To nie koniec! cz. 8

Obudziłam się rano w ubraniu, w którym wczoraj uciekłam z mieszkania. Smutek, jaki czułam na myśl o tym, co się wydarzyło, wypełnił mnie całą. Łzy znów stanęły mi w oczach, ale nie! Nie będę płakać, zrobię to, co zawsze, zacisnę zęby i będę robić co trzeba, a na razie oznacza to wizytę w biurze. Wzięłam prysznic i zamówiłam kawę do pokoju. Spojrzałam na telefon, same nieodebrane od Marka, jakby sądził, że odbiorę. Spakowałam swoje rzeczy i opuściłam hotel, już tu nie wrócę.  
Już miałam parkować przed firmą, kiedy zobaczyłam przed wejściem Marka. Odjechałam na dalszy parking i zatrzymałam się. Spojrzałam w grafik na telefonie, Alicja ma na 10, a jest 9:45, czyli zaraz będzie szła. Wybrałam numer.
- Cześć Anka, co tam?
- Za ile będziesz w pracy?
- Za jakieś pięć minut, coś się stało? – nie wiedziałam, co mam powiedzieć, jak to wszystko wyjaśnić, ale z drugiej strony, tylko Ala wiedziała, co łączy mnie z Markiem. Zrozumie.
- Zatrzymaj się i posłuchaj – szybko opowiedziałam jej wczorajsze wydarzenia, a ona jak zawsze była po mojej stronie. Kochałam ją za to.
- Zagadam do niego, na pewno o ciebie zapyta, powiem, że masz dziś wolne i nie wiem gdzie jesteś. Jakbyś widziała, że dzwonie przy nim to nie odbieraj, postaram się go spławić.
- Alicja….
- Nie ma za co. Do zobaczenia. – i już się rozłączyła. Chwilę później zobaczyłam, jak Alicja miło wita się z Markiem, kręci głową, wzrusza ramionami, kiwa głową i macha ręką na pożegnanie. Weszła do budynku, Marek jeszcze chwilę stał, jakby nie wiedział, co robić, wyjął telefon, a chwilę później odezwał się mój dzwonek. Spojrzałam na ekran, niech dzwoni, wyciszyłam dźwięki. Po chwili zdecydował się odejść. Odczekałam kilka minut i wysiadłam z auta. Udało mi się bez problemu wejść do biura, skierowałam swoje kroki prosto do Kamili.
- Dobrze, że już jesteś – podała mi kopertę – jest w niej wszystko, czego potrzebujesz, bilety, kartę, list polecający, hasło do służbowej skrzynki, i namiar na faceta, który cię wprowadzi – przyjrzała mi się – co ci jest?
- Nic.
- Kłamiesz. Co się stało?
- Kamila, daj spokój. To są moje prywatne sprawy. Dziękuje za szanse – podałam jek rękę, a ona ją uścisnęła.  
- Zasłużyłaś, jeśli będziesz czegoś potrzebować, zadzwoń, postaram się pomóc, powodzenia.
Kiwnęłam głową i wyszłam, po drodze kiwnęłam na Alicję, która bez słowa wstała i weszła za mną na socjalny.
- Jesteś pewna? Anka, nie jedź – mocno mnie uścisnęła.
- Chce jechać, to ogromna szansa, a teraz….. nic mnie Ala tu już nie trzyma – spojrzałam na nią przez łzy – będę za tobą bardzo tęsknić.
- Ja za tobą też, dzwoń do mnie czasem.
- Obiecuje, a teraz chodź odwieziesz mnie na dworzec, auto ci zostawiam, dobrze?
- Zajmę się nim, a jak będziesz chciała sprzedam.
- Dziękuje, wiedziałam że mogę na ciebie liczyć. Ale ty też mi coś obiecaj. Nie mów mu ani gdzie jestem, ani co się ze mną dzieje.  
- Dobrze – wsiadłyśmy do auta i chwilę później parkowałam przed dworcem. Zabrałam torby z auta i weszłam na chodnik. Tak bardzo będzie mi jej brakować.
- Anka, słuchaj, wiem, że ta baba powiedziała, że jest jego narzeczoną, ale czy jeśli naprawdę by nią była, to czy warowałby od rana po biurem? – zadała pytanie, które od chwili, gdy go zobaczyłam miałam w głowie.
- Nie wiem, ale to już nie ważne. Znasz mnie, nigdy nie zagrzeje nigdzie miejsca, pora na zmianę dekoracji – mocno ją uścisnęłam – trzymajcie się.  
Kupiłam bilet do Katowic i kawę i usiadłam na ławce na peronie.
*******************************
Całą podróż pamiętam, jak prze mgłę. Pociąg do Katowic, taksówka do Pyrzowic na lotnisko, odprawa, czekanie, lot do Frankfurtu, przesiadka, kolejny lot i nareszcie Manchester. Wykończona znalazłam swój bagaż i skierowałam się jak sądziłam do wyjścia. Spojrzałam po ludziach w poczekalni, stało wiele osób z kartkami, na których napisane były nazwiska, przeleciałam po nich wzrokiem i nagle dostrzegłam swoje. Trzymał ją potężnej budowy mężczyzna i z ciekawością rozglądał się po przyjezdnych. Kamila nic nie mówiła, że ktoś będzie na mnie czekał. Niepewna podeszłam i przywitałam się.
- Cześć, ja też jestem Polakiem, chodź wyjdziemy stąd – wziął jedną z moich toreb i ruszył pewnie przed siebie, a ja poszłam za nim – Kamila zadzwoniła do mnie, żebym po ciebie wyszedł, jestem jej kuzynem, Maciek – uśmiechnął się – pewnie będę niedyskretny, ale powiedziała mi, że chyba nie jesteś w formie i przydałby się ktoś, kto pomoże, więc jestem. Chodźmy do auta.
Mówił, a ja słuchałam zdziwiona, że Kamila postanowiła o mnie zadbać. Zaskoczyła mnie, chyba trochę niesprawiedliwie ją oceniałam.
- Podobno masz kartkę z adresem swojego łącznika, pokaż ją.
- W pierwszej chwili myślałam, że to ty – powiedziałam i zaczęłam grzebać w torbie.
- Nie, ale chętnie pomogę – wziął ode mnie kartkę – no to w drogę.
Jechał szybko i sprawnie, w ciągu godziny dowiózł mnie do centrum i zaparkował – weź torby i chodź – zarządził, a ja posłusznie zrobiłam, co kazał, przeszliśmy kilkadziesiąt metrów i wskazał na budynek – to jest ten adres. – podał mi kartkę i swoją wizytówkę – tu masz mój numer, jak coś dzwoń, wiem, że początki bywają ciężkie – chyba zobaczył moją niepewną minę – wszystko będzie dobrze, nie martw się. Powodzenia.
Podał mi torbę i odszedł, a ja bałam się wejść do tego budynku. Wzięłam głęboki oddech, dasz radę, jak zawsze. Mężczyzna przywitał mnie bardzo miło mimo późnej pory, miał na imię James i znów wyprowadził mnie na ulice, żeby wsadzić do swojego auta. Jak się okazało jest moim podwładnym, nasze biuro jest nowoczesne, a moje mieszkanie znajduje się od niego tylko kilkanaście minut drogi, więc pieszo będzie najlepiej. Wysiedliśmy i wręczył mi klucze, mój nowy dom znajdował się w całkiem przyjemniej okolicy, wszedł ze mną i zaprowadził korytarzem do odpowiednich drzwi. Poprosiłam, żeby wyjaśnił mi jak dostać się do biura. Obiecał jutro o ósmej rano czekać na mnie i zaprowadzić na miejsce. Podziękowałam i weszłam do środka. Mieszkanie było ładne i przestronne, duży salon z aneksem kuchennym, po lewej stronie korytarz prowadzący do łazienki i sypialni. Super, dla mnie to nawet za wiele. Na stole w salonie leżała nawet kartka z hasłem do WiFi. Niestety łazienka była zaopatrzona tylko w wannę, ale cóż, jakoś to przeżyje. Puściłam wodę i zatkałam odpływ, kąpiel mi się należy. Rozpakowałam swoją skromną ilość rzeczy i wróciłam do łazienki. Położyłam się w wannie i zamknęłam oczy. Moje myśli były bardzo chaotyczne, przeskakiwały od Marka, po Alicję i Agatę, od mieszkania tutaj, do tego, które zostawiłam za sobą, od Maćka, przez Jamesa do tego, co czeka mnie jutro. Byłam bardzo spięta, czułam, że ilość emocji, jaka nazbierała się we mnie w ciągu ostatnich dni staje się dla mnie niebezpieczna. Wyszłam z wanny i spuściłam wodę, skierowałam się do sypialni i od razu położyłam do łóżka, spojrzałam na zegar, który wisiał na ścianie – było późno, pora spać, na jutro powinnam być wyspana i pełna sił, nastawiłam budzik i zamknęłam oczy.  
Dźwięk budzika okropnie mnie przeraził. Szybko wyskoczyłam z łóżka i się ubrałam. Potrzebowałam kawy, a kuchnia była dobrze zaopatrzona. Przed ósmą zeszłam na dół, a James już na mnie czekał. Wolnym krokiem szliśmy w stronę biura, chciałam go pociągnąć za język, więc pytałam, miałam pod sobą szesnaście osób, z czego cztery mówiły po polsku, ucieszyło mnie to, oficjalne otwarcie jest jutro, a dzisiejszy dzień jest przeznaczony dla nas, żebyśmy się poznali i zaznajomili ze swoimi obowiązkami. To bardzo fajnie pomyślałam i weszliśmy do biura. Wszyscy wstali na mój widok, a ja czułam, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Weź się w garść!!!!!
Przywitałam się i przedstawiłam, powiedziałam prawdę, że wcześniej byłam na niższym stanowisku i to jest mój awans, że tak naprawdę, jestem bardzo zestresowana i proszę o wyrozumiałość z ich strony. Widziałam ich twarze i najpiękniejsze, co mogłam na nich zobaczyć – zrozumienie i serdeczne uśmiechy. Zaprosiłam ich do sali konferencyjnej, gdy usiedli poprosiłam, żeby opowiedzieli o sobie. Każdy sklecił parę zdań i po dwóch godzinach puściłam ich do domu, żeby wypoczęli, bo od jutra czekają nas ciężkie dni. Kiedy zostałam sama, skierowałam się do swojego gabinetu, tak, miałam gabinet. Na biurku leżał laptop, więc usiadłam i go włączyłam, w skrzynce mailowej miałam kilka ważnych wiadomości, łącznie z umową. Wszystko wydrukowałam i przeczytałam. Dokładnie zamknęłam swoje biuro i wyszłam na ulicę. Bez trudności znalazłam drogę do mieszkania, do którego weszłam tym razem z lepszym nastawieniem. Dam radę, zawsze sobie radzę, więc i tym razem będzie tak samo. Teraz najważniejszą rzeczą, jaką musiałam zrobić było danie znaku życia. Włączyłam swojego kompa i połączyłam się z internetem. Zalogowałam się na społecznościówce i zadzwoniłam do Agaty. Szybko odebrała.
- Anka, co się kurwa z tobą dzieje?! Marek postawił na nogi już chyba wszystkich, jeszcze tylko nie zgłosił na policji twojego zaginięcia. Nikt nic nam nie mówi, nawet Alicja, wiesz jak się martwiłam…..
- Agata milcz! Daj mi dojść do słowa. Wyjechałam służbowo, nic mi nie jest. Musiałam się trochę ogarnąć i nie miałam czasu. Ale już jestem. Nie sprawiłam sobie jeszcze tylko telefonu, ale to kwestia czasu. Powtarzam wszystko gra.
- A co się stało z twoim telefonem? Ciągle jest wyłączony, rozwaliłaś go?
- Nie, chwilowo zmienię numer, ale na pewno ci go podam. Co słychać?
- No niewiele, oprócz tego, że wszyscy się o ciebie martwią. Marek nic mi nie powiedział, tylko że spakowałaś kilka rzeczy i wyszłaś z mieszkania, wypowiadając najem. Twierdzi, że nie wie dlaczego, ale chyba mu nie wierze. Mów prawdę, co się stało?
- No w sumie, powiedział ci prawdę, on sam nie wiedział co się stało chyba – zamyśliłam się chwile, czy powiedzieć wszystko, ale uznałam, że nie warto, było minęło – w czwartek dostałam ofertę nie do odrzucenia, taki awans, że głowa mała, przyjęłam go. Przed piątkowym wylotem miałam tyle spraw do załatwienia, że ledwo się wyrobiłam, dlatego nikogo nie uprzedziłam.
- Przed wylotem? To gdzie ty jesteś?
- Manchester, w Anglii jestem – czekałam na wybuch i nie zawiodłam się.
- Czy ciebie popierdoliło? W Anglii? Anka, przecież my mamy tylko siebie, a ty spakowałaś dupsko i wyjechałaś na koniec świata! To jest….
- Agata, znów ci się każę zamknąć. To była niepowtarzalna okazja, nigdy więcej coś takiego mnie już nie spotka, nie mogłam zrezygnować. Wiem, że cię zostawiłam, ale ty masz tam swoje życie, męża, mnie nic nie trzyma. Dobrze zrobiłam.
- Masz rację, przepraszam. Cieszę się, jeśli i ty się cieszysz.
- Zatem cieszymy się obie. Agata, odbierz od Marka moje rzeczy, jeśli wrócę to najwcześniej za trzy miesiące, nie ma sensu, żeby trzymał dla mnie pokój, niech szuka nowego lokatora.  
- Dobrze, ale w nowym roku oczekuje twojego powrotu!
- Zobaczymy, kocham was, pozdrów Krystiana. Pa  
Mogłam mieć czyste sumienie, w sumie miałam, ale tak naprawdę było mi bardzo ciężko. Nie dlatego, że znów byłam sama, daleko od domu, nie pewna jutra. Dlatego, że już tęskniłam za nimi, a najbardziej za nim. Wkradł się do mojego serca, zajmował każdą moją myśl, każda rzecz mi go przypominała. Tęskniłam za wspólnym wieczorem, za jego głosem, śmiechem, dotykiem. Nie chciałam go znać i były momenty, w których żałowałam, że w ogóle dopuściłam go do siebie, ale tak naprawdę tęskniłam za nim całą sobą.

Hush

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2238 słów i 12171 znaków.

2 komentarze

 
  • Gaba

    Witaj, no i co mam Ci napisać??? Że fajne, bezpretensjonalne że piszesz bez nadęcia i tego całego wymądrzania się??? Piszesz prosto i czytelnie i za to Ci dzięki. Przelewasz swoje myśli na "papier" i robisz to zajefajnie, że użyję zwrotu mojej córki... Przy Tobie się odpoczywa i relaksuje. Nie zepsuj tego, proszę! Pozdrawiam no i czekam na "ciąg dalszy nast'ępuje" !😊!

  • Margo1990

    Doczekalam sie. Czekam na kolejną część 😁!!

  • Hush

    @Margo1990 specjalnie dla Ciebie piszę już kolejną część. Postaram się dodać ją jeszcze dziś.

  • Margo1990

    @Hush super dziękuję 😁