzeczy wymyśla? Weszłam do dużego biurowca i wjechałam na piętro, które jest całkowicie zajęte przez On Lyfeet. Po wyjściu z windy przeszłam przez krótki nowocześnie urządzony korytarzyk i zadzwoniłam do drzwi, mówiąc do domofonu: „Nazywam się Monika… ja na staż...”. Szybko otworzył się zamek w drzwiach. Wzięłam głęboki oddech i uradowana tym co mnie czeka, nie myśląc o żadnych problemach, otworzyłam drzwi i weszłam do firmy, w której było tłoczno od kobiet zajętych różnymi sprawami. Rozejrzałam się i… doznałam prawdziwego szoku.

One wszystkie chodzą boso.

Jeżeli to żart, to każda z nich musi o nim wiedzieć. Ale przecież nikt się nie śmieje, one normalnie zajmują się swoimi sprawami. Chodzą po wielkiej otwartej przestrzeni, na której są porozstawiane stanowiska z komputerami, fotele, kanapy, stoły. I chodzą tak nawet bez skarpetek na stopach. Niektóre stopy są większe, inne drobne. Wszystkie z naturalnymi paznokciami, bez lakieru. Żadna z kobiet nie wydaje się być przejęta tym, że chodzi boso.

- Ty jesteś Monika, prawda? - usłyszałam miły głos.
- Taaak… Tak to ja - odpowiedziałam ciągle oszołomiona, tym co się wokół mnie dzieje.
- Nasza nowa stażystka! Bardzo się cieszę, że mogę cię poznać. Masz wspaniałe CV, będziesz bardzo cennym dodatkiem do naszego teamu – kontynuowała z uśmiechem rudowłosa dziewczyna, wyglądała na moją rówieśniczkę, miała może 20 lat.
- Ja też się cieszę… - wyjąkałam
- Mam na imię Julka i zajmuje się tutaj dbaniem o potrzeby pracowników, a także pomaganiem nowym dziewczynom w firmie, takim jak ty.

Spojrzałam na nią i ku mojemu przerażeniu zrozumiałam, że ona też stoi przy mnie boso. Jest normalnie ubrana w ładną bluzkę i jeansy, ale stopy ma bose. Jejku… czyli to tak serio trzeba? Odeszła mi ochota na wspominanie o rzekomym błędzie w regulaminie.

- Ja… ja nie wiem… Nie za bardzo wiem co powiedzieć – powiedziałam.
- Nie martw się, doskonale rozumiem, że pierwszy dzień w nowym środowisku jest trudny, dlatego jestem tutaj żeby ci pomóc. Wszystko ci wytłumaczę i wyjaśnię. Dobrze?
- Dobrze… - przytaknęłam.

Julia podprowadziła mnie kilka kroków do przodu i wymachując ręką wokół zaczęła opowiadać o firmie. Jednak nie byłam w stanie zrozumieć czym ta firma się tak naprawdę zajmuje. Ciągle tylko o dostarczaniu jakościowego contentu, dbania o upodobania klienta, rozwijaniu się pracownic w przyjaznej kobietom atmosferze. Nie miałam pojęcia co naprawdę się tutaj robi, ani o co chodzi z tym chodzeniem boso. Julka nie wspominała o tym ani słowem, byłam zdziwiona, że ten oczywisty temat w ogóle się nie pojawia w jej wypowiedzi. Dopiero na sam koniec zapytała lekko:

- Czytałaś nasz regulamin prawda?
- Tak…. Ale… - nie zdążyłam dokończyć bo Julka tylko się ucieszyła i poprowadziła mnie nieco dalej do stanowiska recepcjonistki. Najdziwniejszego jakie widziałam w życiu. Na jej rozłożystym biurku i na półkach obok niej leżało kilkadziesiąt par butów. Wszystkie starannie ułożone, recepcjonistka coś przy nich robiła, notowała, wpisywała do komputera.

- To Ola, nasza recepcjonistka – przedstawiła ją Julia – u niej będziesz zostawiała swoje buty po przyjściu do firmy – powiedziała jakby to było najoczywistsze w świecie.
- Buty i skarpetki, bo na nie też mam miejsce – roześmiała się Ola – Ale dziewczyny są już przyzwyczajone do tego żeby zakładać buty na bose stopy, mniej z tym problemu przy wchodzeniu i wychodzeniu.

Stojąc tak blisko poczułam potężny, pulsujący aromat płynący z tych wszystkich par butów, od którego robiło mi się trochę słabo. Miałam już pytać jak to możliwe, że Ola daję radę wytrzymać w tym zapachu, dlaczego te buty nie są gdzieś chowane, ale to co zrobiła sprawiło, że nie miałam już pojęcia o co pytać.

Nie przerywając rozmowy z nami, Ola wzięła jedną z par butów leżących obok niej, postawiła ją przed sobą i zanurzyła twarz w bucie. Patrzyłam na nią zdumiona i przerażona. Ola intensywnie wąchała but, a po chwili zapisała coś na komputerze, dodając:
- Jak widzisz Moniko mam tutaj sporo pracy z tymi butami, jest nas tak wiele w firmie, że ciągle mam co robić.
- A praca Oli jest niezwykle cenna, dane, które tutaj pozyskuje są nam bardzo przydatne w pracy – powiedziała z powagą Julia. Nie miałam odwagi zapytać jakie dane pozyskuje wąchając buty. Modliłam się, żeby to była ostatnia dziwna rzecz jaką tego dnia zobaczę.

- Zostawiasz swoje buty Moniko? - zapytała uprzejmie Ola
- Ja… ja… - zaczęłam mówić wystraszona
- Normalnie nie mogłabyś wejść bez zostawienia butów w recepcji, ale jako, że to twój pierwszy dzień możemy dla ciebie zrobić wyjątek i na razie wpuścić cię w butach. Co ty na to? - zapytała mnie Julka z troskliwym wyrazem twarzy.
- Tak.. na razie w butach…
- Ale żeby mi to było jeden jedyny raz! - roześmiała się Ola i już po chwili wąchała kolejne buty.
Niestety wchodząc w głąb piętra dostrzegłam dużo innych dziwacznych i nieco strasznych dla mnie rzeczy. Zrozumiałam, że bose stopy odgrywają zaskakującą dużą rolę w tej firmie zajmującej się tworzeniem wartościowego contentu i rozwijaniu relacji z klientami.

Julia nadal mówiła do mnie frazesami, nie tłumacząc konkretnie wielu z tych sytuacji. Powtarzała tylko, że proces wdrażania się jest długi, trzeba to robić wszystko stopniowo, a ja na pewno w końcu to zrozumiem i się odnajdę. Powiedziała mi też jakie jest wynagrodzenie za mój staż. Okazało się, że do kwoty o której myślałam, trzeba dodać jedno zero. Czyli to nie był błąd w umowie, tutaj naprawdę się zarabia tak gigantyczne pieniądze już na start.

W pewnym momencie do Julii podeszła dziewczyna z aparatem fotograficznym w rękach. Była oczywiście boso. Jej małe stopy zwracały uwagę mocno pomarańczową barwą pięt, które było ciągle widać, bo nieustannie ruszała się wokół.

- Julka, brakuje mi twoich palców do newslettera! - zaczęła wesoło.
- A tak, już, już! Moniko, to jest Agata, nasza fotografka, szefowa działu foto-video. To jedna z najważniejszych osób w tej firmie.
- Na pewno najbardziej zapracowana! - roześmiała się Agata – To jak z tymi palcami? Dasz radę teraz?
- Tak! Oprowadzam Monikę, ale to świetny moment, bo będzie mogła zobaczyć trochę codziennej pracy – odparła Julia siadając na jednym z licznych foteli ustawionych na całym piętrze i wystawiając nogi na podnóżek.

Agata od razu wiedziała co robić. Podeszła do stóp Julki zaczęła je bardzo uważnie robić zdjęcia jej palcom. Ujęcia wszystkich naraz, zbliżenia na tylko jedną stopę, na konkretne palce. Zwłaszcza wiele ujęć dużych palców. Zajęło jej to solidnych kilka minut. Julia w tym czasie cały czas mówiła do mnie.

- Z Agatą będziesz miała regularny kontakt, tak jak my wszyscy tutaj. Będzie ci robiła zdjęcia zarówno do użytku wewnętrznego, jak i te do większych projektów. Pamiętaj żeby się nie spinać i być naturalna, Agata jest doskonałą fotografką, pracuje tutaj od początku, robi najlepsze zdjęcia na świecie – tłumaczyła Julia nie zwracając zbytnio uwagi na to jak bardzo dziwią mnie jej słowa.
- Ale… ale… do czego są te zdjęcia? - odważyłam się w końcu coś powiedzieć.
- Te akurat do naszego użytku firmowego – uśmiecha się Agata – Julka wygrała po raz kolejny głosowanie na Palce Tygodnia i ich zdjęcie znajdzie się w newsletterze.
- W firmowym newsletterze będzie zdjęcie palców u stóp? - nie dowierzam.
- I innych zwycięskich w tym tygodniu części stóp – przytakuje Agata.

- Zresztą sama zobaczysz jak dostaniesz newsletter! Na pewno się w nim niedługo sama znajdziesz – zapewniła mnie Julia nie zdając sobie może sprawy z tego, że przeraziła mnie wizja moich stóp w firmowym mailu – Agata pewnie już rusza do kolejnych zajęć?
- Tak, tak, wiele zdjęć przede mną jeszcze! Cieszę się, że dołączyłaś do firmy Moniko, na pewno super będzie się nam pracowało! - powiedziała Agata i na swoich małych stopach popędziła do kolejnej pracownicy z pytaniem o jakieś zaległe zdjęcia.

- Chodzenie boso, zdjęcia stóp… Co to za firma? - zapytałam markotna
- Najlepsza! - roześmiała się Julka.

Z tego wszystkiego co mówiła zaczęłam rozumieć, że stopy naprawdę odgrywają ważną rolę w funkcjonowaniu firmy. Nie potrafiłam jednak zrozumieć po co i dlaczego się to wszystko robi. I jak firma na tym zarabia, mogąc sobie pozwolić na tak potężne wynagrodzenia. Moja przewodniczka powtarzała, że stopniowo wszystko zrozumiem i nauczę się funkcjonowania w On Lyfeet.
Wkrótce zaprowadziła mnie do kolejnej pracownicy, jej stanowisko pracy było jeszcze dziwniejsze niż poprzednie.

- Mileno, to Monika, nasza nowa stażystka – zaczęła Julia
- Domyśliłam się - roześmiała się – przecież nikt inny nie chodziłby tutaj w butach. Jeszcze ich nie ściągnęłaś, co? Oj tam, nie ma się czego wstydzić, będziesz to robić codziennie jak my wszystkie.
- Milena jest jedną z pracownic działu kontroli jakości.
- Tak, a mówiąc konkretnie, jestem Podeszwową – uśmiechnęła się – Wiesz czym się zajmuje Podeszwowa?
- Nie… nie mam pojęcia – odparłam zestresowana i przestraszona.
- Nazwa mówi sama za siebie! Zajmuję się podeszwami stóp, a konkretnie badaniem ich stanu i wpisywaniem informacji do systemu. Sama zresztą zobaczysz. Julko jak już jesteś to sprawdzę twoje podeszwy.

Julia znowu usiadła na fotelu z podnóżkiem, one są tutaj wszędzie! Milena zbliżyła się do jej dosyć dużych stóp i zaczęła się przyglądać ich podeszwom. Najpierw gołym okiem, potem nawet użyła szkła powiększającego. Potem zaczęła je dotykać w wielu różnych miejscach. Wszystko powtarzała na jednej i drugiej stopie. Wreszcie orzekła:

- Gładkość 8 na 10 punktów. Twardość średnia w stronę wysokiej. Barwa jasna z różowawym odcieniem. Czyli ogólnie podeszwy z grupy III... – wyjaśniała Milena, a Julka kiwała głową rozumiejąc wszystko.
- Teraz Milena wprowadzi do do systemu, tam są zbierane wszystkie te dane. To tam Ola wpisywała informacje o zapachu z butów – tłumaczyła mi Julka.
- Ale po co są te dane? - nie rozumiałam.
- Są bardzo potrzebne w naszej pracy – ucięły obie jednocześnie.

Milena pożegnała się mówiąc, że cieszy się, że następnym razem zobaczy mnie już bez butów. W tym czasie Julia powiedziała, że takie raporty stanu jakości trzeba robić co tydzień:  
- Musimy wiedzieć czym dysponujemy.

Nie przedstawiała mnie już żadnym innym pracownicom, skierowałyśmy się z powrotem do recepcji.
- I jak? Podoba ci się firma? To jest najlepsze miejsce pracy jakie istnieje! - zagadnęła Ola trzymając w ręku białego adidasa, którego co jakiś czas wąchała.
- Atmosfera najlepsza, a płace nieosiągalne nigdzie indziej – uśmiechnęła się Julia. Jej słowa przypomniały mi o tym jak bardzo potrzebuję pieniędzy… A tutaj płacą kilkadziesiąt razy więcej niż w jakiekolwiek innej firmie. Gdyby tak przemęczyć się chociaż chwilę...

- To jak, wchodzisz w to? - zapytała moja przewodniczka.
- Tak… wchodzę… - odparłam smutno.
- Super! Ale się cieszę, że ci się podoba! - odpowiedziała rozentuzjazmowana – Mam ci tyle jeszcze do pokazania, ale najpierw… Oddaj Oli swoje buty, bez tego nie da rady.

Przestraszona, zastanawiałam się o co tu chodzi i w co ja się wplątuję. Smród leżących dookoła butów podrażniał mi nos, przypominałam sobie o swoich długach, które muszę spłacić… Schyliłam się i zdjęłam swoje czarne baleriny. Podałam je uśmiechniętej Oli, która zabrała się do pracy z nimi.

Jednocześnie zobaczyłam wizytówki firmy leżące na biurku między butami. Nazwa zapisana wielkimi literami głosiła: „Only Feet”...

Koniec części I

SweetGirl1X

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 2581 słów i 14324 znaków. Tagi: #fetyszstóp #stopy #kinky #fetysz #dziwne

4 komentarze

 
  • zamaron69

    Super opowiadanie! Czekam na kontynuacje.

  • izabela

    Oczywiście jestem na tak i czekam na dalsze części i opowiadania twojego autorstwa.

  • SweetGirl1X

    @izabela Bardzo dziękuję ^^

  • takitammarek

    czekam na dalsze części :)

  • SweetGirl1X

    @takitammarek Dziękuję za pozytywny komentarz! Im więcej takich, tym większa motywacja do dalszego pisania ^^

  • takitammarek

    @SweetGirl1X rozumiem :)

  • Dar

    Zapowiada się interesująco 🐾☺na

  • SweetGirl1X

    @Dar Cieszę się, że opowiadanie się podoba ^^

  • Dar

    @SweetGirl1X rozbujaj swoją wyobraźnię ❇