Zaskakujące Lądowanie rozdział 93

Zaskakujące Lądowanie rozdział 9393
  Mia


   Po dość nieoczekiwanym przywitaniu przez grupę muzyczną i rundzie zapoznawczej, musiałam uspokoić Teresę, siostrę Hanny. Dziewczyna prawie zemdlała, gdy dowiedziała się, kto jest naszym gościem specjalnym. Ha! Tak jakbym widziała siebie, kiedy stanęli w progu mojego mieszkania niespełna dwa tygodnie temu. Choć już z nimi rozmawiałam, to nadal podskakuje mi puls na ich widok, a krew w żyłach jest wzburzona niczym rwąca rzeka. Strasznie się denerwuję dzisiejszym dniem i choć staram się to ukryć, tak cała od środka dygoczę. Nawet nie pamiętam, za co chciałam sprać głowę szczeniakowi. Teraz to i tak już obojętne. Pokazuję chłopakom, gdzie znajduję się ich dzisiejsza scena, a następnie zaczynają rozstawiać swoje instrumenty. Tom, Andrea i Brerger seniorzy wycofują się do kuchni, dziewczyny ustawiają stoły. Joschua z Noelem wypełniają bar alkoholem, Samuel poucza Juliana, a Kai kroi na zapleczu niezbędne owoce. Wszystko idzie zgodnie z planem.
   Godzinę później stoję z Sabriną przy wejściu. Wpuszczamy do środka tylko osoby z biletami. Według moich obliczeń możemy pomieścić sto pięćdziesiąt osób, tyle też było w sprzedaży karteczek wstępu, które w dwa dni zostały wykupione, jakby na scenie miał się pojawić Justin Timberlake. Jeszcze zanim grupa pojawia się na podeście, alkohol leje się strumieniami, zamówienia w kuchni są gigantyczne, aż muszę sama rzucić okiem czy dają sobie radę. Krakers robi sobie żarty z pana Konrada, cytuję: ‘Cud, że przy tym ślimaczym tempie posiada wszystkie palce.’  obrywając ciętą ripostę ze strony niebieskookiej Andrei, robiącej z niego kłębek wełny. Wtedy mnie oświeca. To dzięki niej Bulion ma ciapę zamiast mózgu… Ciekawie czy Sam o tym wie? Staram się zachować poważną minę, ale nie potrafię, dlatego opuszczam w pośpiechu pałac Toma i wraz zamknięciem się drzwi zaczynam rżeć na cały głos.
  Minuty przechodzą w godziny, ludzie głośno śpiewają, kołyszą się w takcie muzyki, a ja pomagam, gdzie się da, słuchając jednym uchem utworów. W pewnej chwili nie potrafię zapanować nad biodrami, które weszły w rytm Hermes House Band „Country Rodas.” Oczywiście Samuel nie może sobie odpuścić tej okazji i zaczyna mną obracać, nie zważając na brak miejsca za barem, ale odczucie jest niesamowite. Mały komentarz ze strony Paula „Powinniście brać przykład zza baru” i ludzie zaczynają szaleć, robiąc z lokalu parkiet oraz spragniony tłum. Atmosfera jednym słowem jest odjazdowa i choć mam obawy, że obsługa nie nadąży z tempem, tak wszystko znajduje się w zielonym świetle. Nikt nie przychodzi z zażaleniem, czy pretensjami, każdy cierpliwie czeka na swoje zamówienie. Mój mały, duży brat niczym profesjonalista ramię w ramię z Brutusem i Miśkiem rozlewa do szklanek koktajle. Jestem z kurdupla dumna i nikt ze zgromadzonych nie pomyśli, że to jego pierwszy raz. Ten pomysł był strzałem w tysiaka.  
  Zajęta układaniem czystego szkła słucham kończącej się piosenki. Głośne brawa i gwizdy odbijają się od ścian.  
– Dziękujemy. Jesteście nie do powstrzymania! Musimy zrobić krótką przerwę i zanim to zrobię chcę się dowiedzieć jak się BAWICIEEE?! – pyta Paul do mikrofonu. Rozlega się głośny hałas. – Też tak myślałem. Wiecie, komu zawdzięczamy ten cudowny wieczór? – pyta z euforią. Słyszę wielokrotnie imię Samuela, kiedy odkładam szklanki na wyższą półkę.
– Tu się mylicie. Dzięki tej osobie możemy, jako pierwsi ochrzcić ten podest i jest to dla nas ogromnym zaszczytem. – Wszystkie światła gasną. Devin na swojej perkusji daje pałeczkami dźwięk, krótko przed ujawnieniem sekretu. Przeczuwam z czym wypalą. W pośpiechu staję na płaskie stopy, odwracam się i chcę przykucnąć, ale w tym momencie zapala się oślepiające światło prosto w twarz.
– Brawa dla organizatora wieczoru! – woła zespół chórem w mikrofon. Ponownie rozlegają się brawa, pozytywne gwizdy i okrzyki radości.
– Mia, Samuel zapraszamy was na środek. – Słyszę Mariusza. Stoję sparaliżowana z walącym sercem.’ Tego nie było w planie!’ Co do jasnej Anielki ma to znaczyć?  Mam szeroko otwarte oczy i buzię. Najlepiej zapadłabym się pod ziemię.
– Chodź – mówi do mnie chłopak, kładąc swoje ramię na moje barki, lecz kręcę przecząco głową. – Jesteś tego pewna – dopytuje, na co przytakuję, pozbawiona mowy. – Okej. – Samuel odrywa się ode mnie, przesuwa na ladzie stojące przedmioty. Jednym susem stoi na blacie i podnosi ręce, aby uspokoić publiczność, która milknie.
– Super zagranie Buam – wskazuje na nich placem – ale nie skorzystamy z tej propozycji. Ja i moja partnerka… – tym razem wskazuje na mnie.
– Mia! Jesteś boska! –  woła ktoś z dala.
– Tak, jest boska, dlatego łapy przy sobie Adamie. Słoneczko należy do mnie – ostrzega Sam, wskazując na kolesia palcem, który miał odwagę dać głos. Szkoda, że nie widzę twarzy tego typa. W lokalu rozlegają się ciche śmiechy. – Ja i moja dziewczyna bardzo dziękujemy za przybycie oraz życzymy wam udanej zabawy – mówi Samuel, podnosząc rękę w podziękowaniu.
– Ogromne brawa dla Samuela i Mii. Wspaniałej obsługi oraz kucharzy smażących się w kuchni.  
Ogłuszający aplauz zmusza mnie do przytkania sobie uszu. Brutus zeskakuje z lady, podchodzi do mnie, przechyla do tyłu i całuje.  
– Kocham.
– Mocniej.
    Wieczór dobiega końca, personel robi porządki. Band zwija swój sprzęt, ja z Julianem układamy szklanki, Kai znika na papierosa, a Sam walczy z utargiem.
– Mimi, kasa się nie zgadza – odzywa się Samuel z rezygnacją. O jena, nawet tym muszę się zająć? Przekręcam oczami.
– Dawaj psiaku. – Podchodzę do niego. Zapomniał wydrukować wyciąg sumy. ‘Mamo, pomóż mi!’ Naciskam na guzik, papier z utargiem zostaje wydrukowany, na widok kwoty zapiera mi dech w piersi. Zobaczmy czy się wszystko zgadza. Po dwóch obliczeniach jestem pewna, że to nie pomyłka. Serce wali mi młotem.
– Sam, ile ci wyszło? – pytam chłopaka opartego o krawędź lady, przystawiając sobie butelkę z colą do ust.
– Dwadzieścia sześć tysięcy sześćset siedemdziesiąt pięć – odpowiada, upijając łyk trunku zły na siebie, że mógł popełnić błąd.
– Wszystko się zgadza – oznajmiam, utrzymując emocje we wodzach. Chłopak gwałtownie odwraca głowę w moją stronę, ma osłupiały wyraz twarzy. Napój wypada mu z rąk.’ Świetnie, jeszcze więcej sprzątania!’ Zanim cała zawartość zdąży się rozlać szybko ją podnoszę, a z płyty biorę ręcznik, rzucając go w kałużę brązowej cieczy. W momencie, gdy chcę przykucnąć i ją zetrzeć, jestem podniesiona do góry.
– Kocham tę kobietę! – Ryczy na cały lokal, okręcając nas wokół własnej osi. Okej? Ja też się cieszę z tego sukcesu, ale bez przesady… nie musi pozbawiać mnie słuchu. Odstawia mnie na ziemię, bierze moje usta w posiadanie, szaleńczo mnie całując. Kiedy mnie puszcza, wszystkie spojrzenia wraz z Buam skierowane są w naszą stronę. Sam wskakuje na blat, jak podczas skromnych podziękowań. Podnosi ręce do góry niczym zwycięzca, wołając:  
– Oblewamy!
Tej nocy nikt nie zapomni.

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1245 słów i 7360 znaków.

7 komentarzy

 
  • Shogun

    No no dobra robota i utarg zacny. Widzę widzę, powoli widzę, że Sam będzie musiał strzec Mii, gdyż coraz więcej samców ma na nią chrapkę.

  • AHopeS

    @Shogun Dziękuję bardzo😊

  • Basiaa

    Jaki lokal, taka zabawa, Mia ma łepek Słoneczko.

  • AHopeS

    @Basiaa  Dziękuję, bardzo miło.

  • Margerita

    :danss: łapka w górę

  • AHopeS

    @Margerita Dziękuję.

  • nanoc

    Świetny kawałek ja ta zabawa w barze, dawaj dalej :yahoo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję :)

  • shakadap

    Brawo!
    Pozdrawiam i powodzenia

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję.

  • Smutnapani

    Mia. Odpowiednia kobieta na odpowiednim miejscu😉ehhh. Baby, ach! Te baby. czym by był bez nich ten swiat...

  • AHopeS

    @Smutnapani Dziękuję

  • Aladyn

    Kolejny raz okazuje się, że w tym interesie, Mia jest tym właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
    To dzięki jej zaangażowaniu, a przede wszystkim zdolnościam kasa knajpy pęcznieje.

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję za komentarz - jest Aladyn pewien, że Mia nie chce zaszkodzić?