Damian projektantem część 1

Damian Dąbek mieszkał w Warszawie  od urodzenia Po swoim ojcu, słynnym projektancie Edmundzie Dąbku, miał odziedziczyć„ Dom Mody” oraz piękną willę z basenem, która mieściła się w Wilanowie.  
     Mieszkał z matką w starej kamienicy, która lata swojej świetności dawno miała za sobą.  
     Kobieta w młodości dorabiała jako modelka bywało jej ciężko, ale nie żałowała tego, bo to były wspaniałe czasy, które mile wspominała.  
     Pamiętała to, jak dziś, kiedy wspomniała rodzicom, że zatrudniła się w agencji modelek to wpadli w szał. Była brunetką o brązowych oczach, pochodziła rodziny prawników.
     Z zamyślenia wyrwał ją dzwonek do drzwi, a że była sama to poszła otworzyć.  
     Spojrzała przez judasza i zobaczyła mężczyznę w garniturze trzymającego teczkę pod pachą.
     Basia przez chwilę się wahała, ale w końcu mu uchyliła.
     — Słucham?  
     — Jestem prywatnym detektywem – odparł Teodor.  
     — O co chodzi?  
     — Szukam Damiana Dąbka, gdyż mam dla niego wiadomość.  
     — To mój syn, ale go nie ma.  
     — To niech mu pani przekaże, żeby jutro o dwunastej stawił się u notariusza.
     — Ale dlaczego?
     — Tam się wszystkiego dowiecie i proszę nie zapomnieć przekazać tego synowi, bo to byłaby naprawdę wielka szkoda, gdyby ten majątek przeszedł na rzecz skarbu państwa. Do widzenia pani.  
     Kobieta jak to usłyszała to, aż jej się oczy zaświeciły.  
     — Do widzenia.
     I zamknęła za mężczyzną drzwi, po czym usiadła w salonie na kanapie. Mężczyzna wrócił do domu późnym wieczorem, kiedy wszedł do kuchni i zapalił światło to, aż się wystraszył swojej matki, która siedziała po ciemku.  
     — Mamo, ale mnie wystraszyłaś.  
     — Siadaj!
     — Czemu jesteś taka zdenerwowana, czy stało się coś?
     — Był u nas detektyw.
     — Po co?
     — Powiedział, że mam ci przekazać, żebyś jutro udał się do kancelarii.  
     — Dobra ja idę spać jutro pójdę to się wszystkiego dowiem, a teraz dobranoc mamo.  
     — Dobranoc synu.  
     W nocy pod oknami osiedlowa wariatka biła i wyzywała od różnych jakąś kobietę, która wracała do domu.  Leżał z poduszką na uszach w końcu jednak miał dość słuchania tych wrzasków. Podszedł do okna nawet je uchyli chcąc zwrócić uwagę, ale zrezygnował i wrócił do łóżka.  
     Rano był niewyspany i nie mógł się skupić, ale po nabraniu sił zdecydował, że pójdzie na to spotkanie. Tak też zrobił, po dotarciu na ulicę Chmielną, gdzie mieściła się kancelaria, wchodząc powiedział:  
     — Dzień dobry p. Mecenasie. Przyszedłem tak, jak pan kazał.
     — Dziękuję, że zechciał pan mi poświęcić swój czas.
     — Był u nas wczoraj detektyw, który rozmawiał z moją matką.  
     — Pana ojciec miesiąc temu zmarł.
     — No dobrze, ale co ja mam z tym wspólnego?  
     — Jest pan jedynym spadkobiercą testamentu.  
     — Co! — wykrzyknął. To musi być jakieś nieporozumienie.  
     — Muszę pana niestety wyprowadzić z błędu, ale w dokumentach mam wyraźnie napisane, że zmarły cały majątek zapisuje panu.  
     — A co wchodzi w  skład tego spadku?
     — Dom  z basenem w podwarszawskim Wilanowie.
     Mężczyzna wyszedł z kancelarii oszołomiony tym, co usłyszał w garści ściskał kartkę z adresem i klucze do nowego domu.

608 czyt.
100%32
Margerita

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe, użyła 561 słów i 3246 znaków, zaktualizowała 21 kwi o 13:55.

2 komentarze

 
  • dreamer1897

    dreamer1897 · 7 lipca

    Zapowiada się przygoda życia

  • AnonimS

    AnonimS · 21 marca

    Czytalem