Zaskakujące Lądowanie rozdział 76

76
  Samuel

  Widzę jak Mia walczy ze sobą. Kiedy zamyka oczy, wiem, że muszę ją powstrzymać. W ostatnim momencie kładę palce na jej dłoń, w której trzyma widelczyk
– Nie rób tego – mówię łagodnie. Doskonale wiem, czemu chce to zrobić, ale nie mogę się na to patrzeć, a co gorsze, doprowadzić by doszło do jej cierpień. Tsunami otwiera oczy, odwraca wzrok w moją stronę, a jej spojrzenie mówi więcej niż ‘Dziękuję’. Odbieram dziewczynie sztuciec z uścisku.
– Ale czemu nie dasz jej chociaż spróbować? – Wtrąca się mama, podnosząc mi tym ciśnienie. Moja Lady raz powiedziała, że nie chce, to i tak władowała jej na talerz kawał sernika, ignorując jej grzeczną odmowę.
– Mia ma odrazę do słodyczy, obojętnie, w jakiej postaci. Nie będę tolerował tego, że ją zmuszacie do czegoś, czego nie chce – odpieram na tyle spokojnie na ile potrafię. Co Rysiowi odbiło, by sobie zrobić takie katusze? Zawsze chce wszystkim dogodzić, by wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni. Czas, aby ktoś zadbał o jej szczęście i nie musi nikomu niczego udowadniać lub pokazywać się z najlepszej strony. Ja tego nie wymagam, bo wiem, co mam i jestem z tym szczęśliwy. Mia bierze łyk wody, widzę, że jej ulżyło, obraz ten doprowadza mnie do galopu serca. Tak, cholernie szczęśliwy, że ją mam ze wszystkimi jej wadami, których nawet nie posiada.  
– Kochana, nikt cię do niczego nie zmusza – upewnia ją mama, przepalając mi tym żyłki w głowie. Niech mi tu pierdołów nie pociska, wiem, jaka może być natrętna i tak długo żuć ucho aż wolisz się poddać niż wysłuchać dalszych tyrad.
Uderzam dłonią w stół.
– Mia raz odmówiła, ale i tak sernik wylądował na jej talerzu. Do was nie docierają słowa ‘Nie, dziękuję’. Zdajecie sobie sprawę, jak mogło to się przed chwilą skończyć z waszego natręctwa i głupoty? – Podnoszę głos, przesuwam krzesło do tyłu i wstaję, jestem zły na nich. To oni powinni pokazać się, jako idealni wyrozumiali rodzice, a nie moja dziewczyna, która cały czas stara się zagrać osobę, której w ogóle jej nie przypomina, a tym bardziej podoba. Słoneczko ciągnie mnie za rękaw.
– Sam, już dobrze. Usiądź, proszę. Nic się nie stało – mówi cicho, chcąc złagodzić sytuację, lecz już jest za późno.
– Mogłaby wpaść w panikę, zwymiotować, zemdleć, a co gorsza udusić! A wiem to najlepiej! – krzyczę, odwracam się w jej stronę, patrzę w szarość jej oczu. – A ty też… – Moje pierwsze słowa są oskarżycielskie, ale gdy zauważam drgnięcie z przerażenia, od razu ton mojego głosu zmienia się na łagodniejszy. Nie zniósłbym, gdyby się mnie bała – musisz zawsze wszystkim dogodzić? Wlepiać sztuczny uśmiech i udawać, że jest wszystko pięknie, ładnie? To nie jesteś ty. Ja rozumiem, że chcesz zrobić jak najlepsze wrażenie na moich rodzicach, ale na miłość Boską, nie kosztem twojego zdrowia czy życia. –  Na tę myśl, że faktycznie mogłoby się takie coś wydarzyć, łzy cisną mi do oczu. Kucam przy jej krześle, tak, że jesteśmy prawie na tej samej wysokości, biorę jej twarz w dłonie, jej oczka również są mokre.
– Nikomu nic nie musisz udowadniać, dla mnie jesteś idealna i nie pozwolę, byś tak bezmyślnie ryzykowała. Rozumiesz? – Słowa te przepełnione są miłością, a zarazem prośbą. Kobieta kiwa głową a pierwsza łza, która uwalnia się z jej oka zostaje przeze mnie scałowana. Nie obchodzi mnie to, że wapniaki nas obserwują. Prawdę mówiąc, mam to głęboko i szeroko w d…  Odeszła mi ochota na dalsze tu tkwienie i wysłuchiwanie jak maltretują pytaniami moje serduszko.
– Chodź, ulatniamy się. Nie mam ochoty tu dalej siedzieć. – Daję jej dziubka w usta i wstaję. Mama siedzi spalona ze wstydu, a ojciec opiera się o krzesło, z założonymi na klatce rękoma i idiotycznym na twarzy uśmieszkiem. – Co suszysz zgryz? – warczę do staruszka, lecz po nim standardowo to spływa.
– Mia, ja cię najmocniej przepraszam, nie chciałam do niczego zmuszać. – mówi mama ze skruchą.
– Nic się nie stało pani Berger – zapewnia ją Tsunami. – Bardzo dziękuję za pyszny obiad i przepraszam za zachowanie Samuela, on się nigdy tak nie zachowuje. – dodaje moje serce. Czemu przeprasza za moje zachowanie? Nawet nie żałuję podniesienia głosu na rodziców.
– Sam dba o twoje zdrowie, tak robi mężczyzna, który naprawdę kocha. –  mówi mama z uśmiechem.  
– Tak, to prawda. Samuel bardzo o mnie dba – potwierdza dziewczyna jej zdanie. Jakbym mógł, to wziąłbym babska za głowy i stłuknąłbym je czołami. Przecież to jest oczywiste, jak gwiazdy na niebie, że będę strzec od złego i dbać o miłość mojego życia. Przekręcam oczami.
  Jak na dżentelmena przystało, przytrzymuję pańci płaszczyk, aby mogła go włożyć, za co dostaję od mojej Lady całusa w policzek. Mia żegna się z mamą, a tata pierwszy raz od lat obejmuje mnie, klepiąc po plecach swoją gigantyczną dłonią.  
– Jestem z ciebie dumny synu.– mówi mi cicho do ucha. – To jest TA właściwa. Nie rób głupstw, bo drugiej takiej nie znajdziesz. – Podkreśla te słowa klepnięciem w ryło.  
– Tego mi nie musisz mówić. Od pierwszej minuty, gdy ją zobaczyłem, wiedziałem, że Mia jest moim skarbem – odpowiadam mu, na co ojciec znów ukazuje swoje zęby. Za chwilę schylam się do mamy, daję jej całusa w czoło.
– Dzięki za wyżerę, bardzo dobre. Następnym razem nie róbcie nacisku na Mię –  przypominam jej, a ona kiwa głową.
– Jest jedyna w swoim rodzaju, już ją kocham. – Mówi zadowolona.  
– Wiem mamo. Ja też. – przyznaję i się prostuję. Ojciec trzyma w szponach cicho chichoczące słoneczko, chyba musiał jej szepnąć coś głupiego do ucha.
– Hej! Powiedziałem, że to moja szynka! – upominam go z udawaną groźbą w głosie.  
– A już myślałem, że mogę, choć trochę nacieszyć się jej zapachem –  skarży się z ubawem w głosie, puszczając moje mięsko. – Moja, choć dalej jest soczysta i pachnie świeżością, tak dostała pierwszej chrupiącej skórki… –  Zaczynamy się śmiać, gdy ojciec dostaje klapsa w ramię od swojej żony, na co ją podnosi i całuje. Mia, miała rację, mówiąc mi, będąc jeszcze na pięterku w moim starym pokoju, że nie powinienem się śmiać, tylko być zadowolony z tego, jak ukazują swoją do siebie miłość po tylu latach małżeństwa. Tak, to jest naprawdę zadziwiające i mam cichą nadzieję, że takie szczęście będę mógł przeżyć u boku Mii.  
   Żegnamy się i wychodzimy. Jadąc z powrotem do domu, moja dziewczyna przeprasza mnie za kłopot, bała się, że mnie zawiedzie i z grzeczności byłaby w stanie poświęcić się dla tego kawałka sernika. Wyznała mi, jak na jego widok już prawie wymiotowała. O tym nie musi mówić, przecież widziałem na własne oczy, gdy zrobiła się zielona, a po zamknięciu oczu farba spłynęła jej z twarzy. Cały czas zwracałem uwagę na każdy jeden drobny szczegół, tak samo podczas obiadu, kiedy zalewali ją pytaniami. Mia jest naprawdę bardzo mądrą kobietą… i moją. Zapewniałem ją, aby pod żadnym względem nie udawała kogoś, kim nie jest, oczywiście zaprzeczyła, mówiąc o wymaganej kulturze i wychowaniu. Może ma rację, lecz nie zmienia to faktu, by musiała spełniać każdą prośbę, skoro nie jest coś dla niej przyjemne, lub w ogóle nie ma na to ochoty i każdy normalny człowiek musi jej odmowę tolerować, a nie zmuszać samą siebie, bo jakiś chory kodeks wychowania tego nakazuje.  
Pfii.

898 czyt.
100%224
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1377 słów i 7685 znaków, zaktualizowała 30 lis o 9:23.

4 komentarze

 
  • Margerita

    Margerita · 30 lis 21:26

    łapka  w górę brawo Sam o swoją kobietę trzeba walczyć nawet z rodzicami

  • shakadap

    shakadap · 30 lis 20:33

    Brawo. Dobra robota. Czekam z niecierpliwością następnych części.
    Pozdrawiam i powodzenia

  • Gazda

    Gazda · 30 lis 0:37

    To jest facet stający na wysokości zadania-obronic swoją ukochaną. To mi daje do myślenia - czy ja tak potrafię?🤔🤔 Dzięki, że mi wskazałaś dobry kierunek. Brawo AHopeS. To było wspaniałe     Czekam na dalszy rozwój wypadków,😜😜😜

  • Aladyn

    Aladyn · 29 lis 19:52

    Tak powinien postępować każdy kochający mężczyzna. Chronić swoją ukochaną i walczyć w jej obronie z każdym, nawet i z  własnymi rodzicami. A oni, tak jak w opowiadaniu, powinni to zrozumieć i docenić.
    Fajnie, że to pierwsze spotkanie Mii z rodzicami Sama zakończyło się w taki, a nie inny sposób.
    Bardzo mi się spodobał ten odcinek (inne zresztą też).