W objęciach światła – rozdział 7

W objęciach światła – rozdział 7Nicholas

Musiałem stamtąd wyjść. Musiałem, bo jeszcze parę sekund i bym nad sobą nie zapanował.  
Śmiałem się, że Hayley się upiła, ale była jedynie uroczo wstawiona. Wiedziała, co robi, wzrok miała przytomny. Gdy wróciła, byłem już na skraju snu, dlatego nawet nie myślałem, by się ubierać, gdy wychodziłem sprawdzić, co to za hałasy w kuchni. Potem jednak stwierdziłem, że nie powinienem przed nią paradować w samych gaciach. Ubrałem spodnie, ale i tak widziałem, jak na mnie patrzyła. Chyba celowo nie włożyłem koszulki. Chciałem się napawać jej wzrokiem. I może trochę wyobrazić sobie rzeczy, których już nie mogliśmy robić.
Rozmowa z nią była dość komiczna, zwłaszcza że była pieprzona noc, ale zmęczenie jakoś mi minęło. Znowu nic nie wspomniała o mojej wyprowadzce, więc może jednak jej to nie obchodziło? Poprzednim razem prawie się rozpłakała, gdy prosiła, bym został. Teraz ciężko było mi ją przejrzeć. Cieszyłem się, że się wyprowadzałem, bo jej bliskość sprawiała, że nie mogłem myśleć.  
Gdy ten cholerny syrop klonowy skapnął z jej palca na moją klatkę piersiową, nawet przez myśl mi nie przeszło, że go zliże. Byłem rozdarty, bo z jednej strony obiecałem coś Willowi i czułem pewną blokadę, a z drugiej tak mnie tym podnieciła, że byłem o krok od położenia jej na stole i rozpoczęcia zabawy z syropem klonowym w innych rejonach.  
Dlatego wyszedłem. Bo nie mogłem tego zrobić. Bo jej kłamstwo nadal mnie bolało i nie chciałem, by podobna sytuacja znowu miała miejsce. Nie chciałem też robić jej nadziei. Ona mnie kochała, a ja nie rozumiałem sam siebie. Wolałem się odsunąć, niż kontynuować tę gierkę i później tego żałować.
Byłem już prawie spakowany. Mój pokój nagle opustoszał. Zostawiłem na wierzchu tylko te najpotrzebniejsze rzeczy na najbliższe parę dni. Kiedy już myślałem, że spakowałem wszystko, nagle znajdowałem jakąś rzecz, o której zapomniałem.  
Siedziałem na łóżku, taksując pokój wzrokiem, gdy usłyszałem pukanie i do środka weszła Hayley, trzymając w ręce jakąś koszulkę.
– Hej. – Uśmiechnęła się lekko. – Chciałam ci oddać twoją koszulkę. Przepraszam, że tak długo ją trzymałam. Jest wyprana.
Zdziwiłem się nieco, bo nie pamiętałem, żebym jej dawał jakąś koszulkę, aż w końcu mnie olśniło – dałem ją jej do spania, a później uciekła w niej do łazienki, gdy spytałem ją, czy nie uważa, że coś nas łączy.
– Spoko. Zapomniałem, że ją w ogóle mam. – Wyciągnąłem rękę. – A już myślałem, że przyszłaś wylizać mi resztę klatki.
Zarumieniła się, oddając mi koszulkę i uciekła wzrokiem.
– Nie przyniosłam syropu klonowego… – powiedziała cicho, a potem na mnie spojrzała. – Dziękuję za naleśniki. Były pyszne i miałeś rację, dużo lepsze niż moje.
– A bez syropu nie możesz? – zapytałem, ignorując resztę jej wypowiedzi.
– Mogę.
Zaśmiałem się, bo już nie mogłem wytrzymać. Jej mina była bezcenna.
– Dobrze wiedzieć. A jak się sprawowała moja koszulka?  
– Dobrze. Bardzo wygodna. – Założyła kosmyk włosów za ucho.
– Przynajmniej jakby Kim cię w niej zobaczyła, to jej pretensje byłyby uzasadnione – powiedziałem i jednocześnie sam się zdziwiłem, bo od tak dawna nie myślałem o Kim, że jej imię dziwnie brzmiało w moich ustach.
Hayley wyglądała na zaskoczoną, ale nie zareagowała na wspomnienie o Kim. Rozejrzała się po pokoju i zapytała:
– Cieszysz się, że się wyprowadzasz?
Co to za pytanie? Co niby miałem jej odpowiedzieć? Że cieszę się, że będę miał od niej trochę oddechu, ale jednocześnie będę się czuł dziwnie bez wpadania na nią w kuchni i bez Milo? Niby mieliśmy zacząć rozmawiać, by nie snuć własnych domysłów… ale czy mogłem być z nią kompletnie szczery?
Postanowiłem spróbować. A co mi tam. Ale jeśli się rozpłacze, to będę wkurwiony.
– Poniekąd. Zawsze to coś nowego. Ale będzie mi bez was dziwnie. Przyzwyczaiłem się do tego, że mieszkała ze mną jakaś wariatka z różem na głowie. – Uśmiechnąłem się lekko.
– Nam też będzie bez ciebie dziwnie. I smutno…
Postanowiłem odpowiedzieć na pytanie, które zadawała Willowi.
– To nie twoja wina. – Jej. Tego, co się między nami stało. Ale nie chciałem mówić tego głośno. – Po prostu uznałem, że już czas. Zaraz stuknie mi trzydziestka. Chyba wypadałoby się ogarnąć i nie mieszkać dłużej z kumplem ze studiów i jego siostrą… bez osobistej urazy do ciebie, oczywiście, ale sama przyznasz, że brzmi to kiepsko.
– Więc chcesz powiedzieć, że to, co się stało nie miało żadnego wpływu na twoją decyzję? Proszę cię, Nick, nie kłam. Wcale nie czuję się przez to lepiej, a po tym wszystkim… chyba powinniśmy być ze sobą szczerzy. Chociaż tyle.
Westchnąłem ciężko.
– No dobrze. Miało. Nie czuję się tu dłużej swobodnie. Ty chyba też nie, ale ty masz pierwszeństwo, by tu zostać, więc ja się usuwam.
– Uwierz mi, gdybym była w stanie, wyprowadziłabym się pierwsza… ale nie jestem i… przykro mi. Od początku tu nie pasowałam i nie sądziłam, że to potrwa aż tyle czasu…
– To nie twoja wina, że jesteś chora. – Wzruszyłem ramionami. – Niech ci nie będzie przykro. Przecież i tak wiecznie bym z Willem nie mieszkał.
– Tak, wiem… – Objęła się ramionami. – Po prostu… to dla mnie zbyt dużo… Dobra, nie będę ci już przeszkadzać… – Cofnęła się do drzwi.
– Nie przeszkadzasz mi – powiedziałem automatycznie, ale zaraz poczułem się głupio. To brzmiało jak zaproszenie, by została i choć nie miałem nic przeciwko temu, to niby co mieliśmy robić?  
Nagle zadzwonił mój telefon.
– Poczekaj chwilę – rzuciłem do Hayley, odbierając. – Tak? – Po jej minie domyśliłem się, że pewnie sądziła, że dzwoniła Angelika i chciała się wycofać, ale powstrzymałem ją ruchem ręki. – Naprawdę? To super. Zaraz będę. – Rozłączyłem się i spojrzałem z powrotem na Hayley. – Dobra wiadomość. Facet, który do tej pory wynajmował mieszkanie, wyprowadza się jednak wcześniej. Właśnie powiedział, że mogę podjechać odebrać klucze i już coś przywieźć. Jeśli nie masz nic do roboty, to może pojechałabyś ze mną?
– Okej, czemu nie – odparła zaskoczona. – Nie mam nic do roboty.
Nie planowałem tego, ale nagle ucieszyłem się, że ze mną pojedzie. Dobrze, że większość rzeczy miałem już spakowanych. Poprosiłem Hayley, żeby wzięła jedną z lżejszych toreb, a sam wziąłem dwie walizki i zeszliśmy na dół, do mojego samochodu. Przypomniało mi się, że gdy siedzieliśmy tu ostatnio, pocałowała mnie, ale wolałem się nie zagłębiać w te wspomnienia. Nasza relacja od początku była dziwna. Do cholery, wczoraj polizała mnie po klatce piersiowej.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyłem. Na początku panowała nieco niezręczna cisza. W końcu rzuciłem:
– Tak w ogóle, to czemu wczoraj wróciłaś podchmielona? Piłaś z przyjaciółmi?
– Tak. Dawno się nie widziałyśmy, więc umówiłyśmy się u Andrei na babski wieczór, bo Kevin jest na Florydzie. Zaniedbałam ich… ale chyba wszystko wróciło do normy.
– A ta Andrea nie dała ci nic do jedzenia, że wróciłaś opętana chęcią zjedzenia naleśników?  
– Dała – zaśmiała się. – Ale byłam głodna. Czy to zbrodnia? Nigdy nie robiłeś naleśników po pijaku?
– Robiłem wiele rzeczy, ale naleśników chyba nie. – Ledwo te słowa opuściły moje usta, od razu przemknęło mi przez głowę mgliste wspomnienie seksu z nią. Do cholery. Nie chciałem znowu o tym myśleć.
– Zawsze musi być ten pierwszy raz. – Poczułem, że na mnie spojrzała.
Jezu. Czy ona myślała o tym samym? Wolałem nie pytać, żebyśmy się znowu nie pokłócili. Jeszcze by powtórzyła, że mnie kocha, a ja po raz kolejny nie wiedziałbym, co odpowiedzieć, żeby jej nie zranić.
– Zaraz będziemy. Na szczęście nie jest bardzo daleko.
Piętnaście minut później kolega Angeliki przekazał mi klucze, pomachał nam i wyszedł, oddając mi już całkowicie puste mieszkanie. Postawiłem walizki i torbę na podłodze, spoglądając pytająco na Hayley.
– No i jak ci się podoba?  
– Bardzo! – zachwycała się, nadal rozglądając, a potem otworzyła drzwi do łazienki. – Widziałeś te płytki? Są cudne!
– Wyglądają, jakby komuś rozlały się farby.
– Chętnie się z tobą zamienię. Sama chciałabym tu mieszkać. – Zaczęła chodzić po mieszkaniu i odkryła balkon. – Jest nawet balkon! Teraz to już bardzo ci zazdroszczę.
– Nie musisz zazdrościć. Możesz mnie odwiedzać – powiedziałem, zanim zdążyłem pomyśleć.
Spojrzała na mnie zaskoczona.
– Odwiedzać? W sensie z Willem?
– A kto mówił o Willu?
– No, nikt. – Uśmiechnęła się, zakładając kosmyk włosów za ucho. – Ale wielka ta kanapa! – wypaliła, jakby dopiero teraz ją zobaczyła i od razu poszła usiąść.
O tak, wielka. I wiele rzeczy mógłbym na niej zrobić. Tylko że Hayley byłaby bez ubrań, a ja tym razem byłbym trzeźwy. I nie byłoby ryzyka, że Will w każdej chwili może wrócić.
– Wielka – potwierdziłem. – Wygodna? Jeszcze nawet na niej nie siedziałem.
– To chodź tu i się przekonaj. – Poklepała miejsce obok siebie.
Posłusznie podszedłem i usiadłem obok niej, chyba nawet trochę za blisko, aż poczułem jej perfumy.
– Takie siedzenie nic mi nie mówi. Musiałbym się położyć. Może to rozłożymy?
– Masz rację, rozkładajmy. – Ochoczo wstała.
Po chwili kanapa była już rozłożona i jeszcze większa niż przed chwilą. Położyłem się, a Hayley obok mnie. Z całych sił starałem się powstrzymać zbereźne myśli, ale chyba mi nie wyszło, bo powiedziałem:
– No, teraz to można sprawdzać możliwości tej kanapy.
Nie miało to tak zabrzmieć, ale zabrzmiało – trudno.
– Bardzo wygodna, no nie? – Leżała na plecach, z przymkniętymi oczami, a jej usta rozciągnęły się w uśmiechu. – Nie za miękka, idealnie twarda…
Chryste. Czy ona robiła to specjalnie? Wziąłem głęboki oddech, by się uspokoić, chociaż na tym etapie było już ciężko.  
– To dobrze. Nada się nie tylko do spania – odezwałem się gardłowym głosem, przekręcając głowę, by na nią spojrzeć.
– Jasne, że nie tylko. – Otworzyła oczy i przekręciła się na bok, przez co była jeszcze bliżej.
Miałem cholerną ochotę ją pocałować. Nie chciało mi się już myśleć o wszystkim, co nas poróżniło. Może jednak przesadziłem z reakcją? Może nie musiałem się tak zapierać i odsuwać?
Odrobinę się do niej przybliżyłem, a potem nagle wrócił mi rozum. Przecież właśnie się przeprowadzałem. Po to, by nabrać dystansu. By poukładać sobie w głowie, a nie od razu rzucać się na Hayley, by ją całować i cholera wie co jeszcze. A przecież miałem nie dawać jej nadziei. Tak łatwo było zapomnieć, że wydawało jej się, że mnie kochała.
Westchnąłem cicho i się odsunąłem.
– Chyba muszę wrócić po resztę rzeczy, skoro mieszkanie jest już oficjalnie moje.
– Pomóc ci?
– Sam nie wiem. Może… może jeszcze się wstrzymam. W sumie nie planowałem robić tego dzisiaj. Nie do końca pożegnałem jeszcze tamto mieszkanie. – Podniosłem się do pozycji siedzącej, by już nic mnie nie kusiło. – Może zmusimy Willa, by oderwał się od Emmy choć na pięć minut i spędzimy razem ten ostatni wieczór?
– Tak, koniecznie trzeba go oderwać od Emmy.
– To dzwoń do niego i powiedz, że nie przyjmuję odmowy, a po drodze kupimy jakąś pizzę i piwo, co ty na to?
Usiadła i wyjęła telefon z kieszeni bluzy.
– Nie jakąś pizzę, tylko wielką pizzę, a może nawet dwie, bo jestem głodna jak wilk – powiedziała z uśmiechem. – Już dzwonię do Willa.
Obserwowałem ją ukradkiem, jak wybiera numer i weselszym niż zwykle głosem tłumaczy bratu, o co chodzi, i wtedy poczułem, że będę za nią tęsknił.


Hayley

Po drodze do mieszkania kupiliśmy piwo i dwie wielkie pizze – jedną pepperoni, drugą capricciose. Musiałam się powstrzymywać, żeby nie otworzyć pudełka i nie zacząć jeść, bo tak pachniały. Gdy wróciliśmy, Willa jeszcze nie było, a Milo cieszył się jakby nie widział nas przynajmniej kilka dni. Niedługo później drzwi wejściowe się otworzyły i wszedł mój brat, od razu poszedł się przebrać, po czym wszyscy rozsiedliśmy się w salonie. Jedliśmy pizze, piliśmy piwo i śmialiśmy się, jakby Nick wcale się nie wyprowadzał, a to nie nie był nasz ostatni wspólny wieczór. Zastanawiałam się, dlaczego nie spędzaliśmy tak czasu wcześniej. Było fajnie i chociaż Will siedział między mną a Nickiem, to i tak nie mogłam się powstrzymać, by na niego nie zerkać. Starałam się nie myśleć o chwili, gdy leżeliśmy na kanapie w jego kawalerce i wydawało mi się, że się przybliżył, by mnie pocałować. Przecież nie było między nami dobrze. Przecież się wyprowadzał. Musiało mi się coś przywidzieć. Pewnie źle to odebrałam. Chociaż biorąc pod uwagę naszą rozmowę… Nie, nie mogłam tego tak analizować. Nic mi to nie da, więc odsunęłam te myśli gdzieś daleko i skupiłam się na wspólnym wieczorze, póki jeszcze trwał.
Następnego dnia zwlekłam się z łóżka koło południa. Po dobrym humorze z wczoraj nie było śladu. Wzięłam do ręki dresy i koszulkę na ramiączkach, poszłam do łazienki wziąć prysznic. Chciało mi się płakać, ale nie pozwoliłam łzom płynąć. Ubrałam się, umyłam zęby, próbując nie patrzeć na siebie w lustrze, związałam włosy w niedbałego koka, ale kilka kosmyków od razu się z niego wyślizgnęło. Westchnęłam i ruszyłam do kuchni. Wypadałoby zjeść jakieś śniadanie, ale wyjątkowo nie byłam głodna. Byłam przybita wyprowadzką Nicka, mimo że wiedziałam, że to był dobry pomysł. Któreś z nas musiało się wynieść. Musieliśmy nabrać dystansu, a mieszkając razem nie było to możliwe. Miałam nadzieję, że odległość dobrze nam zrobi i sprawi, że Nick da mi szansę naprawić to, co zepsułam. I może zatęskni za mną, bo ja już tęskniłam.
Gdy weszłam do kuchni, Nick już tam był i właśnie wyjmował mleko z lodówki.
– Hej – przywitałam się, siadając przy stole.
Odwrócił się i zobaczyłam, że był zaspany; włosy miał rozczochrane, a wzrok nie do końca przytomny. Wyglądał uroczo i mogłabym oglądać go takiego każdego ranka do końca życia, a i tak by mi się ten widok nie znudził.
– Hej. Chcesz kawy?  
– Poproszę. Z dużą ilością mleka.
– Nie wiem, czemu się czuję taki nieprzytomny. Nie wypiliśmy tak dużo. – Włączył ekspres. – To chyba po prostu starość. Nie wyspałem się.
– Ja też się nie wyspałam, a nie jestem taka stara jak ty.
– Czy ty właśnie powiedziałaś, że jestem stary? – Uniósł brwi. – Zaraz nie dostaniesz kawy.
– Sam tak powiedziałeś. – Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. – Ja tylko podtrzymałam tą wersję.
– No właśnie, a powinnaś zaprzeczyć. – Spojrzał na ekspres i westchnął. Wyjął z szuflady paczkę pełną kawy i otworzył ją. Otworzył coś w ekspresie i zaczął wsypywać ziarna do środka. Zamknął pokrywę, odłożył torebkę na bok i podstawił mleko. Ekspres zaczął buczeć. – Teraz czuję się jak jakiś siwy, zboczony staruch.
– Siwy to na pewno nie jesteś, ale zboczony? Bardzo możliwe.
Wywrócił oczami, podając mi moją kawę. Potem zaczął robić sobie. W końcu wyłączył ekspres i podszedł do lodówki, ale zamiast schować w niej mleko, umieścił tam paczkę kawy, a mleko schował do szuflady. Wziął swoją kawę i usiadł przy stole naprzeciwko mnie. Już miał upić łyk, kiedy nagle zmarszczył brwi i odstawił filiżankę na stół.
– Co ja właśnie zrobiłem?
– Schowałeś paczkę kawy do lodówki – zaśmiałam się.
– O mój Boże… – Potarł powieki, wstał, otworzył lodówkę i wyciągnął z niej torebkę, po czym zrobił to samo z mlekiem w szufladzie. – Nie wiem, jak dowiozę resztę rzeczy do tamtego mieszkania.
– Potrzebujesz pomocy? – Upiłam łyk kawy.
– A co, ty je dowieziesz?
– Mogę spróbować.
Niby miałam prawo jazdy, ale dawno nie prowadziłam samochodu. Will nie miał czasu, żeby ze mną jeździć. Nie siedziałam za kierownicą od śmierci rodziców.
– Dobra próba – zaśmiał się. – Ale jestem typowym facetem. Nie dam babie swojego samochodu.
– Babie – prychnęłam. – Nie to nie. Radź sobie sam.
– A żebyś wiedziała.  
Nie chciał mojej pomocy. Trudno. Dopiłam swoją kawę, ale wiedziałam, że niczego nie przełknę przez gulę w gardle, która robiła się coraz większa, więc nawet nie zaprzątałam sobie głowy śniadaniem.
– Dziękuję za kawę – powiedziałam, wstając i wstawiłam kubek do zlewu.
– Proszę. – Przez chwilę panowała niezręczna cisza, aż w końcu powiedział: – No dobra, to ja skoczę pod prysznic, potem skończę się pakować i pojadę. Będziesz mogła przenieść swoje rzeczy.
– Okej – rzuciłam tylko, bo co jeszcze miałam powiedzieć? Spojrzałam na niego i wyszłam z kuchni, bo chciało mi się płakać.



Nicholas

Przez chwilę faktycznie chciałem, by Hayley znowu ze mną pojechała, ale przecież coś sobie obiecałem. Miałem się zdystansować. Gdyby ze mną pojechała, cały mój plan szlag by trafił. Wystarczy, że już raz leżała na mojej kanapie i mówiła takie rzeczy, że musiałem z całych sił się powstrzymywać, by jej nie pocałować. Nadal miałem mętlik w głowie. Musiałem poradzić sobie sam. Wziąłem szybki prysznic, później spakowałem ekspres do pudła, które ledwo znalazłem, oczyściłem pokój ze wszelkich pozostałości po mnie i jeszcze chwilę stałem w progu, patrząc na dziwnie puste pomieszczenie.  
– Idę z Milo biegać – powiedziała Hayley, przechodząc przez korytarz. – Ty też już wychodzisz?
– Tak – mruknąłem, odrywając wzrok od pokoju. – Chyba wszystko już wziąłem.
– Mogę coś zabrać ze sobą na dół.
– Nie trzeba. Poradzę sobie. – Znowu było między nami dziwnie sztywno. – Możecie iść. – Pochyliłem się, by pogłaskać Milo po łbie. – Do zobaczenia kiedyś, kolego.
– To pa, Nick. – Przez chwilę stała, jakby nie wiedząc, co zrobić, aż w końcu wspięła się na palce i mnie przytuliła.
Uścisnąłem ją niezręcznie, choć chyba wolałbym, żeby jednak pożegnała się tylko słownie. Po chwili wyszła, a ja zostałem sam. Musiałem zacząć się do tego przyzwyczajać.
Zaniosłem resztę rzeczy do samochodu i wsiadłem za kierownicę. Niecałe pół godziny później otwierałem już drzwi mojego nowego mieszkania.  Bardzo dziwnie czułem się sam. Mogłem niby zadzwonić do Angeliki, ale przecież dotrzymałaby mi towarzystwa co najwyżej na parę godzin. Wybrałem mieszkanie w pojedynkę, to musiałem też nauczyć się przebywać sam.
Dopiero na miejscu zorientowałem się, że nie miałem żadnej kablówki ani umowy na Internet. Całkiem o tym zapomniałem. Nagle znalazłem się w mieszkaniu, którego sieć WiFi nie łączyła się od razu z moją komórką, które w ogóle nie miało Internetu, nie miałem czego włączyć w telewizorze i nie wziąłem konsoli. Westchnąłem ciężko. Cholera jasna, ten pomysł przestał mi się podobać.
Rozpakowałem chyba tylko połowę rzeczy, bo więcej mi się nie chciało. Później od razu zadzwoniłem do firmy, której Internet i kablówkę mieliśmy w poprzednim mieszkaniu. Musiałem poczekać tydzień, aż ktoś będzie mógł przyjść i wszystko podłączyć. Do tego czasu musiałem radzić sobie inaczej. Połączyłem się na laptopie z Internetem z komórki, czując się bardzo obco i zastanawiając się, co robiła Hayley,  czy już odczuła moją nieobecność – i czy w ogóle jej ona przeszkadzała.
***
Czułem piasek pod powiekami. Cholernie się nie wyspałem. Pierwsza noc w nowym miejscu jest zawsze najgorsza. Pół nocy przewracałem się z boku na bok i nie mogłem zasnąć, potem ciągle się budziłem. Niby mogłem spać aż do wieczora, bo szedłem do pracy, ale po raz kolejny moja bezmyślność wzięła górę – zapomniałem, że nie miałem niczego w lodówce, więc wypadałoby zrobić zakupy. Nie miałem nawet cholernego papieru toaletowego, więc musiałem wstać, obudzić się kawą i pojechać do sklepu. W mieszkaniu czułem się obco. Było w nim za cicho. Przyzwyczaiłem się już do wiecznego skrobania pazurów Milo po posadzce. Musiałem włączać jakąkolwiek muzykę na laptopie, by nie było tak cholernie cicho.
Will wysłał mi wiadomość z pytaniem, jak nowe mieszkanie, ale Hayley milczała. Ja nie zamierzałem odzywać się pierwszy. Musiałem się od niej chwilowo odciąć, nabrać dystansu, bo przecież głównie po to była ta cholerna wyprowadzka.
Cholernie chciało mi się spać, ale ludzi było tyle, że robiłem drink za drinkiem. Angelika do mnie dzwoniła, ale nawet nie miałem czasu odebrać. Przynajmniej ciągły ruch powodował, że oczy mi się nie zamykały. Usiłowałem wyglądać na wyspanego, ale chyba mi to nie wychodziło, bo nagle usłyszałem damski głos dochodzący gdzieś z boku:
– Wyglądasz na zmęczonego.
Chwilę trwało, zanim zlokalizowałem, do kogo należał głos, ale w końcu zauważyłem dziewczynę z wściekle rudymi kręconymi włosami, która obejmowała paznokciami słomkę od drinka i wpatrywała się we mnie intensywnie.
– Ciężka noc – powiedziałem krótko, nie zamierzając wdawać się w szczegóły.
– Tak? Chcesz mi o niej opowiedzieć?
– Nie bardzo.
Roześmiała się, a ja, chcąc nie chcąc, przyjrzałem się jej dokładniej. Usta miała pomalowane czerwoną szminką, co powodowało, że cała jej twarz wyglądała, jakby płonęła, bo jej włosy miały naprawdę intensywny kolor. Sukienkę jednak miała czarną i jakimś cudem to wszystko do siebie pasowało. Była ładna. Bardzo. Zwłaszcza jej odsłonięte piersi były ładne.
– Mimo że jesteś zmęczony, to jesteś też dużo przystojniejszy niż jakikolwiek facet tutaj.
Mimo woli parsknąłem śmiechem.
– Dziękuję. Chyba. Smakuje? – Wskazałem na jej drinka.
– O tak. – Pochyliła się i przyssała ustami do słomki tak, że nie dało się oderwać od tego wzroku. Cały czas na mnie patrzyła. – Chyba muszę prosić o kolejnego.
– Takiego samego? – zapytałem, udając, że jej przedstawienie wcale mnie nie ruszyło.
– Takiego samego.
Gdy postawiłem przed nią kolejną szklankę, wyciągnęła w moją stronę swoją delikatną dłoń z kilkoma głośnymi bransoletkami.
– Jestem Sarah.
Cóż, nie płacili mi za flirtowanie z klientkami, ale jeśli dzięki temu miała zamawiać więcej drinków…  
– Nick.
– Och, znałam kiedyś takiego jednego Nicka. Był niezłym dupkiem.
– A skąd pewność, że ja nim nie jestem? – Uśmiechnąłem się.
– Tego nie powiedziałam. Prawdę mówiąc, wyglądasz mi na takiego, który sam przyciąga kłopoty.  
– Masz dobrego nosa. Dokładnie tak jest.
– Ale wyglądasz też, jakbyś był cholernie dobry w łóżku. – Przygryzła wargę. – Tu też mam rację?
Wiedziałem, czego oczekiwała. Może nawet sam tego chciałem. Ona chociaż się do mnie odzywała.
– Masz – powiedziałem, nie spuszczając z niej wzroku.  
Widziałem, jak coś zapłonęło w jej oczach.
– A więc o której kończysz?
Już miałem jej powiedzieć, ale jakoś nie mogłem się na to zdobyć. W teorii było to jeszcze prostsze niż wcześniej. Mieszkałem sam. Za moją ścianą nikogo nie było. Mogłem w końcu iść z kimś do łóżka i, do cholery, mieć świadomość, że to się w ogóle wydarzyło.
Ale już nie byłem tym człowiekiem. Nieważne, jak ładna i bezpośrednia była Sarah, nie mogłem iść z nią do łóżka. Nie chciałem. Bo przecież i tak w jej twarzy widziałbym Hayley.
– Przykro mi, Sarah, ale gdy skończę, to wrócę do domu i będę myślał o innej dziewczynie – powiedziałem w końcu, a jej uśmiech zniknął. – I będę myślał o tym, że to z nią chciałbym znaleźć się w łóżku, a nie z tobą. Więc… może jednak dasz szansę któremuś z innych facetów, nawet jeśli nie wyglądają tak jak ja?
Przez chwilę patrzyła się na mnie dziwnym do określenia wzrokiem, aż w końcu zabrała drinka i wstała.  
– Twoja strata – rzuciła i odeszła. Po chwili zniknęła w tłumie.
Jakoś nie czułem, żebym coś stracił.
Może poza Hayley. I tym, że ilekroć zaczynaliśmy znowu rozmawiać, coś na nowo się psuło.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4501 słów i 24912 znaków.

1 komentarz

 
  • papcio

    To jak Nick zareagował bardzo mi się podobało, lubię czytać co piszesz z literki na literkę bardziej. 😇