Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 77 - 78

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 77 - 7877
Samuel

Dziesięć tygodni i cztery dni później…

   Od naszego ślubu upłynęło dziesięć tygodni. Dwa i pół miesiąca ciężkiej harówki połączone z rosnącą ilością klienteli zasypującej nas zapytaniami o wynajem sali na uroczystości okolicznościowe. Te z kolei zaczęły napływać po naszym bombowym, hucznym weselu. Jesteśmy już po przeprowadzce. Nie mogę powiedzieć, aby to ostatnie poszło bez problemu. Jest to prawdziwym wyzwaniem, kiedy przy boku ma się żonę w piątym miesiącu ciąży z dwójką zdrowych, rosnących bobasów i brzuszkiem wielkości arbuza. Zachcianki Mii oraz jej kaprysy czy zwariowane pomysły pod wpływem śmiertelnie wybuchowej mieszanki hormonów nie są przeznaczone dla mięczaków. Gdy Tsunami coś postanowi, to tak musi być, a jeśli spróbujesz powiedzieć, że to niemożliwe… Uuuu… bój się wtedy Boga. Dlatego bardzo szybko nauczyłem się w milczeniu wykonać rozkaz żony, przy której ostatnio trzeba posiadać nie tylko stalowe nerwy, mnóstwo cierpliwości i wytrwałości, ale przede wszystkim ogromną ilość spokoju ducha, aby nie trafił szlag jasny.
Mów mi SuperSAM! YEAH!!!
   Nasze małe imperium zostało wyposażone w nowe meble oraz niezbędne dodatki. Ze starych mieszkań przetransportowaliśmy tylko najważniejsze rzeczy typu: ubrania, prowiant, moją pralkę, lustro, telewizor, odkurzacz, parę drobiazgów i od Mii cenne zabawki. Resztę zostawiliśmy, aby Diana z Julianem mieli pierwsze wyposażenie po przeprowadzce, do której przygotowania idą pełną parą. Dzięki zaoferowanej pomocy Svena, ojca Pascala, który pracuje w wypożyczalni samochodów Sixt, przekwaterowanie będzie wcielone w przyszłym tygodniu. Teściowa postanowiła rozstać się z połową swojego dobytku, dlatego będą potrzebne tylko dwa busy Ducato.
Domek został sprzedany niczym świeże drożdżówki w Mr. Muffin.  
Julian z początkiem sierpnia stanie ze mną, Florianem i Kaiem za barem. Misiek złożył hołdy niebiosom za ukończenie przez Długiego szkoły.  
Hojność naszych weselnych gości, była powiedzmy… bardzo imponująca. Mianowicie prezenty składały się wyłącznie z bonów do sklepów dziecięcych, a ich rozszerzony asortyment wypala gałki oczne. Może by te kupony zostały już dawno wykorzystane, gdybyśmy znali płeć naszych pociech. Dlatego dziecięcy pokoik jest jedynym nieumeblowanym pomieszczeniem w mieszkaniu. Na pytanie, co stało się z moim magicznym lustrem i czy zostało zamontowane nad naszym łożem… Niestety muszę wszystkich rozczarować. Mia, która uwielbia widok moich jędrnych pośladków podczas dymania, teraz bezdusznie wykorzystała zwierciadełko do innego celu i powisiała je w jadalni nad białą komodą.  
– Czujesz? – pyta mnie Mimi, gdy jedno z maluchów zaczyna żwawo kopać pod moją dłonią leżącą na brzuszku.
– Siłę ma po tatusiu – odpowiadam z uśmiechem. Fenomenalne odczucie. Mógłbym tak leżeć godzinami i przyglądać się rozwojowi małych Bergerów.
– Raczej mamusi temperament – burka niby obrażona.
– Oby nie. – Teatralnie wzdycham, udając załamanie. Zanim dziewczyna zdąży trzepnąć mnie w ramię, szybko wyskakuję z gigantycznego łóżka nowej sypialni.
– Nie szczekaj, kundlu – woła – bo będziesz spać na tarasie – grozi jak każdego dnia.
– Myszko, oboje dobrze wiemy, jak uwielbisz tulić się do futerka – drażnię ją, przesuwając skrzydło szafy wyposażonej w mikro garderobę.  
– Głupi szczeniak – warczy niczym nadąsana kwoka.
– Ale wierny, kochany i twój – podsumowuję całość. Słyszę szelest, lecz mój refleks jest nieco opóźniony. Obrywam poduszką prosto w baniak, a gdy odwracam się do mojej Lady, jej twarz zdobi złośliwy uśmiech i perfidnie wywalony język. W normalnej sytuacji miałaby w tej chwili sprany zadek, ale bobasy ją ratują.  
Powoli, nie spuszczając z niej wzroku, skradam się do żony niczym lis do kury. Nachylam się do ładnej zaokrąglonej buźki.
– Kocham – szepczę.
– Ani tyci-tyci – odwzajemnia, gdy składam pocałunek na jej ustach. – Pomożesz mi się wyturlać? Muszę się przygotować na wizytę u lekarza, może tym razem dzidzie będą bardziej kooperatywne – mamrocze pod nosem. Podnoszę się, a ona przekręca się na prawy bok. Wsuwam rękę pod jej ramię.
– Liczę do trzech – ostrzegam, na co słabo przytakuje. – Trzy.
Jak to czasem szybko, sprawnie działa. He, he.


     78
    Mia

   Ależ jestem piekielnie zła! Arrrrrr…
Parking baru został przekształcony w słoneczny taras, który zdobią cztery duże parasole oraz   rattanowe meble ogrodowe. Mijam kolejny stolik i kopię w jeden z lekkich foteli. ‘A masz ty!’ I jeszcze jeden kopniak. Do wiszącej pod daszkiem kamerki wyciągam język i dwa środkowe palce. Przez wzrastającą liczbę gości zdecydowaliśmy się zamontować w obu lokalach monitoring podłączony z firmą ochroniarską. Na szczęście, jak do tej pory nie doszło do żadnego rabanu, zamieszek lub bijatyk, ale zawsze znajdzie się jeden wcięty baran nieumiejący wyjść na czworakach za drzwi Night. Przy takiej masie klienteli lepiej mieć trzydzieści par oczu więcej i być bezpiecznym, niż zostać ofiarą seryjnego mordercy. Teraz najmniej mnie to obchodzi, że drużyna AA zaraz wkroczy do akcji przez niepomyślną wizytę u dobrego pana doktora. Nie dość, że musiałam wymienić pół garderoby na rozmiar XXL przez dynię pod dużym biustem, ważę osiemdziesiąt trzy kilo, nogi mi puchną przez lipcowe upały, to mam obawy, że blizny pod wpływem naciągniętej skóry mogą pęknąć. Jednak lekarz wydał cudowną diagnozę. Cytuję: „Embriony mają się wyśmienicie, płody są zdrowe, pełne wigoru, a stare, dobrze zaleczone rany nie stanowią problemu. Matka natura wie, co robi.” Naprawdę uspakajające nowiny! Moja wściekłość jest… Kopię po raz trzeci w niewinny fotel.
– Ej! Tsunami! Nie okładaj buciorami drogich mebli – odzywa się Pascal z sympatycznym uśmiechem na twarzy.
– Masz na myśli te z wysypiska? – pytam głupio.
– Właśnie te – potwierdza blondyn.  
‘A masz!’ Czwarty kopniak zaliczony.
– Marsz do środka, zanim zdemolujesz cały taras! Wio! – woła Florian, wybiegając z baru, a zaraz za nim wychodzi Samuel.
‘Upsss…’
– Niech wam będzie, wałki! – Omijam chłopaków i opuszczam upał, wchodząc do klimatyzowanego pubu. Rzucam na barową ladę torebkę, którą posiadam z przymusu.  
– Do kogo ten ton, Mimi? Nie zapominaj się. Urazisz jednego, a będziesz mieć na karku całą zgraję. Teraz usiądź, weź głęboki oddech. Uspokój się, napij wody i powiedz, w którym bucie gniecie. – A Knorr skąd tu się wyczarował? ‘Nie musi czosnku w kuchni wyciskać?’
Marysieńko! Gorzej od „Czterech pancernych”! Mimo tego posłusznie wykonuję jego prośbę, a raczej polecenie. Usadawiam tłuste cztery litery na krześle, zwalczam szalejącą w żyłach adrenalinę i upijam spory łyk wody podanej mi przez Bolka i Lolka – Floriana i Toma, a Tosia – Samuel siada obok mnie. Brakuje jedynie Papaya z Oliwią, czyli Kaia z Sabriną, którzy „Chwała ci Panie!” mają tydzień urlopu w Alpach. Brutus z delikatnością motyla kładzie łapę na moim brzuchu.
– Wiadomo już… – Zaczyna mój mąż.
– A guzik się dowiedziałam! Prócz szajby tatusia, nieustępliwości mamusi i końskiego zdrowia dziadka Konrada, mają się fantastycznie! Tym razem zakryły sobie nawzajem łona! – odpowiadam kompletnie zdenerwowana – Te małe, knujące, parszywe…
– A, a, a… to są moi chłopcy. Niech ci nawet przez myśl nie przechodzi, żeby ich obrazić. – Chce uciszyć mnie szczeniak, obmacując mocniej bebech.  
– Przeważnie to dziewczynki się ukrywają, więc zejdź fali chał, chał – uprzedzam warknięciem.  
– Głosuję na chłopaków – odzywa się Pascal, powodując tym wir wokół pracowników dzisiejszej zmiany. ‘Totalny Meksyk!’
– Ja powiem, będzie chłopczyk i dziewczynka. – Tymi słowami Lilly przebija o dychę, znajdujący się na środku lady stos szmalu.
– A ja zgarnę całą pulę, bo się okaże, że dziewczynka i chłopczyk. – Przebija Tom jako ostatni z uczestniczących osób.  
I co to, przepraszam ja bardzo, za różnica między, chłopczyk – dziewczynka kontra dziewczynka – chłopczyk?
– Halo? Nie płeć jest ważna, lecz by były zdrowe i do ludzi podobne – Krótko się zastanawiam. – Niekoniecznie do tatusia. Najważniejsze, aby odziedziczyły rozum mamusi oraz…
– To ja przez cztery lata walczę o wolność, a ty dajesz się zacisnąć przez TAKIEGO GÓWNIARZA?!
Rozlega się ryk męskiego głosu.


Od Autora

Kto wtargnął do baru, żądając pucharu?
Co to za draka!
Do góry łapa, by wytępić pędraka.
Pozdrawiam AHopeS<3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1447 słów i 8857 znaków, zaktualizowała 8 gru 2020.

3 komentarze

 
  • bosman

    ponownie powalający na kolana rozdział a te docinki  i przezwiska super, a co do wtargniecia az skóra cierpnie czy to nie Mii koszmar.Pozdrawiam

  • shakadap

    Brawo. Jak zwykle świetnie napisane i wciągające. Tylko od tych zwrotów akcji można się pochorować.
    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo :)  
    Życie to huśtawka ;)

  • nanoc

    Bardzo fajny, z przyjemnością przeczytałem, ale to ostatnie zadanie -  czuje kłopoty - Ale poziom jak zawsze na maksimum. Brawo.

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo. :)