Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 42 - 43

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 42 - 4342
  Samuel

  Załoga zaczyna się zbierać. Stefan tłumaczy mi, na jakiej zasadzie działają wgrane w tablecie programy połączone z pulpitem. Pokazuje pliki z muzyką podpisane latami, a także tegoroczne hity. Lilly, Karin i Teresa przygotowują owoce. Tom z Andreą i Gabrielą są na swoim stanowisku. Florian napełnia pojemnik kostkami lodu, głośno nabijając się z mojego niefortunnego wypadku, oraz dopytuje nas o Juliana. Zachwycony kurduplem Kai, opowiada z satysfakcją, że Jul jest kolejnym barmanem w budzie i uprzedza Poprycha przed Migdałkiem. Ona jest największą konkurencją i depcze nam po piętach. Tu muszę przyznać przyjacielowi po raz kolejny rację. Mia rozwija się w szaleńczym tempie.
Joschua, Sabrina i Dominik rozkładają karty menu oraz szyldy rezerwacji z nazwiskami gości. Wszyscy ubrani jesteśmy w jednakowe czarne koszulki polo z białym logo Samtajl-Night na lewej piersi, a pod nim widnieje imię pracownika. Wokół pasa mamy zawinięty czarny sięgający do łydek fartuch. W pionie z lewej strony jest napis „ LET’S GO! IT’S PARTY TIME!” w stylu ręcznego pisma. Muszę przyznać, Słoneczko trafiło w setę z wyborem uniformów, za który dostała gorący aplauz od ekipy.  
Lada chwila powinien przyjechać zorganizowany zespół, a dwie godziny później pojawić się tłum gości.
– NIE ZGADZAM SIĘ JUL! – Słyszę odbijający się echem spanikowany krzyk Mii. W klubie zapada grobowa cisza, od razu patrzę się na Toffika, on na mnie i dajemy nogę do pomieszczenia obok. Puls podskakuje z zera na dwieście. W połowie drogi widzę, jak moja pańcia stoi odwrócona do nas plecami, próbując przed czymś powstrzymać brata. Musiało coś między nimi zajść. Tom również wybiega ze swojego blaszanego zamku i staje obok nas w pogotowiu. Julian w luźniej postawie ze stanowczością patrzy na swoją siostrę.  
– Nie pozwolę ci na to i nawet niech ci przez myśl nie przechodzi…
– W tej kwestii nie masz nic do gadania. Musisz się pogodzić z tym faktem – odpowiada zrelaksowany Długi.
– Po moim trupie!!! – krzyczy Mia, popychając go oburącz dłońmi, lecz Julian nie drga nawet o milimetr i chociaż nie widzę twarzy mojej dziewczyny, tak po tym tonie wiem, jak spływa jej ślina z ust. Podchodzimy bliżej, Krakers odciąga Mię na bezpieczną odległość. Ja staję pomiędzy nimi, a Kai pozycjonuje się obok kurdupla.  
– Możemy wiedzieć, co tu… – pyta Misiek.  
– Z miłą chęcią – odpiera Jul z lekkością piórka.
– Ani nie próbuj, bo wydrapie ci oczy! – grozi siostra bratu, chcąc rzucić się na niego, lecz bez powodzenia.  
– Mimi, przypomnę ci. Ty również to zrobiłaś. Dlaczego ja nie mogę? – Chce wiedzieć brat.  
– Bo byłam zmuszona dzięciole! – krzyczy w jego kierunku.
Cholera! Jaki jest ich problem? O co w tym wszystkim chodzi? Czemu w końcu nie powiedzą prawdy? Podchodzę do Mii, biorę jej twarz w dłonie. Wzrok dziewczyny  jest błędny, oddech przyśpieszony jak zwykle, kiedy czymś się zdenerwuje.  
– Wyskakiwać z prawdą – domaga się tym razem Tom znacznie wkurzonym tonem.
– Julian chce rzucić szkołę! Powiedzcie mu, że to największa głupota! – Dziewczyna wypruwa sobie prawie flaki. Kobieta zaczyna wbijać mi paznokcie w skórę i to tak mocno, iż nie mam wyjścia i ją puszczam.  
– Rujnujesz sobie tym życie głąbie! – ryczy do swojego brata.
O matko jedyna w Niebiosach, opanuj tę furię, która jest mi teraz najmniej potrzebna. Mia niczym ryba bez wody zaczyna machać swoimi gałązkami dookoła siebie. Lecz nic z tego. – Masz ostatnie pół roku konowale! – dalej zdziera gardło. Julian za nami siedzi cicho.  
– Co zrobisz bez wykształcenia? Bez zawodu? Bez świstka, co otwiera drzwi do przyszłości, jesteś nikim! Nie bierz przykładu ze mnie. Ja nie miałam innego wyjścia – drze się, ale powoli opada z sił. Dziewczyna ma rację, to jest bezmyślne, co chce zrobić Długi. Odwracam się do niego. Mina krasnala jest stalowa, ma zaciśnięte dłonie w pięść. Chwytam go za ramię.
– Tu Mia ma rację. Wykształcenie jest ważne – mówię spokojnie. Chłopak cały czas ma skierowany wzrok na swoją siostrę. Słyszę, że Tom coś do niej mówi, ale za cicho bym mógł cokolwiek usłyszeć.
– Ja również go nie mam Mimi. Znasz powód i weź się w garść. Masz widzów – warczy na tyle głośnio, byśmy go zrozumieli, lecz na tyle cicho, aby reszta gapiów nie usłyszała. Julian, wychodząc z pomieszczenia popycha Poprycha dość mocno na bok, robiąc sobie tym przejście.
Nastała stypa.

                          
43
Mia

  Po wypiciu niesmacznej wody, w nieskazitelnym makijażu poprawionym przez Lilly, która miała do dyspozycji prawdziwego manekina, mogłam nie tylko rozluźniona powitać zespół Run, ale także uczestniczyłam w małej ceremonii otwarcia Samtajl-Night. Nie obyło się bez tradycyjnej czerwonej wstążki, nożyczek i lampki szampana, a wszystko zostało uwiecznione na zdjęciach.
Pomimo dwustu siedemdziesięciu hucznie bawiących się w najlepszych rytmach gości oraz paru współczujących spojrzeń pracowników, moja złość, jaką powinnam czuć do brata, totalnie przechodzi mi obok tyłka. Jest mi to tak obojętne, że nie zwracam sobie tym głowy. Czemu zawdzięczam ten stan? Nie mam pojęcia, ale wiem jedno. Bardzo mi z tym dobrze i z uśmiechem mogę porwać się w wir wyśmienitego nastroju. Śmieję się, ucinam pogawędki z młodymi chłopakami, polecam starszym gościom najlepsze danie szefa kuchni,  oraz młodym damom najlepsze koktajle, kilka z nich nawet nalega, aby były utworzone przez „tego boga” wskazując palcem na mojego brata lub Samuela. Niestety muszę je zawieść, mówiąc o niedyspozycji barmana, ale gwarantuję, iż następnym razem wymiesza im najlepszy miks, jeśli zanotuję ich imiona i nazwiska. O rany… Nie sądziłam, że będzie ich tak dużo i już współczuję Brutusowi. Facetowi opadną ramiona w dół, gdy zobaczy dwie zapełnione kartki notesu i to po obu stronach.
Od czasu do czasu potakuję głową w takt muzyki albo cicho fałszuję pod nosem tekst piosenki puszczonej przez Samuela, utrzymując tym całą salę w fenomenalnym nastroju, kiedy zespół robi sobie przerwę.  
Moja taktyka podzielenia pomieszczenia na siedem części i przydzielenie jednego kelnera na sektor okazuje się bardzo dobrą strategią. Na jedną obsługującą osobę przypada trzydziestu ośmiu gości i żadne z nich nie ma kłopotu, by utrzymać tempo.  
Kieruję się w stronę baru po kolejne trunki dla moich klientów, kiedy czuję klepnięcie w ramię.
– Przepraszam. Mogę złożyć zamówienie? – Słyszę damski głos. Odwracam się i widzę promienny uśmiech.
– OMG! HANNA! – krzyczę, a jednocześnie modlę, aby załadowana taca z plastikowymi kubkami nie wypadła mi z rąk. Nie miałam pojęcia, że tu będzie.  
– Udało ci się! Wygląda fenomenalnie! – woła, biorąc mnie w objęcia. Niezmiernie cieszy mnie widok mojej dobrej koleżanki z firmy, w której jeszcze do niedawna pracowałam.
– Z twoją zasługą – odpowiadam szczerze, dając jej buziaka w policzek. – Dziękuję ci za to – dodaję szybko.
– Spadaj na drzewo prostować banany – mówi rozbawiona.
– Uwierz mi. Próbowałam, ale się nie da – odpieram również wesoło. Kobieta bierze moją twarz i pociąga do góry tak, bym zajrzała na balkon nad moją głową. Zanim mogę coś powiedzieć, Hanna mnie wyprzedza.
– Nie miałam innego wyjścia, jak wziąć tych cweli ze sobą. Wiesz jak ich ciężko opanować od twojego odejścia? A zwłaszcza po tym, jak odkryli gdzie rzuciłaś cumę? Te osły kompletnie zbaraniały – oświadcza. Odwzajemniam uśmiech, jakim darzą mnie Costa, Benni i Toni. Za nimi dostrzegam starego kierownika, który macha ręką, jakby go komar ukąsił.
– Czy to… – pytam, odmachując niepewnie.  
– Ani się nie pytaj. Ten to już w ogóle odszedł od zmysłów. Masz szczęście, że naczelny się nie pojawił. Choć tu też nie byłambym taka pewna, bo odkąd posiadacie stronę internetową każdy ją śledzi, a kiedy w niej pojawiło się… – Dziewczyna zostaje szturchnięta przez jakąś osobę i nie dokańcza zdania, a mi wypada taca z rąk. ‘Mega! Podwójna robota.’ Ciekawe, co chciała powiedzieć koleżanka? Jak głupia zbieram pojemniki, gdy nagle muzyka cichnie, wszystkie światła gasną i nastaje ciemność. Jedynie słychać oddechy i szmery.
Holender! Wybiło korki!
Powoli podnoszę się na nogi. Chcę powiedzieć, aby każdy pozostał na swoim miejscu i nie robił paniki, wtem…  
NIEEEE!

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1475 słów i 8649 znaków, zaktualizowała 8 sty o 17:41.

4 komentarze

 
  • Aladyn

    Myślałem, że wreszcie dojdzie do publicznego wyjawienia prawdy, ale Mia sprytnie zwekslowała sprawę Floriana/Eliasa na rzekomy plan rzucenia szkoły przez Juliana.
    Cóż z tego, ze otwarcie Samtajl-Night jest wielce udaną imprezą, skoro została ona zakłócona niespodziewanym wydarzeniem.
    Niezawodna, umiejętnie operująca emocjami Autorka znów zostawiła czytelników w niepewności z pytaniem - co dalej, co się znów wydarzy?
    No cóż przyjdzie nam poczekać.  
    :smile:

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję bardzo.

  • Dyzio55

    I znowu kawałek fajnej lektury. Gratuluję i dzięki. Czekam na dalszy ciąg. :ciuch:

  • AHopeS

    @Dyzio55 Dziękuję bardzo.

  • shakadap

    Brawo.
    Świetnie napisane, wciągające.  
    Czekam dalszego biegu wydarzeń.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo. Pozdrawiam.

  • nanoc

    Nie jestem zawiedziony, jestem usatysfakcjonowany, jak zawsze wysoki poziom. I ten haczyk na końcu, co powoduje że co dzien tu się zagląda czy jest nowy odcinek "ZL" Brawo Autorka.  :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc  Dziękuję bardzo. Miło przeczytać. :wstydnis: