Klątwy i uroki od zaraz - 05

Od samego rana Marta była milcząca i nie w sosie. Omlet z sosem bananowym, który przyrządził dla niej Niebieskooki tylko zdziobała widelcem. Dręczyła ją obietnica, którą złożyła poprzedniego dnia Rafałowi. Wcale nie miała ochoty mu niczego opowiadać. Z drugiej jednak strony, on się przed nią otworzył. Opowiedział jej o swoich lękach, niesprawiedliwościach, które go spotkały i niechlubnych błędach. A ona bała mu się zaufać.

- Źle się czujesz? - zatroszczył się Niebieskooki.

Miał na sobie tylko jeansy. Marta lubiła, gdy tak paradował po mieszkaniu. Teraz stał za nią, jego palce wczepiły się w jej ramiona i delikatnie je masowały.

- Nom, chyba za dużo seksu i mi zaszkodziło - uśmiechnęła się.

- Seksu nigdy za dużo. Może to przez te wczorajsze parówki z kolacji. Trochę się już lepiły za nim je usmażyłem.

Mała Wiedźma odłożyła widelec i odwróciła głowę do Niebieskookiego.

- No chyba sobie żartujesz - przestraszyła się.

- Ale masz głupią minę - roześmiał się Rafał. - Oczywiście, że żartowałem.

- Nie odzywaj się do mnie! - obraziła się.

- Oj, Niunia. Żarty tylko - przekonywał.

- Zamilknij - nie ustępowała.

Podszedł do niej. Uklęknął na obu kolanach i zadarł głowę do góry. Patrzył jej w oczy z uśmiechem, a ona na niego, jak na wariata.

- Rafał, co robisz? Wstań, nie chcę żebyś przede mną klęczał. Dziwnie się z tym czuję.

Usiłowała go podnieść, ale ją powstrzymał.

- Dobrze, nie chcesz moich słów. A mnie?

- Co? - zapytała skołowana.

- Wiem, że bywam upierdliwy. Wiem, że bywam nieznośny. Wiem, że czasami ostro przeginam. Czasami jestem egoistycznym dupkiem. Odbija mi, bo jestem o ciebie zazdrosny. Pokłóciliśmy się wczoraj, bo mi o sobie nie mówisz. Ukrywasz coś pod tym ciągłym śmieszkowaniem. To widać, gdy się zamyślisz.

- Rafał, ja...

- Poczekaj, Kochanie. Daj mi dokończyć. Wiem na pewno, że coś ukrywasz. Boisz się mi powiedzieć, co to jest. Nie chcę, żeby tak było. Dlatego przysięgam ci, że cokolwiek miało miejsce w twojej przeszłości, nie wpłynie to na nas. Zabiłaś kogoś, nieważne. Kradłaś, nieważne. Mieszkałaś pod mostem i kąpałaś się raz w roku w rzece, nieważne. Miałaś milion mężczyzn, nieważne. Obkładałaś ludzi paskudnymi klątwami, nieważne. Mordowałaś zwierzątka, też nieważne. Nie chcesz, to nie mów mi co kładzie cień na twoim życiu. Nie miałem prawa zmuszać cię, do rozdrapywania starych ran. Teraz jest teraz. Dużo o nas ostatnio myślałem i podpuszczałem cię czasami, bo musiałem mieć stuprocentową pewność, że nie mylę się co do ciebie. Dlatego w tej chwili Niunia przysięgam ci, że cokolwiek się wydarzy między nami, nigdy cię nie zostawię. Jesteś tą jedyną kobietą, jedyną tak silną miłością. Kocham cię i z całego serca pragnę, żebyś została moją żoną - zakończył.

Wyjął z kieszeni jeansów czerwone pudełeczko i otworzył je. W środku był pierścionek z białego złota z niebieskim oczkiem.

Mała Wiedźma się rozpłakała. Zsunęła się z krzesła w objęcia Rafała i pocałowała go namiętnie. Uśmiechnęła się i znów zaczęła beczeć.

- To chcesz być moją żoną, czy mam szukać innej? - zażartował.

- Naprawdę mi przysięgasz, że nawet jak coś się popsuje między nami, to nie odejdziesz? Nawet jeśli cię zawiodę?

- Niunia, jeśli mnie tylko nie zdradzisz, to dożywotnio jestem twój. Kocham cię.

- Nigdy cię nie zdradzę, Miśku - wychlipała.

- Wiem, że mnie nie zdradzisz, bo kto by cię chciał - dokuczał jej.

- Cicho, gamoniu - skarciła go z uśmiechem.

- A ty mi też przysięgniesz, że mnie nie zostawisz? - zapytał Rafał.

- Nie mogę - pokręciła ze smutkiem głową i załkała.

- Dlaczego? - przestraszył się Rafał.

- Bo jak mnie wkurzysz, to przywiążę cię nagiego łańcuchem do drzewa i zostawię w lesie na pastwę komarów - zażartowała.

- Zabiję cię - roześmiał się.

- To była zemsta za parówki - usprawiedliwiła się.

- Nadal mi nie przysięgłaś - zauważył.

- Przysięgam ci Kochanie, że wbrew przeciwnościom świata, zawsze będę przy tobie i zawsze będę twoja. Jesteś tym jednym jedynym. Kocham cię, Rafał i zostanę twoją żoną.

Romeo założył Małej Wiedźmie pierścionek na palec. Później kochali się wprost na zimnej podłodze w kuchni. Szczęścia, które czuli, nie da się opisać, bo słów tak pięknych w żadnym języku świata nie ma. Byli pewni, że ich miłość przetrwa wszystko, razem się zestarzeją i dotrzymają swoich przysiąg, choćby nie wiadomo co się zdarzyło. Meandry ich niezbyt łaskawego losu potoczyć się miały jednak inaczej. Szczęśliwa karta miała wkrótce się odwrócić.

Po miłosnych igraszkach poszli się razem kąpać. Ubrali się, Marta zaparzyła kawę. Palili papierosy przy otwartym oknie uśmiechając się do siebie. Niebieskooki wybębniał palcami na blacie stołu rytm piosenki "Nomy - I Love You Diane", która rozbrzmiewała z jego telefonu.

- Gotowy? - zapytała Marta.

- Na co, prawie żono? - zaciekawił się z rozbrajającym uśmiechem.

- Na przejażdżkę, prawie mężu - odpowiedziała tajemniczo.

- Dokąd chcesz jechać w ten deszcz? - drążył.

- Zobaczysz.

- Zabiorę cię gdzie tylko zechcesz, ale jeśli to będzie na koniec świata, to musimy najpierw jechać na CPN.

- No to do dzieła, Miśku. Podskoczymy też na chwilę do mnie, muszę wziąć coś z domu.

***
***Rafał***

Mała Wiedźma kiedy nie mówiła, jak mam jechać, patrzyła w szybę nieobecnym wzrokiem. Gdzieś ulotniła się jej radość, a mi udzielił się jej ponury nastrój. Deszcz na zewnątrz nie sprzyjał poprawie humorów.

- Zatrzymaj się tutaj - poprosiła.

Zatrzymałem się więc. Po lewej, jak okiem sięgnąć, ciągnął się sad. Po prawej stał opuszczony stary drewniany dom. Jeszcze się nie zapadł, ale całe podwórze zarosło krzakami. Myślałem, że Mała Wiedźma pójdzie sikać w krzaki, ale tak się nie stało.

- Jesteśmy na miejscu - powiedziała.

Odpięła pas, wzięła letni płaszcz z tylnego siedzenia i wysiadła. Trochę zaskoczony wygramoliłem się z samochodu. Mała Wiedźma właśnie odpalała papierosa, chociaż niedawno paliliśmy w samochodzie.

- Jak ci się podoba? - zapytała patrząc na dom.

Założyłem kaptur. Marta deszczem w ogóle się nie przejmowała. Czułem się skołowany. Nigdy wcześniej Mała Wiedźma nie zachowywała się tak dziwnie. Popatrzyłem jeszcze raz na dom, nie wiedząc co powiedzieć. Dwa kominy sterczały z krytego dachówką domku. Czarne ściany. Białe, obłażące z farby ramy okienne. Szyby oblepiał bród. Dom obrastał zielonym nalotem. Obok domu zdziczałe drzewa owocowe i studnia. Dalej zawalona stodoła i murowany budynek z eternitem na dachu. Chyba stajnia. Zastanawiałem się, czy Marta właśnie nie poddawała mnie jakiejś próbie.

- Dlaczego chciałaś tu przyjechać? - zapytałem.

- Chodź - powiedziała i ruszyła w stronę domu.

Zatrzymałem ją przy bramce. Nie popatrzyła na mnie. Wpatrywała się w budynek.

- Niunia, dlaczego tu jesteśmy? - powtórzyłem pytanie.

Niepokoiło mnie jej zachowanie. Westchnęła.

- Zaufaj mi i chodź za nim się rozmyślę - rzuciła krótko.

Poszedłem więc za nią. Nogą odgarniała wysokie pokrzywy i robiła ścieżkę. Podeszła do drewnianych drzwi. Wyjęła z torebki mały pęczek kluczy. Bez wahania wybrała właściwy i wsunęła go w zamek. Ustąpił bez większego problemu.

- Ale masz minę - uśmiechnęła się.

- Bo nic nie rozumiem - wyjaśniłem.

- Zaraz zrozumiesz, zapraszam - wskazała ręką wnętrze i weszła nie czekając na mnie.

W całym domu ściany pokryte były czarnymi wykwitami grzyba. Powietrze w środku było trochę stęchłe. Oprócz ganku w domku były dwa pomieszczenia. Duża kuchnia z dogorywającym żywota piecem kaflowym i duży pokój. Otwarte szafki były puste, albo sterczały z nich ubrania lub zakurzone graty.  

Na ziemi leżał biały prostokątny kawałek papieru. Uniosłem go i tak jak myślałem, była to fotografia. Trójka dzieciaków. Chłopczyk wcinający drożdżówkę bez wątpienia był Sebastianem. Pierwsza dziewczynka patrzyła prosto w obiektyw. Krótkie, potargane i krzywo obcięte włosy. Uchylone usta, jakby miała katar. Biała bluza z Kaczorem Donaldem upodobniała ją do chłopca. Trochę nieobecne spojrzenie na twarzy rozpoznałem natychmiast, to była moja Mała Wiedźma. A za nią jej młodsza siostra siedziała na wersalce z kotem na kolanach. Aparat uchwycił tył jej głowy, bo była odwrócona. Postanowiłem zabrać to zdjęcie.

Po kątach walały się stare zeszyty. Podniosłem jeden, gdy Mała Wiedźma wspinała się na parapet, żeby otworzyć okno zamknięte na górze i na dole na haczyki. Otworzyłem stronę tytułową i zrozumiałem, gdzie Mała Wiedźma mnie przyprowadziła.

Na stronie tytułowej widniało nagryzmolone: "Sebastian Rakowski, przyroda, kl. V". Przerzuciłem kilka stron, ale brat Małej Wiedźmy tak gryzmolił, że nie byłem w stanie niczego rozszyfrować. Za to wyraźne były wszechobecne czerwone napisy:

-"Brak zadania domowego, ndst"

-"Sebastian notorycznie przeszkadza w prowadzeniu lekcji, proszę o kontakt"

-"Brak zadania domowego: ndst. Ocena z odpowiedzi: ndst"

-"Sebastian wpychał dzieci do rowu. Proszę o wizytę w szkole. Pedagog 'Jakaśtam'"

-"Sebastian strzelił kolegę gumką recepturką w ucho. Proszę o kontakt"

-"Sebastian odsunął krzesło siadającemu koledze. Proszę o kontakt"

- "Sebastian podłożył koledze na krzesło pineskę. Proszę o kontakt"

-"Sebastian wrzucił do toalety woreczek z wodą i zatkał ją. Proszę o kontakt"

-"Sebastian uderzył kolegę szkolną linijką, proszę o kontakt"

-"Sebastian z kolegą urwali klamkę od drzwi w sali informatycznej. Proszę o pilny kontakt"

-"Sebastian wyrzucił koledze plecak do kałuży. Proszę o kontakt"

- "Sebastian rzucał mokrym papierem toaletowym w koleżanki. Proszę o kontakt"

-"Sebastian wywołał bójkę i pogryzł dwóch kolegów. Proszę o kontakt"

-"Sebastian uciekł ze świetlicy do szatni i powiązał ze sobą kurtki uczniów. Wyrzucił przez okno obuwie kilku kolegów. Proszę o kontakt"

-"Sebastian zamknął w sali gimnastycznej sprzączkę. Proszę o kontakt"

- To, Seby - powiedziała Marta, patrzyła na mnie z parapetu z uśmiechem. - Nie rozszyfrujesz, nawet on sam nie umie tego przeczytać - dodała.

- Czytałem uwagi - wyjaśniłem.

- To jabłko rozwalone na ścianie w szatni było w mojej obronie, tylko nie sięgnęło celu, bo Kuba zdążył się schylić.

- Nawet tam nie doszedłem. Twój brat  chyba nie był ulubieńcem nauczycieli, co? - powiedziałem odkładając zeszyt na miejsce.

- Och, diabełek był z niego - zgodziła się ze mną.

- Mieszkaliście tutaj, prawda? - zapytałem.

- Tak. Przenieśliśmy do miasta dopiero, jak skończyłam podstawówkę.

- I wszyscy mieściliście się w tym pokoiku? - zaciekawiłem się.

Mała Wiedźma spłonęła czerwienią.

- Niespecjalnie. Ja i Seba mieliśmy piętrowe łóżko, Natalia spała z rodzicami - wyjaśniła.

- A gdzie trzymaliście rzeczy?

- Powinieneś raczej zapytać, gdzie ich nie trzymaliśmy.

- A łazienka?

- W ganku za szafą stoi wanna, a reszta potrzeb w kibelku na zewnątrz.

- Nie było tam za zimno w zimie?  

- Nie kąpaliśmy się tam w zimie, tylko w miednicy z wodą w kuchni. Trochę jak w średniowieczu, ale ja sobie nie wybierałam - wyjaśniła.

- W ogóle nie miałaś tu prywatności, prawda?

- Nikt nie miał.

- A twoi rodzice, jak chcieli się bzyknąć, to co?

- A skąd mam wiedzieć? Nigdy ich nie nakryłam, a sami też się nie chwalili.  

- Jacy są twoi rodzice? - zmieniłem temat.

- Zobaczysz później - powiedziała.

- Jak zobaczę? - nie byłem pewien, co miała na myśli.

- Pojedziemy do nich na obiad. Nie rób takich oczu, powiedziałam im, że będziemy o szesnastej.

- Kiedy to wymyśliłaś? - zapytałem.

- W nocy. Obiecałam, więc ci pokazuję moją przeszłość. Właściwie to tylko wierzchołek góry lodowej, ale za dużo na raz źle by na mnie wpłynęło. Jak poszłam do siebie po klucze, to przy okazji zadzwoniłam do matki i siostry.

- Niunia, przepraszam. Jeśli źle się z tym czujesz, to zapomnij o całej sprawie. Nie chcę, żebyś to robiła wbrew sobie.

- Przepadło Rafał. Ja dotrzymuję obietnic. Wieczorem poznasz Natalię i jej chłopaka.

- Niunia, całe popołudnie mam być pod ostrzałem? - skrzywiłem się.

- Trzeba uważać o co się prosi, bo można to otrzymać - bąknęła nagle zadowolona.

- To było celowe, tak? Odgrywasz się, bo naciskałem na ciebie?

- Nie. Po prostu męczyłoby mnie to cały tydzień, albo i dłużej. A tak to wilk syty i owca cała.

Marta oprowadziła mnie też po kuchni i pokazała, co jak funkcjonowało. Podwórko sobie darowaliśmy. Wszechobecne chaszcze, do tego okraszone deszczem, nie zachęcały do zwiedzania.

Nie miałem pojęcia dlaczego wcześniej Mała Wiedźma tak wzbraniała się przed opowiedzeniem mi o sobie. Ciągle dziś mówiła o bracie i młodszej siostrze, ale o rodzicach tylko rzeczowe rzeczy w stylu: "Tutaj ojciec zagracił cały kąt wędkami". Nic o relacjach. Moje pytania o rodziców zbywała. Nie powiem, wzbudziło to moją ciekawość.

Marta porządnie zamknęła z powrotem okno i drzwi wejściowe. Uśmiechnęła się szeroko.

- Z czego się śmiejesz? - zapytałem.

- Kiedy byłam mała, myślałam że w niebie mieszkają olbrzymy. Że mają wielkie i piękne ogrody. A kiedy za dużo podlewali swoje kwiatki, woda przeciekała i dlatego padał deszcz. Właśnie sobie o tym przypomniałam - opowiedziała.

- Ja myślałem, że to anioły płaczą - wyznałem.

Mała Wiedźma pokazała mi też duży kościół, dwa małe sklepy i remizę strażacką, ale się tam nie zatrzymywaliśmy. Opowiedziała mi tylko śmieszne wspomnienia z tych miejsc. Ogólnie atmosfera rozluźniła się między nami i moja kobieta znów była przekorną sobą, a przynajmniej udawała, bo jej oczy były dziś smutne.

3 komentarze

 
  • Wiktor

    Wiktor · 5 wrz 2017 · 275272571

    Witaj.  Pisz, pisz kontynuację, bo też czekam.  Zaskoczyłaś mnie tą częścią.  Pozdrawiam Wiktor

  • Black

    Black · 5 wrz 2017

    Jestem bardzo ciekawa, jak ta historia potoczy się dalej  Przyznam szczerze, że takiego obrotu spraw się nie spodziewałam, ale część oczywiście cudowna

  • Megis

    Megis · 5 wrz 2017

    Miłość... Czy ona faktycznie istnieje?