Pociąg donikąd cz 8

Mam trzydzieści dwa lata, nie wiem, czy na tyle wyglądam, czy nie. Rodzice dali mi dużo uczucia, dzieciństwo miałam udane. Byłam jedynaczką. Świat kochał blondynki. Nie przypominałam ani BB, ani MM* ale brzydka nie byłam. Miałam powodzenie, ale czekałam na tego wybranego. Nie rozbudzałam swojej seksualności, więc nie miałam z tym problemów. Poznałam go, kiedy miałam niespełna dziewiętnaście lat. Ma na imię Scott. Chyba żyje. Przystojny chłopak z lekko kręconymi włosami. Taki co ma dziewczynę, jak tylko kiwnie palcem, ale ja widocznie wzbudziłam jego zainteresowanie, bo nie chciałam się umówić. Przyjechał na drugi dzień i przywiózł tuzin czerwonych róż. Następnego dnia drugi, tym razem białych. Poszłam z nim na kawę. W ciągu tygodnia pokończył swoje związki. W ciągu następnych dwóch tygodni nawet się z nim nie pocałowałam, chociaż po pierwszym już chciałam. Nie naciskał. Spotykaliśmy się codziennie. Studiowałam literaturę angielską. On robił różne interesy. Nie wszystkie legalnie. Miał forsę i wyglądało, że świat leży u jego stóp. Czasem widywałam go, nie tak dawne dziewczyny. Patrzyły na mnie jak na wroga. Robił wrażenie zakochanego. Po miesiącu pierwszy raz mnie pocałował, a właściwie ja chciałam na tyle, że już nie mogłam czekać. Za dwa dni przestałam być dziewicą. Był cudowny, opiekuńczy, radosny i pełen niespodzianek. Przez pierwsze trzy miesiące mieliśmy raj. Nie widział świata poza mną, a ja poza nim. Zapomniałam dodać, że nie mieszkałam wówczas w Zjednoczonym królestwie tylko w Hiszpanii. Gorące lato, cudowne niebo. Nie chciałam oglądać walk z bykami. Plaża, zachody słońca, wschody słońca. Wypady w Alpy na narty. Raj. Zaczęłam myśleć o małżeństwie, o dziecku. Cieszyliśmy się sobą. Chciał również, ale jeszcze nie teraz. Sądzę, że by szczery. Minął rok, a nasza sielanka trwała. Byłam pobudliwa i mieliśmy razem mnóstwo uciechy. Był jak najbardziej normalny. Nie palił, nie brał narkotyków, nie pił za dużo. Kiedy sądziłam, że moje życie to istna bajka, zobaczyłam go z rudą dziewczyną. Bardzo piękną, o jasnej cerze. Szłam własnie na spotkanie. Kiedy mnie zobaczyła, odeszła.

Simon miał przymknięte oczy i widział wszystko. Czuł zapach tego gorącego kraju.

— Kto to? — zapytałam.

— Dawna znajoma — odparł Scott.

— Tak przypadkowo się tu znalazła?

— Nie jesteś zazdrosna, najdroższa? Madryt jest wielki, a jednak mały. Była akurat w pobliżu...

— Ładna dziewczyna.

— Monique. Nietypowa jak na Hiszpankę. Rodzice pochodzą z Irlandii, to dlatego.

— To było coś poważnego?

— Skąd, kochanie. Pamiętasz, jaki byłem. Wybacz, że nie czekałem na ciebie.

— Mój Miś — szepnęłam.

Zamówiliśmy kawę i ciastka z kremem. Po kawiarni odwiedziliśmy sklepy. Kupił mi kilka drobiazgów. Miał Ferrari Testarossa i dwa motocykle, Ducati i Kawasaki. Trochę się bałam na początku, bo jeździł jak wariat, ale przywykłam.

Sielanka trwała.

Tydzień potem spóźnił się na spotkanie całe pół godziny. Nie mogłam się z nim połączyć.

— Ważny telefon od ojca. Coś ze zdrowiem. Chyba będę musiał pojechać na tydzień do Malagi.

— Ojciec mieszka z matką, może pojadę z tobą?

— Mama zmarła, przecież ci mówiłem.

— Prawda, zapomniałam.

— To nie jest najlepszy czas. Kiedy nie jest w dobrym zdrowiu, nie zachowuje się miło. Mam nadzieje, że dojdzie do siebie. Wspominał kiedyś przez telefon, że chciałby dożyć wnuków.

— To byłoby cudowne, mieć dziecko.

— Nie używamy zabezpieczeń i nic — zamyślił się.

— Wiesz, nie pomyślałam o tym. Ty odwiedzisz ojca, a ja zrobię testy. Jest pewnie wszystko w porządku.

— Dla równowagi też zrobię. Ma dobre układy w szpitalu w Maladze, to pewnie formalność.

Pojechał. Zrobiłam testy. I cały świat się zawalił.

— Mam przykrą wiadomość, pani Jurgensen, jest pani bezpłodna.

— Co! To jakaś pomyłka...

— Fizycznie wszystko w normie. Poziom hormonalny idealny. Nie wiemy dlaczego. Jajowody drożne. Macica wspaniała. Przykro mi, pani Jurgensen.

— Zapłodnienie in—vitro?

— Możemy spróbować, musi być mocna sperma.

— Znaczy dużo? Scott jest jak ogier — zarumieniłam się.

— Nie chodzi o ilość, a jakość. Zdolność poruszania, długość przetrwania w innych warunkach kwasowych. Człowiek jest niezwykłą istotą. Czasem jest wszystko idealnie i nic. W innych warunkach słaba kobieta, plemniki ledwo się ruszają i co rok prorok. Nie ma reguły. Może powiem inaczej, wciąż są wyjątki od reguły. Proszę przyprowadzić Scotta, zbadamy jego spermę.

Powiedziałam mojemu narzeczonemu, bo już całkiem poważnie myśleliśmy o ślubie, dopiero jak wrócił.

— To może jest pomyłka.

— Sprawdzali trzy razy. Doktor Silva powiedział, że może in vitro się powiedzie, o ile masz mocne plemniki.

— Nie mam pojęcia. W Maladze powiedzieli, że jestem płodny.

Dwa dni potem zbadali Scotta. Super dawca. Umieścili we mnie jego zarodki. Za dwa dni dowiedziałam się, że nigdy nie będę matką.

Był czuły, bo płakałam i czułam się zdradzona przez Boga i naturę.

Dwa tygodnie wprost nosił mnie na rękach.

Przebolałam stratę. Powiedział, że mnie kocha i tak. Wspomniał, o tym, że kiedyś adoptujemy jak będę bardzo chciała. Potem, nie dostrzegłam...

Kilka razy przekładał spotkanie, miał dużo pracy.

To stało się po czterech miesiącach. Mieszkałam u siebie, a on u siebie. Oczywiście czasem spaliśmy tygodniami u mnie lub u niego. Miałam być o trzeciej, przyjechałam o drugiej. Całował ją, zanim weszła do samochodu. Monique, z małym brzuchem, jakiś szósty miesiąc.

Weszłam do domu.

— Hej skarbie, przyjechałaś wcześniej.

— Dlaczego mnie oszukiwałeś. Który miesiąc? Piąty, szósty?

Posmutniał.

— Wybacz.

Strzeliłam go w twarz.

— Kłamca — powiedziałam blada. — jak długo to trwa?

— Długo. Wybacz, jest jak bluszcz. Omotała mnie.

— Przestań udawać. Kochasz ją?

— Kocham też ciebie.

— Też? Ile jeszcze jest takich?

— Za kogo mnie masz — uniósł się w lekkim gniewie.

— Sama już nie wiem. Powiedz mi prawdę, bo i tak widzimy się ostatni raz.

Złapał się za głowę.

— Sądziłem, że o niej zapomniałam, a ona o mnie. Wówczas, przed kawiarnią... Szukała mnie, pytała znajomych. Najpierw nie chciałem...

— Jest lepsza w łóżku? Daje ci w drugie drzwi — wykrzyknęłam.

— Uspokój się. Nie chodzi o seks.

— Aha, więc o co? Że może być matką?

— Jest inna. Nie taka jak ty. Nieprzewidywalna, drapieżna. Walczyłem, ale przegrałem. Wybacz.

I to było koniec. Trzy miesiące płakałam. Schudłam dziesięć kilogramów. Wyglądałam jak trup. Sądziłam, że umrę. Na co komuś dziewczyna co nie może dać dziecka? Siedziałam na ławce nad rzeką Manzanares i zastanawiałam się, czy podciąć sobie wieczorem żyły.

— Słabo wyglądasz — usłyszałam głos.

Facet miał dziesięć lat więcej ode mnie. Biła od niego siła, nie potrafię określić. Taki, któremu lepiej nie wchodzić w drogę.

Nie odezwałam się słowem. Odszedł. Po piętnastu minutach podszedł ponownie. Miał ze sobą kanapki, rybę wędzona, owoce. Jogurt, lody.

— Proszę wybrać.

— Nie jestem głodna.

— Jesteś. Mam na imię Roger. Roger Banister, jestem Anglikiem z Manchesteru, ale dużo podróżuję. Afryka północna, Europa, Ameryka Południowa.

— Tracisz czas, nie mogę mieć dzieci.


Aste, wybacz, że ci przerwę — rzekł Simon. — Powiesz mi wszystko? Czy ja mogę opowiedzieć ci trochę? Miałem dwie miłości a ty trzy. Dobrze się składa. Opowiem ci o Delli, a potem ty dokończysz o Rogere, a wówczas ja opowiem ci o mojej Beatrice.

— Dobrze Simonie, tak będzie sprawiedliwie i harmonijnie.

Simon zaczął jej opowiadać jak poznał Delle i potem jak w końcu sprowadził Axel do domu. Doszedł w swojej opowieści do momentu, kiedy robiły obiad i po niego przyszły.



Simon siedział za biurkiem i przelewał na papier swój projekt. Weszła Della. Każdy normalny facet zostawiłby wszystko i zaczął cos robić, widząc piękną dziewczynę ubraną tylko w jego rozpiętą koszulę. Widocznie młody mężczyzna nie należał do takich osób. Tym właśnie między innymi ją rozpalał, oczywiście Axel też.

— Zrobiłyśmy obiad.

— Dziękuję, zaraz przyjdę.

Della podeszła do niego. Wzięła jego dłoń i położyła na swojej intymności.

— Wcale na ciebie nie działam?

— Tak, oczywiście. Chcę skończyć i mamy jeść obiad.

Zielonooka puściła jego dłoń i wyszła zła z pokoju.

— Co się stało? — Axel od razu poznała, że coś się stało.

— Wkurzył mnie. Gdybym z nim nie spała, sądziłabym, że jest impotentem.

Opowiedziała jej przebieg krótkiej rozmowy. Brunetka się uśmiechnęła.

— I to cię złości? On taki jest. Praca, obiad. Poczekaj, wyciśniemy z niego wszystko.

Della popatrzyła na nią uważnie.

— Mówiłaś, że chciałaś najpierw sama, o ile rozumiem.

— To jest twój facet. Nie chcę sama, chcę z tobą. To będzie nowe doświadczenie.

— Dla ciebie to jest fan, a ja go kocham.

— Kochasz mnie, a z nim jest inaczej.

— Kocham cię, ale mam do niego uczucie podobnej siły. W miłości nie ma czasu i porównań, ale tak czuję. Wiem, że szybko, ale nic na to nie poradzę.

Popatrzyła nieco zaniepokojona.

— Nie przestaniesz mnie kochać?

— Nie, moja Jagódko — pocałowała ją w usta.

— Mówiłyście coś o obiedzie. Występujecie w takich strojach?

— Możemy bez — uśmiechnęła się Axel.

— Ja zostanę w tym — odparłem.

— Usiądź do stołu, a my podamy — rzekła Della.

— Nie gniewaj się, Dello.

— Musisz mnie mocno przeprosić i Axel też.

— Dlaczego mam przepraszać Axel?

— Bo mnie kocha, wiec jak ja cierpię to i ona.

— Jeżeli myślisz o tym, co ja, to nie wiem. Nie mam do niej takiego nastawienia jak do ciebie.

— Nie podobam ci się, tak? — brunetka posmutniała.

— Już mówiłem, że mi się podobasz. O ile pamiętam wspomniałyście, że pogadamy o tym po obiedzie.

— Dobrze, jesteś dokładny, a ja to szanuję — powiedziała Axel i wzięła wazę z zupą.

Obiad smakował doskonale. Nie czułem skrępowania. Della i jej kochanka posprzątały po obiedzie, a potem zniknęły na kilka minut.

— Umyłyśmy zęby.

— Rozumiem, też to zrobię.

Wróciłem za dwie minuty.

— To możemy teraz porozmawia? — zapytała Axel.

— Oczywiście — odrzekłem.

— Sprawa jest bardzo prosta — zaczęła brunetka — kochasz Delle, a ona ciebie. Ja ją kocham, a ona mnie. Nie chce z ciebie zrezygnować i już rozumiem i nie jestem przeciwna waszemu związkowi. Chciałbym cię. Nie mówię, że w czysto fizyczny sposób. Zaczynam coś odczuwać duchowo w stosunku do ciebie, ale widzę, że ty mnie odrzucasz.

— Wymagasz ode mnie czegoś trudnego, nie mówię niemożliwego. Byłem sam, a teraz jestem z Dellą. Nie umiem cię pokochać na zawołanie.

— Czym jej ustępuję?

— Axel, jak mam to wytłumaczyć?

— Dlaczego ją kochasz? Może i ja zdołam zdobyć twoje serce?

— Chcesz mojego serca, czy tylko miłości fizycznej?

— Ranisz mnie. Działasz na mnie, ale oczywiście, że chcę twojego serca.

— Nie wiem co zrobić. Mam wyobraźnię, ale tego nie widzę.

— Byłam w twoim ulubionym pokoju. Czuję tam tylko ciebie.

— Naprawdę?

— Chyba wiesz, że nie kłamię. Czy mógłbyś mnie zabrać do swojego świata?

Poczułem sie dziwnie. Nie kłamała. Chciała to poznać albo tak bardzo zależało jej, by znaleźć drogę do mojego serca.

— Potrafisz wyobrazić sobie pustkę? Znaleźć sie tam i zacząć tworzyć z niczego . Ja buduje zamek. Jestem nim i chcę tam zostać.

— Potrafię. Ale poza tobą chce mieć tam Dellę.

— Nie wiem, czy rozumiesz — rzekłem — potem kiedy już jestem zamkiem, tracę siebie. Jestem wszystkim, więc muszę być niczym.

— Rozumiem. Wszystko jest wówczas tak samo ważne, jak i nieważne. Chciałbym tak pokochać Dellę, jak i ciebie. Nauczysz mnie Simonie?

— A Della? — zapytałem.

— Pójdę z wami, bo was kocham. Co będzie dalej, nie wiem.

— Możemy tak zrobić? — zapytałem.

— Tak — odrzekły razem.

Patrzyłem na nie i rozmyślałem. Skoro tego chciały... Dlaczego jednak moja przyjemność, bo w pewnym sensie tak było, miała być pierwsza?

— Axel, czy nadal chcesz zdobyć moje serce?

— Oczywiście, sądzisz, że bawię sie tobą? Zapytaj Delle, jaka jestem.

— Czuję — odrzekłem. — Możemy spróbować.

Brunetka się uśmiechnęła.

— Mamy do ciebie prośbę, bo Della mnie rozumie w tym lepiej. Mógłbyś się całkowicie zaangażować w kochanie się z nami. Totalnie, całkowicie. Potem my spróbujemy spróbować wejść do twojego świata. Wierzysz nam, że zrobimy wszystko by tego dokonać?

— Wiem, że mówisz prawdę. Dlaczego Della milczy?

— Kochanie, nie chciałam wam przeszkadzać.

— Dziękuję. Muszę być szczery, wybacz mi Axel. Jesteś bardzo ładna, ale z jakiegoś powodu nie czuję do ciebie pociągu.


— Wcale? — zapytała bez gniewu.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2292 słów i 13252 znaków, zaktualizował 4 wrz 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto