W objęciach światła – rozdział 12

W objęciach światła – rozdział 12Hayley  

Chyba nigdy nie będę miał cię dość.

To zdanie dźwięczało mi w głowie całą drogę do mieszkania Nicka. Motyle szalały w brzuchu, a ja starałam się nie szczerzyć jak głupia. Tyle razy chciałam go już pocałować, ale powstrzymywałam się resztkami silnej woli. Na miejscu Nick otworzył wino i rozsiedliśmy się na kanapie. Wiedziałam, że alkohol szybko sprawi, że puszczą mi wszelkie hamulce, więc starałam się pić powoli, chociaż było naprawdę pyszne. Rozmawialiśmy, a ja ledwo zarejestrowałam, że przysunęłam się bliżej. Później to Nick się przysunął i przybliżaliśmy się do siebie, aż w końcu przestrzeń między nami zniknęła, a jego usta znalazły się na moich. Kieliszki z winem stały zapomniane na stoliku, podczas gdy jedna z dłoni Nicka wsunęła się w moje włosy, a druga powędrowała na plecy i sunęła coraz niżej. Zatraciłam się w jego smaku, rozkoszowałam jego dotykiem, a świat zewnętrzny mógł nie istnieć. Po chwili leżałam już na plecach, a Nick przygniatał mnie swoim ciałem, napierając na moje biodra swoimi. To było cudowne uczucie i wcale nie chciałam tego przerywać, ale przecież tym razem mieliśmy zrobić to w odpowiedniej kolejności. Po to była ta randka.
— Nick… — wydyszałam, zła na samą siebie. — Nick, zaczekaj.
Od razu się ode mnie oderwał, a ciężar jego ciała zniknął, gdy podparł się na ramionach i ukucnął.  
— Wybacz, poniosło mnie — wydyszał, przygładzając włosy.
— Nie, nie o to chodzi… To znaczy… Tym razem mieliśmy to zrobić jak należy, pamiętasz? Chyba nie powinniśmy iść do łóżka na pierwszej randce. Nie to, że nie chcę, tylko… mówiłeś kiedyś, że zaczęliśmy od złej strony, więc powinniśmy się najpierw lepiej poznać.  
Westchnął.
— Mówiłem tak? No cóż… łatwo o tym zapomnieć.
— Wiem, naprawdę nie chciałam tego przerywać, ale tym razem chcę to zrobić dobrze. Chcę, żeby nam się udało.
Nie umknęło mojej uwadze, jak poprawiał sobie spodnie.
— No dobra. Ręce przy sobie. Znowu będę grzeczny.
— Przegrałeś. — Uśmiechnęłam się, siadając i poprawiłam sukienkę.
— Przegrałem. — Znowu westchnął, ale po chwili się uśmiechnął. — Więc co chcesz w zamian za wygraną?
— Chcę, żebyś ugotował mi kolację. Oczywiście lasagne. Bez konkretnego terminu. Po prostu kiedyś.
— Załatwione. A co proponujesz na lepsze poznawanie się, skoro… nie chcesz się poznawać fizycznie? — Wywrócił oczami i usiadł po turecku.
— Nie powiedziałam, że nie chcę, tylko, że chcę to zrobić w odpowiedniej kolejności. A żeby się lepiej poznać może po prostu... będziemy zadawać sobie pytania. Poszukamy w necie, na pewno znajdziemy coś ciekawego, czego chcemy się o sobie dowiedzieć. Co ty na to?
— Dobra. Może być ciekawie. — Sięgnął po kieliszek. — To co tam masz?
Wzięłam telefon do ręki, otworzyłam przeglądarkę i zaczęłam szukać.
— O, mam. Jaka była najgorsza randka, na której byłeś? — Oderwałam wzrok od ekranu i spojrzałam na Nicka.
Od razu zaczął się śmiać.
— O Boże, tak się cieszę, że wybrałaś to pytanie. No więc, miałem może… może dwadzieścia dwa, dwadzieścia trzy lata i kumpel umówił mnie z jakąś swoją kuzynką. Ładna była, nie powiem, że nie, myślałem, że coś z tego będzie, ale na kolacji zachowywała się dość dziwnie, miała takie lekko wyłupiaste oczy… ale powiedziałem sobie, że przecież nie skreślę jej z tego powodu. Postanowiłem zignorować też fakt, że niektóre nitki makaronu zjadała palcami. Ale na koniec… oznajmiła, że bardzo lubi stopy. Powiedziała to grobowym tonem, patrząc mi prosto w oczy. To było jednocześnie absurdalne i przerażające. Mało nie parsknąłem jej śmiechem w twarz, a wtedy ona zapytała, czy mógłbym zdjąć buty i pokazać jej moje stopy. — Teraz śmiał się już do rozpuku. — Powiedziałem jej, że będzie mogła je oglądać, jak będę uciekał od niej, gdzie pieprz rośnie.
— O Boże. — Patrzyłam na niego z niedowierzaniem, ale też się śmiałam.
— Więc… tak, to był dziwny wieczór. A twoja najgorsza randka?
Sięgnęłam po kieliszek i upiłam łyk wina.
— Derek — powiedziałam i spojrzałam na Nicka, żeby zobaczyć jego reakcję. Uniósł wysoko brwi. — Boże, to była najgorsza randka w moim życiu. Na trzeźwo nigdy nie dałabym mu swojego numeru.  
— Cóż takiego zrobił ten wspaniały Derek?
— Dał mi różę, a ja nie lubię róż. I wcale nie jest wspaniały. Chciałam stamtąd uciekać, bo to nie z nim chciałam być na randce, ale głupio mi było go tak wystawić, skoro już do niego wyszłam… W końcu powiedziałam, że się źle czuję. Chciał mnie odwieźć, ale odmówiłam i sama wróciłam do domu. Może wyglądał jak ty, ale nie dorastał ci do pięt.  
Brązowe oczy Nicka złagodniały. Wyciągnął rękę i splótł swoje palce z moimi, delikatnie głaszcząc kciukiem wierzch mojej dłoni.
— Naprawdę myślałem, że wolałaś jego.
— Nigdy. To był błąd, ale uświadomił mi, że chcę tylko ciebie.
Przygryzł wargę, po czym delikatnie pociągnął mnie za rękę ku sobie. Przysunęłam się, a on nachylił się i mnie pocałował — tym razem krótko i czule. Ciepło rozlało mi się w piersi. A Nick… Wyglądał, jakby kamień spadł mu z serca.
— To cholernie dobrze — szepnął, odsuwając się.
— Tak?
— Tak. Poznałaś moją matkę. Wiesz, jaka jest i jak mnie traktuje. Ona… Cóż, powiedzmy, że od początku wolała innych ode mnie. Gdy Will powiedział, że wyszłaś na randkę z kimś, kto wyglądał jak ja, myślałem, że historia zatoczyła koło. — W jego głosie słychać było ból, choć usilnie starał się go ukryć.  
— Och, Nick… — wykrztusiłam, ujmując jego twarz w swoje dłonie. — Nie wiedziałam…
— Nikt nie wiedział.  
— Przykro mi. — Pogładziłam kciukami jego policzki.
— Niepotrzebnie. Nauczyłem się z tym żyć. — Uśmiechnął się lekko. — To jakie jest następne pytanie?
Odsunęłam się trochę i sięgnęłam po telefon.
— Zobaczmy. — Wpatrzyłam się w listę pytań. — Może… czego nie lubisz u płci przeciwnej?
— Źle dobranego podkładu i zbyt dużej jego ilości, bo wtedy dziewczyny wyglądają jak przejrzałe pomarańcze. Czemu sobie to robicie?
— O, przepraszam. Czy ja wyglądam, jakbym miała źle dobrany podkład?
— Ty na szczęście nie, ale uwierz, naoglądałem się tyle dziewczyn, które na twarzy miały więcej tapety niż ściany klubu… — Wywrócił oczami. — Miałem ochotę chlusnąć w nie drinkiem, bo chyba tylko alkohol by to rozpuścił.
Zaśmiałam się.
— Możliwe, że masz rację. Chcesz poznać mój sekret?
— No dawaj.
— Nie używam podkładu. — Uśmiechnęłam się szeroko.
— To czemu poprzednio potrzebowałaś tyle czasu na wyszykowanie się? — Znowu wywrócił oczami.  
— Bo kreski są najtrudniejszą rzeczą do namalowania.
— Wierzę. Nie chcę tego sprawdzać. A czego ty nie lubisz u facetów? Poza tym, że są Derekiem.
— Brzucha miękkiego jak pierniczki — zaśmiałam się. — A tak na poważnie, to chyba palenia.
— Subtelne. — Skrzywił się lekko. — A co, jak nadal będę palił? Randka pójdzie w zapomnienie?
— No nie wiem. Na pewno całowanie odpada, a jak będziesz śmierdział dymem, to przytulanie też. Ale przecież już nie palisz. Zamierzasz zacząć?
  — Nie to, że zacząć. Nie rzucałem palenia. Nie jestem uzależniony, ale to mnie uspokaja. — Wzruszył ramionami. — Nie mogę obiecać, że już nigdy nie zapalę.
— Znajdziemy jakiś inny sposób na uspokojenie. — Uśmiechnęłam się.
— Znam jeden bardzo dobry. — Spojrzał na mnie znacząco.
— Naprawdę? Jaki?
— Mogę ci go zaprezentować. — Jego ręka szybko znalazła się na moim udzie.
— To prezentuj. Ciekawa jestem, czy działa.
— A potrzebujesz się uspokoić? Bo nie wyglądasz na zdenerwowaną.
— Więc muszę być zdenerwowana, żeby zadziałało? To kiepsko.
— Ja mogę być zdenerwowany, bo coś czuję, że zaraz ewakuujesz stąd moją rękę.
— To rzeczywiście możliwe. I co wtedy? Chyba nie pójdziesz zapalić? — Dopiłam wino i ostawiłam kieliszek na stolik.
— Może się jakoś powstrzymam. — Zabrał rękę z mojej nogi.
— Następne pytanie? Teraz ty coś wybierz. — Podsunęłam mu telefon.
Przez chwilę przeglądał pytania, przewijając palcem, aż w końcu szeroko się uśmiechnął.
— O, to jest dobre. Wolisz być na górze czy na dole?
— Chyba będziesz musiał się przekonać. — Uśmiechnęłam się zalotnie.
— Nie pozwalasz mi, więc musisz odpowiedzieć.
— Musisz znać odpowiedź już teraz? Nie chcesz trochę poczekać?
— Nie. Ale skoro nie chcesz mi powiedzieć, to sama też się nie dowiesz. — Znowu spojrzał na telefon. — Może… jaki zapach lub smak kojarzy ci się z dzieciństwem?
— O rany… chyba ciasto jagodowe. Mama zawsze takie piekła. O, i jeszcze gorąca czekolada, którą piliśmy z tatą, kiedy oglądaliśmy gwiazdy — westchnęłam. — To było tak dawno… A tobie?
— Też ciasto, ale drożdżowe. Tylko że nie piekła go mama, tylko babcia. Mama raczej nie zajmowała się takimi rzeczami… — Uciekł spojrzeniem w bok. — Za to babcia mnie kochała, bo byłem jej jedynym wnukiem. Szczerze mówiąc, ja chyba kochałem ją bardziej niż mamę. Babcia zawsze mi powtarzała, że jestem wyjątkowy, a mama parskała na to śmiechem. — Zamrugał gwałtownie. — Tak czy inaczej, umarła, gdy skończyłem dwanaście lat. Zawał.
— Och, Nick, tak mi przykro… — Podniosłam się trochę, żeby móc objąć rękami jego szyję i go przytuliłam.
— Niech ci nie będzie przykro. Ty i Will… macie dużo gorzej. — Też mnie objął i przez chwilę siedzieliśmy w tej pozycji.
— Przestań. — Odsunęłam się trochę, żeby spojrzeć mu w oczy. — To nie żaden konkurs, kto ma gorzej…
— Owszem, ale macie tylko siebie. To cholernie przykre.  
— Mamy jeszcze dziadków. A cholernie przykre jest to, że ty masz jeszcze mamę, a ona traktuje cię w taki sposób… — Chciało mi się płakać na samą myśl o jego kłótni z mamą i tego, jak po niej wyglądał. — A co z twoim tatą?
— Jest raczej milczący, głównie to mama zawsze się wścieka i ze mną kłóci. Ale myślę, że uważa podobnie. Że jako nastolatek sprawiałem same problemy, a potem wcale z tego nie wyrosłem… i tak dalej. Nie rozmawiam z nimi, tak jest lepiej. Pewnie nawet byś nie zobaczyła mojej matki, gdyby ta cholerna Kim nie nagadała jej głupot. Na ogół ma mnie w dupie i nie pamięta, że istnieję. — Oddał mi komórkę. — Następne.
Spojrzałam na ekran, gwałtownie mrugając, żeby odgonić łzy. Jak można tak traktować swoje dziecko?
— Okej, to może… — Odchrząknęłam, bo głos mi zadrżał. — Czego boisz się najbardziej?
— Zabrzmi to dość ponuro, ale w sumie i tak zrobiło się trochę depresyjnie. — Uśmiechnął się krzywo. — Myślę, że… samotności. I uczucia, że jestem bezużyteczny, nikomu nie potrzebny. Czego chyba można się domyślić, zwłaszcza jeśli się zna historię z moimi rodzicami, którą właśnie ci przedstawiłem.
Chciałam powiedzieć, że bałam się ciemności, która mnie otaczała, grożąc, że pochłonie całkowicie, ale przecież Nick był moim światłem. I teraz był tak blisko, więc chyba już nie bałam się tego aż tak bardzo. Być może nie bałam się już ani trochę.
— Ja… ja chyba też boję się samotności. Tego, że Will się całkiem ode mnie odsunie. Kolejnych torbieli, kolejnych operacji, kolejnych długów… Tego, że nikt nie będzie chciał ze mną być, bo jestem chora i nie będzie chciał oglądać ataków bólu, znosić zmian nastroju i tego wszystkiego… — Patrzyłam przez chwilę w telefon, ale wcale go nie widząc, aż w końcu odważyłam się podnieść wzrok na Nicka.
— Jesteśmy nieźle popaprani — powiedział cicho.
Kąciki ust mi zadrgały, ale nie uśmiechnęłam się.
— Więc pasujemy do siebie?
— Chyba tak. Jesteśmy podobni. Nawet, jeśli z początku nic na to nie wskazywało, wariatko z różowymi włosami w bluzie ze stworem z jakiejś bajki.
Tym razem już nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
— I majtkach w gwiazdki — dorzuciłam. — Lubisz moje różowe włosy, co?
— Są dziwne, ale na swój sposób fajne. Ale wtedy mnie wkurzyłaś. — Też się uśmiechnął.
— Ty mnie też, nie myśl sobie.
— Mam tendencje do wkurzania ludzi. — Zaśmiał się. — Naprawdę cię zignorowałem, kiedy się widzieliśmy po raz pierwszy?
— Naprawdę. — Też się zaśmiałam. — A ty naprawdę tego nie pamiętasz?
— No cóż… — Podrapał się po głowie. — Mam słabą pamięć. Przepraszam, nie wiem, dlaczego się tak zachowałem. Bywałem… chamski.
— Przestań, widać było, że się spieszyłeś. Ale pewnie wariatkę z różowymi włosami byś od razu zauważył, co?
— Pewnie tak. Ale jeśli myślisz, że nikt nie będzie chciał z tobą być z powodu choroby, to jesteś w błędzie. Widziałem już ataki bólu i humory. I nadal tu jestem. — Spojrzał mi prosto w oczy.
Przyjemne ciepło ponownie rozlało mi się po klatce piersiowej. Przybliżyłam się i zetknęłam nasze usta, całując go czule. Przyciągnął mnie do siebie tak, że siedziałam teraz na jego nogach. Wsunęłam palce w jego włosy, pogłębiając pocałunek, ciąglę chcąc więcej. Zapomniałam już, że nie powinniśmy iść do łóżka na pierwszej randce. Teraz już nie chciałam tego przerywać. Chciałam za to, żeby mnie całował i dotykał. Jego ręce znalazły się na moich biodrach i pośladkach, przyciskając je do jego bioder, ale nagle oderwał się ode mnie i mruknął:
— Ktoś chyba zapomniał o własnych zasadach.
— Najwyraźniej — wydyszałam, uśmiechając się lekko.
Jedna z jego rąk przeniosła się z powrotem na moje udo, docierając do pachwiny.
— I co z tym zrobimy?
— Ty mi powiedz. — Musnęłam jego usta swoimi.
— Powiem ci — mruknął, przesuwając nieco rękę w kierunku mojego krocza… Po czym nagle gwałtownie zepchnął mnie ze swoich nóg. — Nic z tym nie zrobimy, moja droga. Mieliśmy żyć w celibacie, no to będziemy. — Uśmiechnął się wrednie.
Jęknęłam sfrustrowana.
— W takim razie chyba nie mogę zostać na noc.
— A co, nie zaśniesz koło mnie?
— Obawiam się, że wcale nie będziemy spać.
— Już raz spaliśmy w jednym łóżku. Co prawda, byłaś pijana, ale jednak.
— No dobrze, skoro tak bardzo chcesz. Chyba powinnam napisać do Willa, że nie wrócę…
— A jeśli zapyta, gdzie byłaś?
— Napiszę mu, że nocuję u Andrei? Nie powiedziałam, że idę na randkę, więc…
— A więc jestem Andreą. Oddać ci twoją koszulkę do spania?  
— Poproszę. — Uśmiechnęłam się i zaczęłam pisać wiadomość do brata.
Nick dał mi swoją koszulkę, więc poszłam do łazienki się przebrać, a on w tym czasie rozkładał kanapę. Nie miałam ze sobą niczego i musiałam improwizować. Jakimś cudem udało mi się zmyć makijaż wodą. Kreski zeszły nawet szybko, gorzej z tuszem do rzęs, ale jego też ostatecznie się pozbyłam. Pod koszulką Nicka miałam tylko majtki i trochę głupio było mi tak do niego wyjść, ale przecież to nie był pierwszy raz.
Gdy wyszłam z łazienki, Nick leżał już pod kołdrą, chociaż przykryty tylko do połowy i nie mogłam przeoczyć jego nagiej klaty. Zaczynałam żałować, że mieliśmy się wstrzymać z seksem. Położyłam się obok niego, światło zgasło i przysunęłam się bliżej. Tutaj było więcej miejsca niż w jego poprzednim łóżku, ale i tak leżeliśmy tak blisko, jak się dało i się przytulaliśmy. Już prawie zasypiałam, kiedy w głowie pojawiła mi się pewna myśl.
— Nick, śpisz? — zapytałam niemal szeptem. — Mam jeszcze jedno pytanie.
— Jakie?
— Gdybyś wygrał nasz zakład, to co byś chciał?
Milczał przez dłuższą chwilę, aż w końcu powiedział cicho:
— Chciałbym, żebyś coś mi obiecała.
— Co takiego?
— Że… nie będzie kolejnej takiej sytuacji jak z Derekiem. Że nie zamienisz mnie na kolejnego sobowtóra, który nie ma moich wad. Który nie jest tak zepsuty jak ja. Chyba bym tego nie zniósł.
Aż serce mnie zakuło na te słowa. Dlaczego ciągle powtarzał, że był zepsuty?
— Och, Nick… Nie ma ludzi bez wad. A ja jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram.
Nic nie odpowiedział, jedynie przytulił mnie odrobinę mocniej i delikatnie pocałował w skroń. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej. W tym momencie nie chciałam być nigdzie indziej, tylko tutaj. W jego ramionach. W objęciach mojego światła.


Nicholas

Obudziłem się, trzymając Hayley w ramionach, co było zaskakujące, ale w dobrym sensie. Uśmiechnąłem się do siebie, patrząc, jak leżała skulona, z różowymi włosami w nieładzie. Ten poranek znacznie różnił się od tamtego, gdy spała u mnie w łóżku, pijana. Wątpiłem, że teraz zostanie na noc, a jednak się udało. Udało się też powstrzymać od seksu, choć było ciężko. Czułem się jednak usatysfakcjonowany. Jej pomysł z pytaniami był dobry, bo tak naprawdę mało o sobie wiedzieliśmy. Nie sądziłem, że od razu trafimy na takie, przez które zapanuje cięższa atmosfera, ale może dobrze się stało. Zbyt długo nie rozmawialiśmy, zwłaszcza o tych ważnych sprawach. I tak nadal trochę ich zostało do omówienia, ale przecież nie mogliśmy ciągle gadać o przykrych rzeczach.
Zastanawiałem się właśnie, czy ją obudzić, ale nagle coś mruknęła i zaczęła powoli otwierać oczy.
— Hej — mruknąłem lekko zachrypniętym po nocy głosem.
— Hej — wymruczała z uśmiechem.
— Jak ci się spało na super dużej i super wygodnej kanapie?
— Bardzo dobrze. Zwłaszcza w twoich super wygodnych ramionach.
Zaśmiałem się.
— Wiadomo. Nie po to są katowane na siłowni, żeby nie były wygodne. Chcesz iść się wykąpać?  
Podniosła się na łokciu i spojrzała na mnie z uśmiechem.
— To jakaś propozycja? — Dotknęła palcami mojego policzka. — W sumie pierwsza randka już się skończyła…
Parsknąłem śmiechem.  
— Wiesz, że jesteś strasznie zmienna?
— Wiem. — Jej palce przeniosły się na szyję, a potem bark i ramię.
— To kusząca propozycja, ale wanna to chyba średnie miejsce na pokazywanie swoich możliwości. — Położyłem rękę na jej biodrze, odrzucając kołdrę. — Wolę jednak łóżko.
— Masz rację, łóżko lepsze. Zwłaszcza takie.
— No właśnie. Więc może jednak wykąp się sama, a ja skoczę po bułki do piekarni obok i zrobię śniadanie.
— Zrobisz śniadanie? Och, Andrea, jesteś taka kochana — zaśmiała się.
Też się zaśmiałem — znowu. To było takie proste. Dlaczego wcześniej nie mogliśmy tak ze sobą rozmawiać?
— Jestem bardzo kochana. Ale do prawdziwej Andrei chyba się aż tak nie tulisz.
— Nie, nie tulę. No, dobrze, to idę się myć. — Przełożyła nogę przez moje biodra i na mnie usiadła. Wciągnąłem gwałtownie powietrze, bo nie spodziewałem się po niej takiego ruchu, a mój członek stał na baczność — jak każdego ranka. Musiała go poczuć, bo uśmiechnęła się w taki sposób, jakby myślała dokładnie o tym samym, co ja. — Wiesz, lubię być na dole, ale chyba bardziej podoba mi się na górze. — Poruszyła lekko biodrami. — A ty?
Chyba stanął mi jeszcze bardziej. Miałem ochotę natychmiast zsunąć sobie bokserki, a jej majtki, ale jedynie wypuściłem cicho powietrze.
— Jest mi całkiem dobrze tu, gdzie jestem.
— W takim razie wielka szkoda, że musisz iść po bułki. — Wstała i ruszyła prosto do łazienki, ale obejrzała się przez ramię, żeby zmierzyć mnie wzrokiem, zanim do niej weszła.
— Teraz i tak będę musiał parę minut zaczekać — burknąłem pod nosem, opadając na poduszki i pocierając oczy.
W końcu mogłem bezpiecznie się podnieść i ubrać. Przemyłem twarz w kuchni, bo do łazienki chwilowo nie miałem dostępu, i wyszedłem. Wróciłem po paru minutach i zacząłem od razu robić śniadanie. Z łazienki nadal słyszałem szum wody. Byłem jeszcze nieco zaspany, ale na szczęście udało mi się zrobić to, co chciałem. Gdy Hayley wyszła z łazienki, smarowałem właśnie dwa talerze sosem czosnkowo-ziołowym i wykładałem na to jajka w koszulce. Później polałem to odrobiną masła z przyprawami, posypałem szczypiorkiem i dołożyłem bułki.  
— Czy Andrea zrobiłaby ci takie śniadanie? — zapytałem z uśmiechem.
— Wow. Na pewno jesteś barmanem, a nie szefem kuchni w jakiejś ekskluzywnej restauracji? — Wpatrywała się z zachwytem w talerze. — I nie, Andrea w życiu nie zrobiłaby śniadania. Zamówiłaby coś.
— Czyli jestem lepszą Andreą niż sama Andrea. Dobrze wiedzieć. — Włączyłem ekspres, który od razu zaczął buczeć. — A odpowiadając na twoje pytanie: mam wiele twarzy.
— Gdybym wiedziała wcześniej, zamówiłabym trzydaniową kolację w ramach nagrody za moją wygraną.
Zaśmiałem się, wyjmując z lodówki mleko.
— Zawsze możemy się założyć o coś jeszcze. Ale tym razem nie przegram. — Zerknąłem za okno, ale pogoda chyba się poprawiła w stosunku do wczorajszego wieczora. — Zjemy na balkonie?
— No to po co mamy się zakładać? — zaśmiała się. — Tak, zjedzmy na balkonie. Będzie prawie jak na wakacjach.
— Dla zabawy, moja droga. To weź talerze, a ja zrobię nam kawę i zaraz przyjdę.
— Okej, tylko szybko, bo zacznę jeść bez ciebie. — Zabrała talerze i wyszła na balkon.
W życiu bym nie pomyślał, że zwykłe śniadanie z dziewczyną na balkonie mogło być tak przyjemne. Uczucie paniki, które tak często mnie zalewało, znikało. Może wiązało się to z tym, że Hayley chwilowo wstrzymała się z wyznawaniem swoich uczuć i mogłem w spokoju dostosować się do nowej sytuacji. Bo przecież nie było tak, że mi na niej nie zależało. Musiałem po prostu mieć absolutną pewność, zanim powiem, że ją kocham — by miało to jakiekolwiek znaczenie. Nadal nie było idealnie. Ona była chora, a ja nie wiedziałem, czy byłem dla niej odpowiednią osobą. Bardzo starałem się dojrzeć w sobie to, co widziała ona, ale nie potrafiłem. Miałem wrażenie, że to szczęście było chwilowe, że za chwilę wszystko się rozsypie. Może nie powinienem był wymuszać na niej obietnicy, że nie zamieni mnie na kolejnego Dereka. Przecież miała do tego prawo. Byłem, jaki byłem i nie chciałem na siłę trzymać jej przy sobie, jeśli miałoby być jej źle.
Bo wciąż nie wierzyłem, że ona zostanie.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4032 słów i 22899 znaków.

3 komentarze

 
  • Wer...

    Super oni są parą idealną 😃 Oby tak dalej niech im się układa jak najlepiej 💪

  • candy

    @Wer... prawda, są całkiem uroczy <3

  • Gazda

    No proszę, jak gra w pytania potrafi zbliżyć ludzi do siebie i daje im się otworzyć.
    Niech im się darzy jak najlepiej.
    :bravo: autorki👍👍

  • candy

    @Gazda miało być pozytywnie, a wyszło jak zawsze  :rotfl: ale w końcu obydwoje mają swoją ciemność i ciężko ją ukrywać. Dziękujemy za komentarz! ❤️

  • lolissss

    oooo jakie słodziaki! fajnie ze im się układa w końcu i oby nic się nie popsuło! trzymam mocno za nich kciuki! ❤️

  • candy

    @lolissss długo wszyscy czekaliśmy, żeby im się ułożyło :D