Zaskakujące Lądowanie rozdział 105

Zaskakujące Lądowanie rozdział 105105  
  Mia                                                    

Cztery dni później…  

  – Dzisiaj będzie niańczyć cię Bri. Więc zachowuj się. Myszko – ostrzega mnie Samuel niczym jakiś ojczulek trzyletnią córeczkę. Tak naprawdę już mi nic nie dolega. Dwa pierwsze dni były katastrofalne, leżałam plackiem z czterdziestostopniową gorączką, nosem Rudolfa i migdałami większymi od kokosu. Nie mam pojęcia, ile ton chusteczek wysmarkałam, ale kiedy skończył się drugi karton po sto sztuk, to Samuel poszedł na zakupy do pobliskiej drogerii, zaopatrując mnie w dziesięć takich pudełek. Mało tego, wykupił pół apteki i przyrządził mi przepyszną zupkę „kuksu”, a wokół pasa miał owinięty mój różowy fartuszek z muffinkami i kokardką na prawym biodrze. Karmił mnie oraz pilnował, abym brała lekarstwa. We wtorek, zanim wyszedł do pracy przyjechała Lilly, bawiąc się w prawdziwą pielęgniarkę. W środę była ze mną Karin, choć zaczęłam protestować, bo już lepiej się czułam, to z dwoma asami tego samego typu nie wygrasz. Nawet Misiek z Knorrem wstąpili sprawdzić. jak czuje się ich Słoneczko Samtajl. Tom przygotował dla mnie pyszną zupę, zapiekane kartofelki oraz mały bukiet kwiatków. Kai z kolei… trochę dziwnie, jak na niego… przyniósł nadmuchany helem balonik z szeroko uśmiechniętym słoneczkiem, skąd on go wytargał, nie mam bladego pojęcia, ale ten gest sprawił, że się rozkleiłam z zachwytu nad głupim dziecięcym balonikiem. Oczywiście nie obeszło się od docinek ze strony Brutusa czy Krakersa typu „Miękka parówa” czy też „Ciapciak”. Stanęłam w obronie wydziaranego barmana. Na sam koniec to obaj mieli skasowane miny.  
  Dzisiaj jestem w wyśmienitej formie i gotowa na starcie z papierami, rozliczeniami oraz dalszą walką z kolejnymi planami.  
– Samuel, nie wygłupiaj się. Mi już nic nie dolega. – Zaczynam protestować. Zrzucając z siebie koc, wstaję z kanapy. Wyłączam telewizję, w której i tak nie ma porządnego programu. Podchodzę do szczeniaczka przygotowującego sobie filiżankę kawy. Otulam go od tyłu. Sam bierze moje dłonie w swoje, całuje każdą jedną kostkę i wzdycha. Uwielbiam, gdy tak robi.  
– Mimi… daj sobie jeszcze dzień, dwa. Korona ci z głowy nie spadnie. – Chce mnie przekonać, odwraca się w moją stronę, bierze twarz w swoje ciepłe dłonie.  
– Tylko bezczynnie siedzę i gniję, w dodatku przez to obżeranie się – wskazuję palcem na zadek – tyłek mi rośnie – mamroczę – a tak przynajmniej wykorzystałabym to siedzenie i dokończyła, co zaczęłam w niedzielę, dopóki mnie angina nie powaliła. Jestem strasznie ciekawa, jaką zarobiliście su…
– ZarobiliśMY kotku, MY. Ile razy mam ci to powtarzać, hm? A ten jeden dzień jakoś przebolejesz, to nie koniec świata. – Daje mi całusa w czoło. Jak nie chce w ten sposób, to zrobię to winny, ale i tak dopnę swego. O!  
– No dobrze. panie doktorze. – Zgrywam poddającego się pacjenta. 'Hihi.'
   Trzy godziny po wyjściu Samuela do pracy, otwieram z rozpędem wrota Samtajl, za mną biegnie zadyszana Sabrina. Głowy barmanów, niczym pocisk odwracają się w kierunku hałasu, a mój chłopaczek zostawia wszystko w stanie spoczynku. Z jego twarzy znika zaskoczenie, w zamian za to pojawia się złość. On mnie może… i tak jestem starsza. Pośpiesznym krokiem podchodzi do mnie.  
– Co ty tutaj robisz? Miałaś leżeć w łóżku – warczy.  
– Sam… Sorry… zwiała mi w chwili… kiedy byłam… w toalecie… – mówi zdyszana młoda kelnerka o zielonych oczach i czerwonych kręconych włosach do ramion. Chociaż Bri jest chudsza ode mnie, a ja żaden fanatyk sportu, to z zaskoczeniem muszę przyznać, że jej kondycja jest naprawdę do bani w porównaniu z moimi dwoma lewymi nogami. Wzrok, jakim szczeniak obdarza najmłodszą kelnerkę, ciska błyskawice.  
– Wyjazd do domu i to w tym samym galopie, w jakim przywlokłaś tu swój zadek! – warczy w moją stronę. Podnoszę rękę, głaszczę go po policzku pokrytym kilkudniowym zarostem.  
– Chyba nie zrobisz scen i nie wyrzucisz mnie za próg przy wszystkich klientach – odpieram przemiłym głosem i ze słodkim uśmieszkiem na twarzy. Chwilę patrzymy sobie głęboko w oczy. Sam wzdycha.  
– Ahrrr. Wygrałaś, ale siedzisz na kuprze przy moim boku i nie ruszasz się ani o centymetr – ostrzega.  
– Chyba… – próbuję negocjować.  
– To jest mój warunek, jeśli chcesz tu zostać, w innym razie zawiozę cię do domu i przykuję do łóżka – grozi. – Bri, zarzuć kotwice w kuchni. – Sam wydaje polecenie kelnerce, która nas omija, wykonując jego życzenie. Brutus bierze mnie za rękę, a ja z trudem powstrzymuję rozbawienie. Jeśli sierściuch myśli, że się tak łatwo poddam, to jest w gigantycznym błędzie. Moje argumenty, którymi go w odpowiednim momencie zaleję, skurczą jego krocze. Chłopak otwiera drewnianą furtkę za ladę baru.  
– Siema Migdałek – wita mnie Kai całusem w lico.  
– Hej Toffik – odpieram z uśmiechem na twarzy. Olbrzym zaczyna się głośnio śmiać, odpierając, iż ta ksywa mu się bardzo podoba.  
Zajmuję miejsce na moim krześle, macham paru stałym bywalcom siedzącym przy barze. Manfred, starszy wesoły facet z ciemnymi oczami i łysiną na pół głowy wypytuje mnie, czemu nie byłam obecna dwa dni. Wygląda na czterdzieści lat i jest cholernie zadbany, zawsze w garniaku. Wpada codziennie po pracy na piwko. Z tego, co mi wiadomo, pracuje w jakimś urzędzie i jest na wysokim stanowisku. Ma żonę i trojaczki w wieku dojrzewania. Mogę sobie wyobrazić, jaki u niego w domu panuje szał hormonów, ale jeszcze nigdy się nie skarżył, wręcz przeciwnie, chwalił w wysokich tonach. Po niespełna pół godzinu mój rozmówca żegna się ze słowami „Obowiązki ojca wzywają” i wychodzi.  
Podnoszę się z mojego tronu, ściągam szklankę z regału, a z lodówki wyjmuję małą butelkę wody, która zostaje mi wyrwana z uścisku.  
– Lodowatą wodę chcesz pić? Serio. Mimi? Śmigaj na miejsce – odzywa się Samuel za moimi plecami. Jego ton mi się nie podoba. Wystarczy tej zabawy w dowódcę.  
– Nie rozkazuj mi chłoptaś. – Wyrywam mu z powrotem napój, odwracam się na pięcie i wychodzę zza lady.  
– Mia! – woła Brutus, lecz kwituję to podniesieniem lewej dłoni ponad głowę, opuszkiem kciuka i palcem wskazującym tworzę kółeczko, sygnalizując mu, jak głęboko w dupie mam jego rozkaz. Okrążam cały bar, w połowie drogi do biura przystaję na wysokości, na jakiej znajduje się mój chłopak. Prowokująco patrzę na jego upominające spojrzenie. Odkręcam butelkę i upijam parę łyków demonstrując, jak bardzo interesuje mnie jego zdanie.  Chłopak mamrocze coś pod nosem i dostaje od Tofika łokciem w żebro na upomnienie. Brutus kręci przecząco głową. Środkowym palcem robię gest salutującego żołnierza, a w chwili, gdy Sam szykuje się do przeskoczenia przez ladę, biorę nogi za pas.  
Z kobylastym uśmiechem na pysku wchodzę dryftem w korytarzyk.  
'O rany chyba mam dym?' Obojętnie… mam frajdę. Dobiegam do lustra, naciskam na górny lewy róg, lecz one zostają zamknięte.  
– Nu, nu, nu – szepcze za mną znajomy i przeszywający do szpiku kości mroczny głos. Moje ciało pokrywa gęsia skórka, a w odbiciu lustra widzę błękit oczu, przypominający wzburzone fale oceanu na Karaibach. – Niegrzeczne dziewczę. – Jego głos dostał ochrypłego barytonu. Sekundę później dociska mnie swoim ciałem do drzwi, powyżej pupy wyczuwam jego męskość, która od ponad tygodnia była poza moim zasięgiem. Najpierw przeszkodził nam potok źródła czerwonego, weekend z bratem i mamą, a na dobitkę angina. Jestem spragniona jego namiętności, a jeszcze bardziej dominacji. Mój oddech przyśpiesza razem z pompowaną w żyłach krwią. Chcę i potrzebuję go już teraz, jego spojrzenie mówi mi, że on też ma na mnie chrapkę. Wypinam specjalnie cztery litery, by go zachęcić do gry. Chłopak zamyka powieki, wciąga z sykiem powietrze. Robię jeszcze jeden ruch, zdaje sobie sprawę, iż dla osób będących w korytarzyku, wyglądam na łaszącą się suczkę. To nie moja wina, że miałam zakaz penetracji z Brutusem. Spojrzenie Samuela przepełnione jest żądzą, a mięśnie żuchwy ma mocno zaciśnięte. Chłopak ze stanowczością kładzie dłonie na moje biodra, wbija mocniej palce, aby powstrzymać mnie przed kolejnym ruchem tyłka.  
– Jeszcze raz mi się sprzeciwisz, a odczujesz go nie tylko w ustach, czy foczce… – grozi, wywołując tym grzmoty w łonie oraz mrowienie żołądka. Na skórze czuję jego gorący oddech, który otula moje ciało w jedwabny kokon.  
– A co jeśli nie? Dasz mi klapsy? Zwiążesz mnie? Czym? Pasem? A może mam ochotę na widzów? – prowokuję dalej, ocierając pupą o jego krocze.  
Syk…


Od Autora.

Jak myślicie czytelnicy,
Czy ten r pięćdziesiąt łapek zaliczy?
Pozdrawiam. AHopeS <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1537 słów i 9015 znaków, zaktualizowała 15 lis 2020.

6 komentarzy

 
  • Margerita

    Łapka Miał jak zwykle uparta

  • AHopeS

    @Margerita Dziękuję bardzo.

  • Shogun

    Heh, Sam nie ma z Mią łatwo, oj nie ma  :lol2:

  • AHopeS

    @Shogun Dziękuję.
    Oj nie ma, to prawda

  • Basiaa

    Mia to mocna osobowość, tak jak odcinek, Ciekawie ciągniesz fabułę.

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję, miło przeczytać.

  • nanoc

    Taka miłość jak Tych dwoje istnieje ? Pewnie tak.......Jak zawsze z przyjemnością i zaciekawieniem czytam. :yahoo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję.

  • Smutnapani

    Kocha, lubi, szanuje... Milosc jest piekna gdy jest wzajemna😉

  • AHopeS

    @Smutnapani Dziękuję.

  • Aladyn

    Ależ ta Mia jest nieprzewidywalna.
    Można było sądzić, że jej zachowanie ma pokazać, że nie ma zamiaru poddawać się poleceniom i prośbom Samuela. A tu się okazuje, że była to gra mająca na celu wzbudzenie w chłopaku jeszcze większego pożądania.
    AHopeS  -  masz pomysły na nieprzewidziane zwroty akcji. Brawo!.   :)

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję. :)