Erotyczne Wyzwolenie

Sen nie nadchodzi.  

Całodniowe zmęczenie rozpłynęło się pozostawiając po sobie Pragnienie. Dręczące, nienazwane, obezwładniające. Płynące gdzieś z trzewi wszechświata.  

Zegar tyka głośno, nieznośnie. Powoli. Czas skapuje, jak krzepnąca krew z rozprutego gardła, rozpryskując się w umyśle na zalążki kosmatych myśli. Jasny prostokąt sufitu z cieniem lampy wydaje się być mniejszy z każdym stukotem sekundnika. Przybliża się, dusi. Cieniutki materiał koszulki uwiera, niemal parzy. Ciężar kołdry wydaje się nie do udźwignięcia.  

Odrzucam ją, ściągam piżamę. Jestem naga. Łyse łono, wydepilowane podczas wieczornej kąpieli jest wrażliwe na każdy najdrobniejszy dotyk. Na powiew chłodniejszego powietrza także. Z moich ust ucieka cichy jęk.  

Przeciągam się naciągając mięśnie i dotykam. Dłonie nagle są lodowate i ostrożnie, jakby nieśmiałe. Suną po skórze. Zahaczają o sterczące sutki, zaciskają się na piersiach, masują podbrzusze. Palce wślizgują w płatki wilgotnej już kobiecości. Rozchylą je i tłoczą się przy wejściu do pochwy. Nabierają soki. Rozcierają po wargach zataczają hipnotyczne kręgi.  

Unoszę je ust. Smakuję, zaciągam się intensywnym zapachem, a świat poza łóżkiem obraca się w nicość. Jestem tylko ja i Pragnienie, które całkowicie przejmuje kontrolę, zabijają wszelkie wątpliwości, pozostawiając jedynie bolesne pożądanie.  

Rozrzucam szeroko nogi, wracam między uda. Z jękiem wsuwam wskazujący palec do pochwy, natarczywie trącam kciukiem łechtaczkę. Dołączam kolejny i jeszcze jeden. Zbijam je w nędzny substytut męskości i napieram raz po raz na wnętrze. Przymykam oczy, gdy pulsująca przyjemność rozlewa się po ciele. Usta rozchylają się w niemym krzyku, ale Pragnienie pozostaje.  

Rozczarowana otwieram oczy i tym razem krzyczę z zaskoczenia. U wezgłowia łóżka stoi nagi mężczyzna. Wysoki, muskularny, kipiący erotyzmem. Długi lekko wygięty sterczący penis, grubości mojej ręki opleciony nabrzmiałymi żyłami, przyozdobiony wielkimi jądrami jest wiernym odzwierciedleniem wszystkich fantazji. Owłosiona klatka piersiowa unosi się w przyśpieszonym oddechu, silne dłonie niecierpliwie zaciskają się i rozluźniają się w pełnym napięcia oczekiwaniu. Dzikie oczy wpatrują się w moją lśniącą od soków kobiecość ze zwierzęcym głodem.  

To bestia, myślę jeszcze szerzej rozchylając nogi w niemym zaproszeniu. Z warknięciem rzuca się na mnie. Przyszpila do łóżka i celnie wbija się do wnętrza. Uczucie wypełnienia, poraża wszystkie neurony. Mężczyzna porusza się gwałtownie, spazmatycznie jakby chciał przebić mnie na wylot. Pochyla się i zaciska dłonie na piersiach. Ssie sutki podgryzając je boleśnie. Słyszę krzyk. Swój krzyk, pełen ekstatycznego wyzwolenia. Plecy odrywają się od łóżka i drgam w spazmach orgazmu. W tym samym momencie duże dłonie zaciskają się na pośladkach zostawiając sine ślady, a wnętrze zalewa fontanna gorącej spermy. Wyciąga ociekający członek i kładzie mi na brzuchu. Sięga niemal do pępka.  

Zrywam się na kolana. Obejmuję ustami główkę, a na całej długości zaciskam dłonie. Uderza mnie aromat własnych soków zmieszanych z męską spermą. Słono kwaśny smak wnika w kubki smakowe. Zasysam go głębiej wraz z chałatem powietrza. Masuję go chwilę językiem i wpuszczam do przełyku. Mężczyzna chwyta mnie za włosy, przytrzymuje głowę nadając odpowiednie tempo zaczyna się poruszać. Wsuwam pod siebie dłoń i pocieram łechtaczkę. Penis przepycha się przez gardło coraz szybciej, a zapas tlenu kurczy się drastycznie. Wyciąga na chwilę penisa, ciągną się za nim strużki śliny. Nabieram powietrza i znów wpycha się w moje usta. Odległe echa orgazmu powracają, uderzając w łono i rozświetlają umysł eksplozją rozkoszy. Mężczyzna wysuwa się z moich ust, obryzguję strugami gęstej spermy. Z perwersyjną przyjemnością rozcieram ją wokół piersi, wklepuję w brzuch wpatrując się we wciąż sterczącą męskość. Jest niewyżyty.  

Obraca mnie na brzuch i wchodzi od tył, ruszając do szaleńczego galopu. Ciężkie jądra obijają się o wrażliwą łechtaczkę. Chwyta piersi, wykręcając nabrzmiałe sutki. Moje jęki giną w mlaszczącym klekocie odbijanych od siebie ciał, niskich, warkotliwych pomrukach kochanka. Nie mam sił już krzyczeć, kolejne fale orgazmu wzdrygają moim ciałem. Padam bez życia na łóżko.  

Unosi mnie w ramiona i w powietrzu nabija na męskość. Odruchowo łapię go za szyję patrząc w ostrą, drapieżną twarz i wiem, że to dopiero początek. On karmi się moją rozkoszą, jest czystym Pragnieniem. Orgazm powraca przeradzając się w permanentną ekstazę. Świat zamazuję się, traci ostrość i kształty. Jedynie gdzieś w oddali widzę widmowy tłum postaci. Wykrzywione w drapieżnych grymasach twarze. To widzowie, łapię się ostatniej zrozumiałej myśli, a ja jestem na scenie. W prawdziwej sztuce zaspokajania Pragnienia, rozpisanej na nieskończone akty i sceny.  

Sztuce trwającej przez wszystkie noce, aż do skończenia świata. Bo raz rozbudzonej bestii nie sposób poskromić.

2 komentarze

 
  • Pawlo20

    Genialne ❤

  • EwaGreen

    @Pawlo20  :redface: Dziękuję.

  • kitten

    cudowne  <3

  • EwaGreen

    @kitten  :redface:Dziękuję.