Powrót królowej - prolog

Zatrzymałam się pośrodku placu, z zachwytem patrząc na górujący nade mną pałac, wodząc nieco rozmarzonym wzrokiem po niezwykłych zdobieniach fasady budynku. Mój wzrok powędrował w górę i zatrzymał się na powiewających w górze flagach: austro-węgierskiej i habsburgsko-lotaryńskiej. Uśmiechnęłam się szeroko, nawet z tej odległości rozpoznając każdy szczegół. Mogłam naszkicować flagę państwa właściwie z zamkniętymi oczami. I pewnie bym to zrobiła, mając nieco więcej czasu, ale nie, przecież stolicę musieliśmy zwiedzać na chybcika, z wywieszonym jęzorem, bo po co delektować się wspólnym wyjazdem?
- Idziemy? - usłyszałam tuż przy swoim prawym uchu zniecierpliwiony głos Pawła. Westchnęłam i spojrzałam na niego krótko.
- Oczywiście... - odparłam, chwytając go za rękę. Pociągnął mnie natychmiast między ludźmi w stronę bocznego przejścia do ogrodów. - Zrobiłeś chociaż jakieś zdjęcia?
- Po coś chyba mam ze sobą ten aparat, nie? Wiem, że przecież byś mi nie darowała, gdybym nie sfotografował świętego pałacu — odparł z przekąsem. Westchnęłam cicho, by nie dać mu kolejnego powodu do kłótni. I tak już miałam zszargane nerwy po poranku, kiedy musiałam kłócić się z nim właśnie o to wyjście. Cóż, mój ukochany nie lubił zwiedzać. Wolał siedzieć przy komputerze i grać. Ale skoro już pojechaliśmy do stolicy, należało obejrzeć siedzibę władcy, czyż nie? Choćby nawet i na zewnątrz, bo przecież "jaśnie wielmożny" pan Paweł ofukiwał mnie za każdym razem, gdy proponowałam jakąś atrakcję w czasie tego urlopu. Bo przecież on go wcale nie planował, to ja zmusiłam go do tego idiotycznego wyjazdu. I co z tego, że Wiedeń był piękny? Praca nie mogła przecież zaczekać...
- Dziękuję — odparłam i cmoknęłam go w policzek. Uśmiechnął się krzywo. Nie lubił też, gdy publicznie okazywałam mu czułość. Tak, mój chłopak był wybitnie trudny w obsłudze. I nienawidził stolicy. Cóż... Był jednym z niewielu, którzy wciąż narzekali. Tyle że on wciąż na coś narzekał. A to, że obiad za szybko, że za późno, że za mało i wciąż jest głodny, a w lodówce nic nie ma, chociaż oczywiście zawsze była pełna. A to, że moja praca nie jest zadowalająca i on musi pracować coraz więcej, by opłacić wszystkie rachunki i nasze rosnące potrzeby... Wróć, jego potrzeby, ale oczywiście do tego nigdy się nie przyznał... Bo przecież trzeba było kupić bio-kominek za kilka tysięcy, a potem jęczeć, że nas na nic nie stać i musi pożyczać pieniądze od mamusi. No ale cóż, jak sam powiedział, przecież to były jego pieniądze. A skoro chciałam jechać na urlop, to ja płacę. Ale ok, przemilczmy tę sprawę i tak było cudownie, pomijając tę jego zrzędliwość.
Prawie w podskokach weszłam na teren cesarskich ogrodów, rozglądając się wokół z coraz większą fascynacją i zachwytem. Prawie zerwałam z szyi Pawła nasz najnowszy, wcale nie taki tani, nabytek i pognałam przez ogrody, robiąc, jak szalona zdjęcia wszystkiego, co było dla mnie fascynujące, zostawiając zrzędę daleko w tyle. Gdzieś z tyłu głowy kołatała mi się niewyraźnie myśl, że mi się za to oberwie, ale w tamtej chwili kompletnie się tym nie przejmowałam. Zatrzymał mnie dopiero, gdy zmierzałam w stronę Glorietty, minąwszy pomnik Neptuna.
- A ty niby gdzie się wybierasz? - zapytał lodowatym tonem.
- Tam — wskazałam mu kierunek radośnie.
- Wiktoria — warknął. - Wiesz, że nie mamy na to czasu...
- To ty nie masz, bo dla ciebie ważniejsza jest praca, niż ja czy nasz związek — wypaliłam, nim zdążyłam pomyśleć. Ściągnął brwi, patrząc na mnie w milczeniu, po czym odwrócił się, schodząc w dół zbocza. - Paweł, zaczekaj! - krzyknęłam, ruszając za nim. - No stój, mówię...
- Po co? Przecież najwyraźniej jestem ci niepotrzebny — warknął, nawet na mnie nie patrząc. - Ale ok, rozumiem. Jeśli tak bardzo chcesz, możemy się rozstać. Zastanawia mnie tylko, jak sobie wtedy beze mnie poradzisz.
- Nie chcę się z tobą rozstawać! - wyprzedziłam go i zastawiłam mu drogę. Próbował mnie wyminąć, ale kiedy nie ustąpiłam, założył ręce na piersi i spojrzał na mnie wściekły.
- No więc słucham... Co masz mi do powiedzenia?
- Przepraszam. Źle to powiedziałam, po prostu chciałam, żebyś na mnie jeszcze chwilę zaczekał, przecież nic by się nie stało. Jesteśmy na wycieczce, tak czy nie? - spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
- Jesteśmy — prawie warknął. - Choć mówiłem ci, że mam kupę roboty i nie mogę teraz wziąć wolnego. Ale ty się głupio uparłaś. Jeszcze na dodatek wybrałaś miejsce najgorsze z możliwych! Dobrze wiesz, że nienawidzę Wiednia, więc naprawdę musiałaś przywlec mnie właśnie tutaj?!
Wzdrygnęłam się, kiedy krzyknął, a kilka schodzących z góry osób, spojrzało na nas zaciekawionych.
- Proszę... Nie kłóćmy się, dobrze?
- Czasami naprawdę jesteś upierdliwa — powiedział, patrząc na mnie wściekły, a mnie po prostu zatchnęło. Upierdliwa? Naprawdę? Po dwóch latach związku potrafił powiedzieć mi coś takiego? - Teraz na dodatek będziesz ryczeć? - zapytał, widząc wzbierające w moich oczach łzy. - Sama jesteś sobie winna. Ile to już razy prosiłem cię o zmianę? Ale przecież ty tego nie potrafisz...
- Więc dlaczego właściwie jeszcze ze mną jesteś? - zapytałam cicho, z trudem powstrzymując łkanie.
- Czasami sam się zastanawiam — mruknął i pociągnął mnie w stronę wyjścia. - I przestań płakać, jasne?
Kiwnęłam głową, pochlipując lekko i wytarłam nos wierzchem dłoni. Ten pieprzony wyjazd kompletnie nie był taki, jak go sobie wymarzyłam. Tyle że może trzeba było przykładać większą uwagę do słów Pawła, gdy mówił, że nienawidzi Cesarstwa?... Eh, głupia ja.
Wychodząc przez bramę pilnowaną przez gwardię cesarską, spuściłam głowę najniżej, jak tylko mogłam, by nikt nie widział moich łez, a mimo to i tak miałam wrażenie, że wszyscy mi się przeglądają i szepczą między sobą. Chociaż pewnie były to tylko moje przywidzenia. Zdaje się, że byłam niemożliwie zmęczona, jak za każdym razem po kłótni z Pawłem.
Taksówką wróciliśmy do motelu. Już nawet nie próbowałam protestować i ciągnąć go do Hoffburga. Nic by to nie dało, pewnie jedynie kolejną karczemną awanturę, którą ciężko bym potem odchorowała. Już teraz czułam, że potrzebuję co najmniej godzinnego pobytu w wannie z gorącą wodą, a taki luksus zapowiadał się dopiero po powrocie do domu. W pokoju motelowym, a właściwie łazience, zadowoliłam się jedynie gorącym prysznicem i umyciem włosów, którym się to należało po kilku godzinach łażenia po zatłoczonym mieście. Gdy wyszłam z łazienki, Paweł leżał już na naszym łóżku z nieodłącznym laptopem na kolanach. Nawet nie musiałam pytać, co robi. I tak wiedziałam, że znów pracuje. Przecież musiał nadrobić te stracony czas. Usiadłam obok niego, nie odzywając się.
- No mów — westchnął w końcu.
- Ale co? - zdziwiłam się, bo przecież nawet nie otwarłam ust, żeby się odezwać.
- Widzę, że chcesz coś powiedzieć... Obgryzasz skórki, chociaż doskonale wiesz, że tego nie znoszę — mruknął, patrząc na mnie z wyrzutem. Natychmiast schowałam dłonie pod uda i zapytałam:
- Dlaczego nienawidzisz Cesarstwa?
Westchnął i nie odrywając wzroku od wyświetlacza, powiedział:
- Mówiłem ci już wiele razy.
- Tylko że go nienawidzisz. Nigdy nie podałeś racjonalnych powodów, dlaczego tak jest.
- Wika, czy ty się słyszysz? - zirytował się, patrząc na mnie jak na totalną wariatkę. - I ty się uważasz za Polkę?!
- Nie musisz wrzeszczeć — powiedziałam spokojnie. - Oczywiście, że jestem Polką. A uważasz inaczej?
- Najwyraźniej ty tak uważasz, skoro zadajesz mi tak idiotyczne pytanie. Nienawidzę Cesarstwa z bardzo prostego powodu. Polska nie istnieje od jej ostatniego rozbioru.
- Nie musisz przedstawiać mi tu teraz naszej historii, doskonale ją znam. Jakbyś zapomniał, jestem historyczką.
- Raczej histeryczką — prychnął, kręcąc głową.
- Paweł... Mógłbyś być miły?
- Nie, kiedy jesteś taką idiotką — odparł. - I serio, nie pytaj mnie więcej, czemu żywię takie, a nie inne uczucia do Austro-Węgier.
- Oczywiście — kiwnęłam głową i położyłam się do łóżka. Jego słowa wyrwały w moim sercu kolejną dziurę. Niewielką, ale bolała jak cholera. I wcale nie chodziło o to, jak postrzegał ciągłą władzę Austrii, lecz o to, jak niewiele dla niego znaczyłam, podczas gdy on znaczył dla mnie wszystko...

Następnego dnia.
Weszłam do mieszkania, ciesząc się, że jesteśmy wreszcie u siebie i odstawiłam torbę do sypialni. Wszędzie pachniało waniliowym odświeżaczem powietrza, który akurat oboje ubóstwialiśmy.
- Znów nie zrobiłaś zakupów — powiedział Paweł, zaglądając do naszej dwuskrzydłowej lodówki. - Przecież tutaj nic nie ma.
Uniosłam brew, bo przecież przed wylotem robiłam spore zakupy i podeszłam do niego szybko. Zajrzałam mu przez ramię.
- Żartujesz? Jest pełno jedzenia! - zauważyłam, wskazując pełną zawartość.
- Ale nic, co lubię. Idź na zakupy — warknął. Westchnęłam.
- Sam idź, skoro potrzebujesz tych produktów...
Spojrzał na mnie ostro.
- To akurat jest twój obowiązek, leniu — wycedził przez zęby. - Sklep masz na dole, nic ci się nie stanie, jak pójdziesz. Może przynajmniej zrzucisz te zbędne kilogramy! Przypominam ci, że o tym również już rozmawialiśmy, a ty nic z tym nie zrobiłaś.
- Rozmawialiśmy również o wielu innych rzeczach, których ty nie raczyłeś wykonać — wycedziłam przez zęby, tracąc cierpliwość.
- Skoro tego nie zrobiłem, najwyraźniej uznałem je za nieistotne — powiedział i wypchnął mnie z kuchni. - Rusz się wreszcie, nie będę czekał cały dzień.
- Masz więc pecha, bo ja nigdzie nie idę! - wyrwałam się z jego uścisku i stanęłam przy ścianie. - Ja tam nic więcej ponad to, co jest w lodówce, nie potrzebuję, więc jeśli ty czujesz taką potrzebę, zasuwaj na dół. Tobie też się nic nie stanie, jak się przelecisz po schodach.
- Chyba kompletnie zwariowałaś! - prychnął. - Ja mam pracę! Wypierdalaj na zakupy!
- Nie — pokręciłam przecząco głową. - I jeśli sam nie zaopatrzysz się w produkty, za którymi tak płaczesz, to na mnie nie licz.
- Świetnie — warknął, ruszając do sypialni. - Jeśli chcesz się tak zachowywać, to śmiało, ale ja nie będę brać w tym udziału!
- Co robisz? - zapytałam nieufnie, patrząc, jak otwiera szafę.
- Wyprowadzam się, bo kompletnie nie nadajesz się na dziewczynę dla mnie — powiedział, a mnie zakręciło się w głowie. Nie wiedziałam tylko, że z radości, że to wreszcie koniec, czy raczej ze strachu, jak też teraz sobie ze wszystkim sama poradzę...


***

No dobrze, to mamy pierwszy rozdział, a właściwie prolog ;) O czym opowiadanie? O tym, co by było, gdyby... ;) Gdyby na świecie było nieco inaczej, niż jest teraz. Czyli gdyby nie było Pierwszej Wojny Światowej. Ani Drugiej. Zainteresowani? Zaintrygowani? Mam nadzieję ;) Zapraszam serdecznie do czytania. Mam nadzieję, że w trakcie pisania nie odejdzie mi wena twórcza i niczego nie spieprzę ;p

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i obyczajowe, użyła 2083 słów i 11484 znaków.

4 komentarze

 
  • agnes1709

    A ja czytam na odwrót, przegapiłam prolog. :lol2:

  • nefer

    Hej. Czekamy na przybycie Królowej. 😁

  • elenawest

    @nefer jasne, spokojnie 😘 pisze się

  • nefer

    Zapowiada się ciekawie. Lubię takie historyczno-fantastyczne eksperymenty. Tytuł zapowiada dodatkowe atrakcje,więc do dzieła. Dobrze przeprowadzona, dynamiczna charakterystyka bohaterów (Paweł moze odrobinę przejaskrawiony - kto wytrzymałby z takim dupkiem choćby pięć minut?). Jezyk, jak zawsze u Ciebie, dopracowany kilka zaimkow typu "jego" moźe bym wykasował" A teraz czekam na powrót Królowej.
    Pozdrawiam

  • elenawest

    @nefer niestety z takim dupkiem ją wytrzymałam 2 lata :-\ dziękuję serdecznie za miłe słowa :-D

  • Robert72

    Zainteresowany, zaintrygowany mam nadzieję że masz bardzo dużo weny twórczej czekam i chcę dużo części :bravo:

  • elenawest

    @Robert72 postaram się by było ich jak najwięcej :-D