Pęknięty diament — rozdział 17

Caterina

Po słodkim śniadaniu nie miałam zbytniej ochoty na degustację tortów, ale wiedziałam, że musieliśmy to załatwić jak najszybciej. Dobrze, że Matt wziął urlop. Dotychczas załatwiałam wszystko sama, więc fakt, że był obok mnie, był bardzo pokrzepiający. Z nim nawet wszystkie ślubne formalności zdawały się być łatwiejsze.
Wzięłam szybki prysznic, po czym przeszłam do sypialni i zerknęłam na zewnątrz przez okna. Było pochmurno i chyba zimno, więc musiałam się cieplej ubrać. Wyjęłam z garderoby czarne dżinsy oraz sweter w kolorze brudnego różu. Do torebki wrzuciłam parasolkę, w razie gdyby miało padać. Nie chciało mi się paradować z rozpuszczonymi włosami, dlatego związałam je w wysokiego kucyka. Lekko się pomalowałam i byłam gotowa. Kiedy kończyłam nakładać tusz na rzęsy, do sypialni wrócił Matt.
— Czy kuchnia dalej wygląda jak pobojowisko? — zwróciłam się do niego z uśmiechem.
— Myślisz, że co tam robiłem tyle czasu? Teraz przynajmniej widać blaty.
— Urodzona z ciebie pani domu. A teraz ubieraj się szybko, bo się spóźnimy.
— Dobra, dobra. Daj mi dziesięć minut. — Zniknął w garderobie.  
Wyszedł z niej po chwili, już ubrany, ale z nieco zmartwioną miną.  
— Co jest?
— Nie widziałaś czasem mojego zegarka? Nigdzie nie mogę go znaleźć.
— Nie widziałam. Pamiętasz, kiedy ostatnio miałeś go na sobie?
— Hmm… Chyba jak wróciłem z Japonii, ale nie jestem pewien.
— Może zostawiłeś go u Jake’a? — zapytałam, zamyślona. — Skoro tak mocno daliście w palnik, całkiem możliwe, że go tam zgubiłeś i nawet nie zauważyłeś.
Matt nagle odwrócił wzrok.
— Tak, całkiem możliwe. Później do niego zadzwonię.
— W porządku. A teraz chodźmy pojeść trochę tortów i dostać cukrzycy. — Podniosłam się z krzesła przy toaletce i wyciągnęłam rękę.
Chwycił mnie za dłoń i przyciągnął do siebie.
— Jesteś piękna — zamruczał mi do ucha, wpychając dłonie pod sweter. — Może jednak troszkę się spóźnimy? — zapytał, składając pocałunki na mojej szyi.
— Musimy iść — wykrztusiłam, choć nagle straciłam na to całą ochotę. Przymknęłam oczy, czując gęsią skórkę na całym ciele. Bardzo ciężko było mi to przerwać.  
— No to chodźmy — wymruczał, popychając mnie w stronę łóżka, nie odrywając ust od mojej skóry.
Gdzieś z tyłu głowy krążyła mi myśl, że Prue pewnie już na nas czekała, ale gdy Matt popchnął mnie na łóżko i przygniótł swoim ciałem, nagle całkiem przestało mnie to obchodzić.


Prue

Zerknęłam na zegarek i pokręciłam nosem. Dwadzieścia minut spóźnienia. Zapomnieli o mnie? A może… Nie, Matt z pewnością nie powiedziałby prawdy. Cat przecież by go zabiła, a później mnie — ewentualnie w odwrotnej kolejności. Kelnerka podeszła do mnie i zaproponowała, że doleje mi kawy. Nie lubiłam pić tak dużo. Tego dnia miałam za sobą pięć kubków, ale na tym spotkaniu musiałam być w pełni skupiona. Nie mogłam dać po sobie poznać, że wydarzyło się coś “niewygodnego”. Podsunęłam kelnerce swój kubek i podziękowałam.  
Czas dłużył się niemiłosiernie, a ich dalej nie było. Co chwilę zerkałam na zegarek i drzwi wejściowe. Już chciałam sięgnąć po telefon, gdy nagle wpadli roześmiani do kawiarni. Roześmiani. Rozchyliłam usta, czując ogromny ciężar na sercu. Matt z pewnością wynagrodził Cat swoją chwilową słabość. Podeszli bliżej i opadli na krzesła. Przyjrzałam się im uważnie. Cat miała potargane włosy, które próbowała okiełznać energicznymi ruchami dłoni. Jej oczy świeciły, a skóra jaśniała jakimś dziwnym blaskiem. Przeniosłam wzrok na Matta i od razu tego pożałowałam. Miał zaczerwienione policzki i zmierzwione włosy. O tak, z pewnością wynagrodził narzeczonej swój błąd. Woleli uprawiać seks niż przyjechać punktualnie na spotkanie. Czy mnie to zabolało? Nie powinno, byłam przecież profesjonalistką. Nie wiązałam się ze swoimi klientami.  
Zerknęłam wymownie na zegarek i obrzuciłam ich mało przychylnym spojrzeniem.  
— Musimy się sprężyć, aby dopiąć na ostatni guzik poprawki dotyczące wystroju ogrodu. Za godzinę powinniśmy być już w drodze do restauracji. — Posłałam im sztuczny, firmowy uśmiech. — Degustacja tortów. Pamiętacie, prawda?
— Przepraszamy za spóźnienie, ale zgubiłem zegarek, więc go szukaliśmy trochę za długo — powiedział Matt, patrząc z uśmiechem na Cat i dopiero przy końcu wypowiedzi na mnie zerknął.  
Moja pewność siebie zniknęła. Potraktował mnie jak idiotkę. Szukał zegarka między jej nogami? Nie mogłam znieść jego spojrzenia, więc spuściłam głowę i wyciągnęłam z torby katalogi. Wcześniej zaznaczyłam propozycje, które podobały się Cat. Swoje zakreśliłam zupełnie innym kolorem. Podsunęłam im je, całkowicie ignorując pytający wzrok Matta.  
— Ostateczne decyzje. Macie dowolność. Na żółto zaznaczyłam twoje propozycje, Cat, a swoje — na niebiesko. — Westchnęłam. — Tak jak ustaliliśmy na samym początku, obowiązują trzy główne kolory: fiolet, złoto i biel. Przejrzyjcie katalogi. — Wręczyłam Cat zielony mazak. — Jak już się zdecydujecie, zaznaczcie tym kolorem. Jeszcze dziś postaram się uruchomić kontakty i wszystko załatwię.  
Cat przysunęła do siebie katalog i zaczęła go uważnie przeglądać. Po chwili podsunęła go Mattowi.
— Jakieś propozycje, kochanie? Szczególne życzenia? Chciałeś mieć swój wkład, to masz. — Uśmiechnęła się szeroko i podała mu mazak.
Kochanie? Jeśli mieli zamiar gruchać, to mogli sobie odpuścić to spotkanie. Matt przejrzał katalog i zaznaczył trzy propozycje — dwie moje i jedną Cat. Byłam zaciekawiona, co z tym faktem zrobi jego narzeczona.
— Ten dywan, te krzesła i takie kwiatki. Pasuje? — zwrócił się do Cat, pokazując po jednym elemencie z każdej propozycji.
— Pewnie. Będzie pięknie — powiedziała z zachwytem, patrząc na katalog.
Uniosłam brwi, bo byłam niezwykle zaskoczona. Cat zgodziła się na moje wizje bez mrugnięcia okiem. I tak było już do samego końca. Nie patrzyłam na Matta, ale co jakiś czas czułam na sobie jego spojrzenie. Nie wiem, może pilnował, żebym trzymała język za zębami? Nie musiał się tym martwić. Przecież nie byłam głupia, znałam swoje miejsce w tym trójkącie.  
Myślałam, że spotkanie w kawiarni będzie najbardziej niezręczne, ale do restauracji pojechaliśmy jednym samochodem. Znałam się na markach i musiałam przyznać, że auto Matta robiło wrażenie. Usiadłam z tyłu. Wewnątrz było całkiem dużo wolnego miejsca… Przez myśl mi przeszło, że seks uprawiali właśnie tam. Od razu poczułam się gorzej. Popatrzyłam do przodu, a żołądek podszedł mi do gardła. Matt trzymał dłoń na udzie Cat. Odruchowo zerknęłam w przednie lusterko. Nasze spojrzenia się spotkały. Odwróciłam szybko wzrok, niechcący zawieszając go na chwilę na nodze jego narzeczonej. Ręka zmieniła położenie i była chyba nawet bardziej zaciśnięta. Obróciłam głowę w stronę szyby, biorąc głęboki wdech. Nie mogłam dać się sprowokować. Ta cała szopka była pozbawiona sensu. Nie miałam ochoty grać biednej, zakochanej idiotki. Matt mógł sobie darować.  
Z samochodu wysiadłam jako pierwsza. Poprawiłam sukienkę i czekałam, wpatrując się w szyld restauracji. Matt oczywiście musiał pocałować Cat, bo przecież każda para to robi po wyjściu z samochodu, prawda? Nie mogą się od siebie oderwać ani na chwilę, jakby ich ktoś przyspawał.  
Do budynku weszłam również jako pierwsza. Nie chciałam na nich patrzeć. Czułam na sobie spojrzenie Matta, ale to ignorowałam, nawet jeśli skupiało się na moich nogach. Po co to robił?  
— Dzień dobry — powiedziałam z uśmiechem. Przy najdłuższym stole czekała dziewczyna, co chwilę poprawiając serwetki. — Zdążyliśmy na czas?
— Tak, oczywiście, pani Bonett.  
Stanęłam obok niej, przyglądając się uważnie przepięknym tortom. Matt i Cat stanęli naprzeciw. Znowu gapili się na siebie.  
— Poznajcie Susan. Piecze najpyszniejsze torty, jakie kiedykolwiek miałam przyjemność jeść. Dla was przygotowała pięć propozycji. — Wysiliłam się na uśmiech. — Susan, może powiesz coś więcej?
— Pierwszy jest orzechowy, potem śmietankowy, rumowy, czekoladowy i truskawkowy. — Susan wskazała dłonią talerzyki i widelce. — Proszę spróbować każdego z nich i podjąć decyzję. W razie wątpliwości, mogę spróbować połączyć smaki.  
Matt sięgnął po talerz i nałożył sobie kawałek pierwszego tortu. Myślałam, że skosztuje, ale podsunął go Cat. Och, no tak, narzeczona ma pierwszeństwo.  
— Dziękuję. — Cat przejęła od niego talerzyk z uśmiechem. Nabiła na widelczyk kawałek tortu, podczas gdy Matt sięgał po talerz dla siebie. — Jeszcze nigdy nie jadłam orzechowego tortu, Susan, ale muszę przyznać, że jest fenomenalny. — Zwróciła się do dziewczyny.
Spojrzałam na sweterek Cat. Poczułabym się lepiej, gdyby umazała go tortem. Najlepiej wszystkimi pięcioma. Musiałam się jakoś uspokoić, więc spojrzałam na Matta. Właśnie próbował śmietankowego tortu. Zjadł spory kawałek. Mój wzrok automatycznie zatrzymał się na dolnej wardze, umazanej śmietaną. Przez głowę przeszła mi myśl, że mogłabym pomóc mu coś z tym zrobić, ale Matt poradził sobie sam. Oblizał się językiem. Rozchyliłam usta, czując gorąc na policzkach. Nasze spojrzenia się spotkały, gdy kciukiem ścierał z wargi pozostałość po torcie. Musiałam to przerwać. Usłyszałam głośny jęk. Odwróciłam się w stronę Cat, przyklejając na twarz firmowy uśmiech.
— Wszystko w porządku?
Zerknęłam na talerzyk Cat. Chyba spróbowała już wszystkiego, podczas gdy Matt wciąż jadł jeden kawałek.  
— Nie — mruknęła, odstawiając talerzyk na stolik. — Niedobrze mi.
— Kochanie? — Matt natychmiast odłożył swój talerzyk i podszedł do Cat. — Chyba nie zaszkodziły ci moje dorayaki?
— To chyba po prostu za dużo słodkości jak na jeden dzień. Zwykle aż tyle nie jem — wyjaśniła, po czym zatkała usta dłonią. — Chyba muszę iść do toalety.
Spojrzałam na zaskoczoną Susan.  
— Może panią tam zaprowadzę? — zaoferowała się. — Przy okazji przyniosę szklankę wody.  
Cat pokiwała głową i poszła za Susan. Przygryzłam wewnętrzną część policzka, żeby się nie uśmiechnąć. Japończycy znali się na rzeczy. Słodkie naleśniki zrobiły swoją robotę. Może dzięki temu Matt przez jakiś czas nie będzie jej dotykał. Nie powinnam w ten sposób myśleć, bo byli narzeczeństwem, a ja — tylko piątym kołem u wozu. Zaczynało mi odbijać.  
Wbiłam wzrok w stolik, bo nie miałam ochoty patrzeć na Matta. No dobra, chciałam na niego patrzeć, ale jak miałam to robić, gdy Cat nosiła pierścionek zaręczynowy? Nie mogłam się w nim zakochać. Fascynacja była niegroźna. Jeszcze tylko parę miesięcy i będzie po wszystkim. Matt powie sakramentalne “Tak” i będzie po sprawie. Znowu zbiorę masę pozytywnych opinii. Może nawet Cat uwiesi mi się na szyi, dziękując? Co do ostatniego nie byłam pewna, bo dziewczyna wciąż mnie nie znosiła, ale przecież miałam w planach zorganizować jej ślub idealny.  
Westchnęłam cicho i od razu poczułam na sobie spojrzenie Matta. Przyglądałam się uważnie tortom, próbując skupić na nich całą swoją uwagę. Bezskutecznie. Matta gapił się na mnie nachalnie. Nie wiedziałam, o co mu chodziło. Nie czułam potrzeby, aby się dowiedzieć.  
— Prue, posłuchaj…
Zamilkł, bo Cat i Susan wróciły do nas. Odetchnęłam z ulgą, bo nie chciałam słuchać żadnych tłumaczeń.  
Przyjrzałam się Cat. Była przeraźliwie blada i ledwo trzymała się na nogach. Matt natychmiast znalazł się u jej boku.
— Kochanie? Może pojedziemy do domu?
— Ale mieliśmy jeszcze wybrać…
— Wybierzemy innym razem.
Cat spojrzała na Susan.
— Przepraszam. Te torty były naprawdę pyszne, to nie ich wina.  
Susan uśmiechnęła się delikatnie.
— Proszę nie zawracać sobie głowy tortami, tylko wrócić do domu i się położyć. Dobrze to pani zrobi.  
— Cat, mamy jeszcze trochę czasu — odezwałam się, bo przecież nie mogłam milczeć. — Odpocznij i daj znać, kiedy będziesz czuła się na siłach na kolejne spotkanie.  
Cat tylko pokiwała głową.
— Dzięki za wyrozumiałość.
— Jedźcie, ja omówię jeszcze kilka spraw z Susan, a potem wrócę taksówką po swój samochód.  
— Odwiozę cię — powiedział Matt. — Tylko najpierw zawiozę Cat do domu. I tak pojadę po coś do apteki, więc cię podrzucę.
Chciałam odmówić, ale wtedy odezwała się Cat:
— Tak, nie ma sensu, byś wracała taksówką, skoro przyjechałaś tu z nami.
Przykleiłam na twarz sztuczny uśmiech. Nie mogłam odmówić, bo Cat nie była głupia. Może zaczęłaby drążyć… Może wyczułaby napięcie między mną a Mattem… Odrzuciłam głupie myśli i patrzyłam, jak Matt obejmuje narzeczoną i wychodzą. Gdy zamknęły się za nimi drzwi, odetchnęłam z ulgą.  
— Słodka para, prawda? — zapytała Susan.  
— Tak, tak — mruknęłam. — Przygotowałaś dla mnie projekt tortu…
— Tak, mam. Zaraz przyniosę.
Wkręciłam się w rozmowę z Susan, bo chodziło o zupełnie inną parę. Nawet nie zauważyłam, ile minęło czasu, aż nagle obok nas pojawił się Matt. Podziękowałam Susan za spotkanie i wyszliśmy.  
— Boisz się konfrontacji ze mną, Prue? — zapytał Matt.
Zatrzymaliśmy się przy jego samochodzie.  
— Nie. Chcę po prostu wrócić do domu.  
— I to dlatego unikasz mojego wzroku cały czas?
Spojrzałam na niego niechętnie.  
— Przyjechałeś tu z narzeczoną i niby co miałam robić?  
Matt westchnął.
— Wiesz, że musimy porozmawiać o tym, co się stało.
— Nie odczuwam takiej potrzeby. To był błąd. Tyle.
— Masz rację, to był błąd. Nie powinienem był cię całować i za to przepraszam. Co nie znaczy, że nie spędziłem miło tamtego wieczoru. Dobrze mi się z tobą rozmawiało.  
Zabolało. Wiedziałam, że to błąd, ale liczyłam… Pokręciłam głową, czując się jak wariatka. Tamten incydent w ogóle nie powinien się zdarzyć.  
— I na tym tamten wieczór powinien się skończyć. Było fajnie, dobrze nam się gadało i tyle. — Przeczesałam dłonią włosy. — Przyjmuję przeprosiny, ale tylko pod warunkiem, że to już nigdy więcej się nie powtórzy.  
— Nie powtórzy. Możesz być spokojna.
Westchnęłam.  
— Możemy już jechać?  
— Oczywiście. Na co czekasz? Wsiadaj.  
Wzięłam głęboki wdech i zajęłam miejsce pasażera. Poprawiłam sukienkę, czując się odrobinę nieswojo. Zajęłam miejsce Cat. Przymknęłam na chwilę powieki i policzyłam do dziesięciu. Nie byłam sobą.  
Droga dłużyła się niemiłosiernie. Do głowy wpadały mi idiotyczne myśli. Za każdym razem, gdy Matt dotykał skrzyni biegów, skóra na nogach mnie paliła. Wyobrażałam sobie, że trzyma dłoń na moim udzie. To było idiotyczne, ale w jego obecności traciłam zdolność logicznego myślenia. W samochodzie było duszno i byłam wręcz pewna, że to z powodu Matta. Dlaczego nie mogłam być odporna na jego urok? Kiedy przekroczyłam granicę i pozwoliłam sobie myśleć o nim w niewłaściwy sposób?  
Gdy wreszcie zatrzymaliśmy się pod kawiarnią, dziękowałam Bogu, że nie palnęłam żadnej głupoty.  
— Dzięki — powiedziałam, łapiąc za klamkę.  
— Nie ma sprawy. Prue…? — Złapał mnie za nadgarstek, ale szybko puścił. — Może moglibyśmy spotkać się na kawie i pogadać? No wiesz, jak kumple.  
Mogliśmy? Czy on to widział? Wspólne siedzenie przy kawie i rozmawianie o głupotach? Może on potrafił nie myśleć o tamtym pocałunku, ale ja nie potrafiłam wyrzucić go z głowy. Nawet w głupim samochodzie fantazjowałam… Westchnęłam, bo co innego mogłam zrobić? Wiedziałam, że się zgodzę. To było głupie i naiwne, ale przecież nic złego się nie stało… Chyba.  
Zmusiłam się i spojrzałam na niego. Nie wyglądał na kogoś, kto ma nieczyste zamiary. Na dodatek uśmiechnął się w taki sposób…  
— Możemy spróbować — odpowiedziałam z wahaniem.  
Posłałam Mattowi półuśmiech i wysiadłam. Nie wiedziałam, co powiem Phoebe, ale byłam przekonana, że nie będzie zadowolona. Czułam, że moje życie wymyka się spod kontroli. Miałam nadzieję, że to było tylko złudzenie.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2942 słów i 16670 znaków.

Dodaj komentarz