Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Wybór, to za mało cz. 3

– Tak? – spojrzałam na nią.
– Wiesz o tym, że ludzie robi czasem coś dla innych?
– To chyba dobrze, prawda?
– Chciałam powiedzieć, że mężczyzna prosi czasem kobietę, żeby założyła wysokie obcasy, albo umalowała usta – zaczęła.
– Tak i co dalej, mamusiu?
– I kobieta to robi. Chcę powiedzieć, że zrobiłam kilka razy, parę rzeczy, dla twojego taty.
– Musiałaś, czy chciałaś?
– Chciałam.
– To chyba dobrze?
Pomyślałam, że nigdy nie będę prosić nikogo, by zrobił coś dla mnie. Nie mogłam wiedzieć, że się mylę. W końcu miałam teraz tylko siedem lat.
– Teraz już to nie ma znaczenia. Zostawił mnie. Jest mi tylko przykro z tego powodu, że nigdy ciebie nie odwiedził.
Wstałam i objęłam ją w pasie.
– Mamusiu, bardzo cię proszę, niech ci nie będzie przykro. Mam ciebie i kocham cię bardzo. A twoja miłość do mnie jest pełna i nie brakuje mi miłości kogoś, kto nie postąpił dobrze. Nie myśl o tym więcej.
Ona patrzyła na mnie, a po jej policzkach ciekły łzy.
– Mój skarb – chlipała.
Czułam się dziwnie. Nie miałam pewności czy to łzy szczęścia, czy bólu. Musiałam o to zapytać.
– Płaczesz z bólu czy ze szczęścia?
– Oczywiście, że ze szczęścia. Pomyślałam teraz, że twoja miłość daje mi wszystko, czego potrzebuję.
– To odwołujemy zaproszenie dla pana Daniela?
Spojrzała na mnie z niepewnością na twarzy.
– Chyba nie. Mówiłaś, że jest dobrym człowiekiem.
– Żartowałam. Potrzebujesz jeszcze wielu innych rzeczy, których ja ci nie mogę dać.
Spojrzała na mnie i nie byłam pewna co myśli, ale tym razem nie zapytałam. Po kilku minutach zaczęła układać obrus na stole.
– Mogę poukładać noże i widelce. – zaproponowałam.
– Dobrze, dziękuję, kochanie.
Razem przygotowałyśmy stół. Mój wkład ograniczył się do poukładania sztućców. Pan Daniel przyszedł pięć po piątej. Dobrze, że nie później, bo już zaczęłam się zastanawiać czy może zrezygnował. Czemu tak pomyślałam? Głupia mała dziewczynka. Przyszedł w czarnym garniturze i białej koszuli. Taką koszulę już widziałam, spodnie chyba też, ale marynarkę zobaczyłam po raz pierwszy. Dał mamie dwanaście róż, a mi trzy. Zastanawiałam się chwilkę, dlaczego dostałam cztery razy mniej kwiatów niż mama, ale ponieważ nie miałam doświadczenia, jak postępują mężczyźni, więc nic poza dziękuję, nie powiedziałam. Obiad był przepyszny. Pan Daniel nie zachowywała się inaczej niż zwykle, kiedy go widywałam poprzednio. Kiedy skończyliśmy jeść, pomógł zanieść wszystko do kuchni. Nie robił wrażenia, że w czymś zawadzam. Tak naprawdę więcej rozmawiał ze mną niż mamą. W końcu uznałam, że powinnam ich zostawić. Pamiętałam uwagi z tego programu, jak dziecko powinno zachowywać się, kiedy mama ma randkę z przyszłościowo nowym tatą, a za takiego uważałam pana Daniela.
– Panie Danielu, mogę o coś zapytać?
– Oczywiście, Xsandu.
– To nie będzie tylko jedno pytanie.
– Nie ma sprawy. Ponieważ już się trochę poznaliśmy, możesz na mnie mówić Daniel. Dobrze?
– Dobrze, Danielu – dostrzegłam, że mama się uśmiechnęła.
– To pytaj, proszę. – zachęcił.
– Lubisz moją mamę?
Spojrzał na nią nieco zaskoczony i odrzekł.
– Bardzo.
– Mama też cię lubi. Mama jest dobra i szczera. Powiedziałam jej wcześniej, że jej nigdy nie zostawisz. Mylę się?
Tym razem mama zrobił wystraszone oczy i chciała coś powiedzieć, ale spojrzałam na nią i w rezultacie nic nie powiedziała, tylko wtopiła się bardziej w krzesło.
– Nie mylisz się. Nigdy nie zostawię Arii. Szczerze, mówiąc...
Nie dałam mu skończyć, bo wiedziałam, co chce powiedzieć.
– Powiesz mi to później. Teraz sobie pójdę. Zanim wyjdziesz, proszę, byś przyszedł się pożegnać. Chciałabym wiedzieć tylko jedno. Dlaczego dostałam tylko trzy róże, a mama dwanaście?
Otworzył szeroko usta, a mama zrobiła to samo.
– Właściwie... wybacz, Xsandu. Obiecuję już nigdy nie dać ci mniej kwiatów niż mamie.
– Dobrze, ciesze się, ale nie odpowiedziałeś na pytanie. Nie mogę oddać mamy w ręce kogoś, kto nie potrafi odpowiedzieć na proste pytanie.  
Tym razem w oczach mamy dostrzegłam przerażenie.
– Ależ Xsandu! Jak możesz tak mówić?
– Spokojnie Ario. Twoja córka jest wyjątkowo odważna i w ogóle wyjątkowa. Oczekuje ode mnie odpowiedzi, a ja muszę jej udzielić. Cóż byłbym za facetem, gdybym ja zawiódł na pierwszym oficjalnym spotkaniu z jej mamą. Nie zamierzam zawieść ani jej, ani ciebie, Ario. Ani teraz, ani nigdy. Kupiłem dla mamy dwanaście róż, a dla ciebie tylko trzy, żeby ci nie było smutno. Popełniłem pomyłkę i więcej takiej nie zrobię.
– W porządku Danielu. Mama zapomniała powiedzieć, że jest jeszcze tort. Czy lubisz szpinak?
Danie się uśmiechnął i spojrzał porozumiewawczo na mamę. Wyczułam, że mu o tym powiedziała.
– Nie przepadam za szpinakiem, jednak gdyby Aria chciała, zjadłbym go dla niej.
– To ja powiedziałam mamie, żeby się nie malowała. Chciałbym, tylko żebyś o nią dbał. Jest dobra, szczera i miła.
Wstałam i poszłam do swojego pokoju. Miałam dobre przeczucia co do Daniela Cartera.

                                        Dwa miesiące później.

Trzydziestego sierpnia o dwunastej w południe mama i Daniel wzięli ślub. Założyłam sukienkę. Pomyślałam, że ślub mamy jest dużo ważniejszą okazją niż tamten, pierwszy wspólny obiad. 
Daniel okazał się być uczciwym facetem. Kupił mamie tego dnia pięć tuzinów róż, a ja dostałam tyle samo. Wszyscy poza mną i mamą dziwili się, dlaczego to zrobił, ale pewne sprawy zostają w rodzinie i nikomu nic nie powiedział. 
W przeddzień ślubu miałam z nim rozmowę. Oczywiście mama była przy tym obecna. Obiecał mi, że będzie o nią dbał i kochał, co do mnie, obiecał to samo.
– Będę o ciebie dbał jak o własną córką i będę cię kochał jak własne dziecko. Źle powiedziałem, ja cię już tak kocham.
– Dziękuję Danielu. Bardzo cię lubię i postaram się ciebie pokochać, lecz sama nie wiem kiedy to nastąpi. Mama ma trzydzieści lat, a ty trzydzieści sześć i pewnie będziecie chcieli mieć ze sobą dzieci. Czy jeżeli będziecie, je mieli, będziesz mnie kochał tak samo, czy swoje będziesz kochał więcej?
Mama znowu miała wystraszone oczy, ale Daniel tylko spojrzał na nią z miłością.
– Xsandu, nie wiem, czy mi wierzysz, ale nie pozwolę sobie kochać bardziej swoje dzieci niż ciebie. Przyrzekam ci to, na moją miłość do twojej mamy.
– To w porządku. W takim razie już jesteś moim tatą – pocałowałam go w policzek.
– Aria mi powiedział wszystko. Gdyby nie ty, nie wiem, czy kiedykolwiek bym mógł pojąć twoją mamę za żonę. Dziękuję.
– Jest w porządku. Fajny z ciebie gość, Danielu.

Po ceremonii zaślubin pojechaliśmy wszyscy, a było nas czterdzieści osiem osób, do restauracji. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że był jeszcze ktoś, ale jak to miałam wiedzieć. I tym razem to, że miałam trochę więcej niż siedem lat, nie miało znaczenia.
Tego dnia jeszcze nie wiedziałam, że miłości nie można odczuć na zawołanie. Wtedy jeszcze bardzo mało wiedziałam o miłości, oczywiście wiesz dlaczego. Błam nadal tylko małą dziewczynką. Tak sądziłam.
Mimo początku roku pojechaliśmy wszyscy we trójkę na wakacje. Na Barbados. To miał być tak zwany miodowy miesiąc, ale trwał tylko dwa tygodnie. Muszę przyznać, że Daniel zajmował się mamą bardzo dobrze. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Co prawda, podczas dnia spędzał chyba ze mną więcej czasu niż z nią. Pływał ze mną, rzucaliśmy latającym dyskiem i graliśmy w badmintona. Nosił mnie na barana kiedy się zmęczyłam. Oczywiście, że się nie męczyłam, ale musiałam trochę dać mu się wykazać. Graliśmy razem w trójkę w karty i nie zawsze wygrywałam. Wakacje uważałam za bardzo udane. Wróciliśmy do domu szesnastego września i już następnego dnia miałam iść do szkoły. Teraz nazywałam się Xsandu Carter – Moonlight. Lubiłam panieńskie nazwisko mamy i rodzice zgodzili się na moją sugestię by i mama została przy panieńskim nazwisku. O nie, nie chciałam mieć nazwiska człowieka, który nas porzucił. Daniel jeszcze raz zapunktował, bo nie miał naprawdę nic przeciwko temu. Mieli w planie sprzedać nasz dom i przeprowadzić się do większego domu, Daniela. Zmartwiłam się trochę, ale nie z tego powodu. Sara była w innej klasie. Pierwszej B, a mnie zapisano do A. Widocznie prośba mamy nie poskutkowała, bo chciałam być z nią w jednej klasie. Sara nie płakała z tego powodu, ale nie mogłam patrzeć na jej smutną buzię. Zaraz drugiego dnia mojej szkoły poszłam do pana dyrektora.
Sekretarka, pani Lena Dry, nie chciał mnie wpuścić, ale udało mi się ujść jej próbie powstrzymania  (wówczas jeszcze niczego nie dostrzegłam) i weszłam do gabinetu dyrektora. Dyrektor Steve Greepstone, dawny szatyn, teraz mający większość siwych włosów, spojrzał na mnie mocno zaskoczony.
– Co tu robisz dziewczynko? Jak się nazywasz, bo nie kojarzę?
– To drugi błąd, panie Greepstone. Pierwszy, że nie przychylił się do prośby mojej mamy, Arii Moonlight, obecnie Carter – Moonlight, w sprawie umieszczenia mnie i Sary Wilson w jednej klasie. To moja, jak do tej pory jedyna koleżanka i chcę być z nią w jednej klasie.
– Moja panienko!
Nie dałam mu skończyć.
– Czytałam o panu na internecie. Ubiega się pan o wybór na mera naszego miasteczka. Zrobię co w mojej mocy, by poprzeć tę kandydaturę, jeżeli spełni pan moją prośbę. Jestem gotowa zapomnieć, że nie przychylił się pan poprzednio do prośby mojej mamy. Moja klasa wydaje się fajna i dobrze by było, gdyby Sara była w mojej klasie.
– Panie dyrektorze, bardzo przepraszam, ale mała wymknęła się mi i nie wiem, dlaczego drzwi były zamknięte, a pan nie słyszał pukania, kiedy próbowałam to robić.
Steve się rozchmurzył.
– Drzwi są dźwiękoszczelne, o ile pani pamięta, pani Leno. Mamy teraz małą pogawędkę z panienką Carter
– Carter – Moonlight. – poprawiłam dyrektora.
– Tak, panienką, Carter–Moonlight. Czy wniesiono prośbę by Sara Wilson i Xsandu Moonlight były w jednej klasie? Prawdopodobnie ta prośba musiała przejść przez pani ręce, Leno.
– Sprawdzę, panie dyrektorze – kobieta spojrzała na mnie groźnie.
– Bardzo bym prosił. Jestem pewny, że panienka Carter – Moonlight mówi prawdę. Zaraz jak pani to sprawdzi, z wynikiem pozytywnym, proszę niezwłocznie przenieść panienkę Sarę Wilson do pierwszej A i poprosić wychowawczynię klasy A, panią Melody Eltrey, żeby dziewczynki usiadły razem.  
Lena Dry, wcale nie wyglądającą na suchą i z pewnością na zadowoloną, skinęła głową i bezszelestnie zamknęła drzwi.
Dyrektor wyglądał na zadowolonego. Spoglądał na mnie i na ekran swojego komputera.
– Wybacz, panienko Xsandu. Mam tu ponad pięciuset uczniów i nie zawsze zdołam zapoznać się z nowymi uczniami. Proszę, daj mi chwilkę.
Zerkał na mnie to znowu w ekran.
– Nie zrobiłem tego z powodu mojego starania o stanowisko mera miasta Half Moon Bay. Żona mi odradza. Mówi, że większe pieniądze, ale niewspółmiernie większe obowiązki. Okej, już widzę. Mama wzięła ślub dwa tygodnie temu... Co takiego!
Spojrzał na mnie zaintrygowany.  
– Istotnie twoje serce bije dwadzieścia razy na minutę i nie wykazuje zmian w momencie wysiłku?
– Na to wygląda panie dyrektorze. Mój nowy tata, pan Daniel Carter już zabezpieczył mnie przed ewentualnymi badaniami. Oczywiście pewnie będą chcieli je przeprowadzić, ale będziemy się bronić, odpowiednimi paragrafami z konstytucji.
Patrzył na mnie chwilkę.
– Jesteś nietypową osóbką. Gdyby ktoś sprawiał ci kłopoty, wiesz, gdzie jest mój gabinet.
– Dziękuję panie dyrektorze. Będę starała się być grzeczną dziewczynką, lecz prawdopodobnie nie będę miała żadnych kłopotów, których nie dam rady rozwiązać sama.
Zadzwonił telefon. W czasach komórek nadal używano zwykłych telefonów, szczególnie w takich placówkach jak szkoła.
– Doskonale pani Leno. Już kończę rozmowę z panienką Carter – Moonlight. Dziękuję.
Odłożył słuchawkę.
– Przeproś mamę w moim imieniu, albo lepiej zrobię to osobiście. Zaszło niedopatrzenie. Sara Wilson jeszcze dzisiaj będzie w twojej klasie. Zadowolona?
– Lubie konkretnych mężczyzn, panie dyrektorze.
Wstałam z wielkiego fotela, obeszłam solidne, mahoniowe biurko i stanęłam tuż z boku, lekko zaskoczonego dyrektora.
– Coś nie tak, Xsandu?
– Wszystko tak – pocałowałam go w policzek i zostawiłam, jeszcze bardziej zaskoczonego.
– Może pan na mnie liczyć w razie problemów. Mogę już iść?
– Oczywiście. – jego twarz wyrażała zaskoczenie i coś jeszcze co nie, w pełni rozumiałam.
Sara była uszczęśliwiona. W pierwszej chwili nie wierzyła, ale kiedy ją uszczypnęłam, musiała przyjąć, że to nie sen.
– Jesteś przebojowa, Xsandu.
– Nie marudź, bo cię zjem. – powiedziałam cicho.
Uczniowie patrzyli ciekawie na nową koleżankę. Wyglądało, że podoba mi się w szkole.  

                                        Trzy miesiące później.

Wszyscy lubią święta. Nie dlatego, że wszyscy wierzą, że narodził się Jezus, właśnie w tym czasie i że w ogóle się narodził, ale na razie o tym nie rozmyślałam. Chodziło raczej o prezenty i atmosferę tego okresu. To były nasze pierwsze święta we trójkę. Rodzice mamy nie żyli. Dziadek zmarł na atak serca, kiedy miałam cztery lata, a babcia umarła rok później na raka piersi. Miałam tylko mamę, tak sądziłam. Teraz miałam mamę i Daniela. Rodzice mojego nowego taty, który był przystojnym blondynem,  mieszkali na wschodnim wybrzeżu i z tego co wiedziałam, nie byli zbyt dobrzy dla niego, kiedy był z nimi i dlatego teraz mieli bardzo chłodne stosunki. Nawet nie przyjechali na jego ślub. Daniel był wspaniałym człowiekiem, kochanym mężem i super ojcem. Dziwne, że mama była jego pierwszą kobietą. Nie pytałam dokładnie, ale tak mi sam kiedyś powiedział.  
Dlaczego to napisałam? Doceniłam staranie. Nie mógł wskoczyć na pierwsze miejsce w moim sercu, bo nikt nie mógł zdetronizować mojej mamy, ale Daniel naprawdę się starał. Na początku grudnia już zdobył moje serce i nie mogłam czekać z tym do gwiazdki, żeby mu to oznajmić. Widziałam, że mama była bardzo szczęśliwa, więc nie to, że zaniedbywał swoją żonę, kosztem mnie. Spędzał ze mną cały wolny czas, przeznaczony dla mnie. Mama na tym nie cierpiała, bo mieli swój czas, a i kiedy był ze mną, ona była zawsze blisko. Nie miałam kłopotów z nauką, ale i tak mi pomagał. Bawił się ze mną, kiedy wracał do domu po pracy. Na szczęście nie pracował pięć dni w tygodniu, tylko czasem trzy, a czasem jeden. Oczywiście bywało, że pięć, ale okazjonalnie. Nie mogłam zaniedbywać Sary. Na szczęście dom Daniela nie znajdował się daleko, od domu gdzie mieszkała Sara i widywałyśmy się dwa lub trzy razy w tygodniu i co najmniej raz w weekend. 
Nie wiedziałam, że tym jak mnie traktuję i co dla niego znaczę, zdobywał bardziej serce mamy, o ile mógł coś jeszcze zdobyć. Kochała go chyba prawie jak mnie, chociaż oczywiście inaczej. Starali się ograniczyć całkowicie jakieś pocałunki czy bardziej intymne czułości, w mojej obecności, ale nie zawsze im się to udawało. Udawałam, że nie widzę. Ponieważ obiecałam mamie już nic nie sprawdzać na internecie, nie miałam wyboru i musiałam zapytać ją osobiście.  
Akurat Daniela jeszcze nie było, kiedy zapytałam. To był szósty grudnia. 
Wczoraj mu oświadczyłam, że go kocham. Zrobiłam to po swojemu. Po kolacji poszłam się umyć. Wytarłam się i ubrałam moją piżamkę w orki i delfiny, tą, którą dostałam od niego, bo obsypywał mnie prezentami. Zawsze kiedy kupował coś mamie, kupował i dla mnie. Oczywiście nie tym zdobył moje serce. Nawet nie tym, że się ze mną bawił, tylko tym jaki był dla swojej Arii, a mojej mamy. Miałam ulubioną piżamkę w misie, już trzecią edycję, bo rosłam i mama musiała kupować wciąż nowe, ale w delfiny i orki (orka to też delfin, nie myśl, że nie wiedziałam) dostałam od Daniela. Mama jeszcze pracowała w salonie, a Daniel coś sprawdzał w swoim gabinecie Powiedziałam mamie, że idę mu coś oświadczyć i że zajmie mi to troszkę.
– Macie jakieś tajemnice? – uśmiechnęła się ciepło.
Było miło patrzeć, jak promienieje.  
– Pamiętasz jego oświadczenie i moje? Zdobył moje serce. Idę mu powiedzieć, że go kocham. Chyba się ucieszy.
– Z pewnością, kochanie. – wytarła łzę.
Cmoknęłam jej policzek i poszłam do Daniela.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 2963 słów i 16950 znaków, zaktualizował 5 kwi o 7:22.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto