Zaskakujące Lądowanie rozdział 44

Zaskakujące Lądowanie rozdział 4444  
Samuel  
  
   Ach, jak ja uwielbiam oniemiałą Mię.  
– To był żart, aczkolwiek bardzo interesująca opcja – stwierdzam z uśmiechem na twarzy, wstając z biurowego krzesła. Z wyciągniętymi ramionami podchodzę do Mii, która nadal stoi jak pal wbity w ziemię, nie wiedząc, co odpowiedzieć.  
  Na początku w ogóle nie rozumiałem wybuchu jej rechotu, gdy ujrzała moje notatki i choć było to śmieszne, kiedy dwa razy otworzyła i zamknęła szafkę z dokumentami, tak nie byłem przygotowany na tę reakcję, a w szczególności wypowiedziane słowo drapiące moje ego.  
Sześć liter, które zrobiły ze mnie osobę niemającą niczego pod kontrolą: Burdel.
Dlatego byłem wdzięczny, kiedy poprosiła mnie o szklankę wody. W ten sposób zyskałem czas na przemyślenie, w jaki sposób ją poprosić, żeby zajrzała w papiery. Widząc tę staranną tabelę, zapomniałem o dobrych manierach i zamiast delikatnie owiniętej w kokon prośby, wystrzeliłem z bezpośredniością niczym kamień z procy, doprowadzając ją do szału. Teraz muszę się modlić, by niczego nie spartaczyć, ponieważ chcę dać jej szansę na odnalezienie tego, do czego kiedyś dążyła. Mam cichą nadzieję, iż w ten sposób w końcu zauważy, że ten menel jej nie złamał, lecz wzmocnił.  
– Chodź do mnie słońce – mówię cicho.  
Mia robi krok do przodu, przytula się do mnie, a ja wchłaniam jej zapach i bliskość.  
– Czasem naprawdę jesteś głupi. Wiesz o tym? – mówi dość poważnym tonem, lecz gdy podnosi twarz, w jej oczach widzę płomień radości. Palce Mii wbijają się w mięśnie moich pleców, powodując tym ciarki przebiegające wzdłuż kręgosłupa. Bez chwili zastanowienia, moje usta lądują na ustach dziewczyny.  
„Mia, moja dziewczyna.” Rozpiera mnie duma i nieskończone szczęście.  
  Zaczynam ją ostrożnie całować, ale kiedy przygryza moją dolną wargę, jest już po mnie, przepadłem. Pogłębiam nasz pocałunek, zamieniając namiętność w nienasycone, wygłodniałe nastolatki. Jestem twardy, orzechy skurczone do miniaturki. Mia bierze dłonie z pleców, wczepia je we włosy i pociąga za kosmyki. Dłońmi zjeżdżam poniżej pełnych pośladków, podnosząc ją w górę. Kobieta automatycznie owija nogi wokół mojego pasa i stęka, gdy wyczuwa erekcję.  
– Trzymaj się mała – szepczę w jej usta. Odwracam się z nią, robię parę kroków w stronę biurka, na którym ją sadzam. Nasze krocza zostają do siebie dociśnięte, zapach podniecenia unosi się w powietrzu, wydajemy z siebie jęk, kiedy mocniej dociskam biodrami do jej kobiecości. Boże, jaka ona jest gorąca.  
Nachylam się do przodu tak, by oparła się łokciami o blat biurka, z pożądania zaczynam ocierać wzwodem o jej krocze. Potrzebuję tego jak pies wody. Moje pragnienie, żeby się w niej zatracić jest obłędne, doprowadza mnie do utraty zmysłów. Pomału nie panuje nad moim ciałem, a ruchy dociskania o jej środek oraz wydawane przez nią dźwięki są symfonią. Zaczynam mocniej napierać, jestem w takiej ekstazie, że wiele nie brakuje, bym zdarł z niej tę kieckę. Odrywam usta od Mii, schodzę nimi niżej pod lewe ucho. Pod wargami wyczuwam przyśpieszony puls. Dziewczyna rozchyla szerzej uda, odrzucając z przyjemności głowę w tył. Pocałunkami wybieram się na wędrówkę do dekoltu, chcę w końcu posmakować i przyjrzeć się dokładniej jej piersiom, jestem krótko przed dostaniem fioła. Jeszcze parę centymetrów i będę mógł…  
– Sam!… – woła Karin.  
CHOLERA!!! Akurat teraz! Chcę skończyć to, co zacząłem! Podnoszę lekko głowę w górę i widzę przerażonego Rysia.
– Co jest?! – warczę do kelnerki, nie spuszczając z oka mojej kobiety, która próbuje się uwolnić, lecz bez powodzenia.  
– Eh mmm.... zebranie??? – informuje Karin. Wzdychając, zamykam na chwilę powieki. Kompletnie o nim zapomniałem!  
– Zaraz dojdę! Pukaj następnym razem! – wołam wkurzony. Mia cicho parska pod nosem. Spoko, że ją to bawi!  
– Oczywiście, szefie. Bez pośpiechu – odpowiada kelnerka, a zaraz po tym słychać zamykające się drzwi.  
Otwieram oczy i spoglądam na moją laskę.  
– Na czym skończyliśmy? – pytam jakby nigdy nic. Na buzi Mii pojawia się lekki uśmiech.  
– Zaraz dojdę – cytuje moje słowa, które trafiają mnie niczym grom z jasnego nieba. Dopiero teraz uświadamiam sobie, w jakiej pozycji przyłapała nas Karin, w dodatku te dwuznacznie słowa. Ale kanał!  
– Aż tak dwuznacznie to wyszło? – Chcę wiedzieć, opuszczając z zażenowaniem głowę na jej ramię.  
– Jak najbardziej?! – potwierdza, wybuchając śmiechem. Świetnie, jeszcze ma pompę.  
Prostuję się, pomagam zejść Mii z biurka. Tyle na temat zabawy z kocicą.  
– Jakie zebranie miała na myśli Karin? – dopytuje dziewczyna.  
– Mamy do omówienia parę szczegółów i takie tam. Kompletnie o nim zapomniałem – informuję, usiłując zwalczyć erekcję. Poprawiam kolegę tak, by nie wbijał się w zamek spodni, lecz Mia w tym mi nie pomaga.  
– Aha… i teraz chcesz wyjść na sztywniaka? – mówi, gapiąc się na moją dłoń w kroczu, mało tego oblizuje nabrzmiałe z pocałunków wargi.  
– A mam inne wyjście? Raczej nie za... – Nie dokańczam, ponieważ  kobieta pada przede mną na kolana. „Wrrr, dzikus.” Myślę sobie. W chwili, gdy podnosi dłonie, aby odpiąć mi spodenki, słyszę pukanie. Zamykam oczy i klnę w duchu osobę, która znów nam przerywa.  
– Co do jasnej cholery! – krzyczę. Mia  z chichotem wstaje na nogi. Wrota do podziemia się otwierają i słychać kroki.  
– Hejka Boss, chciałam sprawdzić, czy to prawda, co mówi… – Lilly przerywa, widząc moje karcące spojrzenie.  
– Nie macie nic lepszego do roboty? Sprzątać bar, przestawiać stoły, szorować kible? Za co ja wam płacę? – Zaraz włączy mi się agresor. Mia kładzie dłoń na moim ramieniu.  
– Nie bądź taki surowy. – Spogląda na wścibską obsługę numer dwa. – Sprawdzałam, czy biurko wytrzyma ciężar segregatorów, które Sam musi zakupić – przekonuje moje słońce.  
– Yyy, czyli Karin ściemniała, że przyłapała was na…? – docieka niepewnie Lilly.
Zaraz w głowie pęknie mi żyłka. Otwieram buzię, by zaprzeczyć, lecz Mia jest szybsza.  
– Nooo. Na szczęście mieliśmy na sobie ubranie – drwi spokojnym głosem.  
Ja stoję w bezdechu i się gapię na moją dziewczynę niczym ostatni palant.
Czy ją opuściły wszystkie dobre Trolle? I to ma być ten krok po kroku? Wzrok kieruję na Lilly, która patrzy na nas, jak na Smerfetkę i Ciamajdę. Powracam znów na Mię wzruszającą ramionami, tak jakby to było najnormalniejsze na świecie, że prawie posuwałem ją na meblu.  
Rozsądek macha mi na do widzenia.  
Bay, Tschüss, Adiós amigos, Narson.

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1179 słów i 6822 znaków, zaktualizowała 11 paź 2020.

5 komentarzy

 
  • Shogun

    Ech, no tak to jest, że czasem wszystko i wszyscy przeszkadzają w "akcji" haha :D

  • AHopeS

    @Shogun Dziękuję pięknie :)

  • Basiaa

    Tak, jak wszystko przed, poziom na maksa. Lubię to.

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuje.

  • Gość

    Już to mówiłem, piszesz świetnie, a Twoje opisy erotyki, mistrzostwo świata  :redface:

  • AHopeS

    @Gość  :kolobok:

  • Gazda

    Ach ci pracownicy. Wchodzą do szefa jak do chlewa. Deko kultury :P . Jak zwykle super. Łapka w górę :bravo:

  • AHopeS

    @Gazda  :smiech2:

  • Margerita

    Łapa w górę oj Samuelku następnym razem zamknij drzwi na klucz że nikt nie przeszadzał

  • AHopeS

    @Margerita Jakby tylko ten kluczyk był ;)