To nie koniec! cz. 7

Otworzyłam oczy, słońce mocno świeciło. Przekręciłam głowę, żeby spojrzeć na zegarek. 13:36 – ale jest późno. Byłam wyspana i zrelaksowana, a jeszcze dwa dni temu byłam jak zombi. Spojrzałam na Marka, spał spokojnie zwrócony w moją stronę, jego dłoń leżała na mojej piersi. Sprawiało mi to przyjemność, jak każdy jego dotyk, serce zaczęło mi mocniej bić na wspomnienie zeszłej nocy. Chyba musiał mieć wiele kobiet, skoro tak dobrze wiedział, czego potrzebuje. Ale nie chciałam o tym myśleć, każdy ma jakąś przeszłość, każdy czegoś żałuje lub czegoś się wstydzi. Nie ma sensu o tym myśleć. Ostrożnie wstałam z łóżka, Marek nawet nie drgnął, więc spokojnie wstałam i zabrałam ubranie. Pora na prysznic. Orzeźwił mnie i dodał energii, wycierając się zauważyłam, że na biodrach mam sińce, które dokładnie odzwierciedlają męskie dłonie. Nie czułam żeby tak mocno mnie trzymał, ale w sumie jedyne, co czułam to jego penis we mnie, tylko na tym się skupiłam. No cóż, było warto. Zadowolona nastawiłam wodę na kawkę i zajrzałam do lodówki, trochę pusto, będę musiała zrobić jutro zakupy. Wyjęłam piersi z kurczaka i gotowy sos. Nastawiłam też wodę na makaron. Szybkie i dobre, tego mi trzeba, bo nie chce mi się gotować. Całe przygotowanie zajęło mi 10 minut i czekałam tylko na makaron, zasiadłam więc przy kawie i zastanowiłam się nad sobą. Decyzja o tym, żeby zbliżyć się do Marka wydawała mi się najlepszą, jaką podjęłam w życiu. To był bardzo w porządku facet, więc byłam pewna, że mnie nie skrzywdzi. Nic nie deklarowaliśmy, więc być może chce ze mną tylko sypiać, ale szczerze mówiąc, czy to byłoby takie złe? Wiadomo, że czerpałabym z tego oczywiste korzyści, na pewno też byłoby mi przykro, że nie będzie nic więcej, ale chyba właśnie tego potrzebuje. Pora zaszaleć, bardzo dobrze czułam się z tą decyzją. Wstałam i odcedziłam makaron, nagle poczułam dłonie na biodrach.
- W tej sukience wyglądasz bardzo seksownie – pocałował mnie w szyję – twój tyłek jest tak ponętny, że muszę ci przerwać, zostaw ten makaron – mówiąc to najpierw złapał mnie za pośladek, a zaraz później włożył rękę pod sukienkę. Dreszcz przeszedł mi po kręgosłupie, musiałam skupić całą swoją uwagę, żeby spokojnie odstawić durszlak do zlewu. Marek w tym czasie ukląkł i podwinął w górę sukienkę, po chwili moje majtki wylądowały na podłodze, a on wstał i odwrócił mnie.
- Dzień dobry – przywitał się i zaczął całować, nie wiem jak to robił, ale od razu zaczęłam się rozpływać, znów byłam rozgorączkowana, czułam, że go potrzebuje, tu i teraz. Włożył rękę między moje nogi i chwile mnie pieścił, mocno złapał mnie w pasie i posadził na stole, rozłożyłam szeroko nogi, a on jednym ruchem wbił się we mnie. Brał mnie tak mocno, tak zachłannie, jakbyśmy już nigdy mieli się nie zobaczyć, czułam jak kręci mi się w głowie, mocno trzymałam go za ramiona, jakby bojąc się, że nagle przestanie. Orgazm przyszedł szybko, tak samo intensywny i wspaniały jak wcześniejsze, doszliśmy równocześnie, cała byłam rozedrgana, oparłam głowę na jego ramieniu i poczułam, że on również drży. Kiedy nareszcie się uspokoiłam, uniosłam głowę i uśmiechnęłam się.
- To co? Zjemy obiad? – kiwnął głową również się uśmiechając.  
Nie musieliśmy rozmawiać, wystarczało, że jesteśmy obok siebie.  
*************************
Tydzień, który właśnie się kończył, był najlepszy w moim życiu. W pracy świetnie szło, każdy projekt, jaki znalazł się na moim biurku, był sprawdzony i odesłany w rekordowym tempie, Kamila dzięki temu był w świetnym humorze i nikomu nie truła nad głową. Śpieszyłam codziennie do domu, im wcześniej tym lepiej, żeby jak najszybciej zobaczyć go znów. A niejednokrotnie już na mnie czekał. Czasem powrót był intensywny, ubrania walały się po całym mieszkaniu, a my wykończeni lądowaliśmy na podłodze, czasem dostawałam pyszny obiad, po którym odpoczywaliśmy, a z czasem zaczynaliśmy swoją grę w pieszczoty. Spaliśmy teraz u mnie w łóżku, co noc spałam w jego objęciach, niejednokrotnie budził mnie swoimi sprawnymi palcami, a ja nie potrafiłam mu odmówić. Powiem więcej, nawet nie chciałam odmawiać. Czerpałam z tego układu, co najmniej tyle samo przyjemności co on, oddawałam mu się cała i brałam ile mogłam. Byłam szczęśliwa, dlatego nie roztrząsałam tego, co jest między nami, żyłam dniem, który trwał. A moje uczucie do niego musiało zostać tajemnicą.
Wolny weekend był tym, czego potrzebowałam. Spałam długo, obudził mnie pocałunek i widok człowieka, którego ceniłam ponad wszystko.  
- Czas na śniadanie pracusiu – postawił na łóżku tackę, z jajecznicą, świeżutkim chlebkiem i sokiem pomarańczowym – smacznego.
- Czemu pracusiu?
- Wczoraj długo zabawiłaś w pracy, więc na pewno się napracowałaś, poza tym w nocy też miałaś ręce pełne roboty – zaśmiał się na wspomnienie – a rączki masz akurat bardzo zręczne.  
Lekko się zaczerwieniłam na to wspomnienie.
- No cóż, muszę oddać sprawiedliwość i przyznać, że i ty zasłużyłeś na pochwałę. – zaczęłam jeść, a Marek cierpliwie czekał. Dziwnie milczał, więc postanowiłam zagaić rozmowę – masz dziś wolne?
- Tak, właśnie chciałem zaproponować ci wspólny dzień – nieśmiało na mnie zerkał, jakby nie był pewien, czy ma prawo do tego – na pewno musimy zrobić zakupy, może poszlibyśmy na ściankę. Jak sądzisz?
- Fajnie – uśmiechnęłam się, bo to na pewno będzie dobry dzień – mam nadzieje, że tym razem dam radę wspiąć się nieco wyżej.
- Naprawdę zgadzasz się? – miał zdziwioną minę, na co znów ja się zdziwiłam.
- Nie wiem, czemu jesteś zaskoczony, przecież wiesz, że lubię spędzać z tobą czas.
- Tak, ja też lubię spędzać z tobą czas, cieszę się na ten dzień.
Nie odpowiedziałam. Musiałam się zastanowić, coś nie podobało mi się w jego zachowaniu, był niepewny, jakby nieśmiały, a przecież wiem, co potrafi i nie ma w tym ani odrobiny nieśmiałości. Zachowywał się, jakby spotkał mnie pierwszy raz i zapraszał na randkę, co w naszym przypadku byłoby co najmniej śmieszne i bardzo spóźnione. Nie mogłam tego zrozumieć, ale też nie zastanawiałam się nad tym dłużej, nie było sensu. Zanim się ogarnęłam, wysprzątał kuchnie i zrobił listę zakupów. No ideał. Zakupy poszły sprawnie, po rozpakowaniu zakupów, zbliżył się do mnie i powiedział, że chce mnie pocałować, wiedziałam już, co to oznacza i zdecydowanie nie miałam nic przeciwko. Wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju, delikatnie położył na łóżku i zaczął rozbierać. Uwielbiałam patrzeć, jak niecierpliwie rozpina mi ubranie, jak wzdycha i mówi, że jakbym zawsze chodziła nago, byłoby łatwiej. Ale zawsze przychodził moment, w którym zamykałam oczy i nie musiałam patrzeć, wystarczyło, że czuje jego zwinny język, który w każdej chwili mógł doprowadzić mnie na wyżyny. Kiedy moje emocje opadły, Marek położył się obok mnie i zamknął oczy. Po zasłużonym odpoczynku wybraliśmy się nareszcie na MOSiR. Nie mogłam się już doczekać, chciałam sprawdzić, czy zapamiętałam choć część tego, co mówił do mnie ostatnim razem. Tym razem, kiedy zapinał mi te wszystkie pasy poczułam podniecenie, po prostu każdy jego dotyk był dla mnie tak erotyczny. Skup się, skup się! powtarzałam sobie w duchu. Marek i tym razem wchodził obok mnie, nawet pochwalił mnie, że jestem pojętną uczennicą, bo naprawdę sobie nieźle radzę. Miał rację, faktycznie dobrze mi szło, weszłam prawie na sam szczyt. Kiedy wróciliśmy do domu, Marek otworzył wino i zamówił pizzę. Zjedliśmy i osuszyliśmy całą butelkę. Była dopiero 20, ale już zaczynałam ziewać, tak naprawdę to bolał mnie każdy mięsień, byłam wykończona. Tej nocy spałam, jak zabita. Niedzielę również spędziliśmy bardzo aktywnie, ale tym razem tylko w domu. Nie miałam go dość, nigdy w życiu nie uprawiałam tyle seksu co teraz, a jednocześnie ciągle było mi mało. Kiedy przyszedł wieczór, Marek dołączył do mnie w łóżku. Cieszyłam się, że ze mną sypia, czułam się wtedy bezpiecznie.
- Dobranoc kochanie – powiedział i jak zawsze objął mnie.  
Poniedziałek zaczął bardzo ciężki tydzień, Kamila okropnie nas musztrowała, musiałam spędzać w pracy więcej czasu, niż chciałam, byłam zmęczona, a moim jedynym wytchnieniem był Marek, przynosił ukojenie i spokojny sen. W czwartek Kamila wezwała mnie do siebie.
- Anka, mam dla ciebie poważną propozycję, usiądź – grzecznie usiadłam ciekawa, co ma do powiedzenia – Firma chce otworzyć filię w Wielkiej Brytanii, wybrali Manchester, potrzebny jest ktoś, kto ma doświadczenie, otwarty umysł i zna język. Zainteresowana?
- Chyba żartujesz, chcesz mnie tam wysłać? – otwarłam szeroko oczy ze zdziwienia.
- Tak, choć przyznam, że nie wiem jak sobie bez ciebie poradzę. To jest twoja szansa, jestem pewna, że sobie poradzisz, bo potrafisz poprowadzić ludzi.  
- Kamila, ja się nie nadaje, nie mam szans. – gorączkowo myślałam o tym, co właśnie usłyszałam, to naprawdę ogromna szansa – jakie byłby moje obowiązki?
- Wiedziałam, że cię zainteresuje. Byłabyś mną, tylko tam, z lepszą kasą i lepszymi możliwościami. Jeżeli po trzech miesiącach, filia przynosiłaby dochód, mogłabyś zostać tam na stałe, ale zawsze masz możliwość powrotu. Sama bym pojechała, ale co mam zrobić z czteroletnim dzieckiem? Niestety ja nie mogę jechać. Dlatego tobie to proponuje, bo zasługujesz na szanse. Jest jednak wada tej oferty – spojrzała na mnie uważnie – najpóźniej jutro do 11 musisz się zdecydować, bo wieczorem jest wylot.  
- W ten piątek?!
- Tak, nie ma czasu na przemyślenia. Osoba, która miała zająć to stanowisko niestety miała bardzo poważny wypadek, więc na szybko kogoś szukają. Pamiętaj jednak, że druga taka szansa się nie pojawi, a jak odmówisz to dyrekcja będzie o tym pamiętać.
Wróciłam do domu nie widząc nawet drogi. Byłam tak zajęta swoimi myślami, że dopiero, kiedy Marek potrząsnął mnie za ramię, ocknęłam się. I lawina pytań – czy coś się stało, o czym tak myślę, co tak późno wróciłam z pracy itp. Itd. Nie chciałam mu mówić, to jest poważna decyzja, która wymuszałaby na nim określenie, co nas łączy, a ja zwyczajnie się tego bałam. Tak naprawdę, bałam się, że mnie namówi na wyjazd, a ja nie chciałam się z nim rozstać. Co mam zrobić? Decyzja niestety podjęła się sama.
Marek widząc, że żadna ze mnie dziś towarzyszka poszedł pod prysznic, pomyślałam, że może dołączę do niego, po seksie miałam czysty umysł, może wtedy mnie olśni. Ruszyłam do łazienki i już miałam nacisnąć klamkę, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Otwarłam je i zobaczyłam wysoką brunetkę, całkiem ładną.
- Cześć – powiedziała lustrując mnie wzrokiem – ty pewnie jesteś Ania?
- Tak, o co chodzi?
- O nic – zaśmiała się i bez pytanie minęła mnie wchodząc do mieszkania, już miałam na nią warknąć i wyrzucić, kiedy dodała – jestem Justyna, narzeczona Marka.
Czas zatrzymał się w miejscu, czułam jak wali mi serce, a krew odpływa z twarzy, miałam wrażenie, że zaraz zemdleje.
- Narzeczona Marka – powtórzyłam po niej.
- Tak, byłam pół roku za granicą, ale już nie mogę tam wytrzymać, więc wróciłam. W końcu musimy się pobrać – uśmiechnęła się – Marek jest w łazience?
- Tak, chyba bierze prysznic. Rozgość się, ja niestety muszę wykonać ważny telefon, przepraszam.
- Ale nie przejmuj się mną, zaczekam na Marka u niego w pokoju – rozejrzała się po korytarzu – to tam? – kiwnęłam tylko głową i poszłam do swojego pokoju. Nie, to już nie był mój pokój. Marek ma narzeczoną! I zdradzał ją ze mną. Zrobił ze mnie dziwkę, która skrzywdziła inną kobietę, tak jak inna skrzywdziła mnie. Usiadłam na łóżku i oparłam głowę o ręce, nie to się nie dzieje, to jest nie możliwe. Łzy płynęły mi po policzkach, znów poczułam ból, ale ten był gorszy, niż kiedy zostawił mnie Daniel. Mój cały świat właśnie legł w gruzach. Rusz się, rusz się!!!!!
Wstałam z łóżka i wyjęłam dwie torby, do których zapakowałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, nie mogłam tu zostać, musze szybko stąd wyjść. Wyrwałam kartkę z notesu i napisałam na niej:  
Justyna wydaje się miła, życzę Wam szczęścia.
Proszę spakuj moje rzeczy i odwieź do Agaty.
Anka
Położyłam kartkę na łóżku i wzięłam torby. Szybko opuściłam mieszkanie, bo Marek już za chwilę mógł wyjść z łazienki, a ja nie mogłam z nim teraz rozmawiać. Nie mogłam i nie chciałam, ani teraz, ani nigdy. Wsiadłam do samochodu i odjechałam. Zaparkowałam pod hotelem w sąsiednim mieście i wybrałam numer do Kamili. Kiedy odebrała, usłyszałam swój własny głos.
- Zdecydowałam się.
- Szybko poszło, cieszę się. Zgłoś się jutro do 11 w biurze, dam ci bilet, list polecający i firmową kartę. Wylatujesz o 19. Do zobaczenia.  
Marek ma narzeczona, a ja wyjeżdżam, tyle. Weszłam do hotelu, to była tylko jedna noc, więc wolny pokój znalazł się bez problemu.
Położyłam się i wszystkie moje tamy puściły.

Hush

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 2495 słów i 13600 znaków.

6 komentarzy

 
  • Aniołek0308

    Przeczytałam ciągiem wszystkie części :) genialnie piszesz, ostatnia część doprowadziła mnie do łez ale czekam niecierpliwie na kolejną część! Trzymaj tak dalej :) powodzenia

  • Lordvader

    Przeczytałem wszyskie części od kopa. Super opowieść. Tak trzymaj.  :jupi:

  • Gaba

    Nooo
    Nieeee! Ile razy można to delikatne ą przez to zakompleksione stworzenie krzywdzić? Nowe wiesz, nie masz wcale serduszka! A tak w ogóle, to dobre obyczaje nakazują czasem odpowiedzieć komentującym...

  • Hush

    @Gaba oczywiście że nakazują, ale czas nie zawsze na to pozwala. Poza tym jedyne pytanie jakie do tej pory otrzymałam dotyczyło tego,  kiedy zamieszczę kolejną część, a tego niestety sama nie wiem. Bardzo sie cieszę, że podoba Ci sie moja historia.  Pozdrawiam

  • Gaba

    @Hush hmmmm śmiem się tak do końca z Tobą nie zgodzić, boć to chyba nie jest tak do końca "dziś pytanie i jutro odpowiedź". Bo też nie o to mi chodziło...... Ale! dzięki Ci choć za to! Pozdrawiam Cię więc i dalej twierdzę, że opowiadanie jest przefajne!

  • Lolissss

    Nie dość ze jej łamiesz serce to jeszcze mi :(( czekam szybko na kolejna!

  • Olaaa

    Kiedy kolejna?

  • Margo1990

    To sie porobiło😳. Czekam na kolejną część !!