Pęknięty diament — rozdział 21

Matthew

Już otwierając drzwi, słyszałem muzykę dobiegającą z naszego mieszkania. Gdy wszedłem do środka, zobaczyłem Cat, odkurzającą salon. Tańczyła przy tym i głośno śpiewała. Nie słyszała, że wróciłem, więc oparłem się o ścianę i obserwowałem ją z szerokim uśmiechem na twarzy. Miała na sobie legginsy i moją koszulkę, która sięgała jej do połowy uda. W takim wydaniu była najpiękniejsza. Po chwili odepchnąłem się od ściany, zaszedłem ją od tyłu i kładąc dłonie na jej biodrach, zacząłem tańczyć razem z nią. Lekko zaskoczona, odwróciła się w moją stronę z szerokim uśmiechem, ale nic nie powiedziała, jedynie tańczyła dalej, wczuwając się w muzykę. Odkurzacz poszedł w zapomnienie, a my tańczyliśmy po całym salonie, śpiewając z pewnością za głośno, ale nie przejmowaliśmy się tym.  
W końcu zdyszani opadliśmy na kanapę. Przyciągnąłem Cat do siebie i objąłem ramionami, a moja dłoń znalazła się na jej udzie i zaczęła sunąć w górę, pod koszulkę.
— Muszę posprzątać — rzuciła ze śmiechem. — Nie uda mi się to, jak będziesz mnie obmacywał.
— Sprzątanie nie ucieknie — powiedziałem, gdy moje palce natrafiły na jej nagą skórę.
— Za to z każdą chwilą przybywa tu więcej brudu, kurzu i karaluchów.  
— Nie widziałem żadnych karaluchów. Przyznaj się, że chcesz mnie zbyć.
Uniosła delikatnie brwi.
— Wiesz, że zawsze jestem na to chętna. Zgodzę się, jeśli to ty później posprzątasz. — Pokazała mi język.
— To teraz będzie seks tylko za sprzątanie? Nie podoba mi się taki układ.
Moja dłoń nadal wędrowała po jej skórze, celowo omijając kluczowe miejsca.  
— Może nie proponowałabym takiego układu, gdybyś nie śmierdział rybą. — Zmarszczyła nos. — I to naprawdę intensywnie.
— Więc sprzątanie ma na celu pozbycie się tego zapachu, tak? — zaśmiałem się. — Mogę po prostu umyć zęby.  
— Byłabym zobowiązana. — Ścisnęła moją dłoń. — Jak było na festiwalu?  
— Było ekstra. Najadłem się sushi chyba za wszystkie czasy i żeby nie było, nie tylko z krewetkami. Jadłem takie z orzechami włoskimi, samymi owocami, a nawet z kurczakiem. O, i nie zgadniesz kogo spotkałem.
W tej chwili pożałowałem, że nie ugryzłem się w język. Naprawdę chciałem jej powiedzieć o Prue?
— Nie zgadnę. Powiedz mi.
Zawahałem się. Rozpędziłem się trochę, ale teraz już było za późno, żeby się wycofać.
— Prue.
Cat wyprostowała się jak struna i jakby nieco pobladła.
— Ach, tak — mruknęła. — I co? Konsumowaliście wszystko razem?  
— No w sumie to tak. Wpadliśmy na siebie, zaczęliśmy gadać i tak wyszło.  
— Umie podtrzymać relację z klientem, nie ma co — mruknęła jakimś dziwnym tonem.
Wiedziałem, że nie spodoba jej się ta informacja, ale nie wiedziałem, że aż tak.
— Wszystko w porządku, kochanie? Jakaś blada jesteś.
— Czy to normalne, że zajadasz się sushi z naszą organizatorką ślubu? — Wbiła we mnie ostry wzrok. — Tym bardziej, jeśli wiesz, że jej nie lubię?
— Jesteś zazdrosna? — Uśmiechnąłem się. — Przecież nie masz powodu. Co miałem zrobić? Olać ją i potem udawać, że jej nie widzę przy każdym następnym stoisku?  
— Nie musiałeś spędzać z nią całego festiwalu. — Gwałtownie się podniosła. — Ona tylko organizuje nam ślub. Nie musimy się z nią przyjaźnić. Zwłaszcza, jeśli wiesz, że za nią nie przepadam. I myślałam, że ty również.  
— Boże, Cat, ja z nią tylko rozmawiałem. O co się tak rzucasz? — Złapałem ją w pasie i zmusiłem, by siadła mi na kolanach. — Podoba mi się, że jesteś taka zazdrosna — zamruczałem jej do ucha.
— To nie zazdrość — burknęła. — Po prostu jej nie lubię. Jako osoby.
— Nikt ci nie każe jej lubić. To źle, że byłem po prostu grzeczny?
— Chyba nie byłeś tylko grzeczny, spędzając z nią cały festiwal. Lubisz ją. — Skrzywiła się.
— Może. Dobrze mi się z nią rozmawiało, łączy nas kilka rzeczy, ale to wszystko. To chyba nie zbrodnia? — Złożyłem pocałunek na jej szyi. — Poza tym, ja nie lubiłem Amandy, a i tak z nią się przyjaźniłaś.  
— Po czym wykopałam ją za drzwi. To samo powinnam zrobić z Prue na samym początku. Już zapomniałeś, jak naskoczyła na mnie na pierwszym spotkaniu? — zapytała z żalem w głosie.
— Nie zapomniałem. To źle, że ci powiedziałem? Chyba wolałaś usłyszeć ode mnie, że na nią wpadłem, co? A tak w ogóle, dlaczego ciągle o niej rozmawiamy, kiedy możemy robić tyle przyjemniejszych rzeczy? — Moje dłonie znowu znalazły się pod koszulką.
— Po prostu… Sama nie wiem. To dziwne, że cały festiwal spędziliście razem — mruknęła, ale już mniej stanowczo.
— Kochanie… i ty mówisz, że nie jesteś zazdrosna? — zaśmiałem się, przyciskając nos do jej szyi.  
— Nieważne — ucięła. — Nie chcę już rozmawiać o Prue.
— Ja też nie. Idę umyć te zęby i widzimy się w sypialni. — Pocałowałem ją w policzek i podnieśliśmy się z kanapy.  
W łazience porządnie wyszorowałem zęby, żeby nie śmierdzieć już rybą, jak to ujęła Cat, i kiedy wszedłem do sypialni, już tam na mnie czekała. Miała na sobie moją koszulkę i nic poza tym. Postarałem się, żeby seks był czuły, a gra wstępna długa, bo chociaż powiedziałem prawdę, to częściowo też skłamałem i chciałem jej to jakoś wynagrodzić. Chciałem uciszyć swoje wyrzuty sumienia, bo po takiej reakcji Cat nie mogłem się przyznać, że spotkałem się z Prue wcale nie przypadkowo.  
Leżeliśmy przytuleni i chociaż Cat mówiła coś o sprzątaniu, to żadne z nas się nie ruszyło. Wdychałem jej zapach, trzymając ją tak blisko, jak tylko się dało. Mógłbym tak leżeć do końca świata. Było mi tak dobrze, że nie zauważyłem, kiedy oczy zaczęły mi się zamykać i w końcu zasnąłem.  


Caterina

Wymknęłam się po cichu z mieszkania niczym jakaś brudna kochanka. Matt zasnął i szczerze mówiąc, mnie też oczy się zamykały, ale miałam dziś wizytę u lekarza. Matt jeszcze o niczym nie wiedział i nie byłam pewna, czy na tym etapie chciałam mu mówić. Pewnie było jeszcze za wcześnie. I tak musiałam iść do lekarza, by zrobić badania, potwierdzić ciążę i uzyskać jakiekolwiek informacje. Do ostatniej minuty leżałam w łóżku, aż w końcu podniosłam się po cichu, ubrałam i po chwili wyszłam z domu. Na blacie w kuchni zostawiłam kartkę dla Matta, informującą go, że wyszłam i że niedługo wrócę. Nie napisałam, dokąd poszłam i wiedziałam, że będzie na pewno mnie o to pytał. Musiałam coś wymyślić. Zakupy? Wizyta u kosmetyczki? Mogłam powiedzieć, że poszłam do fryzjera — faceci przecież i tak nigdy nie zauważali, czy w wyglądzie ich kobiety coś się zmieniło.
Jadąc do lekarza, miałam mieszane uczucia. Myślałam o rozmowie z Mattem — nawet się nie spodziewałam, że spotkał Prue na festiwalu sushi. W sumie nie było to niemożliwe, w końcu miała japońskie korzenie i była ogólnie zafiksowana na punkcie tego kraju. Matt też go uwielbiał. Było prawdopodobne, że na siebie wpadną — a więc dlaczego czułam się tak okropnie, jakby to było co najmniej zaplanowane spotkanie? Matt zachował się w porządku, powiedział mi o tym. Gdyby coś ukrywał, przecież mógłby milczeć. Nigdy nie dowiedziałabym się, że Prue tam była. Choć czy ta wiedza cokolwiek zmieniała? Mówi się, że im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Chyba było w tym ziarenko prawdy. Moja wyobraźnia szalała; na samą myśl o tym, że Prue i Matt byli gdzieś razem, krew mnie zalewała. Nie znosiłam jej, a teraz, gdy wyobrażałam ją sobie razem z moim narzeczonym, zajadającą sushi, miałam ochotę coś rozwalić. Czy jeśli ja jej nie lubiłam, to czy Matt nie powinien podtrzymywać tego stanowiska? Moja złość po naszym pierwszym spotkaniu już wyparowała, ale gdzieś głęboko nadal chowałam urazę.  
Zamyślona, w końcu dotarłam do przychodni. Przyjęła mnie dość młoda kobieta, chyba niewiele starsza ode mnie. Miałam pewne wątpliwości co do jej doświadczenia medycznego, ale postanowiłam się nie czepiać. Miałam ważniejsze sprawy na głowie.
— Szósty tydzień. — Uśmiechnęła się do mnie szeroko, co najmniej jakby mnie znała i cieszyła się razem ze mną. — Gratuluję.
— Dziękuję. — Też się uśmiechnęłam.
— Czy następnym razem będzie ktoś pani towarzyszył? — zapytała uprzejmie, ale widać było, że była ciekawa, czy będę kolejną samotną matką. Ciężko było ją winić.
— Prawdopodobnie — odparłam. — Mam narzeczonego. Tylko że jeszcze nie wie o ciąży. Chciałam zaczekać do pierwszej wizyty.
— Och, w takim razie spokojnie już może pani mu powiedzieć. — Kolejny uśmiech. — To cudowne, kiedy ma się obok siebie osobę do dzielenia tej radości.
Uśmiechała się tak, że wydało mi się to już przesadą i miałam wrażenie, że za chwilę zza jej pleców wyskoczy uśmiechnięty różowy jednorożec. Wkrótce wyszłam z gabinetu z całym zapasem witamin dla kobiet w ciąży i skierowaniem na badania. Nagle zgłodniałam, więc po drodze do domu wstąpiłam jeszcze do jakiegoś pubu, gdzie kupiłam kanapkę. Na chwilę odsunęłam od siebie myśl o ciąży i zastanowiłam się, ile jeszcze spraw mieliśmy do załatwienia, jeśli chodziło o ślub. Zaproszenia w większości mieliśmy już rozdane — dobrze, że zabraliśmy się za to wcześniej, bo teraz nie wiedziałam, czy bym temu podołała, latając co pięć minut do toalety. Powoli zaczynały do nas przychodzić wiadomości z potwierdzeniem przybycia na uroczystość. Przypomniałam sobie, że lada moment mieliśmy spotkanie z Prue, na którym mieliśmy wybierać menu. Ciężko westchnęłam, gdy jej imię znowu wkradło się w moje myśli.  
Przestań, Cat. To tylko organizatorka. Zaraz będzie po ślubie, a ona na dobre zniknie z waszego życia.
***
Wróciłam do mieszkania, które, ku mojemu zaskoczeniu, lśniło czystością. Stanęłam w progu i przez chwilę rozglądałam się dookoła. Gdy Matt wyszedł z sypialni, uśmiechnęłam się i rzuciłam:
— Czyżby ktoś ponownie zamienił się w perfekcyjną panią domu?
— Przecież mieliśmy układ. Seks za sprzątanie. — Uśmiechnął się łobuzersko. — Nie wiem, jak dotrzymasz swojej części umowy, ale widzisz, że ja się postarałem.
— Chyba już wcześniej dotrzymałam, nieprawdaż? I myślałam, że byłeś całkiem usatysfakcjonowany. — Puściłam do niego oczko.
— Byłem i to bardzo, ale to było jeszcze przed posprzątaniem, więc się nie liczy. — Podszedł do mnie i objął. — Gdzie tak uciekłaś z łóżka?
— Byłam u Mel. Musiałyśmy obgadać parę spraw. — Miałam nadzieję, że nie wyczytał z mojej twarzy, że kłamałam.
— Mogłaś mnie obudzić i poszlibyśmy razem.
— Miałyśmy babskie sprawy do załatwienia. — Uśmiechnęłam się. — Tylko byś nam przeszkadzał, bo testosteron aż z ciebie kipi.
Zaśmiał się i pocałował mnie w czoło.  
— Okej, okej.  
Resztę dnia spędziliśmy spokojnie, a wieczorem położyłam się dość wcześnie, bo rosnący we mnie maluszek zdecydowanie za mocno korzystał z moich zapasów energii. Czułam się dziwnie, ukrywając to przed Mattem i okłamując go, ale tłumaczyłam się sama przed sobą, że nie mogłam mu jeszcze powiedzieć. Nie teraz, kiedy miałam w sobie tyle wątpliwości. Oczywiste było, że w pewnym momencie i tak będę musiała mu powiedzieć. W głowie rozważałam różne wersje, jak to zrobię.  
Gdybym tylko mogła pozbyć się tej cholernej niepewności.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2156 słów i 11798 znaków.

Dodaj komentarz