To nie koniec! cz. 2

Pierwszy miesiąc mieszkania z Markiem, minął mi bardzo szybko. Prawie w ogóle go nie widywałam. Albo byłam w pracy, która po awansie naprawdę zrobiła się wymagająca, albo on był w pracy, więc się mijaliśmy. Jedynym wyznacznikiem tego, że nie mieszkam tu sama, było znikające jedzenie. Zdarzało mi się coś ugotować, więc zostawiałam część w pojemniku w lodówce, a na stole kartkę dla Marka, żeby zjadł, jeśli ma ochotę. I chyba to całe gotowanie wychodziło mi nieźle, bo zawsze zjadał, a pojemnik mył.  
Miałam swoją samotnie. Nie przeszkadzało mi to, ponieważ zawsze byłam raczej odludkiem, domatorem, który jak już znajdzie swój kąt, to nie ma ochoty z niego wyjść. A ja go właśnie znalazłam. Bardzo dobrze mieszkało mi się w tym nowym miejscu. Pokochałam swój pokój i nie chciałam w ogóle z niego wychodzić.  
Kończyłam dziś bardzo wcześnie, więc zrobiłam zakupy i wróciłam do domu. Była dopiero 17. Bardzo zaskoczył mnie zapach w mieszkaniu. Czyżby Marek coś gotował? Zdjęłam buty i weszłam do kuchni. Marek faktycznie gotował, ubrany w fartuszek, bardzo mnie to rozbawiło, bo nie spodziewałam się go tam zastać.  
- Cześć. Coś ładnie pachnie – przywitałam się, kładąc zakupy na stole.
- O hej. Już jesteś. Myślałem, że wrócisz później i postanowiłem zrobić dla ciebie spaghetti.
- Dla mnie?
- No od dawna mnie dokarmiasz, więc chciałem się odwdzięczyć – uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech.  
- Mam chociaż nadzieje, że smakuje ci to co robię.
- No pewnie, ale nie wiem czy to samo powiesz o moim daniu – zawstydził się – mam w każdym razie nadzieje, że się nie otrujesz. Poza tym myślę, że skoro już jesteś to zjemy razem, a to się dobrze składa, bo kupiłem wino. Co ty na to?
Zaskoczył mnie i to zupełnie, ale szczerze mówiąc, pierwszy raz od rozstania z Danielem, poczułam prawdziwe rozbawienie i chęć na coś.
- Będzie mi bardzo miło.
- W takim razie siadaj i odpoczywaj, a ja już nakładam. Pozwalam ci najwyżej otworzyć wino.
I tak siedzieliśmy i gadaliśmy. Jedzenie wyszło całkiem niezłe, wino było pyszne, a mój towarzysz bardzo fajny. Do samej nocy opowiadaliśmy sobie różne historie z własnego życia, te zasłyszane, opowiadaliśmy o pracy, o tym jak wygląda nasz dzień. Było bardzo miło, to był najlepszy dzień od bardzo dawna.  
- O kurczę, już po 11?! – niechcący spojrzałam na zegarek – ale mi z tobą czas minął. Dziękuje ci.
- Nie ma za co. Powiem więcej, polecam się na przyszłość – uśmiechnął się w zastanawiający sposób – Mam nadzieję, że za niedługo to powtórzymy.
- Chętnie, ale na dziś już wystarczy. Dobranoc – chciałam odejść, ale Marek nagle mnie przytulił, bardzo mocno.
- Anka…..pamiętaj, że tu jestem. Możesz na mnie liczyć – odsunął się i spojrzał mi w oczy – pamiętaj o tym.
- Dobrze, będę pamiętać – tylko na tyle było mnie stać, odwróciłam się i poszłam do siebie. Zdumiona opadłam na łóżko. Dziwna była dla mnie ta sytuacja, ale chyba chciał mi powiedzieć, że jest moim przyjacielem, a to bardzo miłe z jego strony. Może nie wiedział, ale naprawdę nim był. Szkoda, że nie kimś więcej…. Ale, o czym ja do cholery myślę? Fakt, że jest zajebisty, życiowy, do tego przystojny i seksowny, nic nie zmienia. On by ode mnie na pewno nic nie chciał. Poza tym, moje uczucia wobec niego na pewno spowodowane są samotnością. Po prostu podświadomie chciałabym mieć faceta, więc swoje nieodwzajemnione uczucia przerzuciłam na Marka. Tak, na pewno tak jest.  
Kolejne dni miały spokojnie, Marka w ogóle nie widywałam, co w sumie było dla mnie bardzo przykre. Jednak, jako prawdziwa realistka, powiedziałam sobie wprost, że nie dla psa kiełbasa, Marek nie jest dla mnie choćbym nie wiadomo jak tego chciała, niestety jestem niewystarczająco wszystko. Poza tym to na pewno moja samotność płata mi figle.  
Będąc w pracy o tym właśnie myślałam, kiedy podeszła Alicja, moja naprawdę dobra koleżanka i wręczyła mi kopertę. Spojrzałam na nią przerażona.
- Anka wiem, że nie masz ochoty przyjść na ślub i wesele, naprawdę rozumiem to. Ale chcę, żebyś wiedziała, że twoja obecność będzie dla mnie wiele znaczyć. Nawet, jeśli nie na wesele, choć będzie mi przykro bez ciebie, to przyjdź chociaż na ślub. Poza tym, może akurat złowisz sobie jakiegoś przystojniaczka? A nawet jeśli nie, to nic. Przyda ci się rozrywka.  
Tylko się uśmiechnęłam. Nie chciałam iść, ale wiedziałam też, że Alicja mówiła szczerze. Nie miałam wyjścia. Już w pracy podjęłam decyzję, że pójdę, a że nie mam, z kim, pójdę sama. Na pewno ktoś ze mną zatańczy. Tak sądzę, chyba.
Perspektywa wesela bardzo mnie zasmucała. Życzyłam Alicji wszystkiego, co najlepsze, bo na to zasługiwała, ale w głębi serca było mi po prostu bardzo smutno. Wszyscy kogoś mają, każdy kogoś kocha, do kogoś wzdycha, a ja jestem sama. Na dodatek jestem żałosna, bo nawet nie wiem jak poderwać faceta. Ostatnio, kiedy kogoś podrywałam, miałam 16 lat i byłam wesoła i odważna. Teraz 11 lat później nie wiem już jak to się robi.  
Wróciłam tego dnia bardzo późno do domu i byłam wykończona. W mieszkaniu była cisza jak zwykle, Marek pewnie był w pracy. Szybko zdjęłam buty i rzuciłam torbę, weszłam do łazienki, żeby nareszcie zmyć z siebie ten dzień. Wzięłam długi i gorący prysznic, zrelaksowałam się i odprężyłam. Kiedy osuszyłam ciało zorientowałam się, że nie mam, co włożyć. Owinęłam się ręcznikiem i niczego nie spodziewając się wyszłam z łazienki.  Za drzwiami stał Marek.
- O kurwa! Ale mnie wystraszyłeś. Nie wiedziałam, że jesteś.
- Przepraszam, nie chciałem cię nastraszyć. Chciałem z tobą pogadać, ale nie spodziewałem się, że zastanę cię praktycznie nagą. Zaczekam na ciebie w kuchni ok? – uśmiechnął się tajemniczo i powiedział – Ale jesteś apetyczna. – po czym odwrócił się szybko i odszedł.  
Nie wiedziałam, co go ugryzło. Coś się stało, że chce ze mną pogadać? Apetyczna? A co to miało oznaczać? Szybko założyłam spodenki i koszulkę. Weszłam do kuchni pełna obaw.
- No nareszcie – zlustrował mnie spojrzeniem od góry do dołu, co mnie bardzo zawstydziło – sprawa jest.
- No to mów, o co chodzi. Mam wrażenie, że jesteś zły.
- Nie jestem zły. Pamiętasz jak tydzień temu byli moi znajomi? Parę osób poznałaś, między innymi Szymona.
- No pamiętam, ale co z tego?
- No to Szymon chce twój numer.
- Po co?
- Anka skup się, jak to, po co. Pewnie ma nadzieje, że cię poderwie. A co myślałaś?
- Nic – czułam się co najmniej zaskoczona. Facet, którego spotkałam tylko raz w życiu i zamieniłam z nim dwa zdania, chce mój numer. W sumie to super, komuś się spodobałam, zapomniałam, jakie to fajne uczucie.  
- No to jak? Podać mu ten numer?
- No…. – już miałam odmówić, ale przypomniało mi się to nieszczęsne wesele. Nawet nie pamiętałam jak ten Szymon wygląda, ale jakie to ma znaczenie? Przecież chodzi o towarzystwo.
- Zanim dokończysz, uprzedzam, że to nie jest facet dla ciebie. Pewnie chce cię tylko przelecieć i po wszystkim nawet się nie pożegna – kiedy to mówił, patrzył na mnie bardzo uważnie – może nie warto marnować z nim czasu.
Zastanowiłam się, co on w ogóle do mnie mówi.  
– Marek, pytając w jego imieniu o mój numer myślałam, że robisz za swata, a swat nie powinien wskazywać na wady, tylko na zalety.
- Jakbym zamierzał się bawić w swata, to pewnie bym tak zrobił. Ale tak się składa, że nie zamierzam. Weźmie cię do łóżka i wykorzysta, jak pierwszą lepszą! – zagotowałam się.
- No i co z tego. Może mi to odpowiada? Nie pomyślałeś o tym prawda? – sama nie wierzyłam w to, co mówię.
- Chcesz seksu? Proszę bardzo jestem do dyspozycji – wstał z krzesła i podszedł do mnie, zadarłam głowę, żeby patrzeć mu prosto w oczy, mając nadzieję, że nie zdradzają moich emocji – jeśli chcesz się z kimś zabawić, to wierz mi, że ja jestem zainteresowany od dawna. A teraz, kiedy zobaczyłem cię tylko w ręczniku…. No cóż, uważam, że bez niego wyglądałabyś jeszcze lepiej.  
- Ale z ciebie cwaniaczek. Być może masz rację, ale ja nie biorę kota w worku, a tak się składa, że nie wiem, co masz do zaoferowania. Mogłabym się rozczarować – nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Nigdy nie sądziłam, że będę brała udział w takiej rozmowie, że w ogóle powiem coś takiego, ale przecież nie mogłam teraz odpuścić!
- No cóż, nie pozostaje nam nic innego, jak nareszcie się rozebrać – mówiąc to, zdjął koszulkę i muszę przyznać, że było, na co popatrzeć – myślę jednak, że się nie rozczarujesz – zaczął rozpinać spodnie, a we mnie zapaliła się czerwona lampka. Co teraz? Co teraz? Co mam zrobić? Zanim zrobiłam cokolwiek nachylił się do mnie i lekko pocałował w usta, odsunął się, ale tylko na sekundę i znów delikatne muśnięcie, odruchowo zwilżyłam wargi, a w nagrodę dostałam prawdziwy pocałunek, od którego przeszły mnie ciarki na całym ciele, które jakby zaczęło żyć własnym życiem. Marek przysunął się bliżej mnie, pogłębił pocałunek, a jego ręce zaczęły błądzić po moich plecach. Mimowolnie przylgnęłam do niego, co mu się wyraźnie spodobało, bo pocałunki nabrały intensywności. Jego ręce powędrowały w dół pleców, przez pośladki do ud, nagle uniósł mnie, a ja oplotłam go nogami, całując z coraz większą pasją. Byłam tak nim zajęta, całowaniem go, dotykaniem jego skóry, że nie zorientowałam się, kiedy znalazłam się w jego łóżku. Kiedy jednak mój mózg raczył to zarejestrować, głos rozsądku wypełnił całą moją głowę. CO TY WYPRAWIASZ? DO CZEGO CIĘ TO DOPROWADZI? JEDNORAZOWY SEKS, BEZ CIĄGU DALSZEGO, TO NIE JEST TO, CZEGO CHCESZ.  JAK SPOJRZYSZ MU PO WSZYSTKIM W OCZY?
Odepchnęłam go od siebie. Widziałam dezorientacje w jego oczach i już żałowałam, że jestem tak rozsądna, zawsze rozsądna, zero spontaniczności.
- Przepraszam, poniosło mnie – powiedziałam – to się więcej nie powtórzy. Szybko wyszłam z jego pokoju, żeby nie pozwolić sobie na wahanie. Odpychając go podjęłam decyzję, nie mogę się z niej wycofać. Wpadłam do swojego pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Oparłam się o nie, jakbym się bała, że przyjdzie za mną i będzie kontynuował to, co zaczęliśmy. Ale nie przyszedł, a ja czułam coraz większe rozczarowanie. Tak bardzo tego chciałam, moje ciało było jak w gorączce, pragnęłam się z nim kochać, chciałam żeby mnie wziął jak jeszcze nikt inny, ale….. zawsze jest jakieś ale. Jednorazowy seks jest na pewno świetny, ale nie dla mnie. Ja bym chciała więcej. I nie mam na myśli więcej seksu, tylko uczucia, więź, miłość, całą to oprawę związku. A Marek na pewno nie chciałby się ze mną wiązać. Znamy się tyle lat, a nigdy nie dał nawet jednego znaku, że coś do mnie czuje.  
Poczułam się jak największy frajer na świecie. Co z tego, że nie byłoby związku? Przynajmniej raz mogłaś zaszaleć, nie myśleć, zacząć czuć, korzystać z życia. A jeśli trwałoby to tylko chwilę? To nic, przecież w życiu najważniejsze są chwilę, ich intensywność i piękno. Mogłam mieć zajebisty seks, a zachowałam się jak jakaś szesnastoletnia dziewica. Jestem żałosna. Na pewno Marek tak właśnie o mnie myślał.  
Poczułam, że natychmiast muszę zapalić. Wyjęłam paczkę z torby i po cichutku wyszłam z pokoju. Korytarz był pusty, więc szybko założyłam buty i sweter, wyszłam z mieszkania, nie zamykając go na klucz. Kiedy wyszłam przed klatkę poczułam ulgę. Tak pokochałam to mieszkanie, a teraz będzie mi w nim bardzo ciężko żyć. Nie wspominając o tym, że nie mam pojęcia jak spojrzeć Markowi w oczy, to niestety, ale kuchnia będzie wywoływać we mnie wspaniałe, ale jakże niepożądane wizje. Marek, jego pocałunki i dłonie sprawiły, że poczułam się seksowna i pożądana jak nigdy dotąd. Jak mam o tym zapomnieć?
Skończyłam papierosa i zamknęłam oczy. Nie chce tam wracać, ale nie mam wyjścia. Po cichu weszłam na pierwsze piętro i otworzyłam drzwi. Tak samo cicho zamknęłam je, zdjęłam buty i sweter, odwróciłam się w stronę pokoju i stanęłam jak wryta. Marek stał oparty o futrynę moich drzwi, z założonymi rękami, na jego ustach błądził uśmiech, ale oczy miał poważne i nie spuszczał ze mnie wzroku.  
- No to co? - zapytał - Może dokończymy to, co zaczęliśmy?

Hush

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 2401 słów i 12754 znaków.

1 komentarz

 
  • Lolissss

    Błagam szybko o kolejną!