Pociąg donikąd cz 2

— Ile masz lat, Lauro.

— Prawie siedem.

— Jesteś bardzo mądrą dziewczynką. Cieszę się, że cię poznałem. Czuję lekkie zmęczenie i muszę odpocząć. Powinnaś teraz wrócić do mamy. Jeżeli los będzie łaskawy, być może kiedyś jeszcze porozmawiamy.

Mężczyzna dostrzegł zawód na twarzy dziewczynki, ale chyba zrozumiała. Wstała i podeszła do niespełna czterdziestolatka. Zanim zdołał zareagować, pocałowała go w policzek.

— Dziękuję, że ze mną porozmawiałeś — rzekła i wróciła do mamy. Usiadła na jej kolanach, przesunęła swoje drobne ciało i usiadła na swoim miejscu przy oknie. Ku zaskoczeniu zarówno matki, jak i Simona odwróciła się i zaczęła patrzeć przez okno. Czterdziestolatek spojrzał z subtelnym uśmiechem podzięki w kierunku Glorii i zamknął oczy. Kiedy tylko to zrobił natychmiast powróciły obrazy sprzed kilku lat.

2010.

Gwar rozmów delikatnie przewalał leniwe fale pośród jego ostrych myśli, dzięki temu doznawał ukojenia. Przeczesał wzrokiem twarze jakby chciał mieć pewność czy nie zobaczy znajomej. Cappuccino wystygło, lecz wciąż pianka pływała na powierzchni. Czemu w ogóle tu przyszedł, przecież nie chciał dzisiaj widzieć nikogo. Czasem nachodził go stan, że ludzie go irytowali. Wówczas siedział w domu w kompletnej ciszy lub szło to głębiej, nurkował do najgłębszej części swojego basenu i siedział tam w ciemności jak długo mógł utrzymać oddech, a doszedł juz do siedmiu minut. Miał wielu przyjaciół różnej płci i wieku, lecz najlepiej się czuł w swoim świecie, gdzie istniał tylko on i to, co wykreowała jego wyobraźnia. Czasami żył w gorącym świecie z lawy, lecz częściej i chętniej przebywał w swoim kryształowym zamku lodu. Podczas młodości, tego czasu, kiedy musiał słuchać rodziców, wysyłano go na różne terapie, jednak żaden specjalista nie potrafił nawet w przybliżeniu określić powodu tych czasowych ucieczek w świat wyobraźni. Simon obdarowany niesamowitym intelektem i inteligencja geniusza już w wieku lat dwudziestu dwu prowadził małe biuro, wspomagając różne firmy. Zajmował się rozwojem wzrostu kreatywności. Mówił niewiele i często potrzebował krótkiego relaksu. Wówczas zamykał oczy i nie widział nic, pozostając w kompletnej ciszy. Bo o ile wyobrażenie sobie, w sensie usłyszenia, a nawet poczucia i posmakowania czegokolwiek nastręczało dla wielu kłopot, nie stanowiło żadnego problemu dla tego przystojnego młodego mężczyzny. Jednak on pragnął osiągnąć absolutne nic. Zbliżył się już do tego stanu, ale nie potrafił go utrzymać na długo.

Wiedział jednak, że to się kiedyś stanie, a ponieważ miał tego świadomość nie mógł zrobić niczego, by temu zapobiec. Gdyby temu zapobiegł prawdopodobnie istniejący świat przestałby istnieć, a obciążony taką odpowiedzialnością nawet nie próbował. Wypływało to z czystej empatii.

Postrzegał inaczej niż inni. Nie widział tyłka, piersi czy nawet oczu. Nie dostrzegał również całości, rodzaju chodu, czy sposobu gestykulacji. Nie z początku. Widział inaczej. Teraz? Co takiego dostrzegł?

Dzikie fale rozgrzanej miedzi.

Gorące latte płynęło wolno w dół, kierowane bezduszną siłą grawitacji, lub czymkolwiek to było, niby leniwa pełzająca chmura, podczas bezwietrznej pogody, osiadła bezgłośnie na jego jasnobeżowych spodniach, ale nie tylko to się działo. Gdyby nie wyciągnął dłoni z pewnością jej ciężkie złotokasztanowe włosy spotkałyby betonową posadzkę, składając pokłon u jego stóp.

— Och, jasna cholera, o coś się potknęłam — głos miała kojący i o smaku lipowego miodu.

— Dziwne — rzekł — powinien być gryczany.

— Przepraszam, że zalałam twoje spodnie. Zapłacę za pralnię.— nawet nie zwróciła uwagi co powiedział.

— Drobiazg, to się musiało stać.

— Nie jesteś nawet wściekły? Co powie twoja dziewczyna, na którą czekasz?

— Co powie twoja dziewczyna, na którą czekasz. — odrzekł.

Jej twarz, a raczej spojrzenie wskazywało, że całkiem się pogubiła.

— Dlaczego powtarzasz moje słowa?

— Nie zupełnie, pytałaś to odpowiedziałem.

— Zaraz, znasz mnie sekundę i skąd wiesz, że mam dziewczyną, z która się tutaj umówiłam? — jej odpowiedź sugerowała, że jest bardzo bystra i uważna.

— Tak już mam, że coś wiem.

Uspokoiła się i popatrzyła na niego w duchu sierpniowego południa.

— Jesteś pierwszym chłopakiem, który mnie zainteresował.

— I dlatego musiałaś mi oblać kawą spodnie? — zapytał z tym samym beznamiętnym wyrazem twarzy.

— Żartujesz, prawda? Oczywiście, że zrobiłam to przypadkowo.

— Nie istnieją przypadki, wszystko jest ustalone — odrzekł.

Popatrzyła na niego bardzo wyraźnie, jakby chciała dostrzec detale, ale głównie szukał czegoś w środku, pozornie niewidzialnego. Dopiero teraz dostrzegł, że jest bardzo ładna. Widocznie musiała to odkryć, ten specyficzny rodzaj spojrzenia, bo zapytała.

— Czemu tak patrzysz?

— Jak na lesbijkę jesteś ładna.

Z miejsca spochmurniała.

— To stereotyp, że lesby sa grube, o krótko obciętych i pofarbowanych włosach i że są brzydkie, jak noc listopadowa. Dopiero jak zobaczysz moją dziewczynę to się zdziwisz, jaka jest piękna.

— Nie jest piękniejsza od ciebie, co nie zmienia faktu, że plama kawy niezbyt dobrze koreluje z beżem bawełny, a noce listopadowe bywają piękne.

— To, co mam zrobić? Wypiorę, obiecałam. — pominęła wstawkę o deszczowej i wietrznej porze roku.

— Możesz dać mi swoją spódnicę, masz pod spodem majtki, mniemam?

Popatrzyła znowu, jeszcze dziwniej.

— Mam ci oddać spódnicę? I co będę paradować z gołą dupą przy wszystkich?

— Masz majtki i chodzisz na plaże?

— Jest różnica między kostiumem plażowym a bielizną.

— To zależy od punktu widzenia i raczej nastawienia psychicznego zarówno obiektu, jak i obserwatora.

Spojrzała krótko, kolejny raz pomijając jego zbyt głębokie i filozoficzne odpowiedzi.

— Zrobię to, a ty zdejmiesz spodnie i to tutaj, nie w łazience, stoi?

— Wolę ten wybór niz pokazać się w poplamionych spodniach. — chciał zrobić uwagę odnośnie do jej ostatniego słowa, ale uznał, że to byłoby niesmaczne.

— Ludzie będą patrzeć... — błaganie zastygło na jej licu.

— I tak patrzą. Na niebo, kwiaty i na innych.

Uśmiechnęła się zupełnie szczerze.

— Nie założę brudnych spodni.

Masz ładne nogi i zgrabną pupę, nie masz się czego wstydzić i spokojnie zostać w bieliźnie.

— Ale wezmą cię za pedała jak założysz spódnicę.

— Szkoci tak chodzą i nie ma problemów. Dlaczego wyrażasz się wulgarnie o swoich kuzynach? Poza tym nie zwracam uwagę na opinię innych. Oni zwykle liczą sie z moimi. Nie zwróciłaś uwagi, że twoja spódnica jest w szkocką kratkę?

— Dobra, wariacie. — uśmiechnęła się szczerze.

— Jestem bardzo normalny.

— Mam na imię Della.

— Simon.

Wstała i zdjęła spódnicę. Miała śliczne białe majteczki z delikatną koronką na brzegu. Usiadła.

— Teraz twoja kolej — powiedziała ciszej.

Simon wstał, zdjął spodnie i założył spódnicę.

— Masz wąskie biodra, dobrze, że ma plisy.

Kątem oka dostrzegł ładną brunetkę kierującą kroki w ich kierunku.

— Co ty odpierdalasz, Della?

Miedzianowłosa pokazała wszystkie swoje równiutkie ząbki.

— Simon to jest Axel. Axel to jest Simon.

— Cześć. Siadaj i wyluzuj. — odrzekł.

— Czyj to był pomysł?— Mars nie schodził z buzi brunetki.

— Zrządzenie losu — odrzekł Simon.

— Miałyśmy się tu spotkać, a nie robić przedstawienie. — nie odpuszczała.

— To właśnie miała powiedzieć — Simon spojrzał na Delle.

— O kurwa, ty jesteś jakimś wizjonerem — gapiła się na chłopaka, zupełnie zapominając o obecności Axel.

— Masz zamiar tylko z nim gadać — brunetka skrzywiła swoje usta.

— Już się wyłączam, jeżeli chodzi o mnie, to powiedziałem już tyle, ile zwykle mówię przez tydzień. Miłej randki.

Axel wstała z wyrazem triumfu na twarzy i pociągnęła dłonią swoją dziewczynę.

— Poczekaj skarbie, ma moją spódnicę, a ja jego spodnie. Zalałam niechcący kawą i obiecałam wyprać.

Simon uniósł wskazujący palec do góry, a Della z pewnością musiała mieć fenomenalną pamięć.

— Dobra, to było zrządzenie losu.

Wyciągnęła notes, napisała coś szybko i wsunęła zwinięty papier do kieszeni jego ładnej koszuli.

— Co ty wyprawiasz? — twarz Axel znowu przypominała niebo przed burza.

— Dałam mu swój numer, jak inaczej wymienimy ubrania?

— To facet powinien dać kobiecie swój numer.

— Pamiętasz, że dzisiaj ty jesteś kobietą — szepnęła słodko Della.

Szatyn już zaczął przenosić się w głębię swojego umysłu, ale musiał jeszcze chwile poczekać, ponieważ nagle poczuł wilgotny pocałunek, niebezpiecznie blisko ust, właściwie Della dotknęła lewego koniuszka jego nieźle skrojonych ust. Spojrzał tylko krótko na śliczną twarz z zielonymi, wielkimi oczami, pasującymi do miedzianych brwi i nie umalowanych, o podobnym kolorze rzęs i oczywiście dostrzegł wybuch furii na twarzy prawie równie ładnej brunetki. Miał racje, Axel nie była ładniejsza od Delli, przynajmniej w jego ocenie. Dziewczyny odeszły. Della nie miała już latte, a Axel nie dała jej zamówić drugiej. Nie zwracał uwagi na spojrzenia innych. Po chwili przestał o tym pamiętać, że ma na sobie spódnicę.

Wszedł do wodospadu. Kaskady spienionej wody uderzały o jego ciało, lecz po chwili nie czuł i tego. Dostrzegał porośnięte trawą, krzakami i drzewami skalne wzniesienie, a poniżej rozpościerało się lazurowe jezioro, bo stał na występie skalnym około dziesięć metrów ponad taflą. Nie miał czasu na analizę, bo potrzebował tego. Ryzykował. Siłą rozpędu zanurzył się kilka metrów, lecz zanim zaczął wypływać, wypuścił powietrze. Zatrzymał się kilka metrów pod powierzchnia i począł kierować ku skalnemu dnu. Poczuł gołymi stopami lity granit, delikatnie tylko obrośnięty mchem. Usiadł i położył dłonie na kolanach. Obserwował kamieniste dno i poczuł, że zaczyna znikać. Nie dano mu dotrzeć do stanu całkowitego rozproszenia. Coś gwałtownie go szarpnęło do góry i nagle, już całkiem suchy znalazł sie ponownie w kawiarni.

— Wszystko dobrze? — Della szarpała go za ramiona.

Popatrzył na nią, jakby nigdy wcześniej jej nie widział.

— Jestem suchy, dziwne.

Jej miedziane brwi zbiegły się do środka i pokręciła swoją słodko wyglądającą główką. Miała na sobie szorty, należące do Axel. Brunetka siedział teraz za kierownicą, bo nie chciała wzbudzać sensacji, chociaż jej majteczki przypominały typowe męskie bokserki. Widział ich kolor, a nie mógł jednak dostrzec kto je uszył.

— Teraz nie dzwoń, przez jakieś trzy godziny, muszę ją jakoś udobruchać, nie wiedziałam, że jest taka zazdrosna o faceta. — dotarł do niego głos Delli.

— Telefon? Dzisiaj nie będę nigdzie dzwonił. — patrzył na nią z niezrozumieniem w oczach.

— Dobrze sie czujesz — zapytała lekko zaniepokojona.

— Tak, lepiej już idź, bo odjedzie bez ciebie.

Zareagowała szybko i logicznie.

— To wrócę taksówką.

— W spodenkach nie masz pieniędzy, a ja ze swoich wyjąłem przezornie portfel — położył go na stole.

— Mam w torebce pieniądze i karty — rzekła przytomnie.

— Ale ona jest teraz w wozie i pojedzie z Axel. Idź już.

Zrobiła smutną minę i odwróciła się na pięcie.

— Miałem dzisiaj odpocząć od nich — szepnął do siebie, kiedy odeszła.

Zostawił trzy funty więcej na stoliku i wstał. Za czterdzieści minut siedział już w swoim pokoju. Tym specjalnym bez żadnych sprzętów.
*
Axel jednak czekała, nie zostawiłaby przecież swojej miłości na pastwę tego drapieżnego szatyna.

— Dziwny facet — rzuciła oschle, gdy Della zapięła pasy w jej dwuletnim Volvo S 40.

— Nie bądź zła. Miałam tak po prostu odejść? To eleganckie mężczyzn. Sam zaproponował zamianę.

— Bardzo dziwny facet — powtórzyła Axel.

Zielonooka próbowała ukryć, że sama zaczęła myśleć o przystojniaku. Nie chodziła o jej tylko o urodę, chociaż nie mogła tego przeoczyć. Nie wyglądał na transgendera i z pewnością na jakiegoś odmieńca, ale normalny facet nie decyduje się i to praktycznie bez zastanowienia, by włożyć damską spódnicę — pomyślała.

Jakkolwiek nie odebrała go jako dziwnego, raczej fascynującego na tyle, że cała drżała w środku, dlatego pragnęła jak najszybciej znaleźć się w ramionach brunetki. Nie o ramiona chodziło, ale Della nie chciała zajmować się teraz drobiazgami.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2132 słów i 12866 znaków, zaktualizował 19 sie 2020.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Somebody

    Napisane w porządku. Temat inna sprawa - nie mój klimat   ;)

  • AlexAthame

    @Somebody Dzieki :)