Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 33 - 34

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 33 - 3433
Samuel

  Moi Rodzice byli na tyle pomocni, że udostępnili miejsce w garażu na przechowanie  sprezentowanego przeze mnie małego drobiazgu. Widocznie moja mała liczyła się ze wszystkim, ale nie z tym srebrnym pojazdem z logiem Samtajl przyklejonym na tylnej przyciemnianej szybie. Może faktycznie przesadziłem z rozmiarem, ale Hej! Interes się rozkręca, więc potrzebny większy wóz.
– Tadaaaa! – Prezentuję gestem nasz nowy środek transportu.
– Sam! To bus, a nie osobówka! Niech ci przez myśl nie przechodzi, że mój fracht zasiądzie za kółkiem tej maciory! – woła przerażona widokiem Opla Vivaro. Jul i ojciec trzymający dłoń na ramieniu mamy głośno się śmieją. Diana zakrywa sobie usta ręką, ale widać ciekawość dalszego ciągu wydarzeń. Również nie mogę powstrzymać uśmiechu z porównania samochodu dostawczego ze świnią. W końcu lakier błyszczy w największym połysku, a nie błocie.
– Kochanie, wzrok masz bardzo dobry, lecz co do jazdy, tu bym nie był taki pewien… Jesteś jego współwłaścicielem, a Audi od stycznia nie jest w naszym posiadaniu. – Odpalam bombę.
– Wow. Wow. Wow! Chwila moment szczeniak! – woła napierzona przepiórka. – Co chcesz przez to powiedzieć? – dopytuje piskliwym głosikiem.
Ach, jak piękne postawić ją przed faktem dokonanym. Teraz już wiem, czemu Mii sprawia przyjemność stawianie mnie w sytuacji bez wyjścia. Oniemienie osoby, szukającej odpowiednich słów jest bezcenne, aż muszę stłumić rozbawienie. W sumie za tym wszystkim kryje się więcej i będę musiał w końcu powiedzieć jej prawdę, która z pewnością będzie kosztować mnie kolejną depilację nóg lub nawet coś gorszego, znając jej głupie pomysły.  
– To Kochanie… – Obejmuję ją ramieniem i prowadzę w stronę transportera  – że A3 będzie mieć nowego właściciela, a ty jesteś wpisana w papierach rejestracyjnych i ten piękny firmowy okaz również należy do ciebie – oznajmiam spokojnie. Pierwsze nerwy związane z niespodzianką ulotniły się w chwili, kiedy wyciągnąłem dwie karty na barwną bitwę. Od razu sprawdziłem datę realizacji. Z zadowoleniem mogłem przyznać, że mam dwadzieścia cztery miesiące na ich wykorzystanie.  
– Sprzedałeś swoje baby?! – krzyczy. Ok. pomału sytuacja zaczyna być poważna. Nie podoba mi się ton przepalonych strun. Otwieram drzwi kierowcy.
– Wskakuj. Muszę ci coś powiedzieć – mówię obniżonym głosem.
– Masz kłopoty? W co się wpakowałeś? Stało się coś, o czym nie wiem? – Zalewa pytaniami, przez co przekręcam gałami.
– Nic z tych rzeczy, a teraz hop do środka. – Poganiam ją. Jestem zaskoczony, iż spełnia moją prośbę. Zatrzaskuję za nią metalowe wrota, a kiedy obchodzę auto informuję resztę o potrzebnej dla nas chwili.
Zajmując miejsce pasażera przyłapuję Mię, jak ciekawsko rozgląda się po całym busie. Przynajmniej jakiś dobry znak.
– Jak ci się podoba? – Chcę od niej wiedzieć, gdy kończy inspekcję deski rozdzielczej. Nasze spojrzenia krzyżują się i jak na złość nie mogę rozczytać jej mimiki.
– Wysoko i ogromne, ale ładne. Szczegóły – mówi w skrócie, a zarazem przybiera ton wymagający prawdy. Cała pani biznesmenka. Nabieram głęboko powietrza, przecieram twarz dłońmi, by przygotować się na jej furię, gdy zdradzę jej moje zamiary.  
– Nie wiem, czy zauważyłaś ile i jak szybko schodzi nam towar.
– No wiem. Dwa razy w miesiącu trzeba zadbać o dostawę.
– Spostrzegawcza jak zwykle, bardzo dobrze. Tak się składa, że muszę po niego robić trzy kursy, a żeby zaoszczędzić czas i paliwo szukałem czegoś większego. Twój brat podsunął mi pomysł z busem i tu ma rację, biorąc pod uwagę potrójną liczbę gości od stycznia. Nie mogę sobie pozwolić, by czegoś zabrakło, a zarazem tracić czas, aby w każdy poniedziałek zadbać o zapasy. Obecnie nie potrafię utrzymać dwóch samochodów, więc postanowiłem pozbyć się Audi i Jul może z niego skorzystać. W ten sposób możemy być spokojni o jego bezpieczeństwo. Dlatego, że zrobił nam niespodziankę z prawkiem, mogę oddać wcześniej moje baby w jego ręce. Istnieją dla niego dwa warunki. Musi sam zadbać na miejscu o papierkową robotę i dbać o niego. W innym razie odrąbię mu klejnoty. – Kończę tłumaczenie. Mia patrzy mi w oczy, otwiera usta, by coś powiedzieć, ale jednak zmienia zdanie i je zamyka. Dwoma palcami masuje sobie czoło. Słyszę pracujące turbiny w jej głowie. Dziewczyna, zamykając oczy, opiera głowę o zagłówek fotela i ciężko oddycha. Ta reakcja jest inna, niż się spodziewałem i to mi się bardzo nie podoba.
– To, co powiedziałeś jest logiczne. Przyznaję rację… – Otwiera powieki, odwraca twarz w moją stronę. W jej oczach ponownie pojawiają się łzy – ale dlaczego do diaska chcesz dać Audi mojemu bratu? – Jej głos jest cichy i chwiejny. – Nie czuj się zobowiązany, w końcu mogę z mamą zadbać o jakiś… – zaczyna swoją tyradę, którą muszę przerwać.
– Mia. Tak na chłopski rozum. Lepiej mieć wiedzę, jaką buja się bryką, niż martwić się stanem technicznym złomu odkupionego od jakiegoś typa. – Podaję kolejny argument z nadzieją przegadania jej do rozsądku. Zapada krótka cisza.
– Ile za niego chcesz. – To nie pytanie, lecz wymóg odpowiedzi. Mimi nie ma innego wyjścia, jak przyjąć do wiadomości moje postanowienie.
Nie zmienię decyzji.

34
Mia

Minęło parę godzin i nadal nie potrafię pojąć zachowania Samuela. Dla mnie jest to durne zagranie z jego strony, budzące we mnie czarne wspomnienia. Tak, jestem na niego wściekła. Chciałam mu wybić to głupstwo z głowy oraz powstrzymać go przed wywołaniem we mnie najgorszego horroru. Przypomniał mi przeszłość, kiedy mój ex sprezentował mi Polo, aby później przekształcić samochód we wrak. Dlatego nie jest to dla mnie łatwy temat. W dodatku wiedza, że ta kanalia jest w zasięgu ręki nie upraszcza tej sprawy lecz pogarsza. Kto wie, jaką chorą zemstą kieruje się Poprych?  
Zanim dotarło do mnie postanowienie Brutusa względem jego osobówki, znajdowałam się już w Oplu sama. Dopiero wtedy strach zmieszany z adrenaliną wystrzeliły w kopyta. Biegnąc do domu po schodach prawie wybiłam wszystkie zęby, tylko po to, aby zdyszana oraz z bladą twarzą widzieć, jak Samuel rzuca klucze do Audi w stronę Długiego, mówiąc „Młody. Łap! Jest twój, ale uważaj na niego.” Zrobiło mi się tak słabo, że aż usiadłam na tyłku, a Julian cieszył się niczym dwulatek na jajko niespodziankę. Miałam niezmierną ochotę obydwóm nakopać do zadków. Nawet mama wzięła Pluta w obroty za ten bezmyślny wymysł dania młodemu fury za free. Mówiła mu, że ją od niego odkupi, lecz ta walka była z góry przegrana. Myślałam, iż dojdzie do eskalacji, jak to zawsze w takich przypadkach, ale nic z tego typu nie miało miejsca. Nie mam innego wyjścia niż pogodzić się z faktem, że mojemu chłopakowi padło solidnie na mózg. W drodze powrotnej, gdy prowadził nowy nabytek wielokrotnie pytałam go, czego w zamian ode mnie oczekuje, wspominając przy tym moje doświadczenia, które w przeszłości musiałam znieść, a były one związane wyłącznie z bólem. Nikt nie uwierzy, jaką wywołam reakcję u mężczyzny, którego dzięki temu pokochałam jeszcze mocniej. Chłopak włączył kierunkowskaz, wysiadł z samochodu, dał jadącemu za nami Julianowi i mamie klucze do mojego mieszkania. Jak dotarli na osiedle nie mam pojęcia, to nie było istotne. Najważniejsza była nowo odkryta, sentymentalna strona mojego chłopaka. Na Boga, nigdy więcej nie chcę widzieć go w takim stanie. Samuel, wchodząc z powrotem do busa, był nie tą samą osobą. Zaczął płakać, ubolewać nad tym, co mi się przydarzyło, wypowiadał słowa trafiające prosto w środek serca. Gdy chłopak w wieku dwudziestu jeden lat ze łzami w oczach powie „Osoby pod wpływem presji są w stanie wiele zrobić, ale nigdy z miłości. Ja nie chcę twojego oddania lub twego życia za rzecz materialną, którą można łatwo zastąpić! Niczego od ciebie nie wymagam, bo CIĘ KURWA, KOCHAM!!!” uderzając rękoma o kierownicę tak mocno, że zamiast znajdować się w łóżku pod ciepłą pościelą, siedzę na izbie przyjęć najbliższego szpitala i gapię się, jak zakładają mu szynę na złamany mały i serdeczny palec lewej dłoni.  
Tyle na temat prowadzenia tego kolosalnego wozu i moich protestów.
– Namalujesz mi hipka na bandażu? – pyta głupkowato. Mam ochotę zapytać pielęgniarza czy można mu zagipsować dziób, ale hamuję się w ostatniej chwili.
Jest trzecia nad ranem, a temu na żarty się zbiera. ‘Wyśmienicie!’ Ciekawe, co powie Kai na swojego bezużytecznego kumpla. Chyba wyskubie każdą jedną nitkę z opatrunku. Z całą pewnością nie przyjdę kundlowi z pomocą za tę krzywą akcję. No dobra, szkoda mi go, ale mu tego nie pokażę. O!  
– Prędzej Ciamajdę, przynajmniej odzwierciedli twoje uosobienie – odpieram. Pielęgniarz, który może być w połowie trzydziestki parska na moją uwagę.
– Twoje współczucie powala mnie z nóg skarbie – skarży się Pluto, na co przekręcam oczami.
– Cierp ciało, jak się o kierownicę uderzać chciało. Do niczego by nie doszło, jakbyś nie wyskoczył jak Filip z konopi. Już nie umiem się doczekać miny Fryderyków, a najbardziej Karin. Ta będzie miała ubaw po pachy i wiesz, co Sam? – pytam, przyglądając się opatrunkowi.
– Z pewnością zaraz się dowiem bezduszna kobieto – szczeka rozbawiony.
– Nie obronię cię przed tą sektą – ostrzegam, powstrzymując z całych sił śmiech na widok jego maślanych oczek.
– Widzi pan? To się nazywa prawdziwa miłość. Moja dama wrzuci mnie na deser krokodylom. Bardzo pocieszająca informacja – papla kundel, a ja się zastanawiam czy czasem się nie pomylili z zastrzykiem i zamiast przeciwbólowego władowali mu porcję „Spójrz, jaki jestem dowcipny”. Sanitariusz zaczyna się śmiać, zaklejając opatrunek plastrem.
– Prawdziwy z ciebie szczęściarz. Nie wszystkie kobiety potrafią tak wesprzeć na duchu – Odpowiada mężczyzna w białym odzieniu, puszczając w moim kierunku oczko. – Jesteśmy gotowi. Za dwa tygodnie powinno być wszystko ładnie zagojone. Nie zapomnieć o tabletkach przeciwbólowych. Jestem przekonany, że pańska dama będzie wyśmienitą pielęgniarką – dodaje ziomek. Spoko! Szczeniak jest przez czternaście dni niedysponowany i to krótko przed końcem roku. Mam LIPĘ!
‒ Bez wątpienia. Dziękuję za ładną ozdobę – odzywa się Sam, podnosząc w prezentacji rękę w górę. Wstajemy, narzucam mojej sierocie kurtkę na ramiona, podaję mężczyźnie dłoń na pożegnanie, otwieram drzwi białego sterylnego pomieszczenia, przytrzymując je mojej ofierze losu. Zanim jednak możemy przez nie wyjść, typ głośnio woła:
– Wykorzystaj dobrze czas kaleki.
– Gwarantowane! –  odwołuje ze śmiechem Samuel.
Haloooo? Pogięło ich? Prawą rękę ma przecież sprawną!

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1889 słów i 11175 znaków, zaktualizowała 1 sie o 2:36.

3 komentarze

 
  • Aladyn

    A to ci zaskoczenie. Nie tylko Mia, ale i ja zostaliśmy zaskoczeni, że to taaaaki duży prezent. Stawiałem na jakieś nietuzinkowe auto, oryginalnie lakierowane, przeznaczone tylko dla niej.
    Samuel wykazał się zmysłem praktycznym, kupując samochód potrzebny do prowadzenia tego interesu. Po początkowym szoku, pewnie Mia przekona się do dostawczaka i zajmie miejsce za kółkiem.
    To co zrobił ze swoją ręką, to prawdziwie "big beat"...dobrze, że inne członki ma sprawne.   :D

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję bardzo.
    Czuję podtekst... kto wie...

  • Pani123

    To się porobiło, ależ on siłę musi mieć żeby paluchy połamać jednym uderzeniem :eek: Dobrze, że trafiło tylko na kierownicę a nie na jakieś, na ten przykład, zwierzątko albo coś...z taką ochroną to  Mia może nawet na koniec świata iść, bo krzywda jej się nie stanie :D  
    Jak zawsze super lekko i naturalnie napisane, jak zawsze się miło czytało i jak zawsze 💛 i 👍 wbite :D

  • AHopeS

    @Pani123 Dziękuję bardzo.
    Ze zwierzątka chyba nic nie zostało, gdyby Sam mu przyłożył. :)

  • Pani123

    @AHopeS nie ma za co, to sama przyjemność czytać teksty tak znakomitych Autorów   <3  Oby częściej i wiecej ;)

  • AHopeS

    @Pani123 Bardzo miło przeczytać.  :wstydnis:

  • shakadap

    Brawo!
    Świetna robota, jak zwykle!  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo.
    Również pozdrawiam. :)