Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Magia i zmysły

...Kocham... kocham jak mi to robisz - powiedziała M. nie otwierając oczu.
Leżała przy mnie, ułożona głową na mojej klatce. Była w lekkim półśnie, ukołysana biciami mojego serca - ja zaś powoli, delikatnie, przeczesywałem jej rude włosy.
Patrzyłem w niebo i uśmiechnąłem się tryumfalnie, szczęśliwy , że mogę mieć ją tutaj , przy sobie ... po prostu mieć ją. Ten fakt pozwalał mi jakby odpłynąć od realnego świata. Ten fakt pozwalał mi wygasić odczuwanie wszystkich innych emocji, które nie związane były z JEJ obecnością obok mnie. Liczyła się teraz tylko ona, moja zielonooka Księżniczka. Uwielbiałem dotykać ją i smakować każdym moim zmysłem.
To nie jest tak, że ona mnie zauroczyła.. nie , to na pewno nie jest właściwe określenie. Nawet nie chodzi tu o to,że moje myśli nawet gdy nie było jej obok i tak sprawiały, że odliczałem minuty do momentu gdy ją zobaczę. Zakochany już byłem nie raz... I nie chodziło też o to , że mając jej niespełna pięćdziesiąt kilogramów na rękach czułem,że oto mam cały swój świat.
To było coś... coś takiego , co nie zdarza się nigdy. Coś o czym nadmieniali poeci, lecz zdrowy człowiek pomyśli : ot... poniosło artystę... to nie może mieć miejsca - nie w prawdziwym  
świecie.
Ale to się zdarzyło i... zdarza się nadal. Zdarzyło się mi , jej , nam ... Setki , ba , tysiące razy upewniałem się ,że może jednak się mylę. Że może to złudzenie trzydziestolatka, jakiś błąd  
systemu emocji przekłamujący rzeczywistość i budzący jakieś komórki nerwowe sprzed 15 lat, gdy każda miłość to była ta jedyna, na zawsze i na wieki. Ale nie. Nie, nie... nie. Nie umiem wytłumaczyć  
skąd TO się wzięło, gdyż sam moment gdy TO się wydarzyło był tak ... dziwny (to dobre określenie), że ciężko to opisać.  
Najzwyczajniej w świecie M. siedziała na ławce w parku, wykorzystując zapas dziesięciu minut jaki miała przed dotarciem do pracy, by wystawić swoje piegowate policzki na pierwsze wiosenne  
słoneczko, a ja ... najzwyczajniej w świecie przechodziłem obok tej ławki i zauważyłem,że mam rozwiązane sznurowadło , więc klęknąłem by je zawiązać. Gdy wstawałem , wstała też M. i tak staliśmy  
jak zamrożeni, metr od siebie, patrząc sobie w oczy. Ile to trwało ? Trudno powiedzieć... nie ustaliliśmy tego nigdy później, ale to były sekundy odczuwalne jak minuty.
Ten moment , jak długo lub krótko by nie trwał, zmienił WSZYSTKO.  
Nasza wymiana spojrzeń to nie była wymiana spojrzeń - to była wymiana kawałków duszy, by stworzyć jeden element, złożony z pierwiastka żeńskiego i męskiego.  
Żadne z nas nie jest w stanie przypomnieć sobie pierwszego słowa, ani tego jaki dokładnie był przebieg wydarzeń, który spowodował, że miałem w kieszeni skrawek papieru z napisem M. i jej numer  
telefonu. Ja pamiętam tylko jej szeroko otwarte zielone oczy i że co chwilę przełykała ślinę, jakby zasychało jej w gardle, a M. pamięta zapach moich perfum i , jak twierdzi, moją drżącą dolną wargę.
Nic więcej, nic !
A teraz ? Co widzę, zauważam i pamiętam ? Wszystko ! Ale nie wszystko , tylko WSZYSTKO ! I mogę na to patrzeć bez końca. Oboje wiemy,że to szaleństwo , bo M. ma to samo.
Kocham każdy jej kawałek i każdy jej ruch. Gdy pije rano kawę stojąc przy oknie balkonowym i uśmiecha się obserwując bawiące się na dachu garażu koty, to też widzę wszystko.  
Widzę radosne, zielone oczy, które udowodniły mi, że są zwierciadłem duszy.
Widzę lekko podniesione uśmiechem piegowate policzki i czuję gdy dotykają moich przy pocałunku.
Widzę spięte w kucyk rude włosy oraz jeden niesforny ich kosmyk, zwisający przy policzku i kończący sie nieco poniżej jej delikatnie wyrzeźbionego podbródka, a czuję go w ustach gdy zapląta się między naszymi językami.
Widzę delikatne płatki uszu, do których mówię dużo miłych rzeczy, a wieczorami , w łóżku , rzeczy miłe , ale nie do końca grzeczne.... a słyszę jej przyspieszony wtedy oddech.
Widzę odkryte ramiona, i czuję,że  znany mi smak , zapach i dotyk przyprawia mnie o szybsze bicie serca.
Widzę drobne ręce i dłonie, których widok sprawia ,że podświadomie czuję ich dotyk tak uwielbiany przez moje plecy...  
Widzę jej usta i czuję ich dotyk na swoim ciele.
Widzę jej uśmiech, a wzrokiem słyszę jej śmiech i radość...
Widzę .... i czuję to co widzę.
Pomieszanie zmysłów czy magia? A może to i to ?  
Nie wiem .
Dobrze mi z tym.
Jej też.
Nam.

takitammarek

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 851 słów i 4569 znaków, zaktualizował 7 cze 2020. Tag: #miłość

2 komentarze

 
  • Iga21

    Kiedy następne opowiadanie?

  • Wielbiciel

    No proszę.... nie spodziewałbym się;)