Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

The Choice #6

CARL

Wróciłem do firmy, mam dość. Najpierw prosi żeby jej pomóc... Chronić... A teraz? Mark ją zabije, nie wieże że nie dokończy swojego dzieła. Jest mściwy, władczy i nie zna czegoś takiego jak sumienie. Przyjaźniłem się z Evie, wiem o nim więcej niż on sam o sobie. Przez te wszystkie lata, które Evie z nim spędziła słyszała tylko jedno zdanie: "Uciekaj zanim będzie za późno." i jest tak do dziś. Wściekła się na mnie gdy poruszałem jego temat, była i nadal jest zaślepiona miłością. Ale to ja ją kocham... I nie pozwolę znów jej skrzywdzić.  

EVIE

Mark prowadzi mnie przez salon, rozmawia przez telefon i chyba nie jest to przyjemna rozmowa. Z każdą sekundą coraz mocniej ściska moją dłoń wiem, że się denerwuje. Gdy nie mogę wytrzymać z bólu lekko syczę, spojrzał na mnie, zaciną zęby i poluźnił uścisk.  
-Nie zabijaj Carla. Ma gorzko pożałować, ale mi się jeszcze przyda więc ostrożnie. - powiedział patrząc mi w oczy. Coś w moim sercu pękło, kochałam Carla jak brata i on dobrze o tym wie. On nie mści się na nim tylko na mnie.  
Zrobiłam krok w tył gdy się rozłączył. Boję się co będzie teraz, znów będzie próbował mnie zabić?  
-Nie możesz tego zrobić. - powiedziałam cicho. On jedynie ułożył usta w szatański uśmiech podszedł do mnie i złapał za gardło.  
-Nie będziesz mi mówić co mogę. - mówi stanowczo po czym zbliża się na tyle że mogłabym go pocałować - Weź prysznic i idź spać, nie mam czasu na ciebie. - puścił mnie i wyszedł z domu. Dopiero gdy usłyszałam trzask drzwi wzięłam głęboki wdech.  
Ruszyłam schodami na piętro. Nic się tutaj nie zmieniło, nawet w jego sypialni na komodzie stoi nasze zdjęcie... Z tego pięknego dnia...  

"-Gdzie jedziemy? - zaśmiałam się poprawiając opaskę na oczach.  
-Nie dotykaj! To niespodzianka... - przyśpieszył lekko. Rozsiadłam się wygodniej w siedzeniu i spokojnie czekam.  
Gdy dojechaliśmy na miejsce pomógł mi wysiąść z auta i wyjść po schodach. Przez całą drogę się śmiałam, potykałam i marzyłam o ściągnięciu tej pieprzonej opaski.  
Po chwili mnie zostawił i kazał się nie ruszać, poszedł gdzieś i po paru minutach wrócił. Stanął za mną i mocno przytulił.  
-Możesz ściągnąć. - zrobiłam co kazał. Byliśmy gdzieś wysoko, na wieżowcu. Widoki stąd były piękne, szczególnie po zmroku. Przede mną stał stolik z dwoma krzesłami, nagle odezwały się skrzypce grające jakąś powolną muzyczkę. Stałam w osłupieniu i przyglądałam się temu wszystkiemu. - Odwrócisz się? - zaśmiał się. Zrobiłam to i zobaczyłam go klęczącego na jednym kolanie. - Już dawno powinienem to zrobić... Weszłaś do mojego życia przypadkiem, nawet nie wiem kiedy się zakochałem. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie... Bez ciebie i naszego dziecka. Zmieniłaś mnie, teraz mam dla kogo żyć. Chcę z tobą wychować naszą córkę, zrobię dla was wszystko i kurwa błagam nigdy mnie nie opuszczaj! Bez ciebie zwariuje... - słuchałam tego wszystkiego. Nie wiem co się dzieje, dopiero gdy sięgną do marynarki wyciągając malutkie czerwone pudełeczko w moich oczach pojawiły się łzy. - Wyjdziesz za mnie? - wyciągnęłam prawą rękę w jego stronę kiwając głową. Gdy założył pierścionek rzuciłam się na jego szyję.  
-Tak...  
-Kocham cię Evie."

-Tez cie kocham Mark. - powiedziałam sama do siebie. Weszłam do pokoiku, który miał należeć do naszego dziecka. Na białej komodzie stała ramka z zdjęciem USG. Zatkałam usta ręką i wybuchłam płaczem.

-Co tutaj robisz?! - wyrwał zdjęcie z moich rąk stawiając je na komodzie. Złapał mnie mocno za ramie i wyprowadził z pokoju zamykając je na klucz. Dopiero teraz spojrzał na moją twarz i lekko złagodniał. - Idź pod prysznic... - wziął coś z sypialni. Gdy wychodził rzucił "Postaram się być do wieczora." i wyszedł.  
Wzięłam prysznic, ubrałam jego koszulkę bo nie mialam tutaj swoich czystych ciuchów. Zeszłam na dół do kuchni, zrobiłam swoje ulubione kanapki i czarną mocną herbatę z cukrem. Usiadłam w salonie i rozsiadłam się wygodnie na sofie, zjadłam posiłek i czując zmęczenie położyłam się spać.  
Obudził mnie trzask drzwi, odruchowo wstałam poprawiając koszulkę, która ledwo zasłaniała moje nagie pośladki. Wyszłam ostrożnie z salonu i rozejrzałam się po korytarzu - nie było go nigdzie. Oparłam się o ścianę obok wejścia do kuchni. Stał przy blacie tyłem do mnie, w ręku trzymał nóż i oddychał ciężko.  
-Podejdź. - zdiwiłam się, że w ogóle wie o tym, że tu stoję. Zachowywałam się jak myszka, stawiałam kroki ostrożnie i ledwo oddychałam.  
Wyprostowałam się i podeszłam bliżej wciąż zachowując odległość komfortową dla mnie. Odwrócił głowę lekko w moją stronę i zmierzył mnie wzrokiem, automatycznie zacisną zęby i dłonie w pięść.  
-Nie miałam niczego...  
-Dobrze.  
-Nie jesteś zły?  
-Idź do sypialni. - odłożył nóż, wyminą mnie i szedł w stronę gabinetu. Zatrzymał się przy drzwiach na chwilę i odwrócił się w moją stronę - Ładnie Ci. - wszedł do środka. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się rumieniec i lekki uśmiech.  

MARK

Gdy zamknąłem drzwi za sobą odetchnąłem z ulgą. Jeszcze chwilę a nie pohamowałbym się żeby ją zerżnąć na stole w kuchni. W mojej koszulce bez niczego pod nią wygląda seksownie, tak jak ją zapamiętałem.  
Teraz mam wątpliwości co do niej. Wciąż działa na mnie tak jak przed pseudo zabójstwem, nie mogłem postąpić inaczej. Wściekłość jaka wtedy we mnie panowała szarpała każdym moim mięśniem, chodź ją kochałem jak nikogo na tym świecie skrzywdziła mnie...  

"-Szefie dowiedzieliśmy się gdzie ona jest. - zacisnąłem rękę na telefonie, jeszcze chwila a musiałbym jechać po nowy. - Ukryła ją u niego. Mam wziąć ludzi i jechać po nią?  
-I to jak najszybciej! Na co ty kurwa jeszcze czekasz?! - rozłączyłem się. Wstałem z fotela i podszedłem do okna. Evie wywiozła naszą córkę do swojego ojca, który jest szefem mafii a zarazem moim największym wrogiem. Zrobi wszystko żeby mnie zepsuć, nie źdiwiłbym się gdyby zabił moją małą księżniczkę.  
Evie jest głupia, uwierzyła w jego kłamstwa i zaufała mu. Mało tego, zdradziła wszystkie informacje na temat naszej działalności, jak się nie wymigam pójdę siedzieć do zasranej śmierci. Naraziła jeszcze około pięciu tysięcy moich ludzi i samą siebie. Usłyszałem dzwonek telefonu, od razu odebrałem przy okazji patrząc na godzinę. Stoję tak i rozmyślam dobrych kilkanaście minut.  
-Szefie, ja... Bardzo mi przykro. Maia nie żyje... - Carl mówił coś jeszcze przez telefon ale ja już nic nie słyszałem. Moja księżniczka umarła, moje serce znów pokrył lód, który roztopiła swoim uśmiechem. Nigdy nie zobaczę tych karmelowych oczu i nie usłyszę jej płaczu. Nie zapomnę jej śmiechu, który budził mnie o poranku gdy Evie kładła ją obok mnie. Taka malutka istotka zostawiła mnie, a ja nawet nie słyszałem z jej ust "tato". Łzy same cisną mi się do oczu ale nie mogę płakać, Evie musi ponieść karę. Ona o niczym nie wie i lepiej dla niej żeby się nie dowiedziała."

------------

Dawno mnie nie było bo miałam dużo nauki ale teraz mam koronaferie i postaram się często coś wrzucać.  

Dziękuję wszystkim czytającym, mam nadzieję, że się podoba.  <3

HIJALUCIFER111

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1422 słów i 7534 znaków. Tagi: #miłość #zemsta

Dodaj komentarz