Pęknięty diament — rozdział 18

Matthew

Cat chorowała przez następne dwa dni. Leżała w łóżku, blada i jakaś niewyraźna. Byłem pewny, że to przez moje nieszczęsne dorayaki. Musiałem coś pomylić w przepisie i miałem wyrzuty sumienia, że doprowadziłem ją do takiego stanu, a przecież chciałem dobrze. Przepraszałem ją chyba milion razy, ale ona nadal upierała się, że to nie moja wina.  
Gdy w końcu doszła do siebie, wróciła do pracy. Postanowiłem zrobić jej niespodziankę, więc pojechałem najpierw do kwiaciarni i wybrałem najpiękniejszą, czerwoną różę jaką mieli, a następnie do szkoły tańca, w której prowadziła dzisiaj zajęcia. Do ich końca zostało jeszcze dużo czasu, ale specjalnie przyjechałem wcześniej, by popatrzeć na moją narzeczoną. Zawsze uwielbiałem obserwować jak tańczy. Nie mogłem oderwać od niej wzroku, bo była po prostu cudowna. Miałem cholerne szczęście, że była moja. Tak bardzo ją kochałem, więc po co zaproponowałem Prue spotkanie? Przecież nie chciałem zdradzić Cat. Nigdy bym jej nie skrzywdził w ten sposób. Jeśli miałem się spotkać z Prue, to tylko na trzeźwo. I tylko jako kumple. Nic więcej. Chciałem po prostu pogadać od czasu do czasu z kimś innym niż jeden z chłopaków lub moja siostra. A z Prue tak dobrze mi się rozmawiało… To chyba nie zbrodnia?  
Zastanawiałem się, czy powiedzieć Cat, ale bałem się jej reakcji. Ona jej nie znosiła i na pewno byłaby z tego powodu afera. Na razie nie powiem nic. Poza tym do żadnego spotkania jeszcze nie doszło, więc w sumie nie było o czym mówić.  
Zajęcia właśnie się skończyły i natychmiast zapomniałem o Prue. Schowałem różę za plecami i czekałem, aż Cat opuści salę.  
Zobaczyła mnie i oczy jej się zaświeciły. Dzisiaj wyglądała wyjątkowo pięknie.
— Kochanie, co ty tu robisz? — Podeszła do mnie i pocałowała z uśmiechem.
— Przyjechałem po ciebie. To twoje ostatnie zajęcia, no nie? — odpowiedziałem, wyciągając różę zza pleców.
Jej uśmiech się poszerzył, gdy zobaczyła czerwony kwiat.
— Tak — potwierdziła, biorąc do ręki różę i wąchając ją. — Dziękuję. Jest piękna. Ale z jakiej okazji?
— Musi być jakaś okazja? Piękna kobieta zawsze powinna dostawać kwiaty, a ty dzisiaj… aż promieniejesz. — Uśmiechnąłem się, patrząc na nią oczarowany.  
— Jestem zmęczona i spocona, to pewnie od tego potu tak promienieję. — Zaśmiała się, ale znowu mnie pocałowała. — Dziękuję. To super niespodzianka. Pójdę się przebrać, dobrze?  
— No leć — zaśmiałem się. — Może ci pomóc?
— Wtedy bym się nigdy nie przebrała — rzuciła z uśmiechem.
— Przebrałabyś — zamruczałem, przybliżając się i objąłem ją w pasie. — Tylko później.
— Tu są ludzie, skarbie. — Zwróciła mi uwagę, ale cicho się śmiała. — Daj mi się przebrać, wrócimy do domu i wtedy…
— Dobra, tylko szybko.
Cat pobiegła się przebrać i zrobiła to naprawdę ekspresowo. Jednak, gdy tylko przekroczyliśmy próg naszego mieszkania, zerwałem z niej ciuchy i zaniosłem do łóżka, by pokazać jej bardzo dokładnie, jaka piękna była.


Caterina

Po nieziemskim seksie poszłam włożyć różę do wazonu. Była naprawdę piękna, krwistoczerwona i duża. Prawie jak ta, którą Matt dał mi w liceum. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Pierwszy kwiat, jaki od niego dostałam. To było na etapie, kiedy dopiero zaczynaliśmy być razem. Jak to na początku, wszystko było jeszcze kolorowe, wydawało nam się, że nigdy się nie pokłócimy, że już zawsze będziemy odczuwać te motylki w brzuchu. Hamowałam się z tymi uczuciami, bo wydawało mi się, że było na nie za wcześnie i nie chciałam wystraszyć Matta.
Gdy się poznaliśmy, chodziłam po szkole na tańce. Na początku były to luźne zajęcia dla rozrywki, ale później zostaliśmy zaproszeni do udziału w konkursie tanecznym. Była to dla nas wielka sprawa, więc razem z naszą instruktorką harowaliśmy dzień i noc, by przygotować układ, a później opanować go do perfekcji. Nie było u nas chłopaków, więc nie mogliśmy przygotować układu do tańca towarzyskiego. Instruktorka zdecydowała się na układ taneczny w wykonaniu samych dziewczyn, połączenie samby i rumby. Ciągle chodziłam zmęczona, próbując połączyć taniec oraz zajęcia licealne; do tego wszystkiego dochodziły jeszcze spotkania z Mattem, których nie miałam serca odpuścić. Matt był w tym wszystkim moim oparciem i właśnie wtedy zrozumiałam, że się w nim zakochałam.
W końcu nadszedł ten dzień. Razem z resztą dziewczyn dałam z siebie wszystko. Stres nie opuszczał mnie aż do ostatniej minuty; emocje targały mną do tego stopnia, że po zejściu ze sceny popłakałam się, czekając na decyzję jury. Naprawdę liczyłam na wygraną — ale, jak to często w życiu bywa, nie doczekałam jej się. Zajęłyśmy trzecie miejsce, co i tak było wyróżnieniem, ale gdzieś głęboko w środku czułam ogromny żal, gdy myślałam, ile energii, potu i łez poświęciłam na to wszystko. Byłam rozdarta między wypłakaniem się Mattowi na ramieniu a udawaniem, że nic takiego się nie stało, kiedy on wyciągnął skądś czerwoną różę.
— Dla mnie i tak zajęłaś pierwsze miejsce. Byłaś wspaniała — powiedział, zaglądając mi głęboko w oczy i całując mnie.
Więc i tak się popłakałam, bo chociaż nie zajęłam tego miejsca, które chciałam, Matt był obok i tylko to się liczyło. To, oraz fakt, że mimo kilku dziewczyn, które obrzucały go zalotnymi spojrzeniami, on patrzył tylko na mnie.
Potrząsnęłam lekko głową z uśmiechem i wróciłam do rzeczywistości. Miałam jeszcze parę spraw do załatwienia. Matt był pod prysznicem, a ja musiałam coś zjeść, jako że przez ostatnie dni raczej niewiele rzeczy wrzucałam do żołądka. Pomyślałam, że jak tak dalej pójdzie, to wkrótce moja idealna suknia ślubna będzie na mnie za duża.
Noc minęła błyskawicznie, a następnego dnia znowu czekały mnie zajęcia. Matt pojechał wcześnie rano na jakieś spotkanie, przez co i ja wstałam wcześniej niż zamierzałam. Wyszykowałam się dość szybko i miałam jeszcze sporo czasu do zajęć. Zastanawiałam się, czy zostać w domu i wypić jeszcze kawę, ale nagle mnie oświeciło — mogłam pojechać do Jake’a i zapytać go o zegarek Matta. I tak miałam do niego po drodze. Zmotywowana, wyszłam z domu i wskoczyłam na rower. Miałam nadzieję, że zastanę Jake’a w mieszkaniu. Nuciłam pod nosem piosenkę, aż dotarłam do kamienicy, w której mieszkał. Zostawiłam rower przed drzwiami i wybrałam numer mieszkania, mając nadzieję, że zapamiętałam właściwy.
Chwilę to trwało, ale w końcu rozległ się trzask domofonu i lekko zaspany głos:
— Halo?
— Cześć, Jake, tu Cat. Mogę wejść?
Nawet jeśli był zaskoczony, nic już nie powiedział. Po chwili usłyszałam brzęczenie. Otworzyłam drzwi i pobiegłam szybko na drugie piętro. Jake już czekał w drzwiach, zaspany i wyraźnie zdziwiony moją wizytą.
— Cześć, Cat — mruknął i ziewnął. — Co ty tu robisz… i to o siódmej trzydzieści?
— Przepraszam, że cię tak nachodzę, ale miałam chwilę czasu przed zajęciami i postanowiłam wpaść po zegarek Matta. — Uśmiechnęłam się blado, chcąc zatuszować lekkie zdenerwowanie. Niezbyt często gadałam sam na sam z kolegami Matta. — Zgubił go, a więc pewnie zostawił u ciebie, gdy ostatnio piliście. Masz go może?
— Ostatnio? — zdziwił się. — Co to znaczy ostatnio?
Teraz to ja się zdziwiłam.
— No, jakoś tydzień temu — powiedziałam po chwili, licząc w głowie dni. — Gdy się pokłóciliśmy.
Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę ze zmarszczonymi brwiami, a potem jakby go nagle olśniło.  
— Aaa, tak, tak... Wybacz, urwał mi się wtedy film i w sumie to niewiele pamiętam. Nawet nie wiem, kiedy Matt wyszedł. To mówisz, że zgubił u mnie zegarek?
Zmarszczyłam brwi i ogarnął mnie dziwny chłód. Początkowo myślałam, że może Jake wolno myślał przez to, że dopiero się obudził, ale to już było dziwne.
— Tak sądzę — powiedziałam, przyglądając mu się uważnie. — Skoro wrócił do domu bez niego, a był u ciebie… to gdzie indziej mógł go zgubić?
— Po drodze? Nie znalazłem żadnego zegarka, ale jeśli mam być szczery, to nie sprzątałem zbyt dokładnie. — Uśmiechnął się, zakłopotany.  
— Mhm — mruknęłam, cały czas patrząc mu w oczy. — W porządku. W takim razie już sobie pójdę. Jakbyś jednak go znalazł, to daj znać.
— Jasne. Tylko następnym razem przyjedź o jakiejś ludzkiej porze, a nie w środku nocy.
Nie skomentowałam tego.
— To na razie — rzuciłam, odwróciłam się i zaczęłam schodzić po schodach, usiłując sobie jakoś poukładać to, co właśnie usłyszałam.  
Mój dobry humor nagle zniknął, choć z pozoru nic ważnego się nie wydarzyło. Może byłam przewrażliwiona, ale coś mi tu śmierdziało. Jake wyglądał tak, jakby w ogóle nie wiedział, o czym mówiłam. Potem nagle jakby coś zaskoczyło — niby sobie przypomniał i brzmiało to przekonująco, ale mnie nie przekonało. Nawet, jeśli urwał mu się film, jak mógł zapomnieć o samej obecności Matta? Coś mi podpowiadało, że właśnie mnie okłamał. Nie wiedziałam, czemu miałby to robić i nie chciałam snuć różnych domysłów, zwłaszcza, że obiecałam, że będę ufać Mattowi. Nie chciałam rozkręcać kolejnej afery — planowaliśmy ślub, kochaliśmy się. Na pozór wszystko było dobrze. Poza jednym: miałam przykre wrażenie, że tamtego wieczora Matta wcale nie było u Jake’a.


Matthew

Będąc na spotkaniu, miałem wyłączony telefon. Jak zwykle. Nie mogłem sobie pozwolić, by zadzwonił mi w trakcie. Byłem przecież profesjonalistą. Kiedy dwie godziny później go włączyłem, miałem nieodebrane połączenie od Jake’a. Zmarszczyłem brwi. Czego chciał ode mnie o takiej godzinie? Zwłaszcza że dla niego to był środek nocy. Wybrałem jego numer, idąc do auta.  
— Z nocnego marka przeobraziłeś się w rannego ptaszka? — zapytałem z rozbawieniem, gdy odebrał.
— Zaraz nie będzie ci tak do śmiechu — odpowiedział. — Mam nadzieję, że wiesz co robisz, Matt.
— Jake, nie mam czasu na zgadywanki. O czym ty mówisz?
— Cat u mnie była. — Żołądek zacisnął mi się w supeł. — Po twój rzekomo zgubiony zegarek.  
Niech to szlag. Z tego wszystkiego zapomniałem mu powiedzieć, że jest moim alibi. Nie pomyślałem też, że Cat może po prostu sama do niego pojechać.  
— Czyli jest coś na rzeczy — odezwał się, kiedy ja milczałem. — Nie martw się, nie wkopałem cię. Na początku byłem trochę zaspany, ale potem ogarnąłem. Chyba to łyknęła.  
— Przekonamy się wieczorem — mruknąłem, wsiadając do samochodu. — Dzięki.
— Serio zgubiłeś ten zegarek? Czy to też ściema?
— Serio — westchnąłem. — Zrobiłem coś mega głupiego. Pokłóciłem się z Cat i poszedłem do baru…
— No to rzeczywiście głupota. Mogłeś przyjść do mnie — przerwał mi. — Upiłbyś się za darmo.
— Widzę, że humor dopisuje. Może powinieneś mieć częściej takie pobudki.  
— Podziękuję. To co za głupotę zrobił nasz wspaniały i wierny po grób Matt?
Poczułem się jeszcze gorzej. Może to nie był dobry pomysł, żeby z nim gadać.
— Pocałowałem organizatorkę naszego ślubu.  
— Noo, stary… Dlaczego?
— Nie wiem. Spotkałem ją w barze. Dobrze nam się gadało, potem ją odprowadziłem… Byłem pijany i zmęczony, ledwo wróciłem z Tokio i jakoś tak wyszło…
— Ładna jest?
— Co?
— Nie co, tylko kto. Ta organizatorka.  
Westchnąłem. Teraz to już mi nie da spokoju.  
— Ładna.
— A coś więcej?
— Ładne ma nogi i fajny tyłek. I tak się przy mnie peszy — odpowiedziałem, ale zaraz się opamiętałem. — Ale to nie Cat.  
— Oczywiście, że to nie Cat, bo poza nią są jeszcze miliardy innych kobiet na tym świecie. Mówiłem ci, że za wcześnie na te zaręczyny.
Wywróciłem oczami. Mogłem się domyślić, że coś takiego powie. W końcu to Jake.  
— No i co z tego? Prue może mi się podobać, ale kocham Cat. Zawsze kochałem i to się nie zmieni.  
Zaczynała mnie denerwować ta rozmowa. Jake miał zupełnie inne podejście do życia niż ja. Jeszcze, nie daj Boże, zacznie mnie namawiać, żebym się wyszalał. Rozłączyłem się bez pożegnania, zanim zdążył się odezwać. Westchnąłem ciężko i spojrzałem na telefon. Musiałem jechać na zlecenie, więc odpaliłem silnik i ruszyłem.
Cały dzień się zastanawiałem, co będzie czekać na mnie w domu. Cat nie była głupia. Jake jest urodzonym kłamcą, ale nie o siódmej trzydzieści rano.  
Gdy wróciłem do domu, Cat jeszcze nie było. Przebrałem się, zrobiłem sobie kawę, zgarnąłem przekąski z kuchni i rozsiadłem się na kanapie przed telewizorem. Oglądałem jakieś głupoty, udając przed samym sobą, że się nie stresuję.  
W końcu usłyszałem dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach. Nadeszła chwila prawdy. Wziąłem głęboki wdech i czekałem na rozwój wydarzeń.  
— Cześć, kochanie. — Cat rzuciła mi pogodny uśmiech, rzucając klucze na stół w kuchni. — Myślałam, że wrócisz później.
— No cześć, a czemu tak myślałaś? — Spojrzałem na nią zaskoczony.  
— Sama nie wiem. Zwykle nie wracasz o tej godzinie.
— Dzisiaj jestem wcześniej. — Wzruszyłem ramionami. — Jake do mnie dzwonił — oznajmiłem i obserwowałem jej reakcję.
— Tak? — Nie patrzyła na mnie, krzątała się w kuchni, ale głos miała normalny. — Po co?
— Przeszukał całe mieszkanie, ale nie znalazł mojego zegarka.
— Szkoda. Wiem, że go lubiłeś.
— Trudno, będę musiał kupić nowy. Dobrze, że Jake w końcu ruszył dupę i go poszukał. Chyba go natchnęłaś tą wizytą z samego rana.  
— Stwierdziłam, że skoro mam do niego po drodze to cię wyręczę, żebyś sam nie musiał jechać. — Posłała uśmiech w moją stronę.
Siedziałem zdziwiony na kanapie, nadal ją obserwując. Żadnej afery? Uwierzyła Jake’owi?
— Szkoda, że nic z tego nie wyszło.
— Szkoda. A poza tym, jak ci minął dzień?
— W porządku. Dzisiaj było trochę luźniej. A tobie? Co ty tam robisz w tej kuchni? Chodź tu do mnie.
— Chciałam sobie zrobić herbatę, bo zmarzłam. — Włączyła czajnik i zaczęła wiązać włosy w kok. — Cierpliwości, zaraz przyjdę.
Kilka minut później, Cat siedziała już obok mnie i rozmawialiśmy, tak jak zwykle. Nic nie wskazywało na to, że nie uwierzyła Jake’owi. Z jednej strony poczułem ulgę, ale z drugiej źle się czułem, okłamując ją. Nie powinienem tego robić, ale naprawdę nie chciałem się kłócić, a z pewnością by do tego doszło, gdyby Cat tylko usłyszała imię Prue. Siedziałem więc cicho. Miło spędziliśmy wieczór, którego zwieńczeniem był wspólny prysznic, a potem zasnęliśmy przytuleni. Bo przecież to przy Cat chciałem zasypiać każdej nocy i budzić się każdego ranka.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2774 słów i 15202 znaków.

Dodaj komentarz