Miłość jest ślepa cz 8

Wkrótce został przeniesiony. Nic nie powiedział nikomu.
W końcu ojciec Kasi nas nakrył. Na szczęście nie zawiadomił policji. Kasia nie wiedziała aż do końca. Rozwaliłam małżeństwo i rodzinę. Tak, czułam się winna, jak ty w przypadku Tomasza. Tylko więcej. Czy miłość może usprawiedliwić wszystko?  
  Maja odeszła od męża. On chciał by została, ale postawił warunek. Wiesz jaki. A ona na to nie przystała. Mnie nikt nie pytał... Kasia mnie znienawidziła. A ja? Kochałam Maję. A Maja kochała mnie. Używałyśmy tylko ciał. Nigdy nie stosowałałyśmy niczego innego. Moja rodzina się ode mnie odwróciła. To znaczy mieszkałam z nimi nadal. Nie wyrzucili piętnastolatki na bruk. Nikt nigdzie niczego nie zgłosił. Widywałam Maję jak często mogłam. Cud, że nikt nie doniósł. A kiedy chciał, właśnie mój ojciec, było za późno. Maja zachorowała na raka piersi. To trwało pięć tygodni. Z pięknej kobiety rak pozostawił skórę i kości. Byłam jedyną, która ją odwiedzała. Kochała mnie do końca. Umarła w moich ramionach. Po jej śmierci, nie mogłam się pozbierać. Zawaliłam karierę pianistki. Przestałam malować. Uczyłam się tylko języków. To trwało dwa lata. Zmieniłam się. Zaczęłam uciekać w ramiona kobiet. Miałam ich setki. Dwie na dzień. Ale nie byłam głupia. Dzieliłam moje kochanki na dwie grupy. Te z którymi miałam rozkosz i te którym ja ją dawałam. Oczywiście z nimi też miałam, ale czułam niewielką różnicę. Starsze kobiety, wpływowe, bogate. Nie masz pojęcia ile ze znanych osób znam od tej strony. Nigdy nie robiłam tego za pieniądze. Zawsze była tam odrobina uczucia. Może i mojego...
Dlatego Wacław mnie przyjął. Załatwię każdą sprawę. Facet jest głową, a kobieta szyją. One miały osiemdziesiat procent przyjemności z mężami, a ja dawałam im wszystko czego potrzebowały. Wiem kiedy zacząć, a kiedy się zatrzymać. Potrafię wyczuć, która ze mna pójdzie do łóżka. Jeszcze nigdy się nie pomyliłam. Dlatego wiedziałam, że zarówno Renata i Róża są moje. Ale do wczoraj liczyła się tylko Maja.
  Kayla przytuliła się do Romana i zaczęła płakać. Płakała długo. Mimo zapewnień, że wypije sporo, wypiła tylko pół szklanki...  
- Chcesz żebym z tobą został. Znaczy na noc?
- Nie śmiałam prosić. Tak. Potrzebuję twojego towarzystwa.
  Brunetka położyła się na kanapie, a głowę oparła na jego kolanach. Zanim się zorientował, zasnęła. W domu było ciepło, więc Roman nie obawiał się, że Kayla zmarznie. W ciągu kilku godzin bił się z myślami czy jednak ma nie iść do domu. Ale przecież obiecał i został. Wstał kilka razy za potrzebą. Myślał też czy nie zadzwonić do Marka, ale w końcu uznał, że dzisiejszy wieczór należy się tylko Kayli.  
  
Obudziła się około dziesiątej.
- Jesteś. Dziękuję - powiedziała cicho.
- Czy to nie będzie kłopot, że zostanę. Nie mam piżamy. Masz dwa łóżka?
- Cała góra jest wolna. Mam cztery pokoje na górze i dwie sypialnie na dole. Tylko łażę po nocy. Mogę wylądować w twoim łóżku - uśmiechnęła się.
- Jestem nie groźny dla ciebie - odwzajemnił jej uśmiech.
- Nie pytałam, ale teraz to zrobię. Powinnam się czuć winna, że zniszczyłam małżeństwo i zdradziłam przyjaciółkę?
- To nie twoja wina. Nawet nie wiem czy Maję należy winić.
- Nie sądzę. Jej mąż był zimny. Ale pomijając to wszystko. Może odebrałeś, że głównym motorem naszego zwiazku była rozkosz fizyczna. Nie. Najpierw tak myślałam. Obie byłyśmy dla siebie spełnieniem. We wszystkim. Rozumiałyśmy się bez słów. Wzajemnie znałyśmy swoje myśli. Czyż to nie dziwne, że nikt nie doniósł? Ja myślę, że coś nas chroniło. Możesz nie wierzyć, ale jak w przypadku Tomasza, on mógł mieć żal, ja przeciwnie. Nawet nie wierzę, że Bóg ją zabrał za karę. Wierzę inaczej. Co prawda wcześniej miałam różne myśli. Przyniosę ci piżamę. Jesteś trochę wyższy ode mnie. Mam kilka piżam. Na wszelki wypadek.
- Przydały się dotychczas?
- Do dzisiaj, nie.
- Kayla?
  Już po sposobie w jaki na niego spojrzała wiedział, że ona wie o co chce zapytać.
- Siedzi ci to cały czas, więc zapytaj.
- To była pedofilia.
   Podeszła do niego bardzo blisko, tak blisko, że czuł powietrze jakie wydychała z ust. Nie chodziło o zapach, bo ten był przyjemny, ale o dotyk powietrza, jako taki.
- Powiedziałeś to jako stwierdzenie. Znaczy tak uważasz?
- Myślę.
- Twoja odpowiedź jest dla mnie ważna. Tyle ci powiedziałam, że twój osąd powinien być prawdziwy.  
- Rozumiem, albo lepiej odczuwam, że ty chciałaś. Byłaś na tyle dojrzała umysłowo, że wiedziałaś. na co się decydujesz. Ale ona? Skąd ona mogła to wiedzieć. Po prostu ci uwierzyła?
- Nigdy nie kochałeś, dlatego twoja ocena jest fałszywa. Nie proszę byś zrozumiał. Chodzi o to żebyś to odczuł. A nie będziesz tego potrafił aż nie odczujesz miłości. Mojej i jej.  
  Odeszła, a on stał przed największym problemem z jakim się dotąd zetknął. Ale wiedział, że da sobie z tym radę i to już niedługo.

Roman umył się i położył w jednej z sypialni na górzę. Kayla spała na dole. Rozmyślał. O ewentualnej winie, o Bogu, o ludziach i o życiu. Tylko nie o tym co mu powiedziała, zaraz zanim poszła spać. W końcu, przed samym zaśnięciem, przypomniał sobie miłe chwię z Markiem.  
  Zaczęli poważnie myśleć o wyjeździe do Niemiec, a może do Holandi. Tylko to jeszcze było w formie roboczej. Co naprawdę przeszkadzało? Było super. Rozumieli się. Oboje byli wierni. Lecz prawdopodobnie czegoś brakowało. Wiedział podświadomie co to jest. Roman go nie kochał. Brakowało jednego milimetra. A to stanowiło odległość miliona mil.
  Obudził się w nocy. Czuł się dziwnie i nie rozumiał przyczyny, ale po chwili to się wyjaśniło. Ktoś obok leżał. Kayla. Sądził, że żartuje z tym lunatykowaniem. Spała zwinięta w kłębuszek, a tylko jej prawa dłoń obejmowała jego kark. Delikatnie odsunął kołdrę, bo coś przypuszczał. I jego przypuszczenia okazały się słuszne. Kayla spała tylko w małych figach, którego koloru Roman nie chciał dojrzeć. Cóż, gdyby był hetero, mógły różnie myśleć. Traktował brunetkę bardzo serio i tak odbierał jej słowa. To nie miało nic z fizyczności. Widocznie potrzebowała bliskości. Okrył ją ponownie. Obudziła się.
- Masz same kłopoty przeze mnie.  
- Nie. Jesteś najbardziej delikatną istota jaką znam. Śpij.  
  Ku zaskoczeniu, objęła go mocniej i tak wtulona zasnęła natychmiast. Zrozumiał. Najważniejsze pytnie wieczoru otworzyło się przed nim jak zwój papirusa z wyraźnymi heroglifami, których znaczenie odczuł. Bo on nie zrozumiał. Odczuł, a to uczucie runęło na niego jak huragan. Ale trwało tylko ułamek chwili. Poczuł się jak niemowle, które matka tuli do swojego serca. Zasnął.

Obudził się na dobre. Nie, coś mu w tym pomogło. Koncert e-mol opus 11, Fryderyka Chopina. Kayla miała talent.  
  Szybko poszedł do łazienki. Umył zęby przygotowaną przez nią szczotką. Ubrał się i zszedł na dół.  
  Zobaczył ją. Stopiona z fortepianem. W pięknej długiej, koronkowej sukni. Obok na stoliczku stały w kryształowym wazonie, konwalie, a w rogu pokoju siedział Nokturn. Spojrzał na Romana jakby chcial powiedzieć: Tylko bądź cicho.  
  Roman usiadł na skórzanym stołeczku i pozostał tam aż do końca koncertu. Kiedy ucichła muzyka, usłyszał ciszę. A w tej ciszy usłyszał coś czego nigdy wcześniej nawet nie umiał sobie wyobrazić
- Grałaś świetnie. Możesz zagrać coś na bis.
- Masz na myśli Etiudę rewolucyjną?
- Dokładnie.
   Po chwili zabrzmiał, krótki ale dynamiczny utwór, c- moll opus 10 nr 12.
Roman siedział urzeczony.  
- Dziękuję.
- Zrobiłam śniadanie. A później możesz iść.
- Jasne. Sobota. Masz randkę z Różą.  
- Spotykamy się na Krakowskim Przedmieściu. Napisała w nocy sms-a, a odczytałam go rano. Połazimy, a potem zobaczymy.  
  Chciał zapytać o noc, ale zaniechał. Poczuł, że Kayla wypełniła w nim jakąś ważną przestrzeń, o której istnieniu nawet nie wiedział...

Kilka kilometrów dalej, i pare godzin wcześniej, Renata siedziała w ciemnym pokoju. W jednym z kilku miejsc należącym do Johna Renkera. Miała klucze i znała alarm.  
  Mógł spotkać się z tą smukłą szatynką w każdym innym miejscu. Ale jej intuicja mówiła, że spotkają się właśnie tutaj. Oficialnie załatwiał ważne interesy w hotelu Bellotto. Przecież tam mógł zrobić co chciał, lub pewniej, oboje chciali. Renata zastanawiała się w czym nie była doskonała? Czego mu nie mogła dać?  
Jak to kobieta wie, kiedy jej luby idzie w bok? Renata nie wiedziała jak, ale wiedziała kiedy. Nie czuła nigdy innych damskich perfum. Nie miał bólu głowy, brzucha, nie przetrenował się na korcie. Zawsze sprawny, doskonały...  
  Usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Musieli być nieźle napaleni, bo zaczęli zaraz za drzwiami. Zanim ją zobaczyła, poczuła jej perfumy. Nawet nawet. Chyba Giorgio Armani, Si. Mogłaby z powodzeniem pracować jako pies do wykrywania narkotyków na lotnisku. Rozległ się szelest zciąganych stingów, a potem delikatny zgrzyt suwaka, jego spodni. Głębokie i przyspieszone oddechy napełniły ciszę pomieszczenia.  
  Zastanawiała się przez chwilę, że pewnie zepsuje im chwilę. Cóż, nie ma dymu bez ognia i są wióry, kiedy piłuje się drzewo. Zapaliła światło.
- Hej Johny. Chcesz trójkącik?  
  Zamarli.
- Co... co tu robisz, Rentko?
- Kto to? - usłyszała jej głos.
- To... to moja siostra. Nie wiem co tu robi.
  Blondynka podeszła bliżej. Jej były narzeczony próbował zapiąć spodnie, ale powiększona męskość wciąż to utrudniała.
- Tak, jestem jego siostrą, którą posuwa od czterech lat. Zrobić wam drinka?  
- Nie, dziękujemy. Johny, zadzwonię po taksówkę - powiedziała cicho dziewczyna.
- Ja już idę, skoro nie chcecie drinka. Johny jest w tym dobry, dopiero po moim trzecim, miewał. Ale biorąc pod uwagę zaistniałe fakty, muszę się zbadać i tobie bym też radziła.  
- Przepraszam, jestem Ewa - rzekła, nieco tylko zaszokowana dziewczyna.
- Miło mi. Miłej zabawy.
- Kurwa! Poczekaj.
- No wiesz, kochanie. Na razie się nie puszczałam. Mam dopiero zamiar, ale nie z zemsty. I z pewnością nie zrobię tego za pieniądze. Dostaniesz wszystko co twoje, z powrotem. I oczekuję tego samego od ciebie, kotku. Nie próbuj dzwonić, posyłać kwiatów i tak dalej. Było mi miło się z tobą ruchać, ale poważny związek jakim jest małżeństwo, to coś więcej, niż w twoim przypadku kilkadziesiąt, a może więcej, tych śmiesznych ruchów.
  Coś tam powiedział, że to słowo, to była emocja związana z sytuacją, nie dotycząca jej, ale blondynka nie chciała dłużej tu być. Zrobia co miała zrobić...
  Renata wyminęła ich i wyszła, a zaraz za drzwiami rzuciła klucze od tego domu, na betonowe schodki. Spokojnie szła dobrych dziesięć minut do swojego Mercedesa. Jej Mercedesa. Zarobionego za własne pieniądze.  
  Nie była nawet zła. W końcu co by to dało? To już drugi raz, pomyślała.  
  Ewa była niczego sobie, ale do blondynki, wiele jej brakowało. W fizycznych i umysłowych aspektach. Dlaczego drugi już facet zdradził tak ładną, nie głupią i do tej pory, porządną dziewczynę?
- No cóż, w ramach odstresowania wyląduję w łóżku tej kruczoczarnej nimfki. Może mnie czymś zaskoczy - powiedziała cicho do siebie.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2141 słów i 11587 znaków, zaktualizował 29 paź 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto