Miłość, przyjaźń i inne ustrojstwa - 04

Piątek:

   Miałam nieodpartą ochotę potańczyć, więc ubrałam ładną kieckę, zrobiłam się na bóstwo i wyruszyłam na podbój świata. No dobra, przesadziłam, bo jedyne co można podbić w Tarnobrzegu, to komuś oko. Najzwyczajniej w świecie poszłam do lokalu, w którym można potańczyć.

Usiadłam przy wolnym stoliku i spokojnie piłam kupionego wcześniej drinka. Mniej lub bardziej chamsko odprawiam kolesi, którzy próbowali się dosiąść. Nie miałam ochoty na rozmowy z desperatami.  

Poszłam na parkiet i wywijałam z byle kim, dopóki nie zaczęły mnie napierdzielać nogi. Wtedy poszłam odpocząć w kolejce przy barze, w której naprawdę szło odpocząć nim człowiek się dopchał do którejś barmanki. Ścisk był tu dziś nielitosierny.

Kupiłam tym razem piwo. Gdy próbowałam wydostać się z tłoku, wywrócił się na mnie jakiś pijany dureń. Większość zawartości kufla wylądowała na mojej sukience i ubraniach chłopaka, który obok mnie przepychał się w przeciwnym kierunku. Wyrzuciłam z siebie piękną wiązankę przekleństw i zbluzgałam niezdarę, która mnie popchnęła. Ostatnio ciągle miałam pecha. To musiało być jakieś fatum. Nie było innej opcji. Zła karma, czy coś w tym rodzaju. Odwróciłam się do również klnącego kolesia, chcąc go przeprosić. I zaniemówiłam. To był Rafał. Oblałam piwem Rafała.

- ... jakbyś kurwa nie mogła patrzeć, gdzie leziesz, do kur... – nie skończył zdania. On też już mnie poznał. No szlag, więc jednak zła karma. Wiedziałam.

- Przepraszam – wydukałam wciąż zaskoczona jego widokiem.

- Jeśli chcesz zwrócić na siebie moją uwagę, nie musisz od razu oblewać mnie piwem, wystarczyło zagadać - przekrzyczał muzykę i wyszczerzył się do mnie.

Jego złość ulotniła się jak kamfora. Uśmiechnęłam się nieśmiało i wtedy wróciła moja pewność siebie.

- Wybacz, postawiłam na oryginalność - odpowiedziałam przekornie.

Odstawiłam resztę piwa na ladę i chciałam wyjść, ale on znów złapał mnie za rękę. To jakieś jego zboczenie z tymi rękami, czy jak?

- Zostań - poprosił i wlepił we mnie te niebieskie oczy, ale pod wpływem mojego gniewnego spojrzenia na jego dłoń, puścił mnie.

- Sorry, ale nie ma takiej opcji. Muszę się przebrać.

Wzruszyłam ramionami w geście bezradności i wyszłam z klubu. Nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. Jak na ironię, wylazło toto za mną. Odpaliłam powoli papierosa.

- Daj się chociaż na kawę zaprosić - produkował się niezrażony moją niechęcią do niego.

Popatrzyłam na niego podejrzliwie. Chyba zdał sobie sprawę z dwuznaczności swojej propozycji.

- Na zwykłą kawę, do kawiarni - pośpieszył z wyjaśnieniami.

Wcale nie miałam ochoty z nim pić kawy, ani spędzać z nim czasu w jakikolwiek sposób. Więc pomału zaczęłam iść przed siebie . Lazło toto obok mnie.

- To jak będzie z tą kawą? - nie poddawał się.

- Nie jesteś godzien, by pić ze mną kawę. Byłabym wdzięczna, gdybyś dał mi święty spokój. Co ja ci człowieku zrobiłam, że tak za mną łazisz? - zirytowałam się jego nachalnością.

- Pomogłaś mi, a ja zniszczyłem twoje rzeczy. Tylko i aż tyle. Chciałbym się jakoś odwdzięczyć - oświadczył.

- Nie możesz po prostu dać mi spokoju? - warknęłam.

- Daj się zaprosić na kawę, herbatę, piwo, czy co tam lubisz i przysięgam, że jeśli będziesz chciała, to zostawię cię w spokoju - zaproponował.

- Obiecujesz? - upewniłam się.

- Obiecuję - potwierdził.

- Będę tu jutro wieczorem. Po dwudziestej.

- Obiecujesz?

- Nie - odpowiedziałam bez zastanowienia, a on popatrzył na mnie pytająco. - Nie muszę obiecywać. Skoro mówię że będę, to znaczy że przyjdę na pewno.

Ucieszył się jak diabli. Musiałam niechętnie przyznać, że oczojebny miał ten uśmiech. Pocieszeniem było to, że przynajmniej na ten moment spławiłam Rafała.

Sobota:

Już przed siedemnastą wparowała do mnie Anka. Nie zapraszałam jej. Sama przylazła. Wyszykowałam się i poszłyśmy trochę szlajać się po mieście. Nie stroiłam się dziś, bo nie chciałam zwracać na siebie uwagi. Zwłaszcza tej niebieskookiego Rafała.

Po drodze wypiłyśmy po piwie w pubie i poszłyśmy na pizzę. Koło ósmej wieczorem, weszłyśmy z Anią do lokalu, w którym obiecałam Niebieskookiemu się pojawić. Wzięłyśmy sobie po kolejnym piwie, wypiłyśmy je gadając o głupotach i poszłyśmy tańczyć. Zamknęłam oczy i oddałam się muzyce. Czułam się cudownie. Włosy muskały moją szyję, plecy i twarz. Przyklejały się do błyszczka na ustach, ale w tamtym momencie mi to nie przeszkadzało. Po chwili otwarłam oczy, żeby kogoś przypadkiem nie zabić przez nieuwagę. I jak w jakimś kiepskim filmie odkryłam, że naprzeciwko mnie tańczył Rafał. Kurcze, mogłam jednak mordować na oślep.

Podłapał mój wzrok i uśmiechnął się do mnie, a właściwie błysnął zacieszem po gałach. Złapał mnie za rękę i tańczyliśmy we dwoje. Na początku za nim nie nadążałam. Po chwili jednak pozwoliłam mu się prowadzić. W pobliżu tańczyła Ania z jakimś samcem. Chyba nawet to był Drugi - ten, który towarzyszył Rafałowi, gdy wpadłyśmy na nich z pijaną Anką.

Bawiliśmy się tak przez dobrą godzinę, aż Anka ściągnęła mnie z parkietu do wolnego stolika. Przynajmniej pomyślała i na stole już czekało na mnie zimniuteńkie piweczko. Raj dla wysuszonych ust i gardła.

- Niezły jest - krzyknęła mi do ucha.

Powędrowałam za jej spojrzeniem. Patrzyła na Rafała stojącego w kolejce.

- Nie w moim typie, to tylko znajomy – wyjaśniłam obojętnie.

- Akurat - zaśmiała się i pokiwała głową. - Fajnie razem wyglądacie - puściła mi oczko i szturchnęła mnie łokciem.

Zrobiłam obrażoną minę i przewróciłam oczami.

- To nic z tych rzeczy – próbowałam tłumaczyć.

Anka tylko kiwała głową, ale nie skomentowała, bo przysiadł się do nas Rafał z kolegą. To na pewno był Drugi. Przedstawiliśmy się sobie i zapadła niezręczna cisza. Piotrek, bo tak ma na imię Drugi, zaczął podrywać Ankę. Przyjaciółka była wyraźnie zachwycona. Zastanawiałam się, czy jakby nie była wcięta, to też by się jej tak podobał. Nie zamierzałam się jednak wcinać. Przyda się jej trochę luzu, w końcu sporo ostatnio przeszła.

- Nadal jesteś na mnie zła? - zaczął rozmowę Rafał.

- Już mi trochę przeszło - wzruszyłam ramionami. Naprawdę już nie czułam na niego złości. Może nawet znów mi się zaczął podobać, ale do tak śmiałych myśli, nie chciałam się przyznać nawet sama przed sobą. W końcu zranił moją świętą babską dumę i nie zamierzałam mu tego tak łatwo wybaczać.

- Cieszę się. Fajnie się ruszasz - wysilił się na komplement.

- Wiem - odpowiedziałam skromnie.

- Żałuj, że nie widziałeś jak na rurze wymiata – wtrąciła swoje trzy grosze Anka. Gdyba można było zabijać wzrokiem, leżałby tu teraz jej spopielone zwłoki.

- Chętnie bym zobaczył - rozmarzył się natychmiast Niebieskooki.

- Zawsze możemy zmienić lokal – dodała zadowolona przyjaciółka.

Wypiłam na raz prawie całe swoje piwo nie komentując wypowiedzi ani Rafała, ani Anki. Chłopaki poszli za moim przykładem. Przyjaciółka już była pijana, więc nie czekałam aż skończy, choć nawet połowy jeszcze nie wypiła, i zawlekłam wszystkich na parkiet. Po dziesięciu minutach zaciągnęłam Ankę do WC. Tylko kobieta zrozumie jaka to ulga. Faceci nie muszą tak często latać, czego bardzo im zazdroszczę.

Kiedy wróciłyśmy, chłopaki tańczyli z innymi dziewczynami. Tańczyłam więc z Anką. Góra dwadzieścia sekund i zostałyśmy rozdzielone. Mnie przypadł pijany blondyn, towarzyszce chyba szatyn, który mimo że nie najpiękniejszy, to świetnie tańczył. Po dwóch minutach Rafał odbił mnie blondasowi. Dziewczyna, z którą tańczył, patrzyła za nim tęsknie. Nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem. Wyszczerzyłam się do niej złośliwie, ale mnie zignorowała.  

Rafał przyciągnął mnie do siebie.

- Nadal żałujesz? - powiedział mi wprost do ucha. Poczułam zapach jego skóry i perfum.

Zrobiłam nic nierozumiejącą minę.

- Nadal żałujesz, że mi wtedy pomogłaś? – sprecyzował.

Jego gorący oddech połaskotał mnie w szyję. Przewróciłam oczami i pokręciłam głową. Podobał mi się sposób w jaki na mnie patrzył. I ten jego cholerny zadziorny uśmieszek. "Losie! Marta przestań. Natentychmiast przestań! Angażujesz się, idiotko! Nie umiesz przecież kochać! Rozkochasz go w sobie, narobisz mu nadziei, a za trzy miesiące będziesz płakać, że się tylko zauroczyłaś i złamiesz mu serce! Zawsze się wycofujesz! Nie potrafisz kochać!!! Twoje serce leci sobie w chuja z tobą! Tylko ci się wydaje, że możesz się zakochać. WYDAJE CI SIĘ KURWA. W Y D A J E !!!" – ten komunikat wysłał mi mój mózg. Wiem, że miał racje.

Rozejrzałam się za Anką. Ta głupia siksa właśnie sobie siedziała z tym tancerzykiem i kończyła pić kolejne piwo! Oczy miała już mniejsze niż chińczyk oślepiony słońcem! Szlag! Rafał podążył za moim wzrokiem. Przeprosił mnie i odszedł na chwilę.

Blondyn znów chciał ze mną tańczyć. Odwróciłam się do niego dupą i tańczyłam sama. Był już zbyt pijany. Wolałam nie ryzykować, że mnie ohaftuje, więc na wszelki wypadek odsunęłam się na bezpieczną odległość. Trafiłam na Piotrka i pijaną Ankę, która bawiła się w najlepsze. Uśmiechnęłam się do nich. Dobrze że zaczęła tańczyć, bo chociaż trochę dzięki temu wytrzeźwieje. Piotrek pokazywał coś w stronę baru, więc podążyłam za nim wzrokiem. Rafał kiwał do mnie żebym podeszła.

- Co chcesz do picia? – krzyknął mi do ucha, gdy się zjawiłam.

-Nic – pokręciłam głową. Nie chciałam żeby za mnie płacił.

- Może jednak? - przekonywał.

- Nie, dzięki – zostałam przy swoim zdaniu.

Wziął sobie piwo i chciał mnie gdzieś ciągnąć, ale kazałam mu poczekać i też kupiłam sobie zupę chmielową. Patrzył na mnie z wyrzutem, ale później się zaczął śmiać. Wyszliśmy na zewnątrz. Zapaliłam papierosa i siadłam na krawężniku. Zrobił dokładnie to samo. No proszę, czyli jednak nie jest lalusiem, który martwi się najdrobniejszym pyłkiem kurzu na ubraniu.

Chłodny wiatr sprawiał, że przechodziły mi po plecach dreszcze. Paliliśmy pogrążeni w myślach. Nagle wyrwało mu się głośne beknięcie i chciał mnie za to przepraszać. Beknęłam prawie tak głośno jak on.

- Jesteś swoja baba – skwitował.

- Wiem kolego.

- Potańczymy jeszcze? Świetnie się z tobą bawię - zaproponował.

- Innym razem, Anka już ledwie chodzi - odmówiłam.

- To będzie jeszcze inny raz? - zapytał z nadzieją w głosie i z szerokim uśmiechem przyklejonym do twarzy.

Nie odpowiedziałam. Czy chciałam się jeszcze z nim zobaczyć? Za nim tu przyszłam, byłam pewna że nie. Ale moja pewność straciła na sile.

- Jest coś głupiego, co zrobiłem. Dotyczy to zwłaszcza ciebie. Stało się to za raz po tym, jak mnie spoliczkowałaś - podjął rozmowę po dłuższej chwili.

- Założyłeś się z Piotrkiem, że mnie przelecisz? – zapytałam. Równocześnie spokojnie oglądałam bąbelki w piwie. Tak fajnie sobie płynęły do góry, by zmienić się w małe bańki i zniknąć. Po jego minie widziałam, że trafiłam w sedno sprawy. - Wy faceci jesteście tacy przewidywalni. Wszyscy inni i tacy sami zarazem - stwierdziłam spokojnie.

- Nie jesteś wściekła? - zdziwił się.

- Wściekła? Nie. Ja się założyłam z Anką mniej więcej o to samo. Ale cieszę się, że mi o tym powiedziałeś - skłamałam.

- Serio? - Dociekał.

- Co serio? - Udałam, ze nie wiem o co pyta.

- Założyłaś się z nią? - Sprecyzował.

- No jasne że nie - złapałam się za głowę w hołdzie dla jego naiwności. - Chciałam żebyś się poczuł mniej winny. My baby nie jesteśmy aż tak głupie - skrzywiłam się.

Roześmialiśmy się obydwoje.

Patrzyłam w niebo i przyglądałam się gwiazdom. Ignorowałam gapiących się na nas ludzi. Udało mi się "złapać" jedną spadającą gwiazdkę. "Chciałabym jeszcze kiedyś kogoś pokochać całym sercem", pomyślałam.

Rafał też ją dostrzegł.

- Czego sobie życzyłaś?

- Żeby Anka okazała się lżejsza niż ostatnim razem, ale tu mi chyba gwiazdy nie pomogą - skłamałam.

- Gwiazdy może i nie, ale my z Piotrkiem chętnie - zaproponował.

- Więc gwiazdy jednak mi pomogą posługując się wami?

W tym momencie podeszła Anka z Piotrkiem. Właściwie to Piotrek wlekący Ankę. Odprowadzaliśmy ją wszyscy. Każdy podtrzymywał ją po kawałku drogi. Kiedy szła obok mnie, a chłopaki na chwilę zostali nieco z tyłu, zapytałam ją co myśli o Piotrku.

- Nie tańczy idealnie, ale całkiem fajnie. Tematów mu nie brakuje. Taki podrywacz. Całuje za to świetnie. I za nim go odprawie, mam zamiar sprawdzić jaki jest w łóżku – wysapała mi cichutko do ucha i zaczęłyśmy się śmiać.

Zimne powietrze dobrze jej robiło, bo szła już prawie sama, chwiejąc się lekko i zataczając.

– A ten Robert, z którym tańczyłam to strasznie biedny człowiek – przeszła do półgłosu.  

Mnie tam na biednego nie wyglądał.

- Bo wiesz, on ma dobrą pracę, wspaniały samochód, piękny dom i dużo innych równie fajnych rzeczy. Naprawdę. I on myśli, że jak ma już to wszystko, to wyobraź sobie, może mieć każdą kobietę, ale chciałby właśnie mnie!!! – wybuchamy śmiechem. Anka wspaniale to opowiada swoim pijackim głosem, naśladując mowę wspominanego kolesia. Równie zabawne robi miny i gestykuluje.

- I słucham tego jego pierdzielenia, i mówię mu, że ja tam nie mam takich dupereli, ale mam za to baaardzo bogate wnętrze i że mu współczuję, bo jak by na mnie się codziennie rzucało tyle plastiku, to była bym bardzo samotna. I pytam go czemu chce mieć właśnie mnie. To on mi na to, wyobraź sobie, że pierwszy raz widzi tak piękną kobitę jak ja. I że jestem taka mądra i inteligentna i coś tam jeszcze mówił, ale było za głośno i nie dosłyszałam. Mówię mu wtedy, że ja głupia to myślałam, że chce mnie upić i przeruchać, bo ja już dobrze podpita jestem. A on zaprzecza i tłumaczy, że wcale nie, że on by tak nie mógł i w ogóle. I wtedy, wyobraź sobie zauważam ciebie. Więc mu mówię, że szkoda że nie chce się bzykać, bo miałam nadzieję że fajnie będzie. Trzeba było zobaczyć jego minę! Hahaha! No i nagle mu się odwidziało i chciał się bzykać. Wtedy ja, wyobraź sobie, przepychałam się już do ciebie, a on złapał mnie kurwa za szelkę od stanika i pociągnął do tyłu!

- Przeżył to? – zapytałam zaciekawiona. Obydwie nie lubimy, gdy ktoś nas dotyka bez naszej zgody. Zwłaszcza obcy ludzie.

- Słuchaj dalej, teraz będzie najlepsze. I już się odwracam, a wzięłam porządny zamach, i już mam mu wymierzyć sprawiedliwość, a tam niespodzianka! Kurwa, nie ma go! To roześmiany Piotrek zatrzymał mnie, bo chciał tańczyć. No i że ciebie straciłam z oczu, więc zmieniłam kierunek i poszłam się z nim bawić. A że mi się kręciło później bardzo w głowie, to postanowiłam cię poszukać. Ale zniknęliście gdzieś z Rafałem. Chciałam do ciebie zadzwonić, a tu proszę! Twoja dupa spoczywa na krawężniku – śmiała się dalej Anka.

Ależ ona miała fazę. Zresztą mi się też ta śmiechawka udzielała.

Chłopaki nas rozdzielili i gołąbki zostały trochę z tyłu.

- Teraz jesteśmy kwita? – zapytałam Rafała.

- Myślę że tak - powiedział. Nadal się uśmiechał, ale tak bardziej sztucznie, jakby wiedział co za raz usłyszy.

- Więc teraz dasz mi obiecany spokój?

Jego niebieskie oczy zrobiły się smutne. Właśnie tak się zabija nadzieję w ludziach.

- Jeśli bardzo tego chcesz - bąknął cicho.

Nie chciałam. Naprawdę tego nie chciałam. Nie chciałam też, żeby się do mnie zbliżył. To ewidentnie był wrażliwy koleś, czyli nie dla mnie. Po prostu nie mogłam się do nikogo przywiązać. Nie umiałam kochać. Coś się we mnie spieprzyło na amen. Kiedyś ktoś popsuł to moje bijące, niezrównoważone cacko. Została tam tylko wielka, ziejąca pustką dziura. Kiedy udaje mi się ją wypełnić, i myślę, że moje serce już działa jak powinno, ono znowu robi się puste. Uczucia zdychają. Tak po prostu. Z dnia nadzień. Jestem zakochana i nagle nie jestem. Nie potrafię nic z tym zrobić. Nie wiem jak naprawić moje serce. Nie umiem.

- Chcę – odpowiedziałam siląc się na zdecydowanie w głosie. Znów skłamałam, chociaż gardziłam kłamcami.

- Mogę cię chociaż odprowadzić? – Poprosił patrząc mi w oczy.

- Jasne - uśmiechnęłam się, a jego pochmurna twarz się rozpromieniła.

- Wiesz, naprawdę świetnie tańczysz - podjął po chwili.

- Komplementy w niczym ci nie pomogą. Dużo ćwiczysz? – zapytałam.

- Nie ćwiczę w ogóle. Tańczę okazyjnie.

- Nie chodziło mi o taniec. Tak ogólnie pytam. Siłownia i te sprawy.

- Uwielbiam ćwiczyć. To źle?

- Nie, tylko cholera, strasznie ciężko mi cię zatargać wtedy było. Więc doszłam do wniosku, że albo jesz kamienie, albo ćwiczysz i dlatego ważysz więcej niż wyglądasz.

- Zdecydowanie jem kamienie, takie zboczenie.

- Szkoda że od razu nie powiedziałeś, bo bym cię toczyła po tym chodniku. Było by szybciej.

- Boże, jaka ty okrutna jesteś. Mogła byś mi coś takiego zrobić?

- Tak – wzruszyłam ramionami.

- Wiesz, mam pewien pomysł. Skoro ty mnie niemal niosłaś tak daleko... – w tym momencie niespodziewanie wziął mnie na ręce – ...to teraz moja kolej.

Śmialiśmy się obydwoje. Wniósł mnie nawet do małego marketu, poprosił żebym wzięła nam po piwie, a później żebym wyjęła mu portfel z kieszeni. Już wcześniej zauważyłam, że ma portfel przypięty łańcuszkiem do spodni. Wsunęłam mu dłoń do jego kieszeni.

- O Jezu! Coś dziwnego tu masz! – mruknęłam zdziwionym, zaniepokojonym głosem.

Przyglądało nam się kilkoro ludzi. Brwi Rafała powędrowały w górę, a na twarz wpełznął mu podejrzliwy uśmieszek. Nie chciałam się jeszcze roześmiać, więc wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową, żeby nie patrzeć mu na twarz i kontynuowałam.

– To jest takie długie! I grube! To jest ciepłe i takie... Twarde!

Nie wytrzymałam i obydwoje parsknęliśmy śmiechem. Wyciągnęłam w końcu ten portfel. Zrobiłam minę zachwyconego dziecka.

- Nie dość że ciepły, gruby, długi i twardy, to jeszcze śliczny! Dasz mi go? Proooszę!? Będzie mi do sukienki pasował! Prooszę. To taki fajny łańcuch! – śmiałam się w najlepsze.

Ludzie dookoła nas zasłaniali się, żeby się nie śmiać. Jakaś babcia wprost rechotała, a inna kobieta bełkotała coś o narkotykach i młodych głupich dziewuchach. Rafał zaniósł mnie do kasy. Puszki postawiam na taśmie dość daleko od siebie.

- Policzyć razem? – zapytała rozbawiona moimi wcześniejszymi wygłupami kasjerka.

- Nie – zaprzeczyłam.

- Tak - potwierdził Rafał. Kasjerka się uśmiechnęła jeszcze szerzej. - Niech pani policzy razem - powtórzył Niebieskooki.

I tak też kobieta uczyniła. Skorzystałam z okazji, że Rafał miał zajęte ręce. Z jego i swojego portfela wyjęłam po 2, 50 zł. Resztę wrzucam do jego. Pokręcił głową, ale nic nie powiedział. Dalej szliśmy już po ludzku. Siedliśmy na ławce przed moją klatką. Na szczęście Rafał nie komentował tego, że wysiadłam wtedy pod złym blokiem i w ogóle na całkiem innym osiedlu. Gadaliśmy o pierdołach. Był taki słodki i śmieszny. Zastanawiałam się, czy mogłabym się w nim zakochać. Ale gdzieś tam, głęboko na dnie serca, czułam że nie. Może na miesiąc lub dwa. Tylko takie głębokie zauroczenie. Chwilowe szczęście. Nic więcej.

Chłopak co raz częściej patrzył mi na usta. Wiedziałam, że chciał mnie pocałować, więc siadłam tak, żeby mu to uniemożliwić. Poprosił mnie o numer telefonu. Zdecydowanie odmówiłam. Był zaskoczony i rozczarowany. Zrobiło się tak jakoś drętwo. Krótko się pożegnaliśmy i każde z nas poszło w swoją stronę. Poczułam się podle, że go tak spławiłam.

- "Tak będzie lepiej" - szepnął mój mózg uspokajająco.

Serce pokazało mu w odpowiedzi fuck-a.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa 4 paź 2018

    Świetnie się czyta, tyle humoru, tekstów. Super

  • marTYNKA

    marTYNKA 21 lip 2017