Krzyk orła cz 2

*
Marcin poprawił krawat, odczekał aż wskazówka sekundnika minie dwunastkę. Zadzwonił. W sekundę potem Kasandra otworzyła drzwi.
— Punktualny jesteś, nawet szwajcar by ci pozazdrościł.
— A ty chyba stałaś przy drzwiach?
— Tak, od minuty.
W drzwiach do dużego pokoju stali jej rodzice.
— To Marcin, poznajecie.
— Miło cię widzieć, Marcinie — powiedział ojciec Kasandry.
— Chcesz coś zjeść, Marcinie? — zapytała Estella.
— Dziękuję, właśnie skończyłem obiad.
— To my idziemy do pokoju — rzekła Kasandra. Jutro idę do niego i będziemy razem studiować antropologię i kosmologię. A teraz idziemy do mojego pokoju i byłoby fajnie jak byście nie pukali piętnaście razy. Jak będziemy chcieli herbaty, to wiem gdzie jest kuchnia. Ta opera zaczyna się o ósmej. Najlepiej wyjdźcie o siódmej, bo mogą być korki w śródmieściu.
Weszli do jej pokoju.
— Kass, ty tu rządzisz? — zapytał lekko zaszokowany Marcin.
— Ktoś musi.
Spojrzała mu w oczy.
— Jak wiesz, że tak lubię być nazywana?
— Nie wiedziałem, tak mi się powiedziało — odrzekł lekko speszony. A ty skąd wiedziałaś o antropologii i kosmologii?
— Też czytałam ,,Dwunastą planetę”.
Kasandra miała na sobie jeansy i bluzkę. Marcin nie był tym specjalnie zainteresowany, ale dostrzegał jej nienaganną figurę. Jej oczy się ,,śmiały”.
— Jesteśmy kumplami, tak?  
— Tak, czemu pytasz?
— Chciałam się upewnić. Zaraz znajdę coś dla ciebie, a na razie zdejmij koszulę i krawat.
— Nie bardzo rozumiem? — zdziwił się.
— Będziemy ćwiczyć, nie będę cię cały czas bronić. To ty będziesz musiał mnie.
Nadal nie rozumiał, ale miał do niej zaufanie. Zaczął zdejmować koszulę. Ona szperała w szafie. Wyjęła czarne spodnie od dresów.
— Kupiłam je pół roku temu w Domach Centrum i zastanawiałam się po co, ale teraz wiem.
Spojrzała na jego tors i pokręciła głową.
— Przebierz się. Ja się odwrócę. Mam nadzieję, że się nie wstydzisz.
Wstydził się i modlił w duchu, aby się nie spojrzała. Pierwszy raz w życiu dostrzegł, że wygląda okropnie.
— Masz jakąś koszulkę? — zapytał błagalnie.
— Pewnie tak, tylko czy się zmieścisz! Poczekaj, mam pomysł.
Wyszła zanim zdąrzył coś powiedzić. Słyszał, że pyta o coś rodziców, ale niezbyt wyraźnie. Domyślił się jednak. Po chwili Kass wróciła z duża koszulką.
— Wzięłam od ojca, jest czysta.
— A co będziemy ćwiczyć?  
— Aikido, wing shun, lecz na razie usiądziemy i posłuchamy muzyki. Usiądź wygodnie i pamiętaj, nic nie rób na siłę. Luźno. To przyjdzie.
Zaczęła płynąć muzyka jakiej nigdy jeszcze nie słyszał.
— Zamknij oczy i rozluźnij się.
Po chwili poczuł jej dłonie na karku. Najpierw odczuł mrowienie, dopiero potem, że się poci.
— Parę dni tak będzie, potem będzie lepiej. Pamiętaj, że to sekret.
Po chwili uświadomił sobie, że dawno nie czuł się tak dobrze. Ona zaczęła mówić coś w nie zrozumiałym języku. Muzyka niosła go gdzieś daleko...

                                                       *  
Rodzice Kasandry mieli wrócić o jedenastej. Marcin zadzwonił wcześniej do domu i poinformował rodziców, że wróci parę minut po dziesiątej. Ojciec nie był zbyt zadowolony z tej wiadomości. Marcin z trudem odłożył słuchawkę, zanim ojciec zdołał coś powiedzieć. Nie miał pewności czy dojdzie do łazienki.
— Nie tak źle jak na pierwszy raz, sądziłam, że będzie gorzej. Jakby było coś nie tak, to wołaj. Zgaszę światło. Poruszam się dość dobrze po ciemku.
Strumienie wody przyniosły ulgę. Tylko pierwszą godzinę treningu uznał za przyjemną. Potem było strasznie. Najgorsze co pamiętał, to jak pomagała mu robić pompki i przysiady. Czuł się okropnie, mimo że jej słowa go budowały.  
— Na którą mam przyjść?
Zbierał się do wyjścia.
— Po południu, pierwsza lub druga  — powiedział słabo.
— Dojdziesz?  
— Powinienem.
— Możesz mieć kłopot jutro rano, kiedy wstaniesz. Ale możesz mi wierzyć, za tydzień będzie lepiej.
Jakoś udało mu się dojść do domu. Ojciec zrobił zdziwioną minę na jego widok.
— Wszystko dobrze, synu?  
— Tak, chcę do łóżka — wydusił tylko.
Zasnął w tym co miał na sobie. Dobrze, że nastawił budzik na 10 rano. Udało mu się podnieść z łóżka po piętnastu minutach.
W kuchni spotkał rodziców. Na stole leżała sterta kanapek z szynką, serem. Dostrzegł również jajka na twardo i kiełbasę. Marcin dowlókł się do lodówki. Wyjął sok z pomarańczy. Wlał sok do szklanki i uzupełnił ciepłą wodą.
Rodzice tylko patrzyli na siebie.
— Nie będziesz jadł kanapek, to dla ciebie? — rzekła matka z troską w głosie.
— Nie, tylko sok.
— Rodzice Kasandry byli w domu, prawda?
— Tak, do siódmej. Potem poszli do opery.
Joanna popatrzyła na męża.
— Kass przyjdzie o pierwszej, bedziemy w moim pokoju i będziemy studiować kosmologię. Będzie fajnie jak nie będziecie przeszkadzać. Jest dobra pogoda na spacer.
Czuł, że ich zaszokował.
— Też was kocham — powiedział, zanim wszedł do swojego pokoju. Wybaczcie, muszę przygotować materiały.
Zamknął drzwi.
— Sądzisz, że powinniśmy porozmawiać z rodzicami tej dziewczynki? — zapytała Joanna.
— Nie. Na razie nic się złego nie dzieje.
— Przecież nic nie zjadł!
— Czy ty siebie słyszysz? Może zamierza się odchudzić. Jeśli to jej zasługa, chciałbym ją uściskać.
Zobaczył jej spojrzenie.
— W przenośni — rzekł. Może pójdzie ze mna pokopać piłkę.
Usiadł na kanapie i zaczął czytać gazetę.
— Kto?  
— Kasandra.
Odczekał chwilę i odłożył gazetę. Wiedział, że zobaczy pioruny w jej oczach. I nie mylił się.
— Marcin! Zgłupiałaś na stare lata. Wiesz co, jak tylko przyjdzie jego koleżanka, pójdziemy się przejść, kochanie — szepnął czule.
Joanna przyznała mężowi rację w duchu.
— Potem lody i zimna kawa, stawiasz?  
— Jasne, Aśka — odrzekł z miłością w oczach.
Joanna poczuła przyjemne mrowienie na plecach i karku. Uwielbiała jak ją tak nazywa.
                                                                               *
     Sala powoli się zapełniała. Kino wybudowano w tym samym czasie co resztę osiedla, więc ze zrozumiałych powodów właśnie jego mieszkańcy stanowili przeważnie widzów. Ale nie tylko. Kino było bardzo nowoczesne, zrobione na styl zachodni. Mieściło kilka mniejszych sal i jedną dużą z bardzo wielkim ekranem. Joli mama pracowała w wielkiej fabryce jako pracownik administrayjny. Z tego powodu miała darmowe bilety. Ponieważ film był młodzieżowy o profilu przygodowo-awanturniczym, chętnie dała bilety córce. Poza Jolą, miała jeszcze pięcioletniego chłopca. Film zrobiono dla nieco starszych widzów, więc oczywiście Daniel nie mógł iść z Jolą, pomimo że bardzo chciał. Tak jak przypuszczali Jola i Piotrek, widzieli znajome twarzy ze swojej klasy. Piotr czuł spojrzenia kolegów i koleżanek. Dzieci w tym wieku są dobrymi obserwatorami. Czuł się dumny. Poza Kasandrą, Jola ,,zajmowała” drugie miejsce w klasie, jako najładniejsza. O ile Kasandra wyglądała na swoje czternaście, Jola umysłowo i fizycznie mogła uchodzić za co najmniej szesnastolatkę. Jej piersi ledwo mieściły się w kubkach ,,3” i dziewczyna modliła się w duchu by już więcej nie rosły. Piotrek starał się zachować ,,pokerową twarz” i dopiero się rozluźnił, kiedy zgasły światła. Ale tylko na chwilę, bo poczuł dłoń Joli na swojej. Znowu elektryczne dreszcze zaczęły przebiegać w jego ciele. Dziewczyna jakby wyczuła jego dyskomfort, bo nachyliła się i szepnęła.
— Jeśli nie chcesz, zabiorę rekę — szepnęła.
— Nie zabieraj, jest fajnie — odrzekł cicho.
Zaczęli śledzić akcję. O ile dziewczyna czuła się zrelaksowana, Piotrek siedział jak na ,,szpilkach”. Odkrył po pewnym czasie, że większą część jego uwagi pochłania odczuwanie jej dłoni, niż sam film.
Nawet nie zauważył, że pojawiły się napisy końcowe.
— Fajny, nie sądzisz? — zapytała miło.
— Tak, dobry — odrzekł.
Starał się by zabrzmiało to naturalnie.
Ponieważ miał trochę pieniędzy, zaproponował lody. Jola ucieszyła się na z jego oferty.  
Dostał od rodziców forsę. Powiedział im, że ona ma bilety. Rodzice ucieszyli się, że idzie z koleżanką z klasy.
— Z kim idziesz? — zapytała mama.
— Z Jolą.
— O, z tą czarną?
— Nie z ,,Eifflą” — odrzekł.
— Och, sama ci zaproponowała? — mama Piotrka nie kryła zdziwienia.
— Coś nie tak? — zapytał Piotrek.
— Nie, nie — rzekła matka.

     Wyszli z kina.
— Nie widziałam Marcina ani Kasandry.
— Ani ja.
Jola wzięła go za ręke. Burza hormonów wybuchła na nowo.
— Lubię cię Piotrek, to że jestem wyższa chyba ci nie przeszkadza? Jesteś bardzo nieśmiały, ale zauważyłam, że patrzysz na mnie i słuchasz jak czytam no i wogóle, wiesz...
Poczuł, że nogi w kolanach robią mu się miękie. Jola nie była głupia i wiedziała, że mogą spodziewać sie plotek, szczególnie, że szli trzymając się za ręce.
— Nie musisz im mówić, że musnęłam cię ustami.                                                                                
Zobaczyła jego  spojrzenie.                                                                                                                  
— Przecież nie można nazwać tego pocałunkiem. Nigdy się jeszcze nie całowałam, a ty?  
— Też nie.  
Poszli na lody. On wziął czekoladowo-orzechowe, ona malinowo-wiśniowe.
— Chcesz się przejść? — zapytał.
— Trochę późno. Może jutro, w południe. W tym miejscu o dwunastej.
Odprowadził ją do klatki.
— To do jutra — rzuciła z połowy schodów.
— Cześć, dziękuję.
Zaczął odchodzić powoli do swojego bloku. Znowu cały świat wirował.
                                                                               *
Marcin poszedł otworzyć. Kasandra też przyszła punktualnie. Tym razem miała również jeansy i koszulkę. Marcin miał normalne ubranie. Zwykłe spodnie i koszulę.
— Cześć — powiedziała w drzwiach do Marcina. Dzień dobry — powiedziała do jego rodziców.
Miała chyba te same spodnie, ale inną, jaśniejszą bluzkę.
— Wczoraj zaczęliśmy pracować nad sylwetką Marcina, a dzisiaj mamy zamiar studiować kosmologię. Doszedł do trzech pompek, a jak w przyszłym tygodniu nie zrobi dziesięciu, to nie nazywam się Kasandra.
— Nie musiałaś im tego mówić — powiedział z lekkim wyrzutem.
Zamknął drzwi swojego pokoju, kiedy weszli. Na stole stały dwie szklanki soku, wszędzie indziej leżały książki.
— Powiedziałem im aby poszli na spacer.
— Powiedziałeś im? Zuch z ciebie.
Po kilku minutach Marcin zorjentował się, że Kasandra jest mocna w temacie.
— Od dwóch lat pasjonują mnie piramidy i świat sumerów. Nie sądziłem, że ty również się tym interesujesz.
Ona tylko się uśmiechnęła.
— Nie miałeś kłopotów z poderwaniem się z łóżka?
— Poderwaniem się, ale zajęło mi ponad 15 minut.
— Jutro będzie lepiej.
— Jutro?
Patrzył na nią uważnie.
— A co myślałeś! Przez pierwsze dwa tygodnie będziemy trenować co drugi dzień, potem codziennie.
— Oj — jęknął tylko.
— Wszystko będzie dobrze.
Klepnęła go przyjacielsko w bark. Tak mocno, że miał pewność, że pozostanie siniak.
— Masz siłę — powiedział tylko.
— Siła nie jest w mięśniach, ale ty ją masz również. Tylko jeszcze nie wiesz o tym...
Patrzył na nia z największym zdziwieniem.
— Nie dziw się, to prawda. Wątpie, czy Stasiek urwałby tą nogę.
Teraz sobie przypomniał i coś w nim zadrgało.  
Dalszą część czasu poświęcili piramidom.
— Zwróciłeś uwagę na ustawienie ,,Wielkiej”?
— Jasne, wskazuje pas Oriona.
— Słyszałeś o Dogonach?
— Tak, to fascynujące.
— Piotr i Jola są w kinie.
— Pewnie mało nie wybuchnie — powiedział Marcin.
— On nie wie jak bardzo ona go lubi. Ja wiem, bo mi mówiła. Będą pewnie ploty od poniedziałku.
— Nic nie słyszałem od ciebie!
— Jesteś swój chłop, zawsze to wiedziałam.
— Wychodzimy — usłyszeli głos jego mamy.
— Chcesz coś zjeść?  
— Ty się zapoznaj z tym, a ja się rozgoszczę w twojej kuchni.
Dopiero teraz zobaczył co przyniosła. Skrypty. Kopia jakiś bardzo starych dokumentów. W orginalnym języku sumeryjskiego pisma klinowego z uwagami po polsku. Marcin zdjął okulary. Uwagi niechybnie pisane ręką... Kasandry. Był dalekowzroczny, więc nie powinien nic zobaczyć bez okularów. A jednak widział wyraźnie. Nawet nie zauważył kiedy wróciła z jedzeniem. Na talerzu przeważały jarzyny i owoce, ale znalazło się kilka kanapek. Nie zauważył mięsa.
— Ty robiłaś te uwagi — pokazał na tłumaczenia.
— Tak. Orginały są w muzeum w Bagdadzie o ile jeszcze są. Rzucają nowe światło na... wszystko — powiedziała tajemniczo.                                                                                                      — Kass, czemu to robisz, ten trening?
Ona popatrzyła na niego jakoś inaczej.
— Już ci mówiłam, masz mnie bronić.
— Nie rozumiem — powiedział cicho.
— Zrozumiesz, kiedy nadejdzie czas.
Patrzyła na niego chwilę, a potem pocałowała go szybko w same usta.
— Kass...
— Cicho, nic nie mów. Wiesz, moi rodzice dali mi tak na imię nie przypadkowo. I jak się pomylą, mówią na mnie Kass. Ale tak mówi na mnie tylko mój mistrz, a teraz ty.
— Masz mistrza? — zdziwił się.
— Poznasz go, ale jeszcze nie teraz. Został jeszcze miesiąc szkoły, niepełny. Po wakacjach idziemy do ósmej klasy. Chciałabym abyś pod koniec przyszłego roku pobił Czarnego w skoku w dal.
Tym razem Marcin zareagował szybko. To co powiedziała, sprawiło że zapomniał na chwilę o pocałunku.
— Zwariowałaś, nawet jak dodam trzy moje skoki nie ma jeszcze sześciu metrów!
— Postaraj się, a ja zrobię wszystko inne — rzekła z uśmiechem.
                                                        *
Piotrek przyszedł na umówione miejsce za pięć dwunasta. Po chwili w drzwiach klatki schodowej pokazała się Jola. Miała krótką spódnicę i zieloną bluzkę. Słońce grzało miło. Nie mógł oderwać oczu od jej nóg. Jak to się stało, że nie zauważył ich wcześniej.
— Mam też sercę i duszę — powiedziała na przywitanie.
Piotrek zmieszał się mocno.
— Przepraszam — wydukał.
Zaczęli iść do parku. Minęli kilka osób i par. Nikogo z klasy. Zauważyli z daleka rodziców Marcina.
— Czasem chodzę do botanicznego albo do łazienek, bo tu jeszcze nie ma dużo drzew.
Piotrek pomyślał o Marcinie i o rozmowie jaką mieli zeszłej jesieni.
— Lubisz Marcina? — zapytał.
— Rozmawiałam z nim parę razy, ma dużą wiedzę. Pomógł mi raz z matmy, bo czegoś nie kąsałam.  
— Mówił mi o Bogu w zeszłym roku. Nawet ksiądz tak nie mówił jak on — powiedział Piotr patrząc w dal
Zamyślił się.
— Mówił mi jeszcze, że ja urosnę, a on wyszczupleje i poprawi mu się wzrok.
— Całkiem możliwe.
Nie poruszali więcej wzniosłych tematów.
— Co lubiłeś najbardziej na tym filmie?  
Piotr uświadomił sobie, że nie wiele pamięta z filmu. Chciał coś improwizować, ale zdecydował się powiedzieć szczerze. Nie wiedział jak ona to odbierze.
— Szczerze mówiąc, niewiele pamiętam. Poza tym, że trzymałaś mnie za rękę.
— Przepraszam.
— Nie masz za co, to było wspaniałe.
— Wiesz co Piotrek, podobałeś mi się już w szóstej i nie myślałam dlaczego. Ale teraz wiem. Jesteś odważny i szczery. Jest gorąco, chce mi się pić — powiedziała zmieniając nagle temat.
— Mi też zaschło w gardle, możemy iść do sklepu i coś kupić. Mam pieniądze — zaproponował.
— Do mnie jest bliżej, przygotowałam butelkę z wodą, ale zapomniałam.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 2594 słów i 15473 znaków.

5 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Almach99

    Uwielbiam teorie spiskowe zwiazane z piramidami.

  • AlexAthame

    @Almach99 Dzieki za zainteresowanie.To bardzo luźna interpretacja. To jedno z najładniejszych moich opowiadan.Fukushu-sha ma podobny początek, ale tamto nie jest tak łagodne.

  • AuRoRa

    Intrygująca ta Kassandra, piramidy i jej wiedza. Ciekawe jak to dalej się potoczy.

  • AlexAthame

    @AuRoRa Tak wszystkiego się dowiesz :)

  • nefer

    Czytam sobie i zaciekawiły mnie piramidy. Zobaczymy, co dalej.

  • Duygu

    Ciekawe te wątki miłosne. Trzymam kciuki za Marcina, wierzę, że jeszcze skopie tyłek swoim wrogom, hihi  :devil:  Będę czytała kolejne rozdziały  ;)

  • AlexAthame

    @Duygu Dziękuję za zainteresowanie. Marcin jest bardzo duchowy i nie wie dlaczego, ale się dowie. Młodzieńcza miłość jest zawsze słodka

  • fandosz

    A co dalej?????

  • AlexAthame

    @fandosz  Trochę cierpliwości. Ja i tak wrzucam przeważnie pięć stron na dzień.