Pęknięty diament — rozdział 30

Caterina

Ślub zszedł obecnie na dalszy plan, ale jego organizatorka na pewno nie. Po kolejnej rozmowie z Mattem ostatecznie zdecydowaliśmy się go przełożyć . Nie był zadowolony, ja zresztą też nie, ale nie wyobrażałam sobie siebie na ślubnym kobiercu, udającej szczęście, kiedy wszystko wokół się sypało. W dodatku już ustaliliśmy, że Prue zostanie zwolniona, więc postanowiłam załatwić obie te rzeczy jak najszybciej. Odruchowo chciałam zwolnić ją smsem, by więcej jej nie oglądać, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie. Zapytałam ją, czy może mi poświęcić parę minut któregoś dnia. Odpisała dość szybko. Oczywiście się zgodziła, a ja zastanawiałam się, czy czegokolwiek się spodziewała.
Choć ostatnio mój wygląd był dla mnie najniższym z priorytetów, tym razem porządnie się ogarnęłam, chcąc wyglądać na pełną życia i szczęśliwą. Prue nie musiała wiedzieć, co tak naprawdę obecnie się działo w życiu moim i Matta. Pomalowałam się, by ukryć bladą i zmizerniałą cerę, po czym wyszłam z domu. Dobrze się składało, że Matta akurat nie było, więc nie musiałam się tłumaczyć. Byłyśmy z Prue umówione przed kawiarnią — może liczyła, że wejdziemy do środka i napijemy się kawy, ale ja chciałam załatwić to szybko. Specjalnie podkreśliłam, żeby czekała przed kawiarnią, a nie w środku, bo chciałam jedynie zaznaczyć punkt spotkania, a nie spoufalać się nad filiżankami kawy. Zastanawiałam się, co poczuję, gdy ją zobaczę. Nigdy nie darzyłyśmy się sympatią — teraz nie było mowy nawet o tolerancji, przynajmniej z mojej strony.
Gdy dotarłam na miejsce, już na mnie czekała. Jak zwykle nienaganna, ubrana w sukienkę za kolano i płaszcz. Usta ułożyła w ten delikatny, profesjonalny uśmiech, którego tak nienawidziłam.
— Witaj, Prue — powiedziałam delikatnie, stając przed nią i starając się w miarę możliwości zachować trzeźwość umysłu, choć w środku aż cała zapłonęłam wściekłością. Patrzyłam na jej idealnie ułożone włosy i pomalowane usta. Usta, którymi całowała Matta. Mojego Matta. I jeszcze miała czelność patrzeć na mnie i udawać, że chce urządzić mi idealne wesele.
— Cześć. — Uśmiechnęła się delikatnie. — Wejdziemy do środka?
— Nie ma takiej potrzeby. — Wyprostowałam się, czując, jak strzelają mi kręgi. — Chciałam ci tylko powiedzieć, że nie będziemy dłużej korzystać z twoich usług. — Bacznie obserwowałam jej reakcję.
Wyglądała na zaskoczoną. Zamrugała gwałtownie.
— Rezygnujecie ze mnie?  
— Owszem. To pierwszy raz, gdy zdarza ci się coś takiego? — Uśmiechnęłam się, w środku dalej trzęsąc się z wściekłości.
— Jeśli mam być szczera… to tak, pierwszy raz. — Zacisnęła palce na torebce. — Mogę wiedzieć, co was popchnęło do takiej decyzji?
— Myślę, że chyba sama doskonale to wiesz, Prue. — Prawie nie oddychałam, usiłując nadać mojemu głosowi zblazowany ton.
— Przepraszam, ale mam dziwne wrażenie, że nie zostałam wtajemniczona. — Zmarszczyła brwi. — O czym mam wiedzieć?
Jej udawana niewiedza dotknęła mnie do żywego. Miałam ochotę ją spoliczkować. Jak zwykle niewinna, delikatna, profesjonalna Prue. Wciąż na taką się kreowała, brnęła w kłamstwo. Może myślała, że się wycofam, gdy będzie grała taką cnotkę.
No cóż, musiała się rozczarować. Postanowiłam wyłożyć kawę na ławę.
— Może zapytam inaczej — rzuciłam lekko. — Czy to pierwszy raz, kiedy całujesz czyjegoś narzeczonego?  
Prue gwałtownie wciągnęła powietrze. Przez chwilę miałam wrażenie, że się zapowietrzyła, bo milczała. Gapiła się na mnie i najwyraźniej nie wiedziała, co powinna odpowiedzieć.  
— Czyli ci powiedział… — Westchnęła ciężko. — Cat, posłuchaj… — Zamilkła, przygryzając wargę. — Ja…
— Tak? — przerwałam jej, w końcu mogąc dać upust swojej wściekłości. — Co: ty? Żałujesz? Przepraszasz? Znowu będziesz się kajać, byle nie stracić zlecenia? Niech zgadnę, to był błąd. Byłaś pijana. Tak bardzo przepraszasz, nie wiesz, co się stało… — rzucałam ironicznie. — Wiesz co? Gówno mnie to obchodzi — wysyczałam przez zaciśnięte zęby. — Nie wiem, co chciałaś tym osiągnąć, ale powiem ci jedno, Prue: nie udało ci się to.
Myślałam, że po wypowiedzeniu tego, co we mnie siedziało, poczuję ulgę, ale stało się wręcz przeciwnie — byłam jeszcze bardziej wściekła. Prue wyglądała, jakby dostała w twarz. Ręka wciąż mnie świerzbiła, by faktycznie jej przywalić, ale wzięłam parę głębokich wdechów, by się opanować.
— Rozumiem, że jesteś wściekła, ale… to był tylko jeden pocałunek. Zresztą… — Potarła dłonią czoło. — Ciężko nazwać to w ogóle pocałunkiem. Nie planowaliśmy tego. — Zrobiła krok w moją stronę, ale szybko się wycofała. — Nie chciałam… Naprawdę nie chciałam niczego popsuć w waszym związku.  
— Nie planowaliście? — Nie mogłam wytrzymać i roześmiałam się. — No, to rzeczywiście rozwiązuje sprawę! Jakbyś się z nim przespała, to też byś się usprawiedliwiała czymś takim?
— Cat, nie sądzę, żeby kiedykolwiek mogło do tego dojść. To był błąd, jestem tego świadoma. — Spuściła głowę. — Sama chciałam zrezygnować ze zlecenia, ale macie tak mało czasu i… Postąpiłam głupio, więc przepraszam.  
— Och, jakaś ty troskliwa — odezwałam się przesłodzonym tonem. — Martwiłaś się o nasz idealny ślub. Naprawdę, miód na moje serce. Jak to dobrze, że zatrudniliśmy kogoś, kto tak o nas dba. Jesteś prawdziwą profesjonalistką, Prue. Szczególnie podtrzymywanie relacji z klientem wychodzi ci najlepiej.
Zacisnęła usta, a jej ciało dawało jasny sygnał, że najlepszym rozwiązaniem byłaby ucieczka.  
— Cat, naprawdę przepraszam — powiedziała niepewnie. — Zazwyczaj nie popełniam błędów, więc jest mi wstyd. Proszę… — Przymknęła na chwilę powieki, biorąc wdech. — Wiem, że proszę o coś prawie niemożliwego, ale… mogłabyś nikomu nic o tym nie mówić?
Prawie wytrzeszczyłam na nią oczy, w środku przeżywając cały wachlarz emocji. Prue była bezczelna. Nie, to było niedomówienie. Nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa na jej zachowanie. W ostatniej chwili powstrzymałam się przed odruchowym dotknięciem brzucha, czując gdzieś w głębi ostry ból. Prue nie miała pojęcia, co przez nią straciłam. Jaką cenę zapłaciłam za kłamstwa jej i Matta. Miała czelność jeszcze mnie o coś prosić?  
Oczy zaczęły mnie szczypać, poczułam, że za chwilę się rozpłaczę, ale zamrugałam gwałtownie, osuszając powieki.  
— Naprawdę myślisz, że twoje przeprosiny cokolwiek mnie obchodzą? — W moim głosie nie było już wściekłości, bo byłam zbyt zajęta powstrzymywaniem łez. Chciałam już stąd zniknąć. — Nie wiem, czego chciałaś, czym się kierowałaś, ale niczego nie zepsułaś. Za bardzo się kochamy, byś mogła tym jednym pocałunkiem wejść w nasze życie. — Kłamstwa. To było dalekie od prawdy, ale nie mogłam dać jej tej satysfakcji. Patrzyła na mnie dużymi oczami i wyraźnie czekała na odpowiedź. — Nie będę tego rozgłaszać — powiedziałam w końcu, a ona gwałtownie odetchnęła z ulgą. — Ale, Prue… — Podeszłam do niej, patrząc jej prosto w oczy. — Mam wielką nadzieję, że sumienie będzie gryzło cię do końca życia. — Po tych słowach odwróciłam się i odeszłam, a łzy trysnęły z moich oczu niemal natychmiast. Powtarzałam sobie jednak, że to już koniec. Już nigdy więcej jej nie zobaczę. Matt — oby — też nie.



Matthew

Najtrudniejszy był pierwszy krok, ale mieliśmy już go za sobą, więc teoretycznie powinno być łatwiej. Oboje się staraliśmy i pracowaliśmy nad wybaczeniem sobie, zbliżeniem się na nowo, ale bywały takie dni, że negatywne emocje brały górę i nie szczędziliśmy sobie przykrych słów. Nie były to kłótnie, ale normalna rozmowa też nie. Powoli okazywanie czułych gestów stawało się na powrót normą, jednak wciąż zdarzały się chwile, kiedy Cat mnie odtrącała. Było ich zdecydowanie mniej niż kiedyś, ale nadal były i nadal bolało.
Zasypianie w swoich ramionach na nowo stało się naszą rutyną, Cat wróciła do pracy i wydawałoby się, że wszystko jest na dobrej drodze, ale cały czas obawiałem się, że zaraz wszystko runie. Robiłem, co mogłem, byle tylko do tego nie doszło. Zabierałem Cat na spacery, podczas których głównie milczeliśmy, ale liczyło się to, że byliśmy razem i trzymaliśmy się za ręce. Czasami oglądaliśmy wieczorami filmy, tuląc się do siebie na kanapie i zajadając popcorn. Czasami było prawie tak jak kiedyś. Cat postanowiła wykorzystać wiedzę, którą nabyła na kursie makijażu i zaczęła od malowania koleżanek w domu, którym potem robiła zdjęcia, a te wrzucała do internetu. Musiałem się przyzwyczaić, że nie byliśmy już całymi dniami sami.
Któregoś razu, gdy wróciłem ze zlecenia, Cat znowu kogoś malowała. Już od drzwi widziałem porozkładane kosmetyki na komodzie i ławie. Poszedłem się przywitać, żeby nie wyjść na gbura. Na wysokim krześle przy oknie siedziała moja siostra, ubrana w obcisłą granatową sukienkę z dekoltem, którego nie chciałem oglądać. Cat stała przy niej z pędzlem w jednej ręce i jakimś pudełeczkiem w drugiej.
— Cześć — powiedziałem, podchodząc do nich i musnąłem ustami policzek Cat.
— Cześć — odpowiedziała mi, zajęta szpachlowaniem twarzy Mel. — Tylko nie całuj siostry, bo zniszczysz moje dzieło.
— Nie bój się, nie zamierzam.
— Nie kochasz mnie już, braciszku? — zapytała Mel, nawet na mnie nie patrząc.
— Nie, kiedy jesteś prawie naga u mnie w salonie. Będę musiał wydłubać sobie oczy. Chyba nie wybierasz się nigdzie w takim stroju?
— Nie żeby to była twoja sprawa, ale idę na randkę — odpowiedziała i w końcu na mnie spojrzała. — Z Jakiem.
Mel uważnie mnie obserwowała, a ja zacisnąłem tylko szczękę, żeby czegoś nie powiedzieć. Była dorosła i nie mogłem jej niczego zabronić. A o tym, że Jake mógł być największym błędem jej życia, będzie musiała przekonać się sama.
— Nic nie powiesz, Matt? — Mel nie dawała za wygraną.
— Nie powie — powiedziała Cat rozbawionym tonem. — Choć w środku pewnie aż płonie z wściekłości.
Spojrzałem na Cat i przez chwilę obserwowałem, jak posługuje się pędzelkiem, precyzyjnie nakładając coś na twarz mojej siostry, po czym westchnąłem.
— Idę się przebrać — rzuciłem i zostawiłem je same.  
Ledwo przekroczyłem próg sypialni, usłyszałem pytanie Mel:
— I jak jest między wami?
Zostawiłem lekko uchylone drzwi, oparłem się o ścianę i czekałem na odpowiedź Cat.
— Sama nie wiem. Niby lepiej. Ale… To nie to samo, co było kiedyś. Nie wiem, czy to jeszcze wróci.
— Cat, daj sobie czas. Daj go wam. — Nagle ściszyła głos. — Ale chyba zwolniliście tę sztywniarę?
— Oczywiście. Wszystkim się zajęłam.
— Wiesz, Matt nadal tak na ciebie patrzy. Jak kiedyś.
— Mel… — Cat ciężko westchnęła. — Chciałabym w to wierzyć, ale…
— To po prostu uwierz. Nie roztrząsaj tego.
— Mel, on całował się z inną. Ktokolwiek to zainicjował, stało się. Nie potrafię wyrzucić tego z pamięci.
— Ale nie patrzyłby tak na ciebie, gdyby cię nie kochał.
— Gdyby mnie kochał, nie okłamywałby mnie. — Cat zamknęła coś z głośnym trzaskiem. — No, gotowe. Wyglądasz pięknie. Będziesz musiała zbierać z podłogi szczękę Jake’a.
Odepchnąłem się od ściany i poszedłem w końcu się przebrać. Co musiałem jeszcze zrobić, żeby Cat uwierzyła, że nadal ją kocham? Żałowałem, że podsłuchałem tą rozmowę. Mój w miarę dobry humor zniknął bezpowrotnie.  
     
     

Caterina

Pomalowałam Mel na randkę z Jakiem i mogłam w końcu uznać, że mój szybki kurs makijażu nie poszedł na marne — byłam naprawdę zadowolona z rezultatów. Zapytałam ją, czy mogę zrobić jej parę zdjęć, by wstawić je później na Instagrama w ramach reklamacji moich nowych “usług”. Przytaknęła zachwycona i zaczęła się wdzięczyć niczym profesjonalna modelka. Po wszystkim ucałowała mnie i wybiegła, cała w skowronkach, a ja z uśmiechem zaczęłam sprzątać kosmetyki i cały bałagan. I tak musiałam zaraz wychodzić, bo byłam umówiona do ginekologa. Nie pamiętałam, czy wspominałam o tym Mattowi, więc poszłam jeszcze chwilę z nim porozmawiać, ale on nagle gwałtownie przycichł, więc dałam sobie spokój z gadką szmatką. Powiedziałam mu, że wychodzę, a on nawet nie zapytał dokąd, więc po prostu wzięłam torebkę i wyszłam, czując się dziwnie pusta w środku.
Stresowałam się wizytą, ale okazało się, że wszystko było już w porządku — macica była dokładnie oczyszczona, wszystko się zagoiło. Ironia losu.  
— Szyjka macicy się już zamknęła, nie krwawi pani… Wszystko wygląda dobrze. — Usłyszałam pokrzepiający głos lekarki.
Uśmiechnęłam się do niej blado, a ona dodała:
— Nie widzę przeciwwskazań, jeśli chodzi o aktywność seksualną. Oczywiście, to całkiem indywidualna sprawa, ale fizycznie nic pani nie dolega.
Aktywność seksualna… Kiedyś tak obecna w moim życiu — teraz te dwa słowa podziałały na mnie jak kubeł lodowatej wody. Wcześniej o tym nie myślałam, ale nagle zalały mnie tysiące myśli — czy Matt i ja jeszcze kiedyś będziemy choć w połowie tak blisko, jak kiedyś? Czy jeszcze kiedykolwiek pójdziemy do łóżka bez bólu czy skrępowania? Nie chodziło o samo poronienie. Za dużo rzeczy nas teraz dzieliło. Nie mogłam nawet o tym swobodnie pomyśleć, bo przed oczami zaraz miałam Prue i miałam ochotę w coś uderzyć. Chyba nie zdołam wymazać jej obrazu z mojego umysłu, już zawsze tam będzie, jak przeszkoda, której nie można obejść.
Zresztą… czy Matt w ogóle jeszcze mnie chciał? Nie zamierzałam się nad sobą użalać i zastanawiać się, czy moja atrakcyjność spadła — nie, to były czysto logiczne rozważania. Jeszcze do niedawna wiedziałam na sto procent, że go podniecam i że wystarczy chwila, by oddać się wzajemnemu zapewnieniu. Ale czy to uczucie nadal istniało? Czy ten płomień namiętności wciąż tam był? Nawet, jeśli Matt sam tego nie wiedział, coś pchnęło go do Prue i być może miało rozwalić nasz związek również na tym fizycznym poziomie.
Gdy wróciłam do mieszkania, zapadał już wieczór. Matt siedział przed telewizorem w salonie, coś oglądał i chrupał popcorn. Na mój widok lekko się wyprostował i przerwał jeść.  
Nienawidziłam tego, że przestaliśmy czuć się przy sobie swobodnie. Teraz było tak, jakbyśmy byli nielubiącymi się współlokatorami.
— Hej — powiedziałam, bo głupio mi było tak po prostu stać i nic nie mówić.
— Hej — odpowiedział. — Gdzie byłaś?
— U ginekologa.
— Czemu nie mówiłaś? Poszedłbym z tobą.
— Nie wydawałeś się zainteresowany moim wyjściem. — Lekko wzruszyłam ramionami, ale uświadomiłam sobie, że jeśli pociągnę temat, najprawdopodobniej się pokłócimy, a nie miałam na to siły. — Pójdę wziąć prysznic. — Poszłam w stronę łazienki, zanim zdążył coś powiedzieć.
W środku rozebrałam się do naga i już chciałam wejść do kabiny prysznica, gdy nagle coś mnie powstrzymało. Zerknęłam w lustro i zastanowiłam się, co widział Matt, gdy na mnie patrzył. Skrzywdzoną, biedną sierotkę? Kogoś, na kogo trzeba było teraz chuchać i dmuchać? Nigdy taka nie byłam i nie miałam zamiaru się przeistoczyć w taką osobę. Chciałam być silna jak kiedyś i chciałam, by mnie pożądał, tak jak było przez te wszystkie lata. Chciałam znowu się do niego zbliżyć, a jednocześnie chciałam go ukarać za to, co mi zrobił. Żadna z moich myśli nie miała większego sensu, ale to właśnie czułam i nic nie mogłam na to poradzić. Chwilę jeszcze wpatrywałam się w swoje odbicie, po czym chwyciłam czarną gumkę leżącą na umywalce i zaczęłam wiązać sobie włosy w wysoki kok nad karkiem, by odsłonić szyję. Potem owinęłam się białym ręcznikiem i wyszłam z łazienki, kierując się do kuchni. Matt z powrotem oglądał film, ale gdy podeszłam do szafki z kubkami, przeniósł spojrzenie na mnie.
— Wszystko w porządku? — zapytał, nie odwracając ode mnie wzroku. — Wiesz, u lekarza.  
— Tak. Wszystko się zagoiło. — Podniosłam wysoko rękę, niby sięgając po coś do szafki, a mój i tak luźno zawiązany ręcznik nagle się rozwiązał i w sekundę opadł na podłogę. Dokładnie tak, jak zaplanowałam.  
Usłyszałam, jak Matt zakrztusił się popcornem.
— Chcesz mnie zabić? — wydusił po chwili, a ja nie wiedziałam, czy żartował, czy może mówił poważnie.  
Udając zdziwioną, chwyciłam pierwszy lepszy kubek i odwróciłam się do Matta przodem, patrząc, jak z trudem łapie powietrze.
— Przepraszam. Za luźno zawiązałam ręcznik. — Wzruszyłam niedbale ramionami, biorąc do ręki dzbanek z wodą i nalewając jej sobie do pełna. — Zaschło mi w gardle.
Myślałam, że coś powie, ale on tylko się patrzył i jakby z trudem przełykał ślinę. Z trudem powstrzymywałam triumfalny uśmiech. Może to było trochę okrutne, ale niezaprzeczalnie mi się spodobało. Podniosłam z podłogi ręcznik, ale już się nim nie owijałam.  
— Już idę — powiedziałam, biorąc do ręki kubek. — Możesz spokojnie oglądać dalej.
— Ja… — zaczął, wręcz pożerając mnie wzrokiem. — Może… może ci pomóc?
Chciałby.
— Jestem dużą dziewczynką, poradzę sobie sama — mruknęłam, sunąc powolnym krokiem w stronę łazienki. Rzuciłam na Matta jeszcze przelotne spojrzenie i stało się jasne, że na chwilę obecną miał stanowczo za ciasne spodnie.
Wróciłam do łazienki, parskając śmiechem. Tę rundę wygrałam ja.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3223 słów i 18213 znaków.

Dodaj komentarz